50
lat temu, 1 stycznia 1967 roku, redakcja „Przekroju” – tak samo jak wszystkie
redakcje gazet ukazujących się obecnie - robiła podsumowania minionego roku i składała
czytelnikom życzenia.
Wyliczano
kto zmarł w roku 1966 (m.in. Jan Brzechwa, Stanisław Cat Mackiewicz, Anna
Achmatowa, Evelyn Waugh, Stanisław Jerzy Lec, Zofia Starowiejska-Morstinowa,
Montgomery Clift, Jan Kiepura, Tadeusz Bór Komorowski, Elizabeth Arden i Walt
Disney).
Pytano
czytelników co szczególnego przytrafiło im się w tymże roku (Aziza Święcicka,
maturzystka: „Zdałam maturę. Pojechałam z
mamą na wycieczkę do Budapesztu. Czy mogą być cudniejsze przeżycia na świecie?”).
Udzielano
ostatnich sylwestrowych porad: „Przypadkiem
nie wpadnij na pomysł w ostatniej chwili, że nie pójdziesz, bo nie masz w czym,
zmuszając wszystkich, żeby cię błagali i psując wieczór Twojemu partnerowi.
Oczywiście, że nie masz w czym, nikt nie ma w czym, albo jeżeli ma to jest to
okropne. Albo fryzura straszna. Albo się dzisiaj właśnie brzydko wygląda. Znam
to doskonale, bo też nie mam w czym pójść i okropnie wyglądam, więc Cię
rozumiem Czytelniczko, ale niech to wszystko zostanie między nami.”
Tym zaś,
którzy (a raczej które) chcieli nabyć na sylwestrowe i karnawałowe bale nową
kreację, podsuwano propozycję wprost z Paryża, na każdą kieszeń:
„Jeden z dyktatorów mody, Paco Rabanne, przedstawił
niedawno kolekcję sukien wieczorowych z… papieru. Strój taki z odległości 2
metrów przypomina do złudzenia najwytworniejszą kreację, kosztuje zaś tyle, co
4 pary pończoch. Problem taniej sukni sprowadza się do tego, czy wytrzymuje ona
bez uszczerbku kilka godzin zabawy czy balu. Francuska dziennikarka, Catherine
Nay, postanowiła wytestować taki strój. Oto jej notatki:
21.00
Z wielkim trudem wciągam suknię (długa, princesse, ozdobiona różyczkami ze
staniolu). Pęka jedno ramiączko. Naprawiam przy pomocy klejącej taśmy.
22.00
Wsiadanie i jazda samochodem niebezpieczne. Gubię 3
różyczki. Zimno mi.
23.00
Pierwsza próba – taniec. Mój partner, zauważając z bliska
strój, jest nieco zdziwiony. Drugim tańcem jest szybki jerk. Nie mogę ryzykować
zniszczenia sukni. Odpadają jeszcze dwie różyczki, wycofuję się z parkietu.
24.00
Pęka drugie ramiączko. Naprawiam, przyklejam różyczki. Zapalam papierosa. Znajomi
pytają, czy nie boję się zapalić sukni.
24.30
Słyszę pękanie papieru i chłód w okolicy żołądka. Pierwsza
poważna kraksa – spore zadarcie. Naprawiam.
1.00
Wyciągam rękę po szklankę i słyszę następny trzask. Tym
razem pęknięcie na plecach. Nie mogę naprawić na sali. Wychodzę.
2.00
Wracam, naprawiwszy zniszczenia. Czuję, ze na plecach
taśma klejąca przylgnęła do skóry. Trudno. Zgubiłam jeszcze kilka różyczek.
Suknia jednak nadal jest piękna i wytworna.
Wnioski:
Strój z papieru jest niewygodny, ale ogromnie zabawny w
noszeniu. Kilka godzin prawdziwego suspensu, czyli nerwowego napięcia.”
Wreszcie,
spisywano noworoczne postanowienia, życząc (sobie i innym), aby udało się je zrealizować:
„Nie palić więcej niż 32 papierosy dziennie (wliczając w to noc);
Dobierać
sobie starannie nieprzyjaciół (z Oscara Wilde’a);
Nie
mówić źle o sobie, nawet o własnym zdrowiu;
Nie
zadawać się z ludźmi, którzy są na diecie odchudzającej;
Nie
kupować niczego tylko dlatego, że trzeba po to stać w ogonku;
Nie
całować cudzych dziatek, chyba że ma się katar;
Nie
dawać nikomu rad; te, które się ma, chować dla siebie;
Nie
brać żadnych nowych leków, stare są wystarczająco szkodliwe;
Nie
poznawać ze sobą swoich przyjaciół, sprzysięgną się prędzej czy później przeciwko
tobie;
Nie
obgadywać cudzych psów, nawet kiedy są poza zasięgiem twojego głosu;
Nie
przepowiadać, nie wróżkować, chyba że się wie na pewno;
Nie
pokazywać kolan nikomu, z wyjątkiem myśliwych;
Dotrzymywać
terminów, choćby to cię miało narazić na miano nudziarza i wazeliniarza;
Na
spotkania z kobietami spóźniać się tylko 10 minut, z mężczyznami tylko 15 minut
(dla płci odmiennej odwrotnie);
Czytać
jedną polską powieść miesięcznie, a jeżeli nawet nie czytać, to kupować;
Nie
kupować za ciasnych pantofelków, żeby były nawet najpiękniejsze i
najmodniejsze;
Nie
jechać tramwajami na gapę. Trolejbusami też nie;
O
żywych nie mówić nic złego; jeżeli już musimy się wyżyć, mówić źle o
nieobecnych, na przykład o Dantem lub Juliuszu Cezarze;
Gadulstwo
to wada. Nie bać się milczenia, od tego jeszcze nikt nie zachorował;
Pamiętać,
że nie ma nic niemodniejszego niż zeszłoroczny ostatni krzyk mody;
Nie
chwalić własnych dzieci, psów, własnego zdrowia, własnych utworów, mebli,
przodków, przepisów kulinarnych, poglądów, powiedzeń, dowcipów, krewnych,
pomysłów, własnych osiągnięć, zarobków, sukcesów, chorób, wyników sportowych,
szczęścia w kartach i temu podobnych rzeczy, bo można to wszystko uroczyć, a co
wtedy???”
A ponieważ wszystko to wydaje się nadal w pełni aktualne, zaś w świeżo reaktywowanym „Przekroju”
nie zamieszczono (zdaje się, bo ciągle jestem w trakcie lektury) żadnych podobnie pogłębionych noworocznych życzeń, na tym poprzestanę.
Najlepszego!