Komiksy to zło.
Rozleniwiają (do czego innego
może prowadzić oglądanie obrazków?), demoralizują (zazwyczaj nie niosą ze sobą
żadnego przekazu, a już zwłaszcza o walorze dydaktycznym) i w ogóle są symbolem
najgorszego zła, którym nauczyciele straszą rodziców („I tylko proszę nie dawać mu do czytania żadnych komiksów!”).
Jako dziecko (bodajże
9-10-letnie) zaczytywałam się komiksami historycznymi wydawanymi przez „Sport i
Turystykę”. O ile dobrze pamiętam, moi rodzice nigdy nie przeczytali żadnego z
nich, ale – oceniwszy je po okładce - żywili przekonanie, że może i jest to
rozrywka, ale pożyteczna.
Czyż można było bowiem
przypuszczać, że jakieś zło może czaić się w książeczce napisanej ze szczytnym
zamiarem przybliżenia młodemu czytelnikowi pradawnych dziejów dawnych władców
jego kraju? W książeczce, która nie dość, że uczy historii, to do tego czyni to
w obcym języku (poszczególne komiksy były wydawane w wersjach dwujęzycznych:
polsko-niemieckiej, polsko-angielskiej i polsko-rosyjskiej, o ile mnie pamięć
nie myli)?
No ależ skąd, wiadomo.
Ach, gdybyż moi rodzice
wiedzieli, że w wieku 10 lat sumiennie powtarzałam zamieszczone w słowniczku
stanowiącym integralną część książeczki o Bolesławie Krzywoustym takie
niemieckie zwroty:
ciała poległych – die Leichen
der Gefallenen
oczy wyłupić – die Augen
ausstechen
podpalać – in Brand setzen
trup – die Leiche
Ach,
gdybyż kiedykolwiek przyszło im do głów, by zerknąć choćby na pierwszą planszę
czytanego przeze mnie po wielekroć komiksu! („co
robisz, córeczko?” – „uczę się o
Krzywoustym, mamusiu!”)
Być
może wówczas udałoby im się uchronić mnie przed zgnilizną i zepsuciem.
Niestety,
nigdy nie zerknęli i nie zainterweniowali.
Wobec
czego stało się. Przegniłam do imentu. Po czym przeniosłam zarazę na moje
dzieci.
„Łauma”
KaeReL-a może zmylić czujnego rodzica, o ile ten nieopatrznie oceni ją tylko po
okładce. Czyż może bowiem być niewłaściwą dla właściwie edukowanego potomka
książeczka, której główną bohaterką jest urocza dziewczynka o wielkich
oczętach, z fryzurą zwieńczoną starannie zawiązaną kokardą?
Fakt,
gdy przyjrzeć się bliżej, widać, że w tle czai się czarne COŚ.
Ci
z rodziców, którzy owo Coś dostrzegą, być może uchronią swoje dzieci przed
następnym krokiem, tj. przeczytaniem tekstu zamieszczonego na pierwszej
planszy.
Bowiem
czy książka, która zaczyna się od zdania „Pewnego
mroźnego dnia mój tata stał się mordercą”, może być odpowiednia dla dzieci?
Ba!
Dwie strony dalej, jedna obok drugiej, występują dwie – choć trudno to sobie
wyobrazić – jeszcze gorsze plansze.
Pierwsza
dotyczy samospalenia, i to w najbliższej rodzinie.
Druga
jest przejawem tendencyjnego spojrzenia na kapłanów dominującej w naszym kraju
religii.
Zgroza,
zgroza, zgroza.
Wykorzystując
niemieckie słownictwo, którego nauczyłam się w czasie lektury „Bolesława
Krzywoustego”, mogłabym zakrzyknąć: „Hilfe!”
(ratunku!), doradzić autorowi, że powinien Busse
tun (odprawić pokutę), ewentualnie go gefangensetzen
(uwięzić), co byłoby chyba
najrozsądniejsze, gdyż uchroniłoby nas wszystkich przed dalszym zepsuciem.
Niestety,
najwyraźniej za mało wkuwałam.
Nie
tylko nie wykrzyknęłam, ale i przeczytałam „Łaumę” sama, po czym wręczyłam ją
dzieciom z informacją: „przeczytajcie koniecznie!”.
To
samo powtórzyłam z „Kościskiem”, autorstwa tego samego KaeReLa. Możecie spisać nas na straty.
Jeśli
uważacie, że rozmawianie z dziećmi o śmierci to zło, nie bierzcie do ręki
żadnej z tych książek.
W
„Łaumie” to od śmierci wszystko się zaczyna; „Kościsko” mimo że pozornie całkiem o czym innym, ostatecznie także okazuje się niezwykle jej bliskie.
Jeśli
Waszym zdaniem świat dawnych wierzeń i legend to bujdy, które źle wpływają na psychiczny
rozwój Waszych pociech, czym prędzej spalcie obie książki na stosie. W „Łaumie”
ani rusz bowiem bez dawnych wierzeń Jaćwingów. Z kolei w trakcie lektury „Kościska”
przyda się znajomość bestiariusza słowiańskiego.
Jeśli
stoicie na stanowisku, że zwrot „motyla noga!” to najstraszniejsze
z przekleństw, z którymi mogą kiedykolwiek zetknąć się Wasze słodkie maleństwa, a słowo „skręt” powinno kojarzyć im się jedynie ze
skrętem w lewo lub w prawo, ewentualnie ze skrętem kiszek, rozważcie złożenie
zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa demoralizacji małoletnich.
Jednym
z morałów „Łaumy” jest bowiem to, że człowiekowi do szczęścia potrzebne są
wyłącznie „pagórki, zimne piwko i dobry skręt”. Czegóż jednak innego należałoby
się spodziewać po książce, w której padają słowa (upraszam o wybaczenie!): „pysk szczerbaty jadem pluje, cycem plecy
oklepuje!” oraz „pierdzi ogniem,
charczy, zipie, trupiobladym okiem łypie”?
Wasze
dzieci czytając „Łaumę” i „Kościsko” nie nauczą się żadnych przydatnych
obcojęzycznych zwrotów (uwaga, przypominamy wiedzę zdobytą w czasie lektury "Krzywoustego": „znienawidzony” –
„verhasst”).
Być
może będą się bały. Albo nawet zapłaczą.
Jeśli są inteligentne (a z pewnością są), zaraz jednak zachichoczą. A Wy razem z nimi, zwłaszcza gdy niektóre z plansz okażą się wprost wyjęte z Waszych wspomnień.
Niewątpliwie docenią też moc płynącą z opartego na zaufaniu współdziałania.
Docenią czas spędzony z rodzicami na wspólnym czytaniu książek.
Po czym pomyślą o miłości – zarówno tej niemożliwej, tej romantycznej, jak i tej bezgranicznej -
rodzicielskiej.
A
potem odłożą książki na półkę i się uśmiechną. Do Was, do siebie i do autora.
Bo
uśmiech dziecka kruszy najtwardsze serca. Nawet serca tych autorów, którzy jak
Karol Kalinowski zapowiedzieli, że kończą z komiksami dla dzieci.
Karol
Kalinowski (KaeReL) „Kościsko” i „Łauma”, Kultura Gniewu, Warszawa 2016.
"Bolesław Krzywousty/Boleslaus der Schiefmund" tekst Barbara Seidler, opracowanie graficzne Marek Szyszko, tłumaczenie Beatrysa Hirszenberg, Wydawnictwo "Sport i Turystyka", Warszawa 1984.



