Ostatnio słabo mi idzie. Innymi słowy:
ledwo zipię.
Nie czytam niemal
niczego, a nawet jak przeczytam, to i tak nie mam czasu i siły, bo cokolwiek o
tym napisać.
Dlatego dziś, w celu
dania oznak życia, samograj.
Będzie o kotach.
Właścicielką kota jestem
od niedawna. Choć należałoby raczej napisać, że od niedawna jestem tą
szczęściarą, którą ma jakiś kot.
Nasz kot jest stary i
doświadczony życiem. Z niejednego pieca chleb jadł i niejednego psa już pogonił
(ostatnio zrobił pokazówkę, po której nie wątpimy, że poradziłby sobie nawet z rottweilerem).
Pierwsze tygodnie współobcowania były raczej trudne (w użyciu były zęby i
pazury), ale to tylko dlatego, że nie wiedzieliśmy podstawowych rzeczy. Między
innymi tego jak się zwracać do kota.
„Milcz – jak powiada
jedna z zasad –
Jeśli kot pierwszy się nie zwraca”.
Ja bym się do teorii skłonił,
Że sam się możesz zwracać do nich,
Lecz pamiętając, że szalenie
Oburza je spoufalenie.”
T.S. Eliot „Jak zwracać się do kota”
Godność. To właśnie to,
czego od dwóch miesięcy brakuje mi każdego poranka (popołudniami i wieczorami
także, ale rano ów brak najbardziej rzuca się w oczy). Za każdym razem, gdy
rano wychodzę z domu („wychodzę” to nie jest właściwe słowo, adekwatniejsze
byłoby „wybiegam” lub „wypadam”), po głowie kołacze mi się tylko jedna myśl: „Żeby choć raz wyjść z domu z godnością…”
Zazwyczaj zerkam przy tym na kota, który – obrzucając mnie przeciągłym,
zdegustowanym spojrzeniem – z godnością (a jakże!) układa się w swoim ulubionym miejscu.
„Więc gdy w głębokiej
jest kot kontemplacji
I siedzi bez ruchu w skupionym
milczeniu,
To ta kontemplacja jest zawsze z tej
racji,
Że myśli i myśli o Trzecim Imieniu,
O swym zmyślnym, przemyślnym,
wymyślnym,
Niedodododomyślnym,
Tajnym, niedosięgłym, jemu tylko
właściwym
Imieniu.”
T.S.Eliot „Kocie imiona”
Zbiór wierszy T.S.
Eliota o kotach był w moim domu od zawsze, choć nie wiem dlaczego, bo nikt z
mojej rodziny nigdy nie miał kota. Po wielu latach sięgnęłam po niego i
wreszcie, po raz pierwszy, zrozumiałam. Wcześniej zmyliły mnie rozkoszne
ilustracje Janusza Grabiańskiego, na których widać puchate futerka i wielkie
oczy. Teraz jednak przeczytałam te wiersze na nowo i odkryłam, że T.S. Eliot dobrze wiedział,
w co należy grać z kotem. O ile on, rzecz jasna, na to pozwoli.
W przedmowie do
pierwszego polskiego wydania tłumacz Andrzej Nowicki wskazał, że „zawarte w tej książeczce wiersze zyskały w
Anglii ogromną popularność, choć nie wszystkie są łatwe, proste i „wpadające w
ucho”, jak to często wiersze dla dzieci bywają. Są żartobliwe, ale jest też w
nich jakaś dociekliwość, trud dotarcia do sedna zagadkowej kociej natury,
kociej tajemnicy; a może przez to – dotarcia do głęboko ukrytych ludzkich
tajemnic, własnych tajemnic?”

Pochodzące sprzed II wojny światowej wiersze Eliota to
zupełnie inna liga niż współczesne wierszyki Agnieszki Frączek. O ile Eliotem
zachwycać się mogę ja (moje dzieci łaskawie zgodziły się wysłuchać, ale zachwytów
zabrakło), o tyle Frączek celuje w bardzo młodszego czytelnika, któremu kotek
kojarzy się wyłącznie z puchatą, mruczącą kulką. Dotyczy to zarówno formy, jak
i treści. Proste, niekiedy aż za proste rymy, sympatyczne króciutkie historyjki,
krążące jednak raczej wokół kociego zewnętrza niż wnętrza (całkiem inaczej niż
u Eliota), milutkie filcowe ilustracje Iwony Całej.
Nie można jednak odmówić Agnieszce Frączek znajomości kociej
natury.
„Skąd wiem, że kończy
się jesień?
Bo słucham radiowych doniesień?
Nie…
Skąd wiem, że zima się zbliża?
Bo strzyka mnie gdzieś koło krzyża?
Eee…
(…) A podglądam własne koty.
Gdy się biorą do roboty,
gdy pakują wszystkie graty,
gdy przenoszą je na raty
w torbach, w siatach, w wielkich
pakach,
w walizeczkach i w plecakach,
gdy z kącika na kanapie
z bagażami w każdej łapie
wprost na grzejnik pielgrzymują,
wtedy wiem już: zimę czują!”
Do tej pory mieliśmy w
domu dwa kocyki, którymi dzieliliśmy się sprawiedliwie. Niestety, teraz jeden
został zajęty. Aż do wiosny chyba na stałe.
T.S.Eliot „Wiersze o
kotach”. Przełożył Andrzej Nowicki, ilustrował Janusz Grabiański. Instytut
Wydawniczy „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1970.
Agnieszka Frączek „Kotostrofy
czyli o kotach strofy”. Ilustrowała Iwona Cała. Wydawnictwo BIS, Warszawa 2012.