Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 stycznia 2015

...

Ileż trzeba tupetu, by po pół roku od wyprowadzenia się z domu, w którym zostawiło się starego kota, zadzwonić do jego nowych właścicieli z pretensjami, że doprowadzili zwierzę do tak złego stanu.
Jak wielką bańką iluzji trzeba się otoczyć, by uwierzyć, że wykonując taki telefon wykonuje się powinność przyzwoitego człowieka. Który wprawdzie wcześniej bez żadnych skrupułów porzucił kota z jego wszystkimi chorobami i problemami, ale za to teraz, po donosie złożonym przez uczynnego sąsiada zza płotu, potrafi poinformować tonem nieznoszącym sprzeciwu, że za chwilę przyjedzie i „zostawi kotkowi coś do jedzenia” oraz przyniesie mu „nowy kocyk”.

Na brak kota dostałam dziś paragon.
Na puste miejsce pod kaloryferem i w moim sercu nie mam niczego.
Na złych ludzi brak mi słów.


niedziela, 9 listopada 2014

T.S.Eliot "Wiersze o kotach", A. Frączek "Kotostrofy", czyli koty rządzą

Ostatnio słabo mi idzie. Innymi słowy: ledwo zipię.
Nie czytam niemal niczego, a nawet jak przeczytam, to i tak nie mam czasu i siły, bo cokolwiek o tym napisać.
Dlatego dziś, w celu dania oznak życia, samograj.
Będzie o kotach.



Właścicielką kota jestem od niedawna. Choć należałoby raczej napisać, że od niedawna jestem tą szczęściarą, którą ma jakiś kot.
Nasz kot jest stary i doświadczony życiem. Z niejednego pieca chleb jadł i niejednego psa już pogonił (ostatnio zrobił pokazówkę, po której nie wątpimy, że poradziłby sobie nawet z rottweilerem). Pierwsze tygodnie współobcowania były raczej trudne (w użyciu były zęby i pazury), ale to tylko dlatego, że nie wiedzieliśmy podstawowych rzeczy. Między innymi tego jak się zwracać do kota.

         „Milcz – jak powiada jedna z zasad –
         Jeśli kot pierwszy się nie zwraca”.
         Ja bym się do teorii skłonił,
         Że sam się możesz zwracać do nich,
         Lecz pamiętając, że szalenie
         Oburza je spoufalenie.”
                     T.S. Eliot „Jak zwracać się do kota”

Godność. To właśnie to, czego od dwóch miesięcy brakuje mi każdego poranka (popołudniami i wieczorami także, ale rano ów brak najbardziej rzuca się w oczy). Za każdym razem, gdy rano wychodzę z domu („wychodzę” to nie jest właściwe słowo, adekwatniejsze byłoby „wybiegam” lub „wypadam”), po głowie kołacze mi się tylko jedna myśl: „Żeby choć raz wyjść z domu z godnością…” Zazwyczaj zerkam przy tym na kota, który – obrzucając mnie przeciągłym, zdegustowanym spojrzeniem – z godnością (a jakże!) układa się w swoim ulubionym miejscu.

         „Więc gdy w głębokiej jest kot kontemplacji
         I siedzi bez ruchu w skupionym milczeniu,
         To ta kontemplacja jest zawsze z tej racji,
         Że myśli i myśli o Trzecim Imieniu,
         O swym zmyślnym, przemyślnym, wymyślnym,
         Niedodododomyślnym,
         Tajnym, niedosięgłym, jemu tylko właściwym
         Imieniu.”
                   T.S.Eliot „Kocie imiona”


Zbiór wierszy T.S. Eliota o kotach był w moim domu od zawsze, choć nie wiem dlaczego, bo nikt z mojej rodziny nigdy nie miał kota. Po wielu latach sięgnęłam po niego i wreszcie, po raz pierwszy, zrozumiałam. Wcześniej zmyliły mnie rozkoszne ilustracje Janusza Grabiańskiego, na których widać puchate futerka i wielkie oczy. Teraz jednak przeczytałam te wiersze na nowo i odkryłam, że T.S. Eliot dobrze wiedział, w co należy grać z kotem. O ile on, rzecz jasna, na to pozwoli.
W przedmowie do pierwszego polskiego wydania tłumacz Andrzej Nowicki wskazał, że „zawarte w tej książeczce wiersze zyskały w Anglii ogromną popularność, choć nie wszystkie są łatwe, proste i „wpadające w ucho”, jak to często wiersze dla dzieci bywają. Są żartobliwe, ale jest też w nich jakaś dociekliwość, trud dotarcia do sedna zagadkowej kociej natury, kociej tajemnicy; a może przez to – dotarcia do głęboko ukrytych ludzkich tajemnic, własnych tajemnic?



Pochodzące sprzed II wojny światowej wiersze Eliota to zupełnie inna liga niż współczesne wierszyki Agnieszki Frączek. O ile Eliotem zachwycać się mogę ja (moje dzieci łaskawie zgodziły się wysłuchać, ale zachwytów zabrakło), o tyle Frączek celuje w bardzo młodszego czytelnika, któremu kotek kojarzy się wyłącznie z puchatą, mruczącą kulką. Dotyczy to zarówno formy, jak i treści. Proste, niekiedy aż za proste rymy, sympatyczne króciutkie historyjki, krążące jednak raczej wokół kociego zewnętrza niż wnętrza (całkiem inaczej niż u Eliota), milutkie filcowe ilustracje Iwony Całej.

Nie można jednak odmówić Agnieszce Frączek znajomości kociej natury.

         „Skąd wiem, że kończy się jesień?
         Bo słucham radiowych doniesień?
         Nie…

         Skąd wiem, że zima się zbliża?
         Bo strzyka mnie gdzieś koło krzyża?
         Eee…

         (…) A podglądam własne koty.
         Gdy się biorą do roboty,
         gdy pakują wszystkie graty,
         gdy przenoszą je na raty
         w torbach, w siatach, w wielkich pakach,
         w walizeczkach i w plecakach,
         gdy z kącika na kanapie
         z bagażami w każdej łapie
         wprost na grzejnik pielgrzymują,
         wtedy wiem już: zimę czują!”

Do tej pory mieliśmy w domu dwa kocyki, którymi dzieliliśmy się sprawiedliwie. Niestety, teraz jeden został zajęty. Aż do wiosny chyba na stałe.



T.S.Eliot „Wiersze o kotach”. Przełożył Andrzej Nowicki, ilustrował Janusz Grabiański. Instytut Wydawniczy „Nasza Księgarnia”, Warszawa 1970.
Agnieszka Frączek „Kotostrofy czyli o kotach strofy”. Ilustrowała Iwona Cała. Wydawnictwo BIS, Warszawa 2012.