I
Młodszy, i Starszy dostali z placówek edukacyjnych przykazanie, by w piątek
pojawić się „na galowo”.
-
A czy w ogóle wiecie dlaczego? –
zapytała Matka.
-
No pewnie, bo jest święto Polski. –
z typową dla siedmiolatka pewnością siebie oświadczył Starszy.
Młodszy
ograniczył się do zrobienia okrągłych oczu i mądrej miny.
Ostatecznie
obaj w piątek ubrali się wyłącznie w piżamy. Czyżby zadziałał wirus akademijny,
częstujący katarem i kaszlem, ale wybawiający od nudziarstwa ku czci?
Może
tak. Żaden wirus nie wybawia jednak od gorliwej Matki, która postanowiła
zaatakować dziatwę patriotyczną książeczką, przygotowującą ich do niedzielnego
święta.
Od
postanowienia do realizacji tym razem droga bardzo daleka, a kłód po drodze
mnóstwo.
Obeszłam
kilka księgarni, gdyż wydawało mi się, że w liczącym około czterysta tysięcy mieszkańców mieście musi
się znaleźć coś „na temat”. Błąd. Pytany przeze mnie personel tylko połowicznie
reagował tak jak Młodszy, tzn. owszem, robił równie okrągłe oczy, ale zarazem
bardzo głupie miny.
Postanowiłam
więc zaatakować bibliotekę. Przemiła pani bibliotekarka, uprzedzona
telefonicznie, przygotowała się jak mogła.
-
Wie pani, jest problem. –
przywitała mnie od progu. – Jakby pani
starsze te dzieci miała, to coś bym może znalazła, ale dla takich maluchów w
zasadzie nic nie ma. Mogę pani zaproponować tylko to…
„To”
wygląda, jak widać.
Nie
jestem znawcą Sztuki. Nie mam na ścianie jeleni na rykowisku, ale nie mam też
niczego innego (poza rysunkami moich dzieci, które ze sztuk stały wyłącznie
obok sztuki kochania). Mam jednak własny próg wrażliwości estetycznej, po
którego przekroczeniu zaczynają mnie boleć zęby.
Teraz
mnie bolą. Halo, czy to pogotowie stomatologiczne?!
Ja
już pominę tę opaskę na okładce (można wszak zdjąć) z hasłem „Gorąco Wam polecam!
Katarzyna Łaniewska”. Sprawdziłam, bo nie wiedziałam kim jest ta pani i
dlaczego to ważne, że akurat ona poleca. Teraz wiem kim jest (postanowiłam
nawet w związku z tym czym prędzej przypomnieć sobie „Zbrodniarza, który ukradł
zbrodnię”, bo zaintrygowała mnie notka w Wikipedii, że pani Łaniewska „gra tam
siebie”), ale dalej nie wiem, czemu poleca. Trudno.
Gdyby
dało się to czytać zakrywając obrazki, może nawet i bym przeczytała dzieciom.
Ale
nie da rady. Obrazki są na górze, na dole, z boku, w środku. No nie mogę,
przepraszam, ale nie mogę. Sama obejrzałam i przeczytałam, ale im tego nie
zrobię. Jeśli już będą musieli w przyszłości chodzić do psychoterapeutów, to
niech znajdą sobie inny powód.
Co
do treści.
W
porównaniu do ilustracji błyszczy niczym zorza. Z dwóch pozycji, które
wypożyczyłam, zdecydowanie wolę jednak „Elementarz Małego Polaka”. „Cud nad Wisłą”, wydany w 90. rocznicę
Bitwy Warszawskiej, jest bowiem dla mnie za bardzo patetyczny i
bogoojczyźniany. Ponadto częstotliwość z jaką w tekście pada słowo „bolszewik”
(uwzględniając wszelkie formy fleksyjne) zdecydowanie przerasta moją
wytrzymałość (a poza tym uczono mnie, żeby używać synonimów w celu uniknięcia
nadmiaru powtórzeń).
„Elementarz małego Polaka” to z kolei
zbiór krótkich notek na tematy związane z Polską i polskością. Nie ma w nich
nadmiaru informacji (co poczytuję za plus, skoro jest to pozycja dla
najmłodszych czytelników), a tylko pobieżne przemknięcie się „po temacie”.
Kolejno mowa jest więc o godle i fladze, o hymnie, o stolicach Polski, o
zmianach w kształcie naszych granic, o świętych patronach Polski, o królach (i
w jednym zdaniu o prezydencie), o polskich rycerzach, o husarzach (no
przecież!), o polskich wodzach (ograniczonych do dwóch Józefów – Poniatowskiego
(?) i Piłsudskiego oraz jednego Tadeusza – Kościuszki), o polskich domach, o
tradycyjnych strojach, o polskim ucztowaniu i potrawach (bigos, ach ten
bigos!), o polskich szkołach (tak, jest też o Wrześni) i wreszcie – mój
ulubiony rozdział – „Astronom i papież, czyli o Polakach, których zna cały
świat” (poza przedstawicielami rzeczonych profesji pojawia się tam jeszcze
tylko muzyk i kompozytor Fryderyk Chopin, czytaj: Szopen).
Książeczka
jest więc, jak widać, bardzo poprawna politycznie i wyznaniowo. Na odwrocie
napis: „Patronat medialny: kochampolske.pl – kampania społeczna”
Wbijam
do Gogola. Nie ma „kochampolske.pl”, ale jest „kochampolske.com” – też kampania
społeczna. Cytuję z ich strony internetowej, z zakładki: „Idea kampanii”: „to społeczna akcja reklamowa organizowana
przez osoby działające non-profit, zainicjowana przez Młodzież Wszechpolską i
propagowana przez młodych narodowców i patriotów. Celem tego przedsięwzięcia
jest promocja nowoczesnego patriotyzmu i ukazanie miłości do Ojczyzny w
nietypowych, zaskakujących formach”.
Oj.
Po
kilku następnych kliknięciach okazuje się, że „w poprzednich edycjach”,
kampania była prowadzona przy użyciu domeny (czy jakkolwiek to się nazywa)
„kochampolske.pl”. Czyli dobry trop. Oj, oj.
Wchodzę
na podstronę „Jak pomóc” i przez nią na stronę kampanii na facebooku.
Przeglądam w ograniczonym zakresie, bo nie mam konta na fb, ale widzę możliwość
uzyskania informacji na temat wyjazdów na Marsz Niepodległości w dniu
11.11.2012r., pozdrowienia od ultrasów z Legii Warszawa, okraszone przepięknym
zdjęciem flagi ze swastyką i inne takie.
Ojojoj
to za mało.
Na
szczęście przypomniało mi się, że mam w domu książkę Małgorzaty Strzałkowskiej
z serii „ABC… uczę się!” pod tytułem „Polska” (ilustracje Piotra Nagina
znacznie lepsze niż poprzednie, choć też mnie osobiście nie powalają).
Jaki
miły wierszyk, o rany! Nie ma wprawdzie nic o świętych, ale jest o fladze,
Mazurku Dąbrowskiego, położeniu Polski w Europie, ba! nawet cytat z „Wesela”
dało się wpleść. I zaraz obok tego cytatu zbiór takich oto pięknych słów:
„ojczyzna, mama tata, miłość, rodzina, dom, przyjaźń, kocham, szkoła, góry,
koledzy, koleżanki”.
Tak,
drogie dzieci. Ojczyzna, mama, tata, kocham.
A
husarze niech sobie odlecą, w końcu po coś mają te skrzydła.
Joanna
i Jarosław Szarkowie „Elementarz małego Polaka”, Dom Wydawniczy „Rafael”,
Kraków 2008.
Joanna i Jarosław Szarkowie „Cud nad Wisłą”,
Dom Wydawniczy „Rafael”, Kraków 2010.
W
przypadku obu pozycji: rysunki Krystyna Mól.
Małgorzata
Strzałkowska „Polska”, Hachette Livre Polska, Warszawa 2008; ilustracje Piotr
Nagin.