„Jeziorko leżało czarne między ciemnymi świerkami, tylko pływające na
powierzchni lilie wodne połyskiwały biało. Ronja nie wiedziała, że to były
lilie wodne, ale patrzyła na nie długo i zaśmiała się cichutko tylko dlatego,
że istnieją.
Nad
jeziorkiem zatrzymała się cały dzień i robiła dużo takich rzeczy, o których
przedtem nie miała pojęcia. Rzucała do wody świerkowe szyszki i śmiała się,
kiedy zauważyła, że wystarczy plaskać stopą o powierzchnię wody, żeby zrobiły
się fale, które poniosą szyszki na jeziorko. Nigdy przedtem nie przeżyła czegoś
przyjemniejszego. Miło było tak plaskać stopami o wodę, a jeszcze milej, kiedy
odkryła, że wokół jeziorka rosną duże omszałe głazy, dobre do włażenia, i
świerki, i sosny, na które można się było wdrapywać. Ronja właziła więc i
wdrapywała się, póki słońce nie zaczęło tonąć za porosłymi lasem grzbietami
gór. Wtedy wydobyła ze skórzanego woreczka chleb i butelkę z mlekiem. A kiedy
zjadła i wypiła, położyła się na mchu, żeby chwilę odpocząć. Wysoko nad nią
szumiały drzewa. Leżała i patrzyła na nie, i śmiała się cichutko tylko dlatego,
że istnieją. Później zasnęła.”
Chcąc napisać o „Ronji,
córce zbójnika”, muszę zdecydować się o czym pisać.
Czy o tym, jak szybko
zapominamy, że można śmiać się tylko dlatego, że świat istnieje i jest taki
piękny?
Czy lepiej o tym, że każdy może spróbować odnaleźć w sobie beztroskie
dziecko z jego spontanicznym zachwytem, a lektura Ronji może w tym pomóc?
Mogłabym także nawiązać
do jakżeż modnego ostatnio tematu uprawiania sportu i wyznać, że im
więcej godzin spędzam w okolicznej puszczy, tym bardziej nie mogę się nadziwić
jak wiele osób nie daje sobie szansy na radość. Jak można biegać po lesie, mając
w uszach słuchawki? Czemu można chcieć odebrać sobie możliwość słuchania przyrody,
smakowania jej wszystkimi zmysłami? Jak można nie uśmiechać się tylko dlatego, tylko dlatego że ścieżka, którą przemierza się dzień po dniu, każdego dnia wygląda inaczej i każdego dnia istnieje?
„Uniosła głowę i powiodła wzrokiem dookoła. Wszystko wokół niej było
takie cudowne, uczucie zachwytu wypełniało ją od stóp do głów. I nagle jej
krzyk, donośny i przejmujący jak krzyk ptaka, rozdarł powietrze.
-
Musiałam wydać z siebie wiosenny krzyk, inaczej rozsadziłoby mnie – wyjaśniła
Birkowi. Posłuchaj! Chyba słyszysz wiosnę!
Przez
chwilę stali cicho słuchając, jak w ich lesie świergotało, szeleściło,
brzęczało, śpiewało i szemrało. Wszystkie drzewa, wszystkie wody, wszystkie
zielone krzewy żyły, wszędzie rozbrzmiewała zdrowa, dzika pieśń wiosny.”
Z drugiej strony, nie
sposób nie napisać o tym, że to książka o dojrzewaniu - tak dzieci, jak i ich
rodziców.
Bo niezwykle łatwo jest
kochać słodkiego malucha, ufnie spoglądającego w twarze rodziców i spijającego
każde słowo z ich ust.
„(…) życie w Zamku Mattisa toczyło się tak samo
jak przedtem. Z tą tylko różnicą, że teraz było tu dziecko. Małe dziecko, które
(…) sprawiło, że Mattis i wszyscy jego zbójcy zachowywali się jak mniej lub
bardziej pomyleni. (…) Bo było chyba przeciwne naturze, że dwunastu zbójców
razem ze swoim hersztem siedziało uśmiechając się głupawo i wydając okrzyki
radości tylko dlatego, że jeden maluch właśnie nauczył się raczkować wokół
kamiennej sali, zupełnie jakby większego cudu nigdy na tej ziemi nie widzieli.”
Nieco trudniej natomiast
wyrośniętego nastolatka, z jego własnymi poglądami i buntem przeciwko
rodzicielskim poglądom.
„-
Ty bestio, tego ci nie wolno robić!
Mattis
odepchnął ją, aż z głuchym łomotem upadła na podłogę. Teraz już się nie śmiał.
Był blady z wściekłości.
-
Co mówi moja córka? Że czego nie wolno mi robić? – zapytał z groźbą w głosie.
-
Mogę ci powiedzieć! – krzyknęła Ronja. – Wolno ci rabować pieniądze, towary i
wszystkie rupiecie, jakie ci się podoba, ale nie wolno ci tego robić z ludźmi,
bo wtedy nie chcę być dłużej twoją córką.
-
Kto tu mówi o ludziach – powiedział Mattis głosem zmienionym nie do poznania. –
Schwytałem gada, wesz, złodziejskie nasienie i wreszcie oczyszczę zamek mojego
ojca. Potem możesz być moją córką albo nie, jak sobie chcesz.
-
Jesteś wstrętny! – wrzasnęła Ronja.”
Dobrze jednak czasem
pamiętać, że im bywa równie trudno jak nam. Bo my swój świat zazwyczaj już
zbudowaliśmy, a oni stoją dopiero na początku drogi i sami muszą zdecydować, w
którą stronę skręcić. My możemy być tylko drogowskazem. Jeśli zapisanym
miłością, może nie miną go obojętnie, postępując wbrew jego wskazaniom. A jeśli nawet tak zrobią, może po pewnym czasie
zawrócą. Albo chociaż obejrzą się przez ramię.
„Na kamieniu przy źródle ktoś siedział. Był to Mattis, on i nikt inny!
Poznała tę czarną kędzierzawą głowę i serce w niej zadygotało. Zaczęła płakać.
Stała wśród brzóz i cicho płakała. Wtedy zobaczyła, że Mattis także płacze. (…)
Ciągle jeszcze jej nie zauważył, ale w tym momencie spojrzał i zobaczył ją. Zasłonił
oczy uniesionym ramieniem, żeby ukryć łzy, a w tym ruchu była taka bezradność i
rozpacz, że Ronja nie była w stanie na to patrzeć. Z krzykiem podbiegła do
niego i rzuciła się w jego objęcia.
-
Moje dziecko – wyszeptał Mattis. – Moje dziecko!
Potem
zawołał na całe gardło:
-
Mam znowu swojej dziecko!
Ronja
płakała wtulona w jego brodę i spytała szlochając:
-
Czy teraz jestem znów twoim dzieckiem, Mattis? Naprawdę jestem twoim dzieckiem?
A
Mattis płacząc odpowiedział:
-
Tak, zawsze byłaś, Ronju! Moim dzieckiem, za którym płakałem dzień i noc. Boże
mój! Co ja wycierpiałem!”
| źródło zdjęcia |
Gdybym chciała dalej
ciągnąć tę wyliczankę, miałabym w czym wybierać.
Mogłabym bowiem napisać
i o sile prawdziwej przyjaźni, i o rodzącym się uczuciu. Znalazłoby się także parę
pięknych fragmentów o odchodzeniu i śmierci.
Jeślibym do tej pory jeszcze nie
wiedziała, że Astrid Lindgren była genialną pisarką, teraz znalazłabym dowód nad dowody.
„Nie próbuję świadomie wychowywać czy wpływać na dzieci, które czytają
moje książki. Jedyna nadzieja, którą ośmielam się mieć, to to, że może moje
książki przyczynią się choć odrobinkę do zwiększenia ludzkiej życzliwości i
dobroci.”
Czytajcie Lindgren sobie
i dzieciom. Nie zaszkodzi, to pewne.
Astrid Lindgren „Ronja,
córka zbójnika”, przełożyła Anna Węgleńska, ilustrowała Ilon Wikland. Nasza
Księgarnia, Warszawa 1990.