
W tym roku miało nie być
w ogóle. Nie dość bowiem, że – działając po raz pierwszy na własny rachunek - nie
wywiesiliśmy flagi (aby wywiesić, trzeba ją mieć, a do sklepu z flagami było nam dotąd nie po drodze), to jeszcze zaplanowaliśmy na dzisiejszy dzień leżenie do góry
brzuchami i nicnierobienie, stanowczo wykluczające uczestnictwo w
jakichkolwiek obchodach.
Wczoraj jednak
rozpakowując kolejny karton natknęłam się na należący jeszcze do moich dziadków,
oprawny w ramki, jedwabny portret Piłsudskiego i zmiękłam. Może nie na tyle, by
zająć się klejeniem kotylionów, ale wystarczająco mocno, aby wszcząć poszukiwania odpowiedniej na dzisiejszą okazję książki.
„Nasza Paczka i
niepodległość” nadała się znakomicie.
Starszy, który od tego
roku jako czwartoklasista uczy się w szkole szeregu odrębnych przedmiotów, szczerze
nie cierpi dwóch z nich. Pierwszym jest religia (to temat na osobny post), zaś
drugim historia. Wcale mu się nie dziwię. Gdyby mnie uczono historii w taki
sposób jak jego (z zadęciem i w całkowitym oderwaniu od tego, co go interesuje),
z pewnością czułabym to samo. Podejrzewam, że jego
nauczycielka nigdy dotąd nie wsłuchała się w głosy neurodydaktyków, zwracających
uwagę na to, że uczymy się dzięki emocjom. Innym niż nuda.
Zofia Stanecka chyba nie
jest nauczycielką (w każdym razie nic mi o tym nie wiadomo), ale nowoczesne i
skuteczne metody nauczania ma w małym palcu.
Daniel de Latour raczej nigdy
nie zilustrował żadnego podręcznika, ale najwyższa pora, by to zmienić.
W duecie stworzyli książkę, która ma szansę stać się nowoczesnym narzędziem pomocnym w
nauczaniu historii, przydatnym nawet dla takich patriotycznych leniwców jak ja.
Dlaczego?
Po pierwsze, narratorem
jest dziecko (Jacek), lat pewnie około dziesięciu, szef Paczki, którą oprócz
niego tworzą jeszcze jego rówieśnicy: Malinowski, Jagoda i Wiktor (obsadzający
niezbędną w przypadku takiej książki rolę mądrali, udzielającego mimochodem niezbędnych wyjaśnień) oraz szczerbata Maśka, młodsza siostra
Jagody.
Po drugie, niezbędne
historyczne informacje (podane w przystępny, choć mocno skondensowany sposób)
poprzedzone są każdorazowo krótką fabularną historyjką, nawiązującą do tego,
czym żyją dzieci. Można oczywiście wybrzydzać, że bohaterowie nie mają tabletów
i nie grają w Minecrafta, ale akurat w przypadku moich synów (którzy wprawdzie
nie mają tabletów, za to namiętnie tworzą minecraftowe światy), osadzenie akcji
w mieszczącej się na drzewie bazie okazało się strzałem w dziesiątkę. Minione
wakacje spędzili bowiem głównie w krzakach, rosnących opodal naszego starego
mieszkania, gdzie – wespół z grupą innych dzieci – zajmowali i
odbijali kolejne bazy, następnie pieczołowicie je rozbudowując. Pełni emocji
słuchali więc o przygodach członków Paczki, którzy – podjudzeni przez Dziadka
(a jego ojciec walczył jeszcze pod Piłsudskim) – rzucili się walczyć z
najeźdźcami, próbującymi odebrać im Bazę. „Nie
dajcie sobie wydrzeć niepodległości!” – nawoływał Dziadek, a moi synowie
kiwali głowami z pełnym zrozumieniem, dobrze jeszcze pamiętając, jak sami walczyli ze wstrętną
Maryśką, jej koleżanką Lidką oraz ich braćmi.

Po czwarte, ilustracje i
szata graficzna. Nowoczesna, ale zarazem ładna (co nie zawsze idzie w parze); sympatyczna,
zachęcająca do czytania. Są czarno-białe i kolorowe rysunki, ale także archiwalne zdjęcia. Całość została przy tym skomponowana z zachowaniem umiaru;
mimo używania różnych krojów czcionek i różnych kolorów druku udało się – o dziwo!
– uniknąć wywoływania oczopląsu.
Po piąte, opowieść o 11
listopada jest ledwie pierwszą z sześciu. Kolejnych pięć traktuje o
innych ważnych dla Polski (i nie tylko) datach: 1, 2 i 3 maja, 4 czerwca i 15
sierpnia. Będzie więc o czym czytać także i przy okazji kolejnych świąt, z czego
już się cieszę.
Zofia Stanecka „Nasza
Paczka i niepodległość. O sześciu polskich świętach”. Ilustrował Daniel de
Latour. Egmont, Warszawa 2014.
Książkę mamy, ale jeszcze nie została przeczytana. A właściwie zaczęłam ją ale wtedy prawie pięciolatek się nudził przy lekturze i przerwałam, a Starsza sama nie chce. Będę więc musiała jej przeczytać, była okazja we wtorek ale jestem w amoku remontowym i armaggedonie urodzinowym i nie podołałam. A widzisz, moja historię uwielbia, ma ją od pierwszej klasy, choć teraz w nowej szkole jakoś mniej. O religii chętnie przeczytam! Nie mam żadnych doświadczeń w tym temacie, bo u nas religii w szkole nie dają.
OdpowiedzUsuńMy mamy ją od dość dawna (prawie od daty premiery), ale też jakoś do tej pory się nie udało przeczytać. Teraz też tylko jeden rozdział; następne czekają na kolejne święta:)
UsuńA Ty możesz teraz przeprowadzić badania terenowe, porównując jak do tematu świąt narodowych podchodzą w różnych krajach. Myślę jednak i myślę, i nie mam pojęcia kiedy, co i dlaczego świętuje się w Portugalii... Bo w Niemczech to i owszem, akurat wiem:)
O religii nie wiem czy będzie. To bardzo złożony problem i nie jestem pewna, czy chcę o tym pisać publicznie.
A mamy tutaj dzień wolności 25 kwietnia, 10 czerwca dzień Portugalii, 1 grudnia dzień niepodległości, kilka świąt kościelnych, podobnych do tych w Polsce (1.11., 15.8., 8.12.) Poza tym pojedyncze miasta mają swoje święta, np. najbliższe nam Lagos 27.10. Ale istoty tych świąt z dziećmi jeszcze nie analizowałam. Na razie świetowaliśmy po portugalsku św. Marcina, a w czwartek będziemy świętować ogólnonarodowy dzień piżamy. Co do religii, rozumiem, aczkolwiek ciekawa jestem. U nas to też temat na topie.
UsuńNawet nie próbuję się domyślać, co w historii Portugalii oznaczają przywołane przez Ciebie daty, gdyż w głowie mam tylko czarną dziurę. A dzień piżamy to bym sobie chętnie poświętowała! W piżamie, rzecz jasna:)
UsuńRewolucja goździkowa może jednak?? W piżamach do szkoły idą:) Akcja pomocy dzieciom w domach dziecka, taka wersja.
UsuńO rewolucji goździkowej, owszem nawet coś wiem, ale za diabła nie połączę jej z żadną datą.
UsuńA znalezienie związku pomiędzy pójściem do szkoły w piżamach a pomocą dzieciom w domach dziecka przekracza moje skromne możliwości intelektualne...
Szkoda, że nie znałam tej książki przed 11 listopada, bo jak co roku szukałam czegoś co przybliży moim dzieciom to święto. Nie znalazłam niczego stricte o 11.11, ale trafiłam na "Mazurek Dąbrowskiego. Nasz hymn narodowy" Małgorzaty Strzałkowskiej. I również polecam, bo można dzieciom wyjaśnić o co chodzi z tym przewodem, jaki przykład dał Bonaparte i dlaczego to ojciec płacze, a nie Basia (w czwartej zwrotce). Sama też się czegoś przy okazji dowiedziałam :)
OdpowiedzUsuńDzięki za podrzucenie tej książki. Fajnie, że opisano tez inne święta narodowe. Myślę, że ja nabędę przy najbliższej okazji.
Ps. Szkoda, że nie wpadłaś na kiermasz. Fajosko było :)
Agnieszka
Pytanie o przewód padło i u mnie w tym roku. A tej książeczki Strzałkowskiej nie znam, więc chętnie sięgnę, zwłaszcza że bardzo lubimy autorkę:) O Mazurku sama wiem natomiast całkiem sporo; byłam nawet w muzeum w Będominie, o!
UsuńPS. Słyszałam, że było super i bardzo żałuję. Niestety, życie mnie pokonało - od pewnego czasu w soboty uprawiam działalność dydaktyczną, która sprawia, że około 15.00 występuję wyłącznie w formie zwłok, które starają się nie pokazywać publicznie:(
Ale, że Piłsudski w jedwabiach? Fiu fiu!
OdpowiedzUsuńOwszem. W końcu żył podobno skromnie, a alkoholem gardził, więc choć teraz należy mu się trochę luksusu w szkiełku:P
UsuńDorzucę do mikołajowego wora. Razem z minecraftem na Xa :P
OdpowiedzUsuńCałkiem zgrabny zestaw. Może i Marszałkowi by się spodobał, wszak on też wykreował całkiem nowy świat:P
UsuńMówiłam, że fajna, nie? ;-) Lektura obowiązkowa w podstawówce a przynajmniej obowiązkowa pozycja w bibliotekach szkolnych!
OdpowiedzUsuńOwszem, oddaję Ci palmę pochwalnego pierwszeństwa:) Myślę, że spokojnie mogłaby to być lektura dla trzecioklasistów. Teraz zdaje się, że ogłoszono konkurs lekturowej piękności, więc może by tam gdzieś napisać, aby oficjele rozważyli włączenie na listę?
Usuń