Wawel.
Kraków.
Historia. Ojczyzna.
Wzruszenia łza.
Polscy
rodzice, mimo panującego od brzasku nieziemskiego upału, wiodą rankiem na pamiętające
czasy Kraka wzgórze swe niebieskookie i lnianowłose dziatki.
Tu
Zygmunt (dzwon), tam Łokietek (król), w piwnicach Szczerbiec (miecz).
Ach.
Atmosfera
gęstnieje od patriotycznych uniesień. Po twarzy spływa kropla. Postronny
powiedziałby: phi, zwykły pot. Może i pot, phi, ale za to w jakim otoczeniu
utoczon, ha!
| źródło zdjęcia |
Podniosłość
chwili zakłóca dźwięk telefonu Starszego. Odbiera.
- Halo? No cześć. Daj spokój, nie mogę grać, na
Wawelu jestem. No, tym w Krakowie. Ty, a na której jesteś teraz arenie? Na dziesiątej? Serio?!”
Prowadzona
przez Starszego rozmowa zakończyła się po dziesięciu minutach. O Wawelu,
Krakowie, historii, ojczyźnie, arrasach, mieczach nie było w niej nic ponad to,
co przytoczyłam powyżej. Tym, co w rzeczywistości zaprzątało uwagę Starszego i
czemu poświęcony był cały prowadzony przez niego dialog z kolegą była wyłącznie
gra Clash Royale.
Gdybym
przed wyjazdem do Krakowa nie przeczytała książki Leszka Talki, po tym zdarzeniu pogrążyłabym
się być może w rozpaczy. Bo jakżeż to – człowiek stara się, dwoi i troi,
rozrywek dostarcza, prowadzi w najważniejsze dla każdego, choćby i
małoletniego, Polaka miejsca, a tu ważniejsza okazuje się byle smartfonowa
gra?! No, zgroza, bo przecież ja w tym wieku, to…
Nastoletnie
dzieci Leszka Talki są nieco starsze od moich dzieci. Różnica wieku jest wystarczająco
duża, by Talko mógł zdążyć zdiagnozować i opisać wiążące się z posiadaniem
dzieci problemy, zanim jeszcze pojawią się one i w moim życiu. Mogę więc uczyć
się na jego błędach (w każdym razie teoretycznie), dobrze się przy tym bawiąc
(styl tego autora idealnie wręcz mi odpowiada; najbardziej chyba podobał mi się drukowany w „Dużym Formacie” cykl felietonów „Ja tu tylko sprawdzam”, ale
biorę w ciemno w zasadzie wszystko inne).
I
owszem, dotychczas wydawało mi się, że jestem fajna. Taka młodzieżowa (nie to co inne mamy). I nadążam. Wiem, co ważne dla współczesnych dzieci, a dzięki
swojej mądrości i życiowemu doświadczeniu umiem to wszystko połączyć w
optymalną całość.
Tym
wszystkim, którzy w tym miejscu prawie umarli śmiechu, zwracam uwagę na użyty
przeze mnie w pierwszym zdaniu poprzedniego akapitu czas. Nie bez powodu
przeszły.
Konieczność jego użycia stała się dla mnie oczywista już po przeczytaniu pierwszej strony Talkowej
książki, na której autor domagał się ode mnie (jako rodzica nastolatka)
udzielenia odpowiedzi na 10 pytań. "Cóż to dla mnie!", pomyślałam. Po czym, przeczytawszy, otarłam pot z czoła
(choć może to i łza rozpaczy była).
„Brałeś udział w lajwiku?
Co to jest headshot?
Ile dałbyś za skina kosy?
Jakie ajtemki są najbardziej
wartościowe?
Co najchętniej odpakowujesz
na wizji?
Po czym poznasz Slender Mana?
Znasz jakieś enczmenty?
Chciałbyś mieć Vaporeona?
Znasz Blowka, ReZigiusza i
Stuu?
Skąd się bierze diaxy?”
Na powyższe pytania udzieliłam dwóch poprawnych odpowiedzi. Dwadzieścia procent.
Siadaj Matka, pała.
Dzieci
urodzone w XXI wieku są inne niż ich dwudziestowieczni rodzice.
![]() |
| źródło zdjęcia |
„Mamo, a jak chodziłaś do szkoły, to jaki
miałaś telefon?” – zapytał mnie ostatnio znienacka Starszy, jak mi się do
tej pory wydawało, niegłupi.
- Taki na korbkę – chciałam złośliwie
odpowiedzieć w pierwszej chwili. Po czym ugryzłam się w język i poinformowałam (zgodnie
z prawdą), że pierwszy telefon komórkowy kupiłam sobie dopiero w podeszłym
wieku 24 lat, i to sama, za własne pieniądze, gdyż jako funkcjonująca już w tym czasie w samodzielnej komórce
społecznej (nie mylić z komórką-telefonem), nie mogłam liczyć na sponsoring ze
strony rodziców. Nie mógł uwierzyć.
Gdyby
przełożyć to na sytuację odwrotną, można by z łatwością wyobrazić sobie, że to ja
zapytałabym Starszego np. o to co to jest pokeball, a on – zamiast udzielić mi
rzeczowej odpowiedzi – prychnąłby z pogardą, po czym przez tydzień opowiadałby
swoim kolegom o tym, jaką idiotką jest jego matka.
Tymczasem w prawdziwym (nie wirtualnym) życiu Starszy jak dotąd zawsze cierpliwie odpowiada na moje nawet najgłupsze (z jego
punktu widzenia) pytania; co więcej, stara się nakłonić mnie, bym zagrała w
którąś gier razem z nim.
![]() |
| serialowy Marco Polo (tylko tu był młody. I przystojny) źródło zdjęcia |
Leszek
Talko rozpoczyna swoją książkę od przywołania postaci Marco Polo, młodego
chłopaka, który siedem wieków temu wyruszył w podróż, w trakcie której
odwiedził i opisał wiele nieznanych dotychczas Europejczykom miejsc i krain. Talko pisze:
„Marco Polo wielu rzeczy, które widział, nie
zrozumiał, inne znał tylko ze słyszenia, ale przynajmniej spróbował je poznać.
My też obawiamy się świata
nastolatków. Drżymy przed ich zwyczajami, uważamy, że przyniosą zgubę i im, a
może i nam.
Tak jak mieszkańcy
średniowiecznych miast drżeli, słuchając o smokach i wielogłowych bestiach
czających się w odległych krainach, tak i my truchlejemy przed
niebezpieczeństwami, w które obfituje świat nastolatków. Najchętniej byśmy im
wszystkiego zabronili.”
Zamiast
zabraniać, Talko mówi: sprawdzam. Co sprawdza? To jasne: to, co kryje się w
tym dziwnym świecie, który codziennie zasysa nasze dzieci.
Z jakim wynikiem? Czasem zaskakującym, a czasem zgodnym z
oczekiwaniami (w każdym razie tymi, które mają zramolali rodzice).
Okazało się, że są w tym świecie miejsca i zdarzenia, które mogą rodzica zaskoczyć. Są też takie, w
których (lub którymi) śmiertelnie się wynudzą. Talko-Polo podczas swojej podróży niekiedy próbował być taki jak jego
dzieci (z różnym skutkiem), a niekiedy od razu sobie odpuszczał.
Jedno
w każdym razie jest pewne.
Leszek
Talko już wie jak jest tam, po drugiej stronie.
Czy
wystarczy przeczytać jego książkę, aby się tego dowiedzieć?
Trochę
tak, trochę nie.
Bo
czy wystarczy przeczytać opowieść jakiegoś podróżnika, aby wiedzieć na pewno jak
jest gdzieś tam daleko, dokąd on zawędrował? Bo czy możemy być pewni, że jego
sposób widzenia tych dziwnych, dalekich krain jest jedynym możliwym, a w
szczególności: zgodnym z naszym sposobem postrzegania świata?
Talko
ujmuje to tak:
„Wejdź na to wirtualne podwórko, wynudź się w
Minecrafcie, obejrzyj lajwika, strzel headshota, ucharakteryzuj się na zombie,
pogadaj z ekipą z Afryki Południowej, rozejrzyj się wieczorem, czy za tobą nie
czai się trzymetrowy facet o białej twarzy (pamiętaj, że nawet jak się nie
czai, to córka może myśleć, że się czai), przestań przez cały czas przynudzać,
żeby zostawić ten komputer i zająć się lekcjami i życiem, bo to też jest życie.”
Wiem,
czasem ciężko to zrozumieć. Moim zdaniem warto jednak chociaż spróbować (choć nikt
nie może obiecać, że będzie lekko).
Ja w każdym razie od wczoraj pobieram u Starszego lekcje gry
w Clash Royale.
Ughrgh.
Leszek
Talko „Nastolatek dla początkujących. Nie daj się wylogować z ich życia.”
Wydawnictwo Zwierciadło, Warszawa 2017.



