piątek, 16 czerwca 2017

Wisłocka książkowo i filmowo, czyli wszystko i tak psu (pudelkowi) na budę

Nigdy nie lubiłam biografii, a im jestem starsza, tym bardziej wiem dlaczego.
Ułudą jest bowiem wierzyć, że jesteśmy w stanie dowiedzieć się czegoś o kimś innym. Poznać bliżej kogoś, kto nas fascynuje, intryguje.
Nie znamy samych siebie. Kreujemy swój wizerunek nawet przed najbliższymi. To, kim jesteśmy na zewnątrz, ma się nijak do tego, co robimy, gdy nikt nie patrzy. I wcale nie chodzi tylko o dłubanie w nosie czy puszczanie bąków.

Prawda jako byt obiektywny nie istnieje, bardzo mi przykro.

W tej samej chwili jedna osoba zobaczy coś/kogoś zupełnie innego niż druga. Ten sam ktoś jutro inaczej będzie oceniał zdarzenia z dzisiaj.
Jak w tak niesprzyjających warunkach dowiedzieć się czegokolwiek o kimś, kogo nie mieliśmy szans spotkać, zobaczyć, porozmawiać?
Nie da się i tyle.


Mimo to czasem zdarza mi się, że ktoś mnie zaciekawi. Że sięgnę po książkę, obejrzę film, łudząc się przez chwilę, że czegoś się dowiem.
Obejrzałam „Sztukę kochania”. Potem przeczytałam książkę Violetty Ozminkowski „Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki”. Nie twierdzę, że w związku z tym wiem już wszystko o Wisłockiej; przeciwnie, przypuszczam, że nie wiem o niej niczego. Ale wiem też, że książka przybliża mnie do niej dużo bardziej niż film. Który powinien nosić tytuł „Sztuka manipulacji”.

Na seansie w kinie byłam najmłodsza; średnia wieku zdecydowanie wynosiła więcej niż 50 lat. Widzowie reagowali żywo, wykrzykując co jakiś czas „tak było!” lub też chichocząc zgodnie w momentach innych niż te, która ja uznawałam za przeznaczone do chichotania. Film pokazał im ich prawdę o czasach, w których żyli, kochali, byli młodzi.
Nie wiedząc wcześniej zbyt wiele o Wisłockiej, z kina wyszłam z określonym wyobrażeniem na jej temat. Podtytuł filmu („Historia Michaliny Wisłockiej”) zamaskował to, że dałam się po prostu nabrać.

źródło zdjęcia

I byłabym tak nabrana (i zadowolona) po dziś dzień, jednak, niestety, przeczytałam książkę. A wtedy wszystko się rypło.
Violetta Ozminkowski, która też fabularyzuje swoją opowieść o Wisłockiej, w odróżnieniu od twórców filmu nie próbuje jej jednak podrasowywać. Nie pomija też, wedle własnego uznania, niepasujących do jej wizji epizodów z życia jej bohaterki, ani nie przerabia ich na własną modłę, uwypuklając co jej potrzebne i przycinając, co odstaje. Stara się ponadto, w miarę możliwości, pokazać szerszą perspektywę. Wisłocka według Ozminkowski ma początek, środek i koniec. Po lekturze zostają pytania, wątpliwości. Postać, która po obejrzeniu filmu wydawała się być jednoznacznie pozytywna (dajmy jej tytuł Kobiety Roku!), po lekturze książki odzyskuje typową dla ludzi wielowymiarowość i niejednoznaczność.

Film zaś, hm. Owszem, ogląda się go dobrze. Dbałość o detale zachwyca. Kreacje Wisłockiej/Boczarskiej sprawiają, że człowiek wręcz żałuje, iż nie ma w domu choćby jednej zasłony, bo gdyby takową miał, byłby ją natychmiast zdarł z karnisza i powiózł do krawcowej.
Muzyka - dobrana idealnie. Aktorzy - naprawdę zapracowali na swoje gaże.
I tylko ja, głupia taka, nie rozumiem, czemu ktoś po raz kolejny sprzedał mi podkoloryzowany kit zamiast miodu, a ja zorientowałam się dopiero po odejściu od kasy.

Być może do biografii należałoby podchodzić jak do Pudelka. Czytać, ale nie przywiązywać się zbytnio do treści. Ot, parę obrazków, woda na młyn plotkarzy. Każdy i tak najlepiej wie co się wydarzyło a wszyscy wiedzą dokładnie tyle samo.
Czyli nic.

I po co było się, droga autorko książki, tak męczyć?

Violetta Ozminkowski „Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki”. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014.
„Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej”, reżyseria Maria Sadowska, scenariusz Krzysztof Rak. 

151 komentarzy:

  1. Po co się było, redaktorze, tak męczyć nad książką pani Ozminkowski?!
    Jako wielbiciel pudelka nie będę się wdawał w dyskusję o sensowności pisania i czytania biografii; jedną napisałem, żeby zostać magistrem, i w pełni rozumiem tych, którzy je piszą, bo to jednak jest wciągające, takie rekonstruowanie sobie kogoś, kto żył dawno temu. Przy pewnej warsztatowej rzetelności taka praca będzie pretendować do niejakiej wartości. A póki nie zaczniemy psychologizować, nie mając do tego podstaw, to nie popełnimy wielkich grzechów. Bo najgorzej to próbować wejść w głowę komuś innemu, a jeszcze z innej epoki - to hoho.
    A jako czytelnik nie ukrywam: lubię wleźć komuś w pracę, kuchnię, spiżarnię (najmniej chyba w sypialnię), lubię, jak mi się posągi nieco uczłowieczają, lubię wiedzieć, że Marii Skłodowskiej udało się odkryć nie tylko rad, ale i przepis na galaretkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy trzeba było się męczyć w trakcie, ale efekt końcowy jest niezły, moim zdaniem. To naprawdę przyzwoita biografia. Dla kogoś kto lubi biografie.
      Na co dzień mam dosyć żywych ludzi i ich historii, które często trzeba składać niczym puzzle. Doskonale mogę więc obejść się bez wiedzy o galaretkach Curie-Skłodowskiej.

      Usuń
    2. Nie będę wywlekał szczegółów, ale dzięki za docenienie efektu finalnego :D
      Jesteś w nietypowej sytuacji, więc biografie mogą Cię nie kręcić, ja tam wciąż mam niedosyt; chciałbym czytać więcej, niż jestem w stanie przerobić. Taki Makuszyński, na przykład. Nic o nim nie wiem, poza smutnym końcem życia, a chętnie bym się dowiedział.

      Usuń
    3. Dowiesz się tego, co ktoś zechce Ci przekazać, przepuściwszy najpierw wszystko przez swój sposób postrzegania świata i tej postaci. Ok, niektórych faktów nie da się przekręcić (choć z drugiej strony, jak pokazuje ostatni niemal każdy dzień, nie ma takich faktów, których nie można przekręcić jak komu pasuje), ale cała reszta to dywagacje i spekulacje. Być może jednak masz rację - mogę być lekko odchylona:P
      Swoją drogą, kiedyś Makuszyński też mnie bardzo ciekawił. Coś tam nawet o nim podczytywałam (kompletnie nie pamiętam co, bo musiało to być jakoś w podstawówce, co kładzie się dodatkowym cieniem na miarodajności tych tekstów). Kiedyś bardzo lubiłam jego książki; niestety po doświadczeniach z czytanym jako lektura przez Starszego "Szatanem z siódmej klasy", mam wrażenie, że bardzo się zestarzały i kolejnych pokoleń czytelników nie będzie.

      Usuń
    4. To, co ktoś chce mi przekazać o danej postaci, też może być ciekawe i wartościowe. Nie dla wiedzy o postaci, ale innych kwestiach. To akurat zboczenie zawodowe.
      Co do Makuszyńskiego, to skłonny jestem się zgodzić, że będziemy ostatnim pokoleniem, które go czytało, aczkolwiek Szatan u nas wszedł w miarę bezboleśnie. Natomiast na nic innego nie udało się Starszej namówić.

      Usuń
    5. O nie, tak daleko w przypadku lektur to ja nie sięgam. Czytam dla siebie, nie dla innych. Co nie przeszkadza mi w pielęgnowaniu upodobania do nurzania się w archiwalnych dokumentach i wyciągania z nich co smakowitszych kawałków. Ale to są MOJE odkrycia i MOJE zachwyty.
      Starszy czytał Szatana przez trzy tygodnie, z miną jakby go zęby bolały. Więc chyba nie bezboleśnie:(

      Usuń
    6. U nas z taką miną wchodziły Bajki robotów i Robinson Crusoe; nie będę się wypowiadał w kwestii zestawień lekturowych w klasie szóstej :P

      Usuń
    7. Zestawienia nader dowolne. U nas zamiast tego było "W 80 dni dookoła świata". Mina bez zmian.
      Na szczęście w przyszłym roku będzie nowa, lepsza podstawa lekturowa, uff!:D

      Usuń
    8. U nas Verne był chyba rok temu, też bez szału.
      Wiesz coś o lekturach dla klasy VII? Bo ja mam jakieś dziwne wrażenie, że wrócą książki naszej młodości. Krzyżacy na ten przykład. Albo Lotna :P

      Usuń
    9. "Krzyżacy", ech. Pierwsza lektura w moim życiu, której nie dałam rady przeczytać...
      Ale nie, na liście tego nie ma. Za to parę innych znanych nam z dawnych czasów, owszem: Zemsta, Balladyna, Kamienie na szaniec, Quo vadis, Latarnik i - creme de la creme! - Syzyfowe prace. Może przezornie wyrwać im od razu wszystkie zęby?

      Usuń
    10. Och, cu-dow-nie! Znaczy, wszystkie przeczytałem bez bólu, część nawet lubię, ale już widzę moje dziecię nad Sienkiewiczem. Muahahaha.

      Usuń
    11. Latarnika zmęczą, bo krótki w miarę. Quo vadis może zainteresuje egzotyką i akcją (napisawszy to, przypomniałam sobie jak ostatnio oglądałam razem z nimi "Wejście smoka", obiecując na wstępie, że będzie się dużo działo, a potem musiałam znosić złośliwe uwagi). Ale Judym ich zabije, bez dwóch zdań.
      Ale - na szczęście - zawsze można sięgnąć po Grega, jak to zrobi 99,99% dzieci. I wszyscy, z ministerstwem na czele, będą zadowoleni.

      Usuń
    12. Judym napisałam. Rany boskie. To ja już sama napiszę samokrytykę.

      Usuń
    13. Judym ich zabije dopiero w LO :P Moje dziecko z niejaką goryczą wyznało ostatnio, że jako jedna z nielicznych przemęczyła Robinsona, zamiast wyczytać bryk w necie. Biedactwo, córka tyranów i moli książkowych. Ale w przypadku Krzyżaków chyba sam jej kupię jakieś opracowanie.

      Usuń
    14. Widzisz, że szlachetnie powstrzymałem się przed nadmierną krytyką :D

      Usuń
    15. Zakładasz, że Twoje dziecko wygra wyścig trzech roczników o miejsce w LO? Naiwniak.
      Mój czyta książki a nie bryki sam z siebie i chyba nie żywi urazy. Chociaż ostatnio długo zastanawiał się nad tym jak to jest, że jego książka ma 200 stron a kolegi 50, przy czym to u niego czcionka jest mniejsza, przy czym z testu ze znajomości lektury (uwielbiam pasjami, to moja ulubiona forma zachęcania do czytelnictwa) on dostał 4+, a kolega 5+.

      Usuń
    16. Wiesz, w sąsiednim miasteczku pewnie miejsce się znajdzie, bo na stołeczną szkołę nie liczę.
      Testy u nas też obowiązują i na dodatek mus korzystać z tego wydania lektury, które jest w szkolnej bibliotece, żeby uniknąć wpadek (a już mieć inne tłumaczenie niż to Grega albo Zielonej Sowy, to zgroza). Dziecko czytało uczciwe wydanie Bajek robotów, a potem się okazało, że clou lektury była historyjka z Cyberiady :(

      Usuń
    17. Doczytałam: są "Krzyżacy"! Jako lektura uzupełniająca. Chyba miało być: "dobijająca"?
      Mój przez tłumaczenie poległ na teście z Verne'a, bo żadne imię i nazwisko mu nie pasowało do pytań. Trochę nadrobił inteligencją, ale tych z brykami i tak nie dogonił.
      Tak czy siak, posiadanie potomstwa w szkole rozwija. Ja na przykład przestałam się dziwić, że 26-latkowie nie umieją czytać ze zrozumieniem i nie przyswajają niczego inną drogą niż via internet (najlepiej w kilkudziesięciu znakach).

      Usuń
    18. Och, a już miałem nadzieję na pierwsze pokolenie, które ominą orzechy gniecione pośladkami Jagienki.
      Mnie tam potomstwo w szkole nie rozwija. Przyklejać kurtyny z krepiny do teatrzyku 3D zawsze umiałem, podobnie jak wypychać korpusy szmacianych lalek watą. Objętość graniastosłupa też jeszcze pamiętam. Mogliby wreszcie wprowadzić coś, co byłoby nowością dla rodziców.

      Usuń
    19. Fakt, w czasach gdy pierwsza z brzegu dwunastolatka ma taką nadwagę, że bez trudu łupie tyłkiem orzechy kokosowe, Jagienka nikomu nie zaimponuje.
      Ja od plastyki trzymam się przezornie z dala. Podejrzewam, że tylko dzięki temu moje dziecko ma z tego przedmiotu aż czwórkę.
      A na nowości bym teraz tym bardziej nie liczyła. Tradycja - to teraz na topie.

      Usuń
    20. My się też trzymamy z daleka, ograniczając do kupowania tuszu kreślarskiego, kolejnych bloków technicznych i wyszukiwaniu pudełek po butach i tektury falistej :P
      Tradycja to dobre imię dla dziewczynki.

      Usuń
    21. U mnie, a właściwie u Starszego, wtopa z "Pinokiem". W sensie innego tłumaczenia i niezgodności z wersją prezentowaną w klasie :P Bryki to ulubione narzędzie polonistki z LO. Do dziś pamiętam kłótnię o jakieś kwestie literackie i pukanie palcem w stos niebieskich broszur, będących rzekomo źródłem prawdy objawionej :P
      A tekst bardzo dobry. I nawet napisał bym coś niby mądrego, podpierając się czytanym właśnie "Hyperionem" (kurczę, dobry jest, już chyba do trzeciego tekstu o książkach mi pasuje), ale zbastuję. A biografie lubię :)

      Usuń
    22. ZWL: doprawdy, straciłeś taką okazję! Jedna córka Tradycja, druga Ojczyzna i byłbyś dziś ustawiony.

      Bazyl: podziękowała za miłe słowo, a przy okazji pokuśtykała szukać Hyperiona. Ni ma, a dałabym głowę, że gdzieś był. Mój mąż parę razy zachęcał mnie do lektury, ale jakoś nie wyszło. Może teraz? Kiedyś... Wrzuć tę mądrą frazę, to może jeszcze lepiej się zmotywuję:P

      Usuń
    23. W tamtych czasach to co najwyżej jedna Unia, a druga Europejska :P Dopiero miałbym przesmarkane.

      Usuń
    24. @momarta To nie fraza. Czytam właśnie u Simmonsa o próbie "zaszczepienia" w ludzkim ciele SI wygenerowanego na podstawie tego co ówcześni wiedzą na temat Keatsa. I sama ta SI wie, że Keatsem nie jest, bo suma tego co składało się na człowieka żyjącego ładnych parę lat setek przed czasem akcji jest nawet dla połączonych sił SI nie do poskładania. Za dużo zmiennych, za dużo niewiadomych. Keats mógł być tylko jeden. Zresztą jak każdy z nas.
      Mówiłem, że zacznę bełkotać :P

      Usuń
    25. ZWL: Do Unii to jeszcze dałoby się coś dorzucić, żeby ją ratować. Na przykład narzeczonego z Polityki Realnej:P Ale Europejska to faktycznie balast nie do udźwignięcia.

      Bazyl: dałam radę, L4 mam na układ ruchu, nie na głowę:P Obawiam się jednak, że ta książka mogłaby chwilowo okazać się dla mnie zbyt przerażająca. I bez niej mam depresję, ilekroć rozejrzę się po świecie.

      Usuń
    26. Unia Polityki Realnej też w stanie agonalnym, nic by dziecko nie zyskało.

      Usuń
    27. Ale oszczędził dziecku wstydu :P

      Usuń
    28. I nie zatroszczył się o jego przyszłość, nie wykazując się profetyzmem (patrz: Tradycja).

      Usuń
    29. Profetyzm zawsze wydawał mi się podejrzany :P

      Usuń
    30. Imię Wernyhora może też Ci się nie podoba?

      Usuń
    31. Zdecydowanie nie jest to dobre imię dla dziewczynki.

      Usuń
    32. @ZwL A mnie właśnie do dziewczyny pasuje :)
      @momarta Póki co nie wiem jeszcze dokąd rzeczony "Hyperion" zmierza, ale mam podskórne przeczucie, że nie będzie to nic miłego :P Gdyby jednak finał miał nie nastąpić w tym tomie, to zapobiegawczo zamówiłem już "Upadek Hyperiona", którego tytuł niesie nadzieję na gorzki koniec :D

      Usuń
    33. @Bazyl - a nie pomyliło Ci się z Horpyną? :D

      Usuń
    34. Jeśli już by miało, to ewentualnie z jakąś Walkirią :P

      Usuń
    35. Walkirią to ja się wkrótce stanę; nie mogę się tylko zdecydować czy wolę być Wyjąca czy Wściekła.
      A Wernyhora jest rodzaju żeńskiego, to jasne. Mimo że mamy paru Janów Mariów na stanie, nikt nie twierdzi, że Maria to imię męskie, nieprawdaż?:P

      Usuń
    36. Wernyhora, przypora, na pewno rodzaj żeński :P

      Usuń
    37. Czemu akurat przypora, rany?!

      Usuń
    38. Ten sam wzór odmiany. Żeńskiej :D

      Usuń
    39. Potwora też pasuje. Ta potwora.

      Usuń
    40. Czyli w każdym wypadku rodzaj żeński

      Usuń
    41. Nawet w przypadku Kopernik, to wiemy od dawna.

      Usuń
    42. Ale imiona dla dzieci wymyślała męskie: Rad i Polon.

      Usuń
    43. To w obawie przed zemstą patriarchatu

      Usuń
    44. E tam, rozpromieniłaby się trochę i cały patriarchat szlag by trafił. Na pewno chodziło o coś innego.

      Usuń
    45. Może o kompletny brak chemii :P

      Usuń
    46. Tą wypowiedzią przypomniałeś mi za co tak Cię lubię:D

      Usuń
    47. Czułam, że będziesz rad:P

      Usuń
    48. Komplemencik z rana jak śmietana :P

      Usuń
    49. To teraz musisz być jeszcze bardziej błyskotliwy i olśniewający intelektem:P

      Usuń
    50. Jeszcze bardziej? We wtorek rano? po jednej kawie? No nie wiem.

      Usuń
    51. To potrzebujesz wspomagaczy? To nie jest Twój naturalny stan? Nie jesteś jak ja tuż po przebudzeniu?
      Och!

      Usuń
    52. Wspomagaczy i stymulantów. Najchętniej 12 godzin snu i urlopu.

      Usuń
    53. A tak. Sen to mój ulubiony wspomagacz. Pomaga i na IQ, i na zmarszczki. Do lekarza, który przepisywałby go na receptę, bezwzględnie egzekwując jej realizację, ustawiałyby się niezmierzone kolejki.

      Usuń
    54. Można by się zdrzemnąć w kolejce pod gabinetem :P

      Usuń
    55. Same korzyści. Już wiem kim zostaną w przyszłości moje dzieci, hura!

      Usuń
    56. Myślałam o lekarzu właściwej specjalności, ale może jako spacze kolejkowi faktycznie będą szczęśliwsi?

      Usuń
    57. Na lekarza to mus się uczyć, a spaczem można zostać ot tak :)

      Usuń
    58. To chyba jest tak jak z matematyką: jako małe dzieci każdy z nas wykazuje uzdolnienia w tym kierunku, a potem ci wstrętni dorośli wszystko muszą zepsuć. Tylko najbardziej wytrwałe jednostki nie dadzą się zniszczyć!
      Nie wiem jak u Ciebie, ale mojemu Starszemu wróżę wielką karierę:P

      Usuń
    59. W kierunku spacza Starsza ma zadatki na pierwszą ligę, będzie spała pod gabinetami samych profesorów zapewne. Może też zostać opryskliwą portierką :P

      Usuń
    60. Jeśli idziesz w kierunku takich zawodów, to lepsza byłaby chyba szatniarka. "Nie mam Pana płaszcza i co mi Pan zrobi?!":P

      Usuń
    61. A nie, szatniarka odpada, tam trzeba czasem coś powiesić i zdjąć.

      Usuń
    62. No owszem, ale czy korzyść w postaci gratisowych okryć wierzchnich nie rekompensuje tego wysiłku?

      Usuń
    63. To już należałoby z samą kandydatką porozmawiać, ale wydaje mi się, że wolałaby w spokoju pić herbatę i zagryzać parówkami, rzucając tylko od czasu do czasu "Zamykać drzwi" :P

      Usuń
    64. Zapomniałeś o wielogodzinnym kontemplowaniu bieżącego numeru "Faktu"!
      Rany, człowiek na zwolnieniu, a poczuł się jakby był w pracy...

      Usuń
    65. Zamiast Faktu będzie Baśniobór po raz szesnasty. Ale tak, to jest właściwy model kariery zawodowej dla obecnych możliwości psychofizycznych.

      Usuń
    66. Słuchaj, my musimy ich zeswatać! Nie wyobrażam sobie lepiej dobranej pary!:D (z tą tylko różnicą, że mój zamiast Baśnioboru będzie czytał Zwiadowców)

      Usuń
    67. Nie wiem jak Twój, ale Moja reaguje wciąż dość alergicznie na płeć przeciwną. To by się skończyło jakąś apokalipsą :P

      Usuń
    68. A czy ja mówię, że to ma być już teraz? Teraz czas na działania podprogowe.
      Możesz jej np. podmienić parę rysunków w Baśnioborze na konterfekty Starszego:P

      Usuń
    69. A, w przyszłości to ok. Dawaj te konterfekta, tylko nie fotoszopuj za bardzo :D

      Usuń
    70. Co Ty, mój ma w naturze tak wypielęgnowaną fryzurę, że żaden fotoszop by takiej nie umiał zrobić. A pryszcze w przyszłości i tak znikną, to co szkodzi usunąć je już teraz?:P

      Usuń
    71. A to usuwaj, na retusz pryszczy się zgadzam. Chłopię z dobrego domu mile widziane.

      Usuń
    72. Rany, to jedna z tych nielicznych chwil, kiedy nie wiem co napisać :P

      Usuń
    73. Tylko prawda Cię wyzwoli!
      A jesteś z dobrego domu?:D

      Usuń
    74. Niestety. Z niepełnej rodziny, czy jak to się tam teraz poprawnie zwie :( Ale moi synowie już z niezłego. Pustak ceramiczny, 15 cm styro, trzykomorowe okna :D

      Usuń
    75. Bazyl: i z trawnikiem, nie zapominaj!

      Usuń
    76. Może być. A więc jesteś mile widziany, nawet jak milczysz:)

      Usuń
    77. ZWL: a co ma trawnik do pustaka?

      Usuń
    78. Bo to jest tak, że czasem pewien pustak wyleguje się na trawniku. Ojciec synów tych, znaczy :D

      Usuń
    79. Dobry dom powinien być wyposażony w tereny zielone! Estetyka na co dzień, a w razie klęski żywiołowej jest gdzie uprawiać ziemniaki.

      Usuń
    80. Nie jestem pewna, ale czy Bazyl nie próbuje wepchnąć swojego kandydata do ręki Starszej? Pół księżniczki za żonę? Co na to Król Ojciec i gdzie smok?!
      A moje tereny zielone nadają się wyłącznie do urządzenia na ich - w razie klęski żywiołowej - solidnej glinianki. Mogę Wam tam przechować Wasze ziemniaki:P

      Usuń
    81. Właściwie to masz prawo pierwokupu, ale zastanawiam się, czy nie urządzić we właściwym czasie jakiegoś turnieju rycerskiego. Kandydaci potykaliby się z ojcem-smokiem na sarkastyczne riposty oraz cytaty z literatury :D
      Ziemniaki w gliniance by spleśnieli raz dwa :P Chyba że masz na myśli solidną ziemiankę :P

      Usuń
    82. O gliniance com napisała, napisałam (podchodzą mię dziś biblijne numery:P). Myślałam, że Was nabiorę i dacie te ziemniaki.
      A turniej rycerski urządzaj sobie, proszę bardzo. O ile oczywiście chcesz mieć córkę na karku do końca życia. Cytaty z literatury, buchacha!

      Usuń
    83. Och, nie doceniasz mojej znajomości literatury popularnej i młodzieżowej. Lepiej zarządź powtórkę Harry'ego Pottera :D

      Usuń
    84. Powtórkę?! A można powtórzyć przed pierwszym przeczytaniem?

      Usuń
    85. Yyyy, aż mię zatchło! No nie, ja tu widzę podstawowe braki w kształceniu kawalera z dobrego domu. Proszę wykorzystać okres wakacyjny na intensywne korepetycje.

      Usuń
    86. Taaak? A całą serię o Ani, tudzież Jeżycjadę kandydatka przeczytała i zna na wyrywki, hę?

      Usuń
    87. Hahaha, jakbyś przy tym była. Kandydat niech chociaż okładki obejrzy, żeby za dużej siary nie było :D

      Usuń
    88. A czy Ty wiesz ile ci cholerni Zwiadowcy, tudzież książki okołozwiadowcze mają tomów i jak trudno jest pomiędzy kolejnymi powtórkami oraz lekturami szkolnymi wcisnąć jakiekolwiek inne książki?!

      Usuń
    89. Wiem, widziałem w księgarni. To może chociaż streść synowi pokrótce zarys fabuły :P

      Usuń
    90. Ja tu tylko z szybkim strzałem, że Starszy jednakowoż Baśniobór :D

      Usuń
    91. Mój Baśniobór też czytał, ale zrobił krok dalej, phi!:P

      Usuń
    92. No cóż, zawsze to jakaś platforma porozumienia :D

      Usuń
    93. Mam tylko nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy, aby na podstawie zamieszczonych powyżej informacji napisać ich biografii:D

      Usuń
    94. Wszystko może być wykorzystane przeciwko. Wszystko.

      Usuń
    95. Szansa na wydanie mojej biografii jest statystycznie podobna do tej, że ktoś wyda biografię XVIIwiecznego pacholęcia, zwanego w swej, składającej się z czterech kominów wiosce, Głupim Jaśkiem :P

      Usuń
    96. Może to chodzi o biografie naszych dzieci, one jeszcze mają szanse się załapać na jakieś sukcesy :D

      Usuń
    97. Mi tam bez różnicy. Pisałam już, że biografie są bez sensu?:P

      Usuń
    98. Niniejszym pragnę zauważyć, że zatoczyliśmy koło i wróciliśmy do punktu wyjścia. Można zatem spokojnie udać się na obiad.
      PS. A ludzie piszą, że się już nie komentuje na blogach :P

      Usuń
    99. To dzięki mojemu ciągle ściągniętemu warkoczykowi - czułam się w obowiązku jakoś nawiązać do własnego posta:P
      A co do komentarzy, to nie wiem, ostatnio nie bywam (i nie komentuję). W każdym razie: taka dyskusja to dla mnie przyjemność (rany, wyczerpałam limit komplementów chyba na cały rok!)

      Usuń
    100. To było z nabożnym zachwytem?:P

      Usuń
    101. Oczywista :P u mnie nie ma wątków na sto komciów :(

      Usuń
    102. Bo nie ma tak zaangażowanych komentatorów jak Ty. Te ludzie to teraz takie nieużyte.

      Usuń
    103. Tak, przypuszczam, że to dlatego. Ech.

      Usuń
    104. Tylko mię się tu nie rozklejaj.

      Usuń
    105. Nie mam zamiaru, muszę być twardy jak Roman Bratny :P

      Usuń
    106. Oj, a jego jeszcze nie zdekomunizowali? Pytam, bo dziś dowiedziałam się, że w Szczecinie ulica Komuny Paryskiej nazywa się jakoś całkiem inaczej (nie wiem jak, bo to strasznie długa nazwa była a ja szybko jechałam).
      Teraz pewnie trzeba więc być twardym jak całkiem kto inny niż Bratny...

      Usuń
    107. Bratnego by pewnie chętnie zdekomunizowano, ale chyba nie doczekał się żadnej ulicy. W Warszawie placu Komuny Paryskiej nie ma już od 30 lat.

      Usuń
    108. Tu nie idzie o ulicę, ale o godne (lub niegodne) patrioty porównania!
      Mi tam ta nazwa ulicy w niczym nie przeszkadzała. Od zawsze wysiadało się na przystanku "na Komuny"; podejrzewam, że prędko to się nie zmieni.

      Usuń
    109. Pojęcia nie mam, jaki jest aktualny i patriotyczny synonim twardości :P
      U nas o tej Komunie już wszyscy zapomnieli, za to wysiada się przy Rondzie Zesłańców i przy Bitwy Warszawskiej :P

      Usuń
    110. Mam parę pomysłów, ale nie zamierzam się jeszcze bardziej podkładać. I bez tego jestem na cenzurowanym.
      Na Rondzie Zesłańców w życiu bym nie wysiadła. Bałabym się, że się stamtąd już nigdy nie wydostanę:P

      Usuń
    111. Bo Ty masz zasady :D A tysiące muszą się tam przesiadać codziennie.

      Usuń
    112. Myślisz, że posiadanie zasad uniemożliwia wysiadanie na określonych przystankach? Hm, ciekawe. Na Komuny Paryskiej wysiadałam nie raz. Ale najczęściej to na Placu Rodła; nie wiem czy to nie jeszcze gorzej:D

      Usuń
    113. Rodło jest szalenie patriotyczne, można wysiadać bez obaw :P

      Usuń
    114. No nie wiem, niemieckie korzenie nie są ostatnio dobrze widziane.

      Usuń
    115. No weź, jakież oni mieli niemieckie korzenie :P

      Usuń
    116. Jak napiszę, że byli uchodźcami to mogę się pogrążyć...

      Usuń
    117. Chciałem napisać to samo :P No ale nie byli. Nawet pod imigrantów ekonomicznych nie da się ich podciągnąć :D

      Usuń
    118. Znaczy się: osadnicy? Z dziada pradziada, wprost od Piasta Kołodzieja pochodzący?
      Rety, chyba już wiem jak czują się partyjni piarowcy:P

      Usuń
    119. No w sumie oni sobie w tym piastowskim Poznaniu mieszkali, a potem przyszła prusacka zawierucha i nagle musieli Rodło zakładać.

      Usuń
    120. Brawo, wróżę Ci wielką karierę.
      A co powiesz na Rondo Hakena?:P

      Usuń
    121. A co chcesz od Hakena? Jak widzę, mocno zasłużony, coś jak Starynkiewicz w Warszawie. I nie szkodzi, że Prusak.

      Usuń
    122. No właśnie, że Prusak. Na rdzennie piastowskich ziemiach, brr!
      (Mi nie przeszkadza, ale Komuna Paryska tez mi nie przeszkadzała, więc mogę nie być miarodajna).

      Usuń
    123. Te piastowskie ziemie to dopiero jest partyjna propaganda :P

      Usuń
    124. Ty mi tu nie rujnuj wspomnień z dzieciństwa! Wygrałam aparat fotograficzny marki Smiena (w 1985 roku) za okolicznościowy (wtedy to była 40 rocznica) wiersz, którego jeden z wersetów brzmiał: I wróciliśmy znów do macierzy/ dzięki wysiłkom żołnierzy":D

      Usuń
    125. Ach, pardąsik :D Tak pięknego wspomnienia nie mam serca rozwiewać złośliwymi komentarzami. Że też nie pielęgnowałaś tego poetyckiego talentu :)

      Usuń
    126. Pielęgnowałam. Liczba rymów do "macierzy" jest jednak ograniczona i przy 45 rocznicy spasowałam.

      Usuń
    127. Szkoda. Może dziś mówilibyśmy o Tobie "Szczecińska Gałczyńska" :D Albo piewczyni macierzy.

      Usuń
    128. Cóż, taki los ludzi wielu talentów. Wszystkich pielęgnować się nie da.
      Ważne, że moi rodzice przechowali nagrodzony poemat dla potomności i co jakiś czas olśniewają nim kolejnych słuchaczy:D

      Usuń
    129. Myślę, że i Ty sama powinnaś zadbać o jego upowszechnienia i na przykład zamieścić go na tym tu blogu. Czytałbym.

      Usuń
    130. Rozważę. Może z okazji setnej rocznicy?
      A jak nie zdążę, zobacz, jaki cenny trop podrzuciłam właśnie mym przyszłym biografom!:D

      Usuń
    131. Na wszelki wypadek zrobiłbym z dziesięć odbitek ksero i powciskał w rozmaite stosy szpargałów.

      Usuń
    132. Nie, no co Ty, nie będę im odbierała przyjemności z poszukiwania rękopisu.

      Usuń
    133. No weź, jedna kopia - to bardzo ryzykowne!

      Usuń
    134. Dekalog też był w jednym egzemplarzu, a jakoś się przechował.

      Usuń
    135. No hola. Nie dość, że go wyryli w kamieniu, to jeszcze w sercach i umysłach całego ludu :P

      Usuń
    136. Oj tam, czepiasz się nieznaczących szczegółów.

      Usuń
    137. Początek już umieją: "Kiedy się wypełniły dni...":P

      Usuń
    138. Czyli jednak głębokie pokrewieństwo duchowe z Ildefonsem!

      Usuń
    139. A na drugie mi Hermenegilda.

      Usuń
    140. Spuścić Was na chwilę z oczu i już pęka 150 komciów :D
      @momarta Skoro biografie tak dobrze działają na czytelników, to może się przemożesz względem Urbanka :P

      Usuń
    141. Spoko, wróciłam do pracy, już nie będę. Jakem Hermenegilda:P
      Przypuszczam, że przemożenie się względem Urbanka mogłoby faktycznie zaowocować jakimś zjadliwym postem, co - jak uczy doświadczenie - znacznie podnosi temperaturę dyskusji i zwiększa klikalność (ludność od zawsze lubiła krew w czasie igrzysk). Biorąc pod uwagę fakt, że mój blog ledwie dycha, rozważę:P

      Usuń
  2. Mimo wszystko, wiedząc jak nie lubisz biografii wiem, że przeczytanie tej książki jednak miało sens, prawda? ;-) Mogłaś zrobić analizę i porównać z filmem. Ja biografie lubię i staram się pamiętać, że to tylko jedna z wersji o danym człowieku...Niedługo zabieram się za "poznanie życia" Ireny Tuwim :-) a Makuszyński na liście zakupów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No miało, miało, owszem.
      Właśnie sprawdziłam czyjego autorstwa jest biografia Makuszyńskiego. Tym bardziej podziękuję.

      Usuń