sobota, 15 lipca 2017

E.Plantel "Oto jest dyktatura", czyli wszystko już było, ale wcale nie jest od tego lepiej

Ta książka powstała pod koniec lat siedemdziesiątych w Hiszpanii; została wydana w ramach serii "Książki jutra", składającej się z czterech tytułów (wszystkie wydało już w Polsce nieocenione wydawnictwo Tako).
Na Półwyspie Iberyjskim ukazała się ponownie w roku 2015, z nowymi ilustracjami. 


Sięgnęłam po nią kilka dni temu. Okazało się, że pewne rzeczy, stwierdzenia są uniwersalne. Nie znają języka, ani nazwisk poszczególnych polityków.

Różnimy się. Każdy z nas widzi to samo inaczej.
Każdy z nas może inaczej opisywać to samo. Dla jednego czarne będzie białe, dla drugiego białe będzie czarne.
Białe jednak zawsze będzie po prostu białym, a czarne czarnym, niezależnie od tego co kto będzie na ich temat twierdził.


Dyktatura jest jak dyktando.
Jakiś pan mówi, co należy robić, i wszyscy to robią.
Bo tak.”

 We wszystkich dyktaturach myślenie jest zakazane.
Można myśleć tylko tak, jak dyktator chce, żeby myślano.
Ci, którzy mają inne poglądy, są źle widziani i źle się ich traktuje.
Jeszcze gorzej mają ci, którzy nie tylko inaczej myślą, ale jeszcze głośno o tym MÓWIĄ.



Tak więc dyktator jest najdzielniejszy.
I najmądrzejszy, najlepszy i najwyższy…
Dyktator nie ma przyjaciół. On nie lubi ludzi (przecież jest najmądrzejszy, najwyższy i najprzystojniejszy).


Czasami bywa hojny dla swoich zwolenników i obdarowuje ich rzeczami, które wcale do niego nie należą: rozdaje im ziemie będące własnością innych, przyznaje nagrody; daje im to, co tak naprawdę jest dobrem wspólnym.


Dyktator jest bowiem prawem (gdyż tylko on stanowi prawo).
I jest też sprawiedliwością (tylko jego przyjaciele mogą być sędziami).

To co dzieje się dzisiaj w Polsce, dotyka mnie bezpośrednio.


Myślę: jak łatwo jest zdeprecjonować moją pracę. Wszystkie godziny, które wyrywam własnym dzieciom, o mężu nie wspominając. Lata spędzone w stanie przewlekłego stresu. Obrazy, których nie da się odzobaczyć. Tragedie, o których nie da się zapomnieć. Decyzje, które trzeba było podjąć, choć można było wybierać tylko między mniejszym a gorszym złem.
Jak łatwo uznać, że wszystko co robiłam dotychczas, jest nic niewarte. Bo jestem w jednym worku z tymi, którzy są zwykłymi idiotami (a statystyka jest nieubłagana: idioci są wszędzie, w każdej grupie zawodowej. Wśród lekarzy, sprzedawców, księży, fryzjerów, polityków i sędziów), przy czym to oni, a nie ja są punktem odniesienia i oceny.


Wszyscy pracują, produkują, ale także myślą.
No, a jak myślą, to z wielu rzeczy zaczynają zdawać sobie sprawę.


Zdają sobie sprawę, że dyktator wcale nie jest taki dzielny.


Ani taki mądry… Ani sprawiedliwy…

Nie liczę na jakieś masowe protesty – stwierdził wczoraj rzecznik prasowy Sądu Najwyższego, sędzia Michał Laskowski w rozmowie z jednym z dziennikarzy, pytany o spodziewaną reakcję społeczną w związku z ogłoszonym projektem ustawy o Sądzie Najwyższym. - Większość społeczeństwa wydaje się obojętna albo nierozumiejąca, albo przyzwalająca, widząca potrzebę radykalnych zmian.”

Niestety, jestem równie racjonalna jak pan rzecznik. W pełni podzielam jego pogląd. Co więcej, wydaje się, że znam przyczyny takiego stanu rzeczy (nie wiem jak pan rzecznik, choć mam wrażenie, że nasza perspektywa może znacznie się różnić).

Chciałabym wierzyć, że większość zacznie myśleć, rozumieć i zdawać sobie sprawę. Teraz, zaraz.
Ale to tak nie działa.
Dlaczego nie?
Bo nie da się w pięć minut nadrobić wielu lat zaniedbań. Przekonania, że my wiemy jak jest dobrze i nie musimy się nikomu z tego tłumaczyć. Braku szacunku do drugiego człowieka i zwykłej kultury.

Społeczeństwo nie rozumie dlaczego tak ważne dla niego jest istnienie kogoś/czegoś, do kogo będzie można się odwołać i kto/co w sposób niezależny od nikogo i niezawisły (to kolejne niezrozumiałe, a do tego budzące ostatnio irytację, słowo) rozstrzygnie spór. Nie rozumie, gdyż nikt tego dotychczas w wystarczająco jasny sposób nie tłumaczył. A i dziś, gdy stoimy w obliczu realnego zagrożenia zrujnowania zapisanego w naszej konstytucji porządku prawnego, ci, którzy zabierają głos podobno także i w moim imieniu czynią to tak, że mam ochotę schować się pod tapczan i nigdy spod niego nie wyjść.

Większość ludzi nigdy nie miała do czynienia z sądami. Bazują więc na tym, co mówią inni. A mówią różnie.
Ci, którzy mieli z nimi do czynienia i którzy wygrali swoje sprawy, zazwyczaj uważają, że tak musiało być, bo mieli rację, więc nie ma o czym mówić.
Ci, którzy przegrali, często tak bardzo zapiekli się w swoim poczuciu krzywdy, że nie sposób z nimi dyskutować. Niektórzy z nich mogliby mieć przy tym wiele do powiedzenia i warto byłoby ich posłuchać.
Ci, którzy mają styczność z jednymi i drugimi, z reguły nie umieją z nimi rozmawiać. Bo nikt ich tego nie nauczył. Bo nie rozumieją, że to ważne. Bo wydaje im się, że ich punkt widzenia, ich perspektywa jest jedyną właściwą. Bo tak.

Płacimy dziś rachunki za nieumiejętność słuchania. Za pychę i egoizm. Za oderwanie od rzeczywistości.
Ich wysokość będzie jednak niewspółmierna do zaniedbań. Jestem tego więcej niż pewna.

W planowanych zmianach nie chodzi bowiem o to, żeby było lepiej.
Wiem gdzie leżą źródła problemów, może nie wszystkich, ale sporej ich części. Bo problemy są, niektóre bardziej, inne mniej poważne i jest ich wiele. Z pewnością można je rozwiązać. Może nie dziś i nie jutro, ale niewykluczone, że za rok mogłoby się udać
Jednak nikt mnie ani innych, którzy mieliby w tej sprawie coś merytorycznego do powiedzenia, o zdanie nie pyta. A nie jestem głupia i doskonale wiem, że to, co próbuje się dziś przedstawić jako panaceum na wszystko, w niczym nie pomoże. W każdym razie nie mi i nie Wam. Bo im, owszem, przyda się.


Czterdzieści lat temu autor książki "Oto jest dyktatura" napisał: „najgorsze jest to, że dyktatury niemal zawsze trwają wiele, wiele lat.

Historia pokazuje, że to prawda. Ale tak bardzo żal, że nie umiemy uczyć się na cudzych błędach.

Equipo Plantel „Oto jest dyktatura”, ilustracje Mikel Casal. Przekład Tomasz Pindel. Wydawnictwo Tako, Toruń 2016.

10 komentarzy:

  1. Byłam dziś na krakowskim rynku. Protestujących było całkiem sporo jak na Kraków, ale zdecydowanie zbyt mało jak na to, co się właśnie dzieje. Kilka metrów dalej toczyło się normalne życie: ludzie siedzieli w ogródkach, kupowali pamiątki w Sukiennicach, zwiedzali miasto. Tak jakby rządzący wcale nie rozwalali nam właśnie państwa. Ta obojętność jest zatrważająca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest. Z Twojego i mojego punktu widzenia.
      Teraz gra idzie o to jak sprawić, żeby przekonać do niego chociaż niektórych innych. Z których część też ma swoje racje. A część nie wie, że chodzi też o nich. I wcale nie jest to tylko ich wina.

      Usuń
    2. Jesteśmy w mniejszości. I będziemy. Ludzie się ruszą dopiero, kiedy zabraknie na 500 plus albo inflacja poszybuje.

      Usuń
    3. Bardzo możliwe. To już przecież było - od czego zaczynały się czterdzieści, trzydzieści lat temu strajki?
      Dlatego na 500+ długo jeszcze nie zabraknie.
      I dlatego chciałabym, żeby najpierw zmądrzeli ci, którzy zapracowali na to co dzieje się dzisiaj. A na razie na to się na zanosi.

      Usuń
  2. Też mnie to zatrważa. Zastanawiam się, co czują studenci prawa, pewnie wielu myśli o zmianie kierunku studiów. Sędziów się obraża, nazywa grupa "kolesi", "kastą".Zamiast budować, burzy się zaufanie społeczne.Mają się stać marionetkami w rękach dyktatury. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To proces, który trwa od wielu lat. Jestem idealistką: nie można zbudować niczego dobrego na pogardzie dla drugiego człowieka, kimkolwiek by on był: politykiem, bezrobotnym ubiegającym się o świadczenia socjalne czy "kolesiem z kasty sędziów". A od wielu lat budujemy wyłącznie na tym.
      Dlatego uważam, że wcale nie wszyscy studenci prawa uważają, że dziś w Polsce dzieje się coś niedobrego. Oni wzrośli w takiej atmosferze, uważają tego rodzaju argumentację za normalną, ba, niewykluczone, że do nich trafia. I to nie oni są temu winni. Jeszcze raz powtórzę: płacimy dziś rachunki za lata zaniedbań. Na każdym polu.

      Usuń
  3. Momarto, miałam nadzieję, na Twoją wypowiedź i się nie zawiodłam. Książka niesamowicie mądra i trafiona. Z przerażeniem obserwuję obecną sytuację. Boję się myśleć co będzie dalej. Najgorzej, że nic (poza demonstracjami) nie możemy już zrobić.
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Demonstracje to nie jest NIC. To bardzo dużo.
      To bardzo wiele znaczy także dla mnie. Moje życie stanęło w ostatnich dniach na głowie, ale - mimo grozy tego, co się dzieje - czuję się znacznie lepiej, niż czułabym się, gdyby nie te demonstracje.
      To co? O 21 przed sądem?

      Usuń
  4. Zastanawiałam się jak się masz. Z racji zawodu, dotyka Cię to za pewne mocno. Ale zgadzam się z tym co napisałaś- jeśli pozwolisz, to chciałabym się tym co napisałaś podzielić na FB. To,że zmiany są potrzebne w wielu dziedzinach wiemy. Tylko to, co teraz się dzieje nie zapowiada zmian na lepsze. Chciałabym wierzyć i mieć nadzieję, że nie jest też dążenie do dyktatury. Ale z racji tego, gdzie i z kim pracowałam, że widziałam zajadłość, chęć odwetu i mściwość, ta wiara niestety jest płonna. Szczególnie po tych cytatach, które wybrałaś- aż nadto adekwatnie.Pozdrawiam Cię serdecznie i ściskam z Krakowa (który jednak od 16 lipca ruszył się o 21.00) chaber73

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś mam się lepiej niż miałam się kilka dni temu. Nie spodziewałam się, naprawdę, tak dużej skali tych protestów. Niezależnie od tego jak to się skończy, mnie to buduje i daje siłę.
      Sądownictwo wymaga reformy - to nie wymaga dyskusji. Ale to, co dzieje się dziś, to nie jest reforma. Cieszę się, że tak wiele osób to rozumie.
      Za każdym razem kiedy stoję w tłumie skandującym "wolne sądy", płaczę. Nie jestem w stanie nic na to poradzić. Pocieszam się, że jestem w doborowym towarzystwie. Słyszałam dziś sędziego Zabłockiego, słyszałam senatora Rulewskiego. Jestem przekonana, że dziś dzieje się historia. Jeśli te ustawy wejdą w życie, ja osobiście będę musiała pisać ją dalej. Nie zamierzam robić niczego innego niż robiłam do tej pory. Ale teraz dostałam turbo napęd. Za co dziękuję tym wszystkim, którzy codziennie o 21 przychodzą pod sądy i wszędzie tam, gdzie odbywają się protesty. Także tym, którzy są w Krakowie:)
      A tekst wrzucaj, jeśli chcesz.


      Usuń