niedziela, 26 czerwca 2016

O szczęściu, czyli jak to robi Młodszy

Nad tym, czym jest szczęście i jak je znaleźć, łamali sobie głowy najtężsi filozofowie.
Żaden nie odkrył jednak uniwersalnej, sprawdzającej się zawsze i każdemu, recepty.

Być może dlatego, że filozofem zostaje się dopiero w dorosłym wieku. A wtedy najczęściej zapomina się o tym, o czym wiedzą (prawie) wszystkie dzieci.

Że szczęście to nie jest coś wielkiego. Bo szczęście dzieje się tu i teraz. Trzeba się tylko uważnie rozglądać.
I patrzeć pod nogi.

Dziś Młodszy przybiegł do domu cały zdyszany, rumiany i roześmiany.
Mamo, mamo!” – krzyczał już od progu – „Nie uwierzysz jaki mam dzisiaj szczęśliwy dzień! Znalazłem 10 groszy, pięć razy trafiłem do kosza i znalazłem zdechłego kreta!

42 komentarze:

  1. Furda mamona, ale ten kret!!! O szczęście niepojęte!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Zatem byłem wczoraj w 1/3 drogi do szczęścia, bo znalazłem 10 gr :) Idę dziś rzucać do kosza i rozglądać się za kretem :P

      Usuń
    2. Bardzo się cieszę, że dostrzegliście jak wielkie piękno kryje się w zwykłym zdechłym krecie. Jest w Was potencjał!:P
      I ja od wczoraj inaczej spoglądam na te wszystkie truchła, jakie znosi do domu mój kot. Na razie ciągle jeszcze nie czuję się z ich powodu szczęśliwsza, ale wierzę, że to tylko kwestia ćwiczeń.

      Usuń
    3. Przez Twój wpis wyszedłem wczoraj na psychopatę, kiedy podczas wspólnego z Kitkiem rowerowania, zobaczyłem na poboczu martwego kreta i pomyślawszy: "W 2/3!", zacząłem się głośno śmiać :) Potwierdza to jednak fakt, że biedne zwierzęta wpływają jakoś na szczęśliwość :P

      Usuń
    4. Widzę tę scenę oczyma wyobraźni i śmieję się do niej szeroko:)
      Wszyscy biedni ledwie magistrowie (ja, ja!) zapisują temat potencjalnej pracy doktorskiej: "Wpływ zdechłych kretów na poziom szczęśliwości u ludzi".

      Usuń
    5. "... ze szczególnym uwzględnieniem ogrodników". :D

      Usuń
    6. Widzisz ile jest argumentów potwierdzających tezę, że kluczem do szczęścia są zdechłe krety?!:P

      Usuń
    7. Dziś rano, w drodze do pracy, z wysokości siodełka, zaobserwowany kolejny. Śmiechłem. Trochę to jednak niepokojące :P

      Usuń
    8. Ale niepokoić się nadmierną śmiertelnością kretów czy tym, że przekroczysz dopuszczalny poziom szczęśliwości?

      Usuń
    9. Tym, że śmierć zaczyna wywoływać uśmiech na moich ustach. Nawet jeśli to jest Śmierć Kretów :P

      Usuń
    10. No fakt. Z drugiej jednak strony, gdy położyć na jednej szali martwego kreta a na drugiej szczęśliwego Bazyla, to nie sposób się martwić, że to ta druga przeważy:)

      Usuń
    11. Z punktu widzenia kreta ... :P

      Usuń
    12. Pomyśl o tym, że żywego kreta ani trochę nie obchodzi Twój poziom szczęśliwości; może to obniży poziom Twojej empatii?:P

      Usuń
  2. Tyle szczęścia tak małym kosztem. Powinnaś zwyczajowo rozsypywać dziesięciogroszówki na trasie dom-szkoła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzki z Ciebie człowiek, że doradzasz rozsypywanie dziesięciogroszówek a nie zdechłych kretów.

      Usuń
    2. Krety są pod ochroną, a Liga Ochrony Przyrody by Cię nie pochwaliła za eksterminację gatunku dla uszczęśliwienia potomka. Poza tym łatwiej o 10 groszy niż o martwego kreta.

      Usuń
    3. No nie wiem, nie dalej niż w sobotę sama jednego znalazłam (i dopiero teraz do mnie dotarło jak wielką szczęściarą jestem!), a dziesięciogroszówek w moim portfelu ostatnio jak na lekarstwo:(

      Usuń
    4. Z kretem to był ślepy fart i może się nie powtórzyć. A jak znajdziesz złotówkę na chodniku, to możesz ją rozmienić i 10 razy uszczęśliwić dziecko.

      Usuń
    5. Na razie uszczęśliwiam siebie, powtarzając setki razy na głos: są wakacje i nie muszę wozić dzieci do szkół i z powrotem (a tym bardziej niczego im rozsypywać na trasie!), robiąc po 100 kilometrów dziennie.

      Usuń
    6. To tym bardziej nie narzekaj, a zaoszczędzone na benzynie złotóweczki rozmieniaj na drobne, przydadzą się jesienią :D

      Usuń
    7. Ależ czy ja narzekam? Nie, po stokroć nie, zwłaszcza że jutro jestem w pracy ostatni dzień przed urlopem:D

      Usuń
    8. Och! A ja jeszcze dwa tygodnie :(

      Usuń
    9. Ja w sumie też chciałam iść na urlop później, jednak wyszło inaczej i dziś czuję, że była to znakomita decyzja. Nie pociągnęłabym jeszcze przez dwa tygodnie, nie ma mowy.

      Usuń
    10. A niektórzy muszą wytrzymać, kompletując sobie dla zachowania równowagi wakacyjne lektury.

      Usuń
    11. Łączę się z Tobą w bólu, nie wątpiąc jednak, że dasz radę dotrwać.
      Dla pociechy dodam, że ja nie mam czasu niczego kompletować. Chwycę cokolwiek, to i tak będzie więcej niż nic, które czytam teraz.

      Usuń
    12. Karygodna lekkomyślność, mógłbym wylądować w jakiejś głuszy bez kramów z tanią książką z czymś absolutnie nieodpowiednim na wakacje.

      Usuń
    13. Sugerujesz, że mógłbyś być tak - excusez le mot - głupi, żeby zabrać na wakacje Joyce'a, Bernhardta albo inną podobną lekturę? Bo zdaje się, że cokolwiek innego się weźmie, to da się przeczytać.
      Ja na przykład mam w te wakacje silne parcie na łzawe romanse i zamierzam mu ulec:P

      Usuń
    14. Co wszyscy z tym Bernhardtem, doprawdy? Mógłbym co najwyżej wziąć nudny kryminał albo nieudaną obyczajówkę i pluć sobie w brodę, że nie zabrałem tego reportażu co to go kupiłem pięć lat temu. Zresztą w tym roku obstawiam kryminały na spółkę ze starymi młodzieżówkami. Też mi się coś od życia należy :P

      Usuń
    15. Nie mam pojęcia jacy "wszyscy", nie lansuję się w internetach. Byłam na spotkaniu z Dehnelem (uroczy człowiek, ba! wręcz zachwycający) i tak mi się skojarzyło.
      Kryminałów jakoś dalej nie mogę (choć rozważam wzięcie jakiejś Christie - przeczytałam ostatnio po raz kolejny "Morderstwo w Orient Ekspresie", tyle że w nowym, kłulikowym, tłumaczeniu i jakoś nabrałam ochoty na entą powtórkę), młodzieżówek też nie, ale rozumiem, rozumiem. Każdemu coś się od życia należy - jednemu Harlequin, innemu kosa pod żebro:P

      Usuń
    16. No wszyscy, wszyscy: zaczytują się B, wypominając Dehnelowi szarganie, płaskie koncepty etc. Chwilowo nie mam w planach ani Be, ani De, więc śledzę sobie z uciechą te igraszki kulturalne.
      Christie mnie nie satysfakcjonuje, zamierzam zapoznać się z najnowszą Marininą.

      Usuń
    17. Nie miałam wcale zamiaru czytać "Krivoklata" (bo też i Bernhardt nigdy mnie nie pociągał i nie pociąga nadal), ale po tym spotkaniu naprawdę nabrałam na niego ochoty. Nie wiem czy koncepty płaskie - jako że z pewnością nigdy nie stanę się znawczynią twórczości Thomasa B., nie mnie to oceniać - ale tę książkę, zdaje się, można odczytywać na wielu płaszczyznach. A fragment odczytany osobiście przez autora w czasie spotkania był naprawdę przedni.
      W Marininie pogubiłam się wiele lat temu i jakoś nie mam siły się znów w niej odnaleźć. Za to - przypomniało mi się - jakiś miesiąc temu wypożyczyłam z biblioteki kryminalnego Ziomeckiego, więc może w czasie urlopu uda mi się go wreszcie otworzyć.

      Usuń
    18. Mam zaległości w dziełach pana D., bo jakoś tak mam przeczucie, że Lali nie przebił i co ja sobie będę psuł wrażenie :D
      Kryminalny Ziomecki idealnie wakacyjny, chociaż nie wiem, czy korupcja w policji i prokuraturze to jest coś, co pozwoli Ci się zrelaksować na plaży.

      Usuń
    19. Też mam zaległości, z podobnych przyczyn. W czasie rzeczonego spotkania objawiły się jednak osoby w tzw. starszym wieku, które sprawiały wrażenie znających twórczość na wyrywki, a do tego bardzo tym faktem zachwyconych (że niby twórczość znakomita), toteż jakoś tak pozazdrościłam... Ale to pewnie dlatego, że zawsze chciałam uchodzić za erudytkę, snobka taka jedna.
      A korupcja w policji i prokuraturze jak najbardziej! Nie ma to jak Schadenfreude:P

      Usuń
    20. Snobizm to okropna rzecz, zmusza człowieka do czytania :P
      Schadenfreude też okropieństwo :)

      Usuń
    21. Ja ze snobizmu biegam. I z zazdrości. I zaciętości :P

      Usuń
    22. Doprawdy imponujący zestaw wad. Możemy założyć Klub Złych Czytelników.

      Usuń
    23. Znaczy, ja z bieganiem tak mam. Z czytaniem jednak trochę inaczej :P

      Usuń
    24. A czyż dobry czytelnik nie może być trochę zły?

      Usuń
    25. Ja to nawet jestem fatalny :)

      Usuń
    26. Może być Klub Fatalnych Czytelników mi tam nie robi różnicy. Ale jestem dziś pełna węgierskiego wina, wyspana, wymoczona w termach, poziom szczęśliwości 10, więc robię tak na wszystko:D

      Usuń
    27. Majo ludzie szczęście :D

      Usuń
    28. Przez grzeczność nie zaprzeczę:) Mimo że już wróciłam do kraju, to zapas węgierskiego wina zgromadzony w naszej piwniczce pomaga utrzymać mi wysoki poziom zadowolenia z własnego życia. O ile zachowam minimum ostrożności, z nieodpalaniem wiadomości w internecie na czele, powinnam go jeszcze jakiś czas utrzymać.

      Usuń