czwartek, 14 lipca 2016

J.Worth "Zawołajcie położną", J.Herriot "Wszystkie stworzenia duże i małe", czyli recepta na lepsze życie

W czasach, w których dla wielu szczytem marzeń i jedynym wyznacznikiem odniesienia życiowego sukcesu staje się zdobycie sławy (utożsamianej z popularnością i rozpoznawalnością), dość łatwo popaść we frustrację.
A skoro już się w nią popadło, nic prostszego niż dać się unieść frustratolubnemu, przynajmniej w Polsce A.D. 2016, nurtowi siania nienawiści do wszystkich, którzy są inni, nienasi, obcy.
Poszukiwania odtrutki tu i teraz wydały mi się z góry skazane na niepowodzenie. Kierując się instynktem, jakiś czas temu urządziłam sobie podróż w przeszłość. Jakżeż słusznie!


Czytając o londyńskich slumsach sprzed sześćdziesięciu lat (w „Zawołajcie położną”), tudzież o życiu w zapadłej wsi w angielskim hrabstwie New Yorkshire w latach czterdziestych ubiegłego wieku (cykl książek Jamesa Herriota), czułam się spokojna i szczęśliwa.

I nic to, że książka Worth zaczyna się od drobiazgowego opisu ludzkiego porodu („Teraz musi się urodzić łożysko, i to w całości, tak żeby żaden fragment się nie oderwał i nie został w macicy. Inaczej kobieta może mieć poważne kłopoty: infekcję, nieustające krwawienie, może nawet intensywny krwotok, który bywa śmiertelny.”), zaś pierwsza część cyklu Herriota, „Jeśli tylko potrafiłyby mówić”, od równie szczegółowego opisu porodu… krowiego („Starałem się dostać choćby odrobinę głębiej do wnętrza krowy. Łeb cielaka był w tyle, a ja czubkami palców próbowałem zarzucić cienką pętlę na jego dolną szczękę. Przez cały czas ręka moja uwięziona była pomiędzy cielakiem a ścianą kostną miednicy. Przy każdym skurczu macicy nacisk stawał się wprost nie do zniesienia, a kiedy ustępował, posuwałem rękę z pętlą odrobinę naprzód.”)
Doprawdy, przy tym co ostatnio wylewa się z ust polityków i wielu zwykłych, normalnych zdawałoby się, obywateli, krew, płyny ustrojowe i inne wydzieliny wydają się rozkoszne niczym pachnące płyny do relaksującej kąpieli.


O dziwo, poza znalezieniem panaceum na złe samopoczucie, poznałam też receptę na zdobycie sławy (takową w każdym razie zdobyli tak Worth, jak i Herriot)! Chętnych proszę o uwagę, niniejszym podaję przepis. Kolejność dodawania składników dowolna; ważne tylko, by żadnego nie pominąć!

1) W to, co robisz, wkładaj całe serce.

Mam za sobą długi dzień i noc, ale głębokie poczucie spełnienia i satysfakcji sprawia, że mój krok i serce ogarnia lekkość. (…) Wchodziłam tutaj w strugach deszczu i ciemnościach, ogarnięta gorączką podekscytowania i wyczekiwania, niepokojem rodzącej się kobiety, która lada moment miała wydać na świat nowe życie. Tymczasem zostawiam za sobą spokojny, uśpiony dom, z nowym domownikiem i wychodzę prosto w blask porannego słońca.

Upał narastał, aż w zagrodzie zrobił się gorąco jak w piecu i zwierzęta, z brzuchami wydętymi od trawy, bez przerwy tryskały zielonkawobrązowymi gejzerami kału. (…) Obaj przerwali pracę i śmiali się szczerze rozbawieni, gdy krowa chlasnęła mnie po oczach mokrym ogonem; równie zabawna wydała się im sytuacja, w której cofający się przed arkanem byczek rąbnął mnie kościstym zadem w brzuch, kiedy napełniałem strzykawkę, trzymając ręce w górze. Uderzenie pozbawiło mnie tchu, a wtedy zwierzę postanowiło obrócić się w wąskim przejściu, rozgniatając mnie jak muchę na ogrodzeniu. Oczy wyszły mi na wierzch; zastanawiałem się, czy to trzeszczy płot, czy też moje żebra.

Wbrew pozorom, ani praca położnej, ani praca weterynarza (w każdym razie wykonywana w warunkach opisywanych przez autorów omawianych książek) nie należą do najłatwiejszych, najprzyjemniejszych i najczystszych. Jak w każdym zawodzie zdarzają się wzloty i upadki. Ani bohaterka powieści Worth, ani doktor Herriot (czyli autorzy obu książek, mających charakter autobiograficzny) nie byli także zbyt dobrze wynagradzani (dzisiaj zdaje się także niewiele się w tym zakresie zmieniło, w każdym razie w Polsce). Ich zarobki starczały im niemal wyłącznie na przeżycie, bez szans na oddawanie się jakimkolwiek ekstrawagancjom (na które zresztą i tak nie mieliby czasu). Mimo to snute przez nich opowieści iskrzą i energetyzują. Zamiast wzdychać za utraconymi szansami, zazdrościć innym, którym powiodło się lepiej, odnajdują szczęście w tym co robią, wykonując swoją pracę najlepiej jak potrafią, niezależnie od okoliczności.

2) Ciesz się małymi, prostymi rzeczami.

Milę za farmą wjechałem w boczną dróżkę, wysiadłem z samochodu i ułożyłem się w jego cieniu. Szeroko rozłożywszy ramiona, mokry od potu, schowałem się w wysokiej trawie, pozwalając owiewać się słodkiemu wietrzykowi. Czując słońce na twarzy, przez niedomknięte powieki spoglądałem na błękitne niebo. Bolały mnie żebra, a na nogach miałem tuzin siniaków od kopnięć. Ponadto wiedziałem, że nie najlepiej pachnę. (…) Znów leniwie otworzyłem oczy i patrzyłem, jak po zielonym wzgórzu na drugiej stronie doliny przesuwa się cień chmury. Nie, nie… wcale nie narzekałem.

Człowiek, który uważa, że szczęście przychodzi wyłącznie w huku fajerwerków, ma spore szanse stać się nieszczęśliwy i zgorzkniały. Pewnie, fajnie jest przeżyć czasem coś nadzwyczajnego – zdarza się to jednak na tyle rzadko, że pozostając w nerwowym oczekiwaniu można przegapić tyle cudownych chwil.
Być może to kwestia czasów, które opisują obie książki i tempa życia, jakżeż innego teraz i kiedyś. Być może jednak chodzi po prostu o inne rozłożenie akcentów; o to, by nie dać się zwariować światowi i nie zapominać o tym, co czyni nas szczęśliwymi.
Bo jeśli ktoś, tak jak ja, przypomina sobie o tym zaledwie raz w roku, w czasie urlopu, to zdecydowanie zbyt rzadko.

3) Kochaj ludzi. A przynajmniej ich lub. I szanuj.

Przez cały ranek miała dobry nastrój i przekomarzała się szorstko z pacjentami. Przestałam się temu dziwić, bo zdałam sobie sprawę, że to właśnie w niej lubili. Traktowała ich bez cienia tkliwości czy protekcjonalności. Starsi mieszkańcy Docklands byli przyzwyczajeni do kontaktów z przedstawicielami klasy średniej, którzy uszczęśliwiali ich na siłę i robili pospólstwu wielką łaskę. Gardzili takimi ludźmi, wykorzystywali ich, jak tylko mogli, a za plecami wyśmiewali, lecz siostra Evangelina nie miała w sobie ani krzty wyniosłości czy politowania. Była całkowicie wyzbyta podobnych uczuć. (…) Na każdego człowieka i każdą sytuację reagowała prostolinijnie i bezpretensjonalnie.

Najprostsze czasem okazuje się najtrudniejsze. Prostolinijnie i bezpretensjonalnie dla wielu okazuje się barierą nie do przejścia.
Lubimy komplikować, dorabiać ideologię, doszukiwać się drugiego dna.
Tymczasem znacznie prościej byłoby podchodzić do wszystkiego, w tym także do zadań wykonywanych na co dzień, w ramach obowiązków, tak jak bohaterowie obu powieści.
Bez zadęcia. Bez napięcia. Bez obrażania się i innych. Bez zastanawiania się nad tym, co byłoby gdyby i dlaczego jest jak jest.
Bo naprawdę każdy z nas ma swoją historię; tak samo wartą uwagi. Te o cielących się krowach i śmierdzących biedakach ze slumsów okazały się być tak samo ważne, jak inne. Dobrze jest to zauważyć, a jeszcze lepiej przenieść na dzisiejszą rzeczywistość.

4) Zauważ, że każde życie jest tak samo niezwykłe. Twoje również. Tylko od Ciebie zależy, co z tym fantem zrobisz.

I tu – zamiast cytatów – kilka zdań prosto z momarcianego serca.

Ten post pisałam przez kilka miesięcy. Nie zliczę, ile miał wersji.
Dlaczego? Nie do końca wiem.
Może to brak czasu? A może narastające we mnie od pewnego czasu poczucie, że jeśli mam w ogóle zajmować się jakąś tam internetową pisaniną, powinnam pisać o rzeczach naprawdę ważnych, a nie pitolić o jakichś tam lekturach, bo co to w końcu kogo interesuje i czy naprawdę świat stanie się od tego lepszy?

Być może to czas bym przedefiniowała swoją potrzebę obecności w sieci, w szczególności w kontekście tego jak wygląda moje realne życie, ewentualnie powróciła do korzeni, czyli powodów, dla których pojawiła się Absolutnie nieperfekcyjna (a powody te wykluczają brak zadęcia i dawania upustu potrzebie naprawiania świata). Na razie jestem w rozkroku. Myślę, co z tym fantem zrobić. W każdym razie wiem już, że także i moje życie jest niezwykłe - czyż to nie obiecujący początek?
Dzięki, pani Worth i panie Herriot! 

Jennifer Worth "Zawołajcie położną", przełożyła Marta Kisiel-Małecka. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.
James Herriot "To nie powinno się zdarzyć" i "Jeśli tylko potrafiłyby mówić", przełożyli Irena Doleżal-Nowicka i Zbigniew A. Królicki. "Świat Książki", Warszawa 1997.
James Herriot "Nie budźcie zmęczonego weterynarza" i "Weterynarz w zaprzęgu", przełożył Zbigniew A. Królicki. Wydawnictwo "Zysk i S-ka", Poznań 1996 i 1997.

173 komentarze:

  1. Herriot jest niezawodny na frustracje, to rzecz z dawna stwierdzona. Natomiast nie wiem, czy był słabo opłacany, raczej wydawało mi się, że nie narzekał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jakoś całkiem o nim zapomniałam - ostatni raz czytałam ten cykl co najmniej 10 lat temu. Teraz będę wiedziała po co sięgać w razie jakby co:)
      Co do zarobków - w pierwszych czterech tomach (tylko tyle mam) zarabiał raczej mocno poniżej średniej krajowej. Ale nie narzekał, istotnie.

      Usuń
    2. Mnie raczej podobał się dość swobodny stosunek herriotowego pryncypała do pieniędzy właśnie. Z tego co pamiętam zatrudniona do celów księgowych dama, mało nie zeszła w nagły sposób, gdy pojęła na czym polega buchalteria Farnona :P
      To prawda, że zbyt komplikujemy relacje. Życie w ogóle. Nie będę tu się rozwodził ile szczęścia dało mi trzydniowe ograniczenie poczynań do wstać - umyć się - zjeść - jechać - zjeść - umyć się - spać. Być może nawet wyrzuciłem z tej wyliczanki jedno mycie i jedno jedzenie :P I choć dojechałem do domu piekielnie zmęczony, to jednak ten wypad stanowi jak do tej pory jeden z jaśniejszych punkcików tegorocznego życia :D

      Usuń
    3. Stosunek szefa Herriota do pieniędzy był istotnie nader swobodny:) Co nie zmienia tego, że kiepsko płacił.
      Ja właśnie wiodę życie zbliżone do opisanego przez Ciebie - pełnia szczęścia! Nic nie muszę, wszystko mogę. Zrzuciłam z nóg obcasy, a z twarzy makijaż i ani trochę mi ich nie brakuje:D

      Usuń
    4. Dalej mam wrażenie, że jednak dostawał więcej niż średnia krajowa i jeszcze pomagał matce. Ale, jeśli nie ma o tym mowy w czytanych przez Ciebie tomach, na pociechę dodam, że przed ślubem został wspólnikiem Zygfryda :D

      Usuń
    5. Ja naprawdę czytałam te książki kilka miesięcy temu, więc nie zamierzam się kłócić, a szukać właściwych fragmentów mi się nie chce (excusez le moi), ale w pamięć wryło mi się raczej co innego. Inna sprawa, że młody James nie oczekiwał na wejściu co najmniej pięciu tysięcy na rękę (w przeliczeniu na ichniejsze), samochodu służbowego i pakietu medycznego:P (tak wiem, samochód służbowy dostał:D)

      Usuń
    6. Dobra dobra. W pakiecie miał też wikt i opierunek oraz kwaterę. No i samochód, faktycznie. Oraz sherry. To się nazywa benefity, tylko karty na siłownie brakowało :P

      Usuń
    7. Wszystko się zgadza; pewnie jak się owe benefity przeliczy na kasę, wyjdzie godziwa pensja:) A zamiast siłowni miał mocowanie się ze źle ułożonymi w macicach cielakami, starczy.

      Usuń
    8. No i nie zapomnijmy o krioterapii oraz zimnych kąpielach :)

      Usuń
    9. To co, bierzesz tę robotę?

      Usuń
    10. Prawie bym mógł, mam mistrzostwo świata w trzymaniu moich kotów na stole zabiegowym, w zmianie opatrunków i owijaniu wierzgającego zwierza w koszulkę pooperacyjną. O zastrzykach i kroplówkach nie wspomnę. Ale nie wiem, czy dałbym radę cielącej się krowie.

      Usuń
    11. Eeee, do kotów to "miastowy" weterynarz (taka postać też się pojawiła, ale musiałbyś sporo przytyć i zacząć trening picia), my tu rozmawiamy o posadzie na wsi. Bez krów ani rusz:P

      Usuń
    12. To jak krowy, to ja podziękuję.

      Usuń
    13. I będzie trzeba słono płacić za krioterapię, ech!

      Usuń
    14. W sumie racja. Zwłaszcza, że los wiejskiego weterynarza w Anglii na początku lat czterdziestych XX wieku i w Polsce w roku 2016 to, zdaje się, całkiem inne losy. Tu dostaniesz tylko cielącą się krowę i marne zarobki. O benefitach zapomnij.

      Usuń
    15. Toteż będę sobie cicho siedział w kąciku i nie będę się pchał do obór i chlewów.

      Usuń
    16. Z drugiej jednak strony, czyż nie żal Ci szansy na stanie się polskim Herriotem XXI wieku?:P

      Usuń
    17. Ee, też mi kariera, pewnie nie sprzedałbym tych mitycznych 5 tys. egzemplarzy.

      Usuń
    18. Ty byś nie sprzedał? Ty?!:D

      Usuń
    19. Nie no, ok. Sprzedałbym. Ale z tego się nie wyżyje :P

      Usuń
    20. No, jeśli oczekuje się pięć tysięcy na rękę i samochodu służbowego...:D

      Usuń
    21. Z 5 tys. sprzedanych egz. się nie wyżyje.

      Usuń
    22. No nie mów, że ta cała kasa ze sprzedanych przez celebrytów autobiograficznych książek starcza im tylko na waciki?!

      Usuń
    23. Byle celebryta to idzie w dziesiątki tysięcy sztuk, tylko tacy biedni Herriotowie XXI wieku rozchodzą się w homeopatycznych nakładach.

      Usuń
    24. Nigdy nie wiadomo, który Herriot stanie się znienacka celebrytą, więc nie poddawaj się zbyt szybko!

      Usuń
    25. Zawsze możesz postawić na kaloryfer na brzuchu i próbować potem (jak już go uzyskasz) zorganizować jakąś dobrze płatną ustawkę dla któregoś z brukowców

      Usuń
    26. Ustawkę, powiadasz? Dam radę.

      Usuń
    27. Obawiam się, że tylko że mną w roli menadżera. Sam byś na to nie wpadł:P

      Usuń
    28. Z pewnością. To jaki procent moich honorariów zamierzasz pobierać?

      Usuń
    29. Odpowiednio godziwy, rzecz jasna:D

      Usuń
    30. Powinni upaść przed wynalezieniem klasycznej łaciny. I prawa. Ale kopułę wynaleźli fajną, i akwedukty.

      Usuń
    31. Wiesz co, gdyby ktoś Ci proponował wycieczkę do dżungli - nie bierz. Jeśli gubisz się w komentarzach, z dżungli nie wyjdziesz żywy:P

      Usuń
    32. Dżungla odpada w przedbiegach, gubię się nawet w podziemiach pod Dworcem Centralnym :P

      Usuń
    33. Tam każdy się gubi. Niektórzy twierdzą nawet, że niezależnie od tego, gdzie chcą dojść, i tak zawsze wychodzą w Złotych Tarasach:P

      Usuń
  2. Cudowna jest ta książka, chciciałabym, żeby "Zawołajcie położną" zyskało zasłużony rozgłos, ta książka naprawdę oczyszcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, nie wiem czy oczyszcza, ale dobrze się ją czyta. Dla położnych lektura obowiązkowa!

      Usuń
    2. Nie tylko dla położnych. Szkoda, że wydawnictwo nie poszło za ciosem i nie wydało całej trylogii :(
      PS. Swoją drogą, jakim szokiem było dla mnie, po pierwszych opisach, uświadomienie sobie, że Worth opisuje 50. lata XX wieku. Przecież część tych scen, to jakby rodem z Dickensa.

      Usuń
    3. Wydawnictwa w ogóle lubią porzucać dobrze rozpoczęte pomysły (patrz Splotek). Zgroza.
      I sądzę, że jeszcze dziś bez trudu można byłoby znaleźć szereg miejsc i ludzi, którzy mogliby stać się tłem któregoś z utworów imć pana Karola. Także gdyby chciał osadzić akcję utworu w RP.

      Usuń
    4. Z donosów od tłumaczki wynika, że więcej Położnej nie będzie :( Widać obowiązkowe 5 tys. egz. się nie sprzedało.

      Usuń
    5. A chciałam wyżej napisać, że pewnie im się nakład nie sprzedał... Makabryczny merkantylizm, ot co!
      Nakład 5 tysięcy egzemplarzy powiadasz. Ciekawe ile mamy bibliotek w kraju? (czytany przeze mnie egzemplarz był biblioteczny; zastanawiam się teraz, czy powinnam odczuwać wyrzuty sumienia)

      Usuń
    6. Zważywszy, że nie zrobili temu żadnej reklamy, to trudno się dziwić. Mają, co chcieli, tylko czytelnicy na lodzie. Czytałem pozostałe dwa tomy i tam są niezłe sceny, mówiąc dzisiejszym językiem, epickie :)

      Usuń
    7. Nie znam się na reklamach, książkowych zwłaszcza. Moja ich znajomość nie wykracza ponad to, że można zapłacić kupę kasy Empikowi (może WL się brzydziło? Słusznie zresztą), ewentualnie wcisnąć książkę do ręki Michałowi Nogasiowi, który następnie zmusi Wojciecha Manna do przeczytania jej fragmentów (wychodzi zazwyczaj rewelacyjnie, tyle że nie wiem czy się to jakkolwiek przekłada na sprzedaż).
      A słowo "epickie" według moich danych nie należy już do dzisiejszego języka, lecz jest elementem prehistorii (coś jak starocerkiewnosłowiański):P

      Usuń
    8. WL nikomu nie zapłaciło i mamy skutki. Nawet się nie umiało podczepić pod serial :( Pojęcia nie mam, czy Nogaś się przekłada na sprzedaż, raczej wątpię, bo nie kupię książki, którą mi z detalami streścił i nic tu nie pomoże aksamitny głos panna Manna :D

      Usuń
    9. Istnienie serialu umknęło mi było, ale zdaje się, że to zdjęcie na okładce to właśnie z niego? To chyba jest jakaś forma podczepienia, czyż nie?
      Ja z Nogasiem mam prościej (choć z tymi streszczeniami pełna zgoda): po paru próbach wiem już, że jeśli on się zachwyca, to mi ni w mordę nie podejdzie. Pamiętaj jednak, że nie rozmawiamy o Tobie i o mnie (bo my i tak kupimy, jeśli wyczujemy że dobre), ale o tzw. przeciętnym czytelniku, tudzież potencjalnym czytelniku. Może na nich to działa?

      Usuń
    10. Okładka, faktycznie, serialowa. I tyle.
      A wiesz, że mam podobnie? Takie Małe życie omijam szerokim łukiem. I szczęśliwie przeczytałem Skorunia, zanim red. N. go pochwalił.

      Usuń
    11. Nic nie mów, dziś zobaczyłam "Małe życie" na bibliotecznej półce z nowościami i odbiegłam czym prędzej, niemal nie łamiąc nóg, brr!
      "Skorunia" u Ciebie sobie nie przypominam. Pisałeś? Bo że ja nie czytałam, to pewne.

      Usuń
    12. Nie pisałem, zbieram się od lutego bodajże. Ale w końcu się zbiorę :) Jeszcze, czego mu życzę, dostanie Nike, a ja się zostanę bez tekstu.

      Usuń
    13. I tak jesteś do przodu, przynajmniej przeczytałeś. A ja, jak przyjdzie do Nike, zostanę z kolejnym nieprzeczytanym laureatem:(

      Usuń
    14. Sam jestem sobą zachwycony i zadziwiony. I zachwycony książką. Głupio mieć w lutym murowanego pewniaka na książkę roku, nie?

      Usuń
    15. Może i głupio, ale jeszcze głupiej nie mieć w lipcu żadnego pewniaka na takąż książkę, nieprawdaż? (to o mnie) Jak ja bym chciała, żeby jakaś nowa książką mnie tak bardzo, ale tak bardzo zachwyciła!

      Usuń
    16. Masz jeszcze pół roku przecież, nie ma co desperować.

      Usuń
    17. Może i nie ma, ale nie widzę niczego odpowiedniego na horyzoncie. Chwilowo czytam wyłącznie odmóżdżacze, ze szczególnym wskazaniem na łzawe romanse. To stanowczo nie ma szans choćby stanąć koło Nike:(

      Usuń
    18. Ale dlaczego uważasz, że łzawy odmóżdżacz nie może być książką roku? Fe, taki snobizm.

      Usuń
    19. Masz rację. Snobka ja wstrętna, fuj. Problem widzę natomiast w tym, że większość czytanych przeze mnie odmóżdżaczy ukazała się już parę ładnych lat temu. Chyba że ma to być Moja Książka Roku, wtedy to co innego.

      Usuń
    20. No przecież, że Twoja. Wybierz coś dowolnego :)

      Usuń
    21. Nawet jak moja, to słabo to widzę. To że się czyta, nie znaczy że zachwyca, niestety. Ale masz rację, jeszcze pół roku (niemal) przede mną.

      Usuń
    22. Gorzej, że nienawidzę jakichkolwiek rankingów, nawet tych pozytywnych

      Usuń
    23. No to nie masz problemu. Bardziej mnie interesuje, czemu Ziomecki dostał tylko 5 gwiazdek, aż tak nie lubisz budowlanych klimatów?

      Usuń
    24. Permanentna inwigilacja, normalnie:P
      Nie lubię kryminałów (poza Christie), myślałam że mi przeszło, ale nie. Poza tym nie lubię książek z tyloma wspolczesnymi służbami, także politycznymi. A James Bond jest tylko jeden.
      Poza tym sam dałeś raptem jedną gwiazdkę więcej ode mnie, nie marudź!:P

      Usuń
    25. Nie raptem, ale aż jedną więcej. I czekam na ciąg dalszy, bo polubiłem bohaterów.

      Usuń
    26. Mnie nie do końca przekonali. I jeśli cd będzie utrzymany w tej samej poetyce to odpadam.

      Usuń
    27. Czy polskie prawo honoruje taką kategorię wynagrodzenia, jak "godziwe"?

      Usuń
    28. Wprawdzie jestem na urlopie, ale a konto przyszłej współpracy odpowiem: oczywiście, że tak. Art. 13 Kodeksu pracy, zaliczany wręcz do zasad prawa pracy:D

      Usuń
    29. Oj, przeskoczyłem z wątków. A kto decyduje o godziwości? Wysokie układające się strony?

      Usuń
    30. Oj, będzie przy Tobie dużo roboty (+1 do godziwości:P).
      Strony, przy czym każda rozumie to po swojemu. Jak jeszcze wmiesza się do tego ZUS, to zazwyczaj okazuje się, że umówiły się na zbyt godziwe wynagrodzenie. Bo kto to widział na przykład takie 3 tysiące brutto, zgroza i rozpusta!

      Usuń
    31. ZUSu za ciebie nie zamierzam płacić, załóż se jednoosobową działalność menedżerską :P

      Usuń
    32. Krwiopijca i wyzyskiwacz!

      Usuń
    33. Chciałbyś. To mentalność folwarczna, tak zdiagnozowali Ci, którzy wzięli za to bardzo godziwą kasę:P

      Usuń
    34. Ale oburza Cię trafność diagnozy czy to, że są na świecie ludzie gotowi płacić godziwie za dobrą pracę?

      Usuń
    35. Oburza mnie to, że rzadko trafiam na tych, którzy są gotowi godziwie płacić :D

      Usuń
    36. Dałbyś im dobry przykład, to od razu zaczęliby się zachowywać inaczej.

      Usuń
    37. Znaczyć mam dać przykład, płacąc godziwie Tobie? Zastanowię się.

      Usuń
    38. Brawo, Sherlocku, właśnie o to chodziło. Myśl, myśl, metoda dedukcji może doprowadzić Cię tylko do jednego wniosku.

      Usuń
    39. Żeby zapłacić niby? To ja się zastanowię jeszcze głębiej.

      Usuń
    40. Bylebyś nie zapadł przy tym myśleniu w głęboki sen, bo wiesz, ja po urlopowych wyjazdach i pilnie potrzebuję kasy celem zasypania dziury budżetowej.

      Usuń
    41. Ja jestem między wojażami, więc dopiero po powrocie oszacuję, czy zostało mi cokolwiek, czym mógłbym zasypać Twoją dziurę.

      Usuń
    42. Zazdroszczę tego stanu. Ja wojaże zakończyłam, został mi tylko tydzień urlopu, który zamierzam przeznaczyć na doprowadzenie domu do stanu używalności. Dodam, że jak najmniejszym kosztem:P

      Usuń
    43. Mnie zostaną trzy dni do końca roku, więc nie epatuj tu takimi hektarami wolnego czasu, nawet jeśli poświęcisz go na oględne porządki.

      Usuń
    44. Ha, ja poza najbliższym tygodniem mam jeszcze zachomikowany kolejny, z przeznaczeniem na okres okołoświąteczny. Tylko to podtrzymuje mnie przy życiu.
      A poza tym: jakie oględne porządki, jakie oględne porządki? Tu szykuje się prawdziwa rewolucja! Rozważam nawet rozpakowanie ze dwóch kartonów z czasów przeprowadzki sprzed dwóch lat:P

      Usuń
    45. Yyyyy, czy słyszysz moje przedzawałowe rzężenie?? Jeszcze? Tydzień? Moje słabe serce!
      Zazdraszczam. Kartony przeprowadzkowe nierozpakowane w ciągu dwóch lat zawierają rzeczy nieważne i należy je wyrzucić bez otwierania.

      Usuń
    46. A owszem, mam przywileje i nie zawaham się ich użyć. W każdym razie teraz, zanim mnie ktoś nie wsadzi do pierdla jak w Turcji. Wtedy Ci ulży.
      W moich nierozpakowanych kartonach są książki (te rzadziej używane), płyty z muzyką (nie mam ich gdzie postawić, bo ciągle nie udało nam się kupić regału) i patelnie. Patelnie mogę wyrzucić, reszty odmawiam.

      Usuń
    47. Jakie ulży? Jak Cię wsadzą, to będę miał wyrzuty i będę musiał paczki Ci posyłać.
      A nie, książek i płyt nie wyrzucamy. Nawet patelni szkoda, chyba że z Biedronki albo z Pepco, to wtedy nie szkoda.

      Usuń
    48. Paczek i tak nie przepuszczą. Listy protestacyjne, protesty osobiste itepe - na to liczę.
      Sam więc widzisz jaka przede mną ciężka praca na tym urlopie. Patelnie bowiem nie z wymienionych przez Ciebie źródeł, a ich związek z nami jest raczej z gatunku tych sentymentalnych.

      Usuń
    49. List protestacyjny mogę walnąć, co mi tam :P
      Sentymentalne patelnie można przerobić na zegar do zawiśnięcia nad wejściem do kuchni. Przyjemne z pożytecznym.

      Usuń
    50. Dzięki, od razu mi (na wyrost) lepiej.
      Aby przerobić patelnie na zegary trzeba posiadać elementarne zdolności manualne. Patrzę, patrzę i nijak ich u siebie nie widzę:(

      Usuń
    51. Małżonek? Nieletnie dziatki? Wynajęty rzemieślnik? Sąsiad złota rączka? Nie poddawaj się, taka sentymentalna patelnia warta jest zapewne zachodu.

      Usuń
    52. Przeczytawszy o małżonku i dziatwie zakrztusiłam się tak mocno, że oczy mi się załzawiły i nie wiem co tam dalej napisałeś. Chyba pójdę do kartonu i walnę się tą patelnią w plecy, żeby mi przeszło.

      Usuń
    53. Zawsze możesz ich wysłać wpierw na warsztaty dekupażu czy tam innego malowania na szkle, raz dwa przyozdobią patelenkę.

      Usuń
    54. Jeśli będą to warsztaty poprzedzone uprzednim zakuciem w kajdany i obciążeniem kulą u nogi, aby uczestnicy nie uciekli, to istotnie, przyozdobią.

      Usuń
    55. O, nie przesadzaj, musisz znaleźć charyzmatycznego/ą prowadzącego/ą. Albo faktycznie takiego/ą z ciężkimi kajdanami.

      Usuń
    56. Daj spokój, tyle zachodu dla patelni?

      Usuń
    57. Czyli co? w obliczu drobnych trudności walory sentymentalne przestały się liczyć? A ty pewnie na tej patelni przyszłemu mężowi na pierwszej randce pierwszego mielonego przypaliłaś :P

      Usuń
    58. Mielonych nie przypalam z zasady, to po pierwsze. A po drugie, ja jestem bardziej romantyczna i na pierwszej randce tylko piłam, a nie jadłam, o:P

      Usuń
    59. Uuu, picie na pierwszej randce... To prowadzi do wyuzdania i ekscesów!

      Usuń
    60. No faktycznie. Taki staż jaki mam z małżonkiem to w obecnych czasach wyuzdanie i eksces, w rzeczy samej.

      Usuń
    61. Niech będzie, że to Ty jesteś rozważny, a ja romantyczna.

      Usuń
    62. Bo jestem. Do obrzydliwości.

      Usuń
    63. Uwierz mi, ja też. Ale na Twoim tle mam poczucie, że powinnam czym prędzej przyodziać się w coś zwiewnie różowego, dla podkreślenia mej romantyczności (cholera, nie mam nic takiego w szafie).

      Usuń
    64. Przywdziej cokolwiek, mężowski podkoszulek w starwarsy na przykład. Na moim tle we wszystkim będziesz romantyczna :D

      Usuń
    65. To ja może jednak się powstrzymam, dając tym samym wyraz mej rozwadze.

      Usuń
    66. Chodzi głównie o to, że gdybym w tym domu znalazła męski podkoszulek w starwarsy a dodatkowo go przyodziała, bardzo szybko zmieniłabym stan cywilny na "wolna".

      Usuń
    67. Znaczy małżonek nie uważa starwarsów? No to faktycznie zachowaj rozwagę.

      Usuń
    68. Uważa, ale nie na koszulkach. A rozwaga nie zaszkodzi; są sytuacje, w których żaden romantyzm nie zrównoważy jej braku.

      Usuń
    69. Fakt, obca męska koszulka na żonie może wywołać nierozważne wybuchy :)

      Usuń
    70. Nawet jeśli żona wygląda w niej wyjątkowo romantycznie:(

      Usuń
    71. Trudno się i tak opędzić od myśli, że to dla innego Hana Solo :P

      Usuń
    72. To nazwisko w tym przypadku brzmi wyjątkowo złowieszczo.

      Usuń
    73. Fakt. No dobra, dla innego Chewbakki :)

      Usuń
    74. Gdyby wiedział, że to dla Chewbakki, czym prędzej romantycznie rzuciłby się mnie ratować!

      Usuń
    75. Ale przecież Chewwy jest taki słodki :D

      Usuń
    76. A proszę bardzo, możesz się z nim związać. Na dobre i na złe.

      Usuń
    77. Dzięki bardzo. Ledwo nadążam kłaki za kotami odkurzać.

      Usuń
    78. Nic a nic zmysłu praktycznego: gdybyś związał się z Chewbakką, to on musiałby sprzątać swoje kłaki. I kotów przy okazji też.

      Usuń
    79. On mi nie wyglądał na czyścioszka: czy jeśli Twoje dzieci zostawią, pardą, kłaki w wannie, to sprzątają? Że wątpię. Nikt się nigdy nie przyznaje do kłaków w wannie.

      Usuń
    80. Tu nie chodzi o pęd ku czystości, a wyłącznie o umiejętność wzbudzania wyrzutów sumienia i poczucia winy.
      Ja na przykład przyznaję się do wszystkich kłaków, we wszystkich wannach i pod wszystkimi prysznicami. Nawet wyjeżdżając z wakacji poszłam grzecznie do pana konserwatora i ze skruchą wyznałam, że zatkałam odpływ:P

      Usuń
    81. No wiesz? Było brać przykład z dzieci i iść w zaparte, że już tak było, a Ty w ogóle jesteś łysa i nie kłaczysz.

      Usuń
    82. Ja? Łysa? No wiesz?!
      Po to się ma włosy (i rzęsy, które też są włosami), aby panowie konserwatorzy czyścili odpływy z uśmiechem na ustach, o!

      Usuń
    83. Ach, no to mów od razu, że chodziło o niewinny wakacyjny flirt z panem konserwatorem :D

      Usuń
    84. Jak Ty nic nie rozumiesz! Chodziło wyłącznie o to, kto będzie czyścił ten odpływ.

      Usuń
    85. Gdybyś wyjechała bez słowa, pan konserwator i tak by go musiał wyczyścić, doprawdy. Nawet by Ci pewnie rachunku nie przysłali.

      Usuń
    86. Nisko mnie cenisz, doprawdy. Zjadłyby mnie wyrzuty sumienia, a konserwator kląłby na czym świat stoi. A tak i ja byłam zadowolona, i pan konserwator:D

      Usuń
    87. No ok, grunt to wzajemne uszczęśliwianie się. Nawet nad zatkanym odpływem :D

      Usuń
    88. Nie wiem jak Ciebie, ale mnie już w podstawówce uczono (i to po rosyjsku), że najważniejsze to uśmiechając się, trzymać się za ręce.

      Usuń
    89. Mnie chyba tego nie uczono. Nasza pani od rosyjskiego się nie uśmiechała z zasady.

      Usuń
    90. Wiele straciłeś. Moja pani nawet samowar przynosiła. Niestety, tylko na zajęcia młodzieżówki Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej:(

      Usuń
    91. W życiu nie dałem się wciągnąć do żadnej młodzieżówki, więc nie znam się na samowarach.

      Usuń
    92. Ja niestety też nie, bo gdy - kierowana żądzą napicia się herbaty z samowara - postanowiłam czym prędzej przystąpić do TPPR, moi rodzice zrobili mi taką awanturę, że czym prędzej rzuciłam legitymacją:P

      Usuń
    93. To masz w życiorysie kartę opozycyjną :)

      Usuń
    94. Taaa, mam nawet wrażenie, że mocniejszą niż większość tych, którzy obecnie twierdzą, że to oni wywalczyli wolność naszą i waszą.

      Usuń
    95. No wiesz, przeciwstawienie się pani od ruska to naprawdę był akt odwagi :D

      Usuń
    96. Ba! Jak teraz o tym myślę, to nie rozumiem dlaczego do tej pory nikt nie przyznał mi uprawnień kombatanckich.

      Usuń
    97. Nie przyznał, bo się po nie nie zgłosiłaś do stosownych urzędów.

      Usuń
    98. Ja jestem kobieta honoru, czekam aż urząd zgłosi się do mnie. Uprzejmie:P

      Usuń
    99. Jedynym urzędem, który zgłasza się sam, jest urząd komornika :P

      Usuń
    100. Jak jeszcze trochę poczekam to oślepnę odpowiednio mocno, by pomylić komornika z kombatantem. I to na "kom", i to na "kom"...

      Usuń
    101. I może rentę dostaniesz i inwalidzką, i kombatancką.

      Usuń
    102. Zdaje się, że to się nie zbiega, niestety.

      Usuń
    103. To wybierzesz korzystniejszą.

      Usuń
    104. Kombatancka zawsze się bardziej opłaca. Dlatego zajęcia dostarczają mi m.in. ci, którzy twierdzą, że oni to już w życiu płodowym uprawiali stosowną działalność (i wcale nie żartuję).

      Usuń
    105. No i słusznie. Skoro płód jest pełnoprawną istotną ludzką, to i prawa kombatanckie musi mieć zagwarantowane.

      Usuń
    106. Tu źródeł szukałabym raczej w prawie rzymskim (niejaki nasciturus). Nic dziwnego, że Rzym upadł.

      Usuń
    107. To, że upadł, to nie dziwne. Dziwne, że tak późno :D

      Usuń
    108. Z mojego punktu widzenia stanowczo zbyt późno.

      Usuń
    109. Z mojego też, miałem na egzaminie trzy kobylaste podręczniki z samego Rzymu :P

      Usuń
    110. I czyż z każdą kolejną stronicą nie odczuwałeś rosnącej satysfakcji, że szlag ich trafił?

      Usuń
    111. Owszem, z radością obserwowałem ich ostatnie podrygi.

      Usuń
    112. A oni uciekli z okrzykiem "ZWL ante portas!"

      Usuń
    113. Oni zostali dobici przez barbarzyńców bez mojego udziału.

      Usuń
    114. Chciałam Cię trochę dowartościować, ale jak sobie życzysz.

      Usuń
    115. Koledzy historycy by mi nie darowali udziału w takim barbarzyństwie.

      Usuń
    116. Zazdrościliby ci, że masz informacje z pierwszej ręki, ot co!

      Usuń
    117. Coś ty, nie wiesz, jakie to zazdrościwe, rozpuszczaliby jakieś potwarze i podważali informacje.

      Usuń
    118. Czy jakieś marne potwarze są Cię w stanie odstraszyć? Nie spodziewałam się tego po Tobie.

      Usuń
    119. Oczywiście, że są. Jestem delikatny jak kfiatuszek i spotwarzony zamykam się w sobie :P

      Usuń
    120. Zamykam się w SOBIE, a nie Z PALCEM potwarcy!

      Usuń
    121. Nie, no pewnie, póki Ci nie grozi to z palcem nie. Z językiem.

      Usuń
    122. Może być. Język łatwiej rosiczce strawić.

      Usuń
    123. No to jeden problem Ci rozwiązałam. Teoretycznie. Teraz tylko wystarczy wcielić moje rady w życie.

      Usuń
    124. Lecę szukać odpowiednio dużej donicy i zakorzeniam się :P

      Usuń
  3. Na sławie mi nie zależy, za to podana recepta z całą pewnością jest doskonałym przepisem na lepsze samopoczucie i szczęście. A jeśli do tego wszystkiego jeszcze znajdzie się zdechłego kreta, nooo, to tak jakby się w totka wygrało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że w tej recepcie brakuje jakiegoś składnika! Masz rację, to zdechły kret!:D

      Usuń
    2. Ale jako składnik opcjonalny? ;-) I bez niego recepta nieźle działa. U mnie jakiś nieurodzaj, jedyne, co udało mi się napotkać, to trzy dziury wykopane przez krety, w dodatku żywe (jak mniemam), i co gorsza w cudzym ogródku (własnego nie posiadam). Zastanawiałam się, ile to procent szczęścia, ale jakoś trudno mi dobrać właściwy przelicznik.

      Usuń
    3. Zapytam Młodszego, może on zna sposób przeliczania kretów żywych na zdechłe;) Myślę jednak, że właściciel wspomnianego ogrodka bedzie twierdzić, że liczy się tylko kret martwy...

      Usuń
  4. No proszę kolejne nieznane mi nazwiska. Nie wiem, jak to jest, ale bezwstydne poczucie bycia szczęśliwą towarzyszy mi przez cały urlop, każdy weekend i większość popołudni. Z rzadka zdarza się w pracy, kiedy jakiś etap dobiega końca i kiedy mówię sobie, że znowu wykonałam kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. I nie mówcie mi proszę, że to oznacza, że źle wybrałam swoją profesję, bo w końcu to mimo wszystko dzięki niej mam radosne popołudnia, weekendy i urlopy, nawet jeśli lekko przyćmione myślą dotyczącą źródeł finansowania. To piszę ja, wróciwszy z pięciodniowej wycieczki z dzieciakami z Krakowa, umęczona, z wyczyszczonym kontem, ale zadowolona i w oczekiwaniu na wrześniowy urlop. I jakże ja rozumiem twoje rozterki, czy dalej pisać o książkach, które ostatnio i nieco bardziej niż ostatnio przeczytałam, czy kogoś to obchodzi, czy czas poświęcić na coś innego i choć także myślę na ten temat od dawna odpowiedzi jeszcze nie znalazłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Radzę czym prędzej dopisać do listy lektur na chandrę:)
      Ja niestety czuję że żyję wyłącznie w czasie urlopu, bo ostatnio pracuję i niemal wszystkie popołudnia i wieczory, i w weekendy. Teraz, ciągle jeszcze na urlopie, łudzę się - jak co roku - że utrzymam ten stan, czyli zacznę żyć normalnie, ale nie wierzę, że mi się to uda. Zwłaszcza w tej rzeczywistości spoleczno-politycznej...
      A jeśli Cię to pocieszy, stan mojego konta jest taki sam jak Twojego:( Wyjeżdżamy dopiero w sobotę, więc niewątpliwie doskrobię się do samego dna portfela...

      Usuń