niedziela, 19 czerwca 2016

"Przekrój" nr 1106/1966, czyli 50 lat temu (odc. 10)

Ponieważ szanse na to, że w najbliższym czasie napiszę post o książkach są nikłe, daję znak życia samograjem w postaci „Przekrojowych” wspomnień sprzed 60 lat.

Na pierwszej stronie numeru datowanego na 19 czerwca 1966 roku – cztery mało znane (w każdym razie mi) wiersze Jana Brzechwy – „Bratowa”, „Słowa czterokrotne”, „Dziecko” i „W dobie choroby”. Wszystkie tak samo smutne, sprawiające wrażenie pożegnalnych - zwłaszcza ostatni kończący się strofą:

„Słowa te piszę na pożegnanie
W dobie choroby:
Jeśli z mych wierszy choć coś zostanie –
Nie noś żałoby.”

Autor tych słów zmarł ledwie dwa tygodnie później – 2 lipca 1966r.

W rubryce „Demokratyczny savoir vivre w odcinkach” Jana Kamyczka wpis ku przestrodze. Pisze „Wierna czytelniczka”:
Na przystanku autobusowym doszli do mnie znajomi i serdecznie zapraszali na oględziny ich nowego mieszkania. Ponieważ do autobusu miałam godzinę czasu, zgodziłam się, zaznaczając że tylko na pięć minut i że nie będę zdejmować płaszcza. Oni siłą zatrzymali mnie na herbatę, pan domu przemocą ściągnął ze mnie płaszcz, ja czułam się fatalnie w przyniszczonej sukni, na którą pani domu spoglądała krytycznym okiem. Rozmowa słabo się kleiła. Podziwiałam mieszkanie, myśląc stale by jak najszybciej wyrwać się. (…) Po kilku dniach dowiedziałam się, że pani domu mocno mnie obmówiła, (…) że przyszłam na wizytę w starej sukni, miałam niemodny płaszczyk wytarty i spełznięty i że w ogóle szkoda, że mam średnie wykształcenie skoro nie umiem się ubrać. Zaznaczam, że ona ma wyższe. Jestem rozżalona, mam zamiar tę znajomość zlikwidować.

Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się, jakiej porady udzielił w tym przypadku Kamyczek, chętnie uzupełnię posta (być może uda się też samodzielnie odczytać jej treść po powiększeniu zamieszczonego obok zdjęcia). Na razie jednak nie mogę – robię szybki przegląd znajomych pod kątem ich wykształcenia. Sprawdzam także, rzecz jasna, garderobę, czy nie jest aby nadmiernie spełznięta.

Skoro jesteśmy zaś przy odzieży, coś w sam raz na czasie, także dla mnie, która nie dalej niż wczoraj wreszcie nabyłam nadający się do użytkowania kostium kąpielowy.
Nie wiem czy to dobrze, czy niedobrze, lecz mój kostium fasonem nie przypomina tych sprzed 50 lat. Dostrzegłam jednak wzmiankę o tym, iż modny w 1966 roku fason bikini, w którym stanik składa się z „dwóch szpiczastych trójkątów, każdy zwykle z jedną tylko pionową zaszewką od dołu (…), jest to fason łatwy do wykonania nawet przez amatorkę, ale niespecjalnie pomaga figurze”.
Mając wybór: pomóc figurze czy raczej wręcz przeciwnie, zdecydowanie wybieram tę pierwszą opcję. Inspirując się modą sprzed pół wieku, rozważam jednak zakup takiego oto „modnego daszka osłaniającego twarz”.

W tym numerze „Przekroju” modzie poświęcony jest także felieton sióstr Rojek. Długi, dlatego zamieszczam tylko najbardziej frapujące fragmenty, licząc że po pięćdziesięciu latach wywołają żywą reakcję PT Czytelników.

Trzeba wiedzieć co jest modne, interesować się modą, ale czy trzeba to co modne od razu wszystko na siebie nałożyć? Szczególnie gdy się jest kobietą pracującą. Kobieta pracująca mało przebywa w domu, a cały dzień spędza wśród obcych ludzi i jej ubiór określa jej osobowość! Jeżeli na przykład modne są długie, grube swetry, to chodzenie w krótkim cienkim od razu dodaje dziesięć lat.
(…) W modzie trzeba wybierać tak zwaną bazę. To co w niej zasadnicze i tego się trzymać. Na przykład od lat niemodne są naszyjniki, broszki, w ogóle przypinane sztuczne świecidełka, jak też i apaszki. Może znowu kiedyś wrócą z wielkim hałasem, ale na razie powinno się je schować do najgłębszej szafy, do najbardziej zabałaganionej szuflady.
(…) Moda obecna nadaje się dla każdej kobiety, niezależnie od wieku, pod warunkiem, że nie jest tłusta. Dla tłustych kobiet nie ma żadnej mody.
Jeżeli zdecydowały się na to, żeby być tłuste, to muszą ponieść szereg konsekwencji które z tego wynikają. Muszą zrezygnować z kokieterii odzieżowej, ubierać się w ciemne rzeczy, zakrywające to co sobie zapuściły. Muszą się okrywać a nie ubierać. Ale za to muszą być piekielnie inteligentne, sympatyczne, uczynne, radosne, przydatne, nieludzko czyste, wypielęgnowane i pachnące i też przejdą.

W takich chwilach żałuję, że obecna poprawność uniemożliwia zamieszczanie we współczesnych czasopismach tego rodzaju tekstów. 50 lat temu było może (pozornie) dyskryminująco (kto ma poczucie humoru, zrozumie; kto nie ma, ten ma problem), za to kulturalnie i sympatycznie. Dziś jest (pozornie) w pełni poprawnie, za to pogarda i nienawiść do innych wyzierają z każdego kąta.
Twórcy wehikułów czasu pilnie poszukiwani!

37 komentarzy:

  1. Tekst sióstr Rojek - zgroza, mają szczęście że tygodnik rozłożyli kolejni redaktorzy naczelni i właściciele - bo gdyby dzisiaj coś takiego napisały to pewnie genderowe wojowniczki rozniosłyby je na językach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ czemu mieszasz w to gendera i ograniczasz się wyłącznie do roznoszenia na języków? Bardziej szłabym w tę stronę i wielomilionowe odszkodowania:P

      Usuń
    2. W sumie masz rację - mężowie tłustych (pardon - z nadwagą) pań mogliby się jak najbardziej też włączyć :-)

      Usuń
    3. W odpowiedzi wyżej miało być, oczywiście "na językach" zamiast "na języków", ech:(
      Mężowie swoją drogą. Nie rozumiem jednak uważasz, że współcześni czytelnicy nie mieliby skupić się na wyliczonej na zakończeniu liście walorów tłustych dam. Ja tam całe życie staram się być piekielnie inteligentna, sympatyczna, uczynna, radosna, przydatna, nieludzko czysta, wypielęgnowana i pachnąca, ale czuję, że przy tłustszych ode mnie nie mam szans:P

      Usuń
    4. Część zapewne tak ale część nie, i piszę to, tym razem, zupełnie serio. Obawiam się, że tekst mógłby zostać odczytany bez dostrzegania mrugnięcia okiem do czytelnika, bardzo pryncypialnie, jako niezgodny obowiązującą linią ideolo.

      Usuń
    5. Chyba mam dziś jakiś problem z pisaniem komentarzy, ciągle mi coś zjada:(
      Oczywiście, że tekst mógłby zostać tak odczytany - procent ludności pozbawionej poczucia humoru jest ciągle bardzo wysoki. Nie będą jednak ponuracy pluć nam w twarz!

      Usuń
  2. Poproszę odpowiedź Kamyczka, nie będę ślepił po nocy w fotki :) Ciekaw jestem, czy zgadnę, jaka była odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W skrócie, że szkoda, że ta druga pani ma wyższe wykształcenie, a nie umie się zachować. I wyjaśnił, że wykształcenie ma się nijak do gustu i kultury. Z czym się w całej rozciągłości zgadzam, sam będąc najlepszym przykładem ordynusa z magisterium :P

      Usuń
    2. Co to jednak znaczy lepsze, młodsze oczy :) Bardzo dziękuję, Panie Kolego. Czyli odpowiedź z grubsza taka, jakiej się należało spodziewać.

      Usuń
    3. Niewesołe jest życie staruszka, nieprawdaż?
      Do poczynionego przez Bazyla streszczenia dodałabym jeszcze intrygujący Kamyczkowy pees o treści: „Gdy mnie jacyś gospodarze gwałtem zatrzymują i rozbierają, to jakoś z góry wiem, że mnie potem obmówią, nie wiem jaki to ma związek, ale przeważnie się zgadza.”
      Niestety, nie wiem czy współcześnie też się zgadza, czy nie, bo jakoś ostatnio żaden gospodarz mnie gwałtem nie rozbierał. Ale może Was i owszem?

      Usuń
    4. Temperatury teraz takie, że co najwyżej spełznięte krótkie gacie można by ze mnie zedrzeć :P Ale nie, nie zdarzyło mi się :P Mnie obgadują pewnie i bez gwałtownego rozbierania. To takie małomiasteczkowe hobby, któremu czasem, co ze wstydem wyznam, też się oddaję :(

      Usuń
    5. U nas też jakby nieurodzaj na gwałtownie zdzierających gospodarzy, naród jakiś taki niegościnny się zrobił :D

      Usuń
    6. Raczej zerkający wymownie w stronę drzwi, albo wręcz stojący w nich z garderobą w ręku :P
      PS. Popsułem :(

      Usuń
    7. Myślę, że to wszystko przez poprawność, nie przez niegościnność. Kiedyś zdzierali, obmacywali, obgadywali i nie przejmowali się jakąś tam głupią dyskryminacją czy innymi molestowaniami lub zniesławieniami.
      A poza tym, żeby zapraszać na herbatę (na godzinę!) trzeba najpierw dysponować wolną godziną. Z tym chyba współcześnie znacznie gorzej niż 50 lat temu.

      Usuń
    8. Trzeba też dysponować herbatą :)

      Usuń
    9. O, tym to ja akurat dysponuję zawsze w dużych ilościach i we wszystkich możliwych gatunkach!

      Usuń
    10. To od zapasów herbaty już niedaleko do zdzierania okryć :P

      Usuń
    11. Niekoniecznie, bo na niektóre gatunki herbaty jestem pazerna i niekoniecznie chcę się dzielić nimi z innymi:P Że nie wspomnę już o tym, że najczęściej popijam ją - o zgrozo! - przy komputerze w otoczeniu papierów, a nie rozparta na wygodnej sofie, w otoczeniu osób, z których mogłabym cokolwiek zdzierać.

      Usuń
    12. No wiesz?? Oburzające skąpstwo tak nielicujące ze staropolską tradycją przyjmowania gości :D

      Usuń
    13. No bez przesady - mam parę gatunków, którymi chętnie się podzielę, a nawet zaparzę na wynos:P W moim przypadku geny nakazują łączyć staropolską gościnność z niemiecką praktycznością.

      Usuń
    14. Staropolska gościnność = herbata w szklance z koszyczkiem i paluszki? Koledze się epoki i napitki pomyliły :P

      Usuń
    15. Jasne, powinnam częstować gości miodem lub okowitą. Tylko nie mam pojęcia jakież to staropolskie przystawki powinnam podać do tego na zakąskę:(

      Usuń
    16. Trzeba zajrzeć na Słowem malowane i sprawdzić lektury dotyczące staropolskiego stołu :P Może dziczyzna? :D

      Usuń
    17. Jakoś mi się nie widzi dziczyzna w formie przystawek. No, chyba że ucho dzika na chrupko, zamiast chipsów:P

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bazyl uznał, że musi dbać o Twój wizerunek w necie i usunął wpis, który mógłby rzucić nań cień. A może to z myślą o przyszłej beatyfikacji?:P

      Usuń
    2. Chciałem naprawić krzywy wątek, ale za szybko komentujecie :P I ja się na modzie nie wyznaję na tyle, żeby robić za kreatora wizerunku. W zasadzie nie mam o niej zielonego pojęcia ograniczając swą garderobę do fanowskich t-shirtów :)

      Usuń
    3. Wiem, wiem. Amatorszczyzna i d##y nie prowokatorzy :P

      Usuń
  4. Upał padł mi na mózg, bo czytałam tytuł i pierwsze zdanie wpisu i za nic nie mogłam się doliczyć 50 czy 60 lat minęło od daty rzeczonego rocznika :) A co do porady - obstawiałam, iż brzmiała proszę zdecydowanie zlikwidować tę znajomość:) Dołączam do grona nierozbieranych na siłę przez gospodarza, tudzież gospodynię (idźmy z duchem czasu), ale często na siłę zapraszanych wbrew chęciom. Ze stwierdzeniem sióstr Rojek nie sposób się nie zgodzić, choć można by je wyrazić nieco taktowniej (chyba nie poznałam się na tym mruganiu okiem, może z powodu wady wzroku:) dodałabym jeszcze, że takie panie i panowie niestety niczym nie będą w stanie się osłonić, bo im bardziej się osłaniają tym więcej zdradzają swe mankamenty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upały faktycznie okrutne i nawet dotarły do Szczecina, bo do tej pory było bardzo przyjemnie i w sam raz.
      A u sióstr Rojek najbardziej spodobało mi się zdiagnozowanie potrzeb kobiet pracujących. Furda tam silenie się na intelektualistkę, to nie mózg a ubiór określa moją osobowość, o! (aż strach pomyśleć, co myślą o mnie postronni i na ile lat wyglądam w moich służbowych strojach...)

      Usuń
  5. Gdzież te "Przekroje" z tamtych lat. Bardzo dziękuję za te wpisy. Takie sympatyczne są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ bardzo proszę:) Taki komentarz działa na mnie wielce motywująco - fajnie wiedzieć, że ktoś to czyta. Może nawet zmobilizuję się do większej systematyczności? Potencjał jest - mam prawie wszystkie numery "Przekroju" aż do końca 1967 roku.

      Usuń
    2. Zbierałaś? Ja mamie kiedyś kupiłam któryś rocznik na allegro, oprawiony. Wieeeelka księga :)

      Usuń
    3. Zbierali moi dziadkowie i też zrobili z rocznika wielką księgę. Jej przeglądanie i czytanie było jednym z ulubionych zajęć mojego dzieciństwa:)

      Usuń