piątek, 13 lipca 2018

W. Chmielarz "Wampir" i "Zombie", czyli coś dla entuzjastów szambonurkowania


Nie chce mi się. Pisać postów na bloga również. Pogrążyłam się w marazmie i zadumie nad okropnością świata.
Bliskie kontakty z polską służbą zdrowia, stale zacieśniane, w połączeniu z bezpośrednim zanurzeniem w sam środek bagna oficjalnie zwanego reformami oświaty i wymiaru sprawiedliwości sprawiają, że niespecjalnie wiem, co powinnam tu pisać.

Z jednej strony włącza mi się tryb „naprawmy ten świat, albo choćby skonstruujmy jakąś bombę, która wysadzi to wszystko w p…!” (w powietrze, rzecz jasna). Jego zastosowanie skutkuje jednak nieuchronnością tworzenia postów katastroficznych, jojcząco-złowróżbnych.
Bez jaj, kto by to czytał. Ja sama niechętnie, toteż i innym nie życzę.

Z drugiej, galopująca skleroza (lata lecą) i resztki dawnej świetności, kiedy to byłam porządna i zorganizowana, przypominają, że fajnie jest napisać cokolwiek o książkach, które się przeczytało. Choćby po to, by za pół roku pamiętać o czym były. I że się je już czytało (ostatnio zorientowałam się dopiero w połowie lektury, że czytałam już tę książkę. Jakieś dwa lata wcześniej).

Zestrojenie tych dwóch głosów odzywających się w mojej głowie nie jest proste.
Na szczęście jest Chmielarz. Wojciech Chmielarz.

W tym roku, z racji przedwczesnego urlopu (swoją drogą, nigdy nie przypuszczałam, że tyle radości sprawi mi i całej rodzinie pokazanie szkole wała i zabranie dzieci na wakacje w połowie czerwca. Jednego ze świadectw do tej pory nie odebraliśmy. I dobrze mu tak!), jestem już tak po pakowaniu, jak i rozpakowaniu wakacyjnej torby książek. Dziwnym trafem, była ona pełna książek Chmielarza.
Małżonek nadrabiał serię o Mortce, ja postanowiłam przeczytać, jak na razie dwuczęściową, serię gliwicką.
To nie był dobry pomysł.

Co do zasady zdania na temat jakości twórczości tego autora nie zmieniam. Facet umie pisać, do tego dobrze. O ile jednak cykl książek, których głównym bohaterem był policjant Jakub Mortka był po prostu serią niezłych kryminałów, o tyle dwie dotychczas wydane książki o Dawidzie Wolskim, absolwencie prawa z licencją detektywistyczną, są znakomicie zaprojektowaną i zbudowaną przy użyciu najlepszych materiałów autostradą do piekła, niczym innym.


Spośród kilku znanych mi osób, które jak dotąd zmierzyły się tak z „Wampirem” (część pierwsza cyklu), jak i z „Zombie” (część druga), żadna nie zamierza sięgnąć po część trzecią, o ile ta kiedykolwiek powstanie.
„Wampir” był straszny, ale do zniesienia, zwłaszcza biorąc pod uwagę solidność wykonania. Ginie dwudziestolatek, według policji i prokuratury śmiercią samobójczą. Jego matka, samotnie go wychowująca od czasu gdy skończył dziewięć lat, nie wierząc w taką wersję zdarzeń, zwraca się o pomoc do adwokata, dla którego pracuje Dawid Wolski. W tle pojawiają się dwa zaginięcia młodych osób i mnóstwo syfu. Im dalej w sprawę, tym syf większy. Sam Wolski specjalnie sympatyczny nie jest, ale otacza go jeszcze jakaś tajemnica, nimb fatalny. Historia układa się w miarę składnie, choć obrzydliwie, ale całość kończy się na tyle niedopowiedzianie, że żal nie sięgnąć po część drugą.
Błąd. Olbrzymi błąd.

Znam osobiście człowieka, który całkiem dobrowolnie i z pełną świadomością tego, co czyni, wybrał zawód patomorfologa i wykonuje go od szeregu lat z pełnym zaangażowaniem, traktując towarzyszące mu okoliczności („kroisz, rzygasz, kroisz, …”) mniej więcej tak jak sprzedawczyni w sklepie spożywczym spowodowane pracą problemy z kręgosłupem i żylakami.
Nie znam jednak żadnego patomorfologa, który po godzinach pracy oddawałby się innej pasji w postaci nurkowania w szambie. Tymczasem tylko taka osoba może, w mojej ocenie, poradzić sobie z lekturą „Zombie”.


Ja wiem, że ten świat jest zły. Ba, wiem również, że większość mechanizmów, w tym także rządzących prawniczym światem, wygląda właśnie tak, jak opisał je Chmielarz (skąd on to wszystko wie? – zapytała moja koleżanka, a ja nie umiałam udzielić jej odpowiedzi). Ale, jak rany, dlaczego mam o tym również czytać po godzinach? Zwłaszcza gdy chodzi o książkę, w której nie pojawia się w zasadzie żaden dobry bohater?

„Zombie” oblepia. Zatyka usta i nos. Niestety, oczy omija.
Nie lubię książek, w których ofiarami są dzieci. Nie lubię gdy zło triumfuje. Nie lubię „Zombie”.
Chmielarz odpowiada w drugiej części gliwickiego cyklu na większość wcześniej zasygnalizowanych, dotyczących Wolskiego, pytań. Postać, która nie jest sympatyczna a przestaje być intrygująca, interesuje znacznie mniej. Mnie nie interesuje już w ogóle. Wolę czytać o kimś z rysem szlachetności, jak Mortka, wcale niejednoznaczny, ale jednak dający jakąś nadzieję, że lepsza część ludzkości do końca nie wyginęła.
Wolski nie interesuje mnie wcale. Niech go w trzeciej części piekło pochłonie, na zdrowie.
Jeśli mogę jednak podpowiedzieć coś autorowi, to najlepiej jeśli wrzuciłby w paszczę piekła jeszcze parę innych postaci. W tym odpowiedzialnych za reformy oświaty i wymiaru sprawiedliwości. Wtedy może przeczytam. Ku pokrzepieniu serca.

Wojciech Chmielarz „Wampir”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.
Wojciech Chmielarz „Zombie”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2017.

29 komentarzy:

  1. zacofany.w.lekturze15 lipca 2018 20:25

    Nieźle Cię wzięło na Chmielarza, tak seriami :) Ja skromnie, Żmijowisko chomikuję sobie na podróż z wakacji do domu, akurat że się nastroić na powrót do codzienności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzięło owszem, bo seria o Mortce znakomita jest. A że w bibliotece było wszystko (poza Żmijowiskiem nabytym za krwawicę, w ramach wspierania autora), to wzięłam. A mamusia mówiła, żeby nie być pazerną...

      Usuń
    2. zacofany.w.lekturze15 lipca 2018 22:17

      Mamusie zawsze mają rację! No to Cię pokarało :) Zamierzam sobie Chmielarza dawkować latami, homeopatycznie, żeby mi nie zaszkodziło.

      Usuń
    3. Cyklu o Mortce nie da się tak. Chyba że chcesz oszaleć, to owszem. Chociaż jeśli zaczniesz od "Żmijowiska", niewykluczone, że będziesz chciał zrobić przerwę.
      PS. czemu znowu jesteś zacofany, a nie Piotr? Gubię się, normalnie, w tych Twoich imidżach:(

      Usuń
    4. zacofany.w.lekturze15 lipca 2018 22:25

      Bo korzystam z laptopa małżonki i nie jestem zalogowany na stałe. Mam jednak nadzieję, że się połapiesz :P
      No pardą, przeczytałem Podpalacza i jakoś wytrzymuję, chociaż drugą część nabyłem od razu. Na wszelki wypadek.

      Usuń
    5. Jak widzisz, się połapałam. I to mimo tego, że blogger sabotuje komentarze i nie powiadamia, że są.
      Po Podpalaczu można jeszcze wytrzymać. Po Farmie lalek też. Potem jest jednak coraz trudniej, więc może przezornie zakop gdzieś tę Farmę?

      Usuń
    6. Poczytam ją sobie jesienią, a najlepiej po jakimś wpływie na konto, żebym mógł dokupić resztę :P

      Usuń
    7. Widzę, że coraz bardziej utrudniasz. Ale jestem sprytna i przebiegła, wytropię Cię wszędzie.
      W razie braku wpływów, można też kupować na zakładkę, z jakimś innym fanem autora. Mi się udało; udostępniłam trzy egzemplarze biblioteczne, wyprodukowałam fana, po czym czerpałam profity:D

      Usuń
    8. zacofany.w.lekturze16 lipca 2018 22:27

      Niestety, gugle ma utrwalone jakieś tożsamościowe zaszłości :P
      Ja należę do maksymalistów, nie zdzierżyłbym posiadania tylko połowy cyklu, który mi się podoba, więc wyhodowanie fana odpada. Znaczy wyhodować mogę, ale nie w niecnych celach oszczędnościowych.

      Usuń
    9. Zawsze można najpierw przeczytać nie swoje, a potem kupić. Praktykuję od pewnego czasu w niektórych, ciągle nazbyt licznych niżbym chciała, przypadkach.

      Usuń
    10. Yyy, serio? Nie, raczej nie. Rzadko. W wyjątkowych przypadkach.

      Usuń
    11. Że niby prawie zawsze czytasz tylko za swoje?

      Usuń
    12. Uhum. Chyba że wydawca raczy coś podrzucić :P

      Usuń
    13. To się nazywa wspieranie twórców!
      Ja w swoim niewspieraniu posuwam się nawet dalej. Dziś próbowałam zapłacić za zakupy na rynku kartą biblioteczną. Nie przeszła, cholera!

      Usuń
    14. Nie przeszła, bo podałaś zły pin, na pewno!

      Usuń
    15. Mój pin do karty bibliotecznej składa się z literek, a dali mi, złośliwcy, klawiaturę z samymi cyferkami. Nie robię tam więcej zakupów!

      Usuń
    16. Dranie, do tego wcale nie tanie!

      Usuń
    17. Eeeeee? Powinnam wykazać się teraz znajomością twórczości czy po prostu napisałeś co Ci wiatr na klawiaturę przyniósł?

      Usuń
    18. Nawiązałem bezpośrednio do tanich drani, prosz pani! :D

      Usuń
    19. Och, tego się obawiałam:( Ostatnio nie odświeżałam a w pamięci został tylko refren.

      Usuń
    20. Och, no trudno, nie rób sobie wyrzutów :D

      Usuń
    21. Dwie rundki do Canossy i z powrotem, i będzie po sprawie - to chciałeś napisać?:P

      Usuń
    22. Lepiej sobie znajdź filmik na jutubie i zapętl :D Tak na jakieś pięć do dziesięciu razy.

      Usuń
    23. Nie oglądam, nie mam czasu. Zapętlonych zwłaszcza.

      Usuń
  2. O! Chwała Ci, że wyartykułowałaś to, co mi łaziło po głowie! Że tego nie da się czytać bez obrzydzenia. "Wampira' jakoś ominęłam, za to dostałam do recenzji audiobooka "Zombie", przesłuchałam nie wiem ile, może pół, po czym wywaliłam z odtwarzacza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lektury "Zombie" bez poprzedzenia jej "Wampirem" nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Wpadasz znienacka w sam środek szamba, a tak przynajmniej masz czas zauważyć najpierw znaki ostrzegawcze - jeśli, jak ja, zlekceważysz, samaś sobie winna.

      Usuń
  3. Po "Żmijowisku", które ładnie uświadamia jak naprawdę wygląda środowisko ludzi aspirujących do midylklasy, na razie odpocznę od Chmielarza. Ale, mimo że czuję się ostrzeżony, po rzeczone tytuły i tak sięgnę :P

    OdpowiedzUsuń