wtorek, 15 maja 2018

W.Chmielarz i seria o komisarzu Mortce, czyli rzecz o prawdziwej namiętności


Stało się.

Ja, dojrzała kobieta, kpiąca z męskich zachowań związanych z przeżywaniem kryzysu wieku średniego, zrobiłam dokładnie to samo co oni.
Zakochałam się.
W młodszym.

Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę, akurat! Opętał mnie. Myślę o nim cały czas. Myślę, gdy wstaję rano, myję zęby i resztę ciała, gdy robię i jem śniadanie, gdy jadę do pracy, gdy jestem w pracy, gdy z niej wracam, gdy udaję, że jestem w domu, choć tak naprawdę myślami błądzę gdzie indziej. Myślę o nim wreszcie wieczorem, wieczorem jest zresztą najlepiej. Wtedy nikt nam już nie przeszkadza, wtedy wreszcie mogę skupić się tylko na nim. Zarwana noc? Pal ją sześć, czymże jest zarwana noc wobec prawdziwej namiętności?!

Naprawdę się tego nie spodziewałam. Wprawdzie mówili, że powinnam zwrócić na niego uwagę, ale słyszałam to już wielokrotnie i zawsze kończyło się tak samo. Piękna okładka a w środku pusto. Przerost formy nad treścią, pozerstwo i nadęcie, a przede wszystkim brak głębi. Tymczasem mnie trzeba uwieść słowem, frazą, umiejętnym dobieraniem tembru głosu, och, aż mnie ciarki przechodzą, gdy tylko o tym piszę. W każdym razie dotąd się nie udawało. Owszem, niekiedy bywało przyjemnie, ale nic poza tym.
Tymczasem po pierwszym spotkaniu okazało się, że on faktycznie ma w sobie to coś. Niby od niechcenia, ale przykuł moją uwagę. Pomyślałam: „fajny gość”. 
Za drugim razem było równie dobrze. Podobał mi się coraz bardziej, jednak nie na tyle, by zaiskrzyło. Nie protestowałam jednak, gdy okazało się, że możliwe jest trzecie spotkanie. A wtedy, och, wtedy zaczęło się na całego.

Co na to mój mąż?
Mąż wie o wszystkim. Początkowo był zazdrosny, jednak potem zaproponował (nie spodziewałam się tego po nim!) wejście w trójkąt. Gdy dołączyła do nas jeszcze moja koleżanka, wcale się nie zdziwił. Owszem, czasem bywa to kłopotliwe. Każde z nas ma inne tempo, jednak dla możliwości wzięcia do ręki kolejnej książki o komisarzu Jakubie Mortce jesteśmy gotowi zrobić wszystko, nawet dogadać się, gdy wydaje się to niemożliwe.

Wojciech Chmielarz
w trakcie spotkania w Szczecinie
źródło zdjęcia

To trafiło mnie znienacka.

Niby słyszałam, że jest taki Chmielarz, który dobrze pisze, ale niespecjalnie byłam skłonna w to uwierzyć. O Mrozie słyszałam to samo, a potem okazało się (patrz tutaj), że jest to prawdą tylko, gdy ustawić go w kategorii „ilość”, nie zaś „jakość”. Inni też jakoś nie zachwycali, a blog mi świadkiem, że próbowałam (np. Ziomeckiego i Przygodzkiego; poza tym byli nieopisani Czubaj, Wroński, Ćwirlej i paru innych, zawsze ostatecznie z tym samym skutkiem. Przeczytać się dało, ale zachwycić już nie).

Być może tym razem stało się inaczej dlatego, że Wojciech Chmielarz wydaje się być całkiem fajnym, zwyczajnym facetem. W każdym razie takie wrażenie zrobił na spotkaniu autorskim, jakie odbyło się w miniony poniedziałek (14 maja) w Szczecinie. Facetem, dodajmy, który otwarcie mówi, że jego ambicją jest napisanie dobrego kryminału, książki, którą będzie się świetnie czytało na plaży i tyle. Aż tyle, chciałoby się dorzucić.




Naprawdę, dawno nie zdarzyła mi się sytuacja, w której zawaliłabym kilka dni z życia po to, żeby czytać. Wszędzie. Bo musiałam, żeby nie pęknąć. Stan ten narastał przy tym niczym gorączka. O ile bowiem „Podpalacz” (pierwsza część cyklu) jest po prostu niezły, „Farma lalek” (druga część) dobra, o tyle „Przejęcie” i „Osiedle marzeń” (części trzecia i czwarta) są naprawdę znakomite. Finałowe (jak na razie) „Cienie” plasują się tylko ciut niżej, a i to chyba wyłącznie z racji nieco zbyt, jak na moje potrzeby, hollywoodzkiego zakończenia.

Opowiedziane historie są wiarygodne, dopracowane w detalach, bohaterowie – zarówno pierwszo, jak i drugoplanowi - psychologicznie prawdziwi, realia ze wszech miar autentyczne, a nie efekciarsko upiększone. Niezależnie od tego, czy te historie w całości lub w jakiejś części wydarzyły się naprawdę (autor twierdzi, że nie), zdają się być wyjęte ze stron prasy codziennej. 

W Warszawie (gdzie toczy się akcja czterech z pięciu książek cyklu; fabuła jednej – „Farmy lalek” rozgrywa się w położonych w Karkonoszach Krotowicach), a także w innych polskich miastach z całą pewnością pracują policjanci podobni do komisarza Jakuba Mortki i jego kolegów (a także jednej koleżanki – pojawiającej się wprawdzie dopiero w trzeciej części, za to z dobrym efektem). Nie są płascy i jednowymiarowi – źli lub dobrzy. Każdemu z nich zdarzają się potknięcia i chwile słabości, często kładące się cieniem na ich pozornie prostej historii. Są ludzcy tak bardzo jak w życiu – jedni piją, inni biją, kolejnym po prostu się nie chce lub też robią wyłącznie to czego oczekują tego od nich przełożeni; jeszcze inni zapadają się w pracę, zawalając życie prywatne. Większość boryka się z problemem marnych zarobków, co autor świetnie pokazuje poprzez detale.

Chmielarz lubi swoich bohaterów, to widać. Lubi ich wszystkich, nawet tych złych. Doskonale zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę o każdym można opowiedzieć fascynującą historię, dlatego z szacunkiem podchodzi również do tych, których rola wydaje się być tylko epizodyczna. Być może dzięki tej konstrukcyjnej czułości mnie najbardziej poruszyła postać dziada w garniturze, pojawiająca się w „Przejęciu” - nawet nie drugo, lecz pewnie dziesiątoplanowa. Poznałam kilku takich „dziadów” (o bardzo różnych historiach), może dlatego scena, w której u Chmielarza ta postać pojawia się po raz ostatni do głębi mnie dotknęła. Tak bardzo jest prawdziwa.

Niewiarygodne jest też to, jak niesamowicie autor potrafi budować napięcie, pokazując niemal wszystkie nitki, które trzyma w garści, a i tak zaskakując czytelnika. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak czułabym się, gdybym czytała książki z tej serii na bieżąco, gdy tylko się ukazywały. Jestem jednak pewna, że po przeczytaniu czwartej części, która ukazała się we wrześniu 2016 roku, nie mogąc dowiedzieć się od razu, co wydarzyło się dalej (kolejna część, „Cienie”, została wydana dopiero w styczniu tego roku), obgryzłabym ze złości wszystkie paznokcie, a autora, gdyby tylko się napatoczył, obrzuciłabym zgniłymi jajami, dopiero potem uświadamiając sobie, że taki akt agresji pewnie nie przyspieszy procesu twórczego.
Na szczęście, z racji polskokryminalnego zacofania, udało mi się przeczytać na raz prawie zamkniętą całość. Wprawdzie autor nie odżegnuje się od kontynuowania tej serii (wczoraj twierdził, że przyjdzie na to poczekać jakieś dwa, trzy lata), to jednak w „Cieniach” pozamykał większość najważniejszych, budujących stopniowo napięcie wątków, co pozwoliło mi rozładować czytelnicze napięcie.

A że Wojciech Chmielarz nie jest w ciemię bity i w zanadrzu pozostawił sobie szereg potencjalnych petard (ostatni rozdział „Cieni” zwiastuje jedną z nich, być może), dlatego jestem pewna, że po upływie niezbędnej higienicznej przerwy będzie w stanie stworzyć coś równie dobrego jak dotychczas.
A wtedy płomień mej miłości z pewnością rozgorzeje na nowo. 

Wojciech Chmielarz „Podpalacz”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.
Wojciech Chmielarz „Farma lalek”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.
Wojciech Chmielarz „Przejęcie”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014.
Wojciech Chmielarz „Osiedle marzeń”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016.
Wojciech Chmielarz „Cienie”. Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018.

69 komentarzy:

  1. ooo! Podpalacz wydał mi się na tyle obiecujący, że zainwestowałem w drugi tom :D Główny bohater bardzo przekonujący, a na dodatek, o ile pamiętam, nie wygłasza hurtowo coelhizmów na temat życia, śmierci, kobiet i pracy policyjnej. Zanim Ferma, to chyba złapię Żmijowisko spoza cyklu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, nie pożałujesz. A naprawdę "Podpalacz" jest moim zdaniem najsłabszy. Sam autor w czasie spotkania wychwalał zresztą swojego redaktora, mówiąc, że gdyby nie on, to ta książka nie byłaby tym czym jest, a i następne byłyby inne. Powinieneś od razu go polubić (autora, znaczy się).
      "Żmijowisko" kupiłam w czasie spotkania, a autor uprzejmie opatrzył mi je autografem. Ponieważ jednak muszę odgruzować swoje życie zawalone przez Mortkę, na razie łypię tylko na nie zachłannie:(

      Usuń
    2. Owszem, Podpalacz to nie jest powieść idealna, ale potencjał ma taki że hej! W sensie autor i jego bohater mają, już ja potrafię wyczuć takie rzeczy. A czułe słowa autora o redaktorze czytałem i doceniłem :)

      Usuń
    3. Sam więc widzisz. Moim zdaniem potencjał został w pełni wykorzystany; zgrzytów prawie nie było.
      Ja niczego na temat autora i jego książek wcześniej nie czytałam, toteż czuję się jak Krzysztofina Kolumbina odkrywająca Hamerykę:D

      Usuń
    4. Widać oboje potrzebowaliśmy mocnego impulsu, żeby sięgnąć po Chmielarza, bo przecież on już ładnych parę lat pisze :) Nie wiem, czemu dopiero teraz zaczęły do mnie dochodzić te wszystkie pochwały.

      Usuń
    5. Ja wiem dlaczego dopiero teraz: Opatrzność czuwała, żeby mnie szlag nie trafił. A tak, proszę: pięć części napisanych i gotowych do przeczytania. Za dużo razy już to przerabiałam z różnymi autorami, żeby odczuwać teraz choćby cień żalu, że dopiero teraz.

      Usuń
    6. Ciekawe czy jest odrębna kategoria aniołów stróżów, którzy muszą czytać wszystkie książki, które ukazują się na ziemi, aby wiedzieć co, kiedy i komu polecać? W sumie, jeśliby w przyszłości mieli wakat na stanowisku, mogłabym aplikować:D

      Usuń
    7. Bierę te fuche! Tylko pomyśl, że musiałabyś komuś Mroza polecać albo Ziemkiewicza...

      Usuń
    8. Polecać to dopiero wtedy jak już będę aniołem upadłym. A że fucha niezła, zamierzam trzymać pion moralny jak najdłużej:P

      Usuń
    9. Jakbyś się załapała, to poleć kolegę po blogu :D

      Usuń
    10. Jasne. Mam jednak nadzieję, że nie weźmiesz za bardzo do siebie tego, że póki co planuję jeszcze trochę pożyć. Masz jakieś książkowe zaskórniaki do czytania na własnym trawniku na czarną godzinę?

      Usuń
    11. A żyj sobie jak najdłużej, chwilowo mam etat :D I zaskórniaków mnóstwo do czytania.

      Usuń
    12. Uff, ulżyło mi. Będę więc dalej czytać i polecać (lub wręcz przeciwnie) wyłącznie na blogowym firmamencie, do tego za friko, może mi zapiszą jako zasługę tam w górze:P

      Usuń
    13. Żem nie pojęła? Kto komu i co wersa?

      Usuń
    14. Życzę sobie, żeby i mnie darmowa działalność blogowa została policzona w poczet zasług.

      Usuń
    15. Ach, to takie proste było? Pamiętaj jednak, że trzeba będzie się najpierw wyspowiadać z każdej książki opisanej w ramach "współpracy z wydawnictwem":PP

      Usuń
    16. Phi. W tej kwestii nie mam sobie nic do zarzucenia :P Przyłapałaś mię na jakiejś niemoralności w tym zakresie? :)

      Usuń
    17. Moralność blogera. To niezły tytuł, trzeba by dorobić do niego resztę:D

      Usuń
    18. Dorób koniecznie ten dalszy ciąg, dorób.

      Usuń
    19. Nie ma mowy! Musiałabym przeprowadzić najpierw kwerendę, a nie mam na to czasu ani ochoty. Ty masz wykształcenie kwerendowe a do tego wizytujesz szersze kręgi, Ty dorabiaj.

      Usuń
    20. No coś ty, zjedliby mnie z butami :P Kwerendę i poglądy mam modyfikowane na bieżąco od lat.

      Usuń
    21. Boisz się? Mortka by się nie bał, phi!

      Usuń
    22. A Ty nie chcesz być jak on? Naprawdę? Ojej!

      Usuń
    23. I ganiać zbrodzieni po Polsce? Nieee

      Usuń
    24. Kto Ci każe wchodzić dokładnie w jego buty? Ty masz ganiać niemoralnych blogerów po internetach, prościzna!

      Usuń
    25. I co potem? Chłostać ich wirtualnie słowem?

      Usuń
    26. O, na przykład. Jak wiemy, chłostanie przychodzi z dużo większą łatwością niż chwalenie, więc z pewnością dasz radę.

      Usuń
    27. Ja też. Ale są chwile, kiedy moje wredniactwo bierze górę. Najczęściej jak ktoś robi mnie w wała próbując przekonać, że dostałem w łapy książkowego Graala, a to, jak się okazuje, tylko guano w pozłotce :P

      Usuń
    28. No, to akurat jest sytuacja, kiedy niemal bezwarunkowo robię się niemiły :) I sarkastyczny.

      Usuń
    29. Z sarkazmem to trzeba uważać i zakładać, że odbiorca włada nim na poziomie przynajmniej podstawowym :)

      Usuń
    30. Ja tam nie uważam i nie zakładam, najwyżej wychodzę na chama w pretensjach :P

      Usuń
    31. Popatrz, to tak jak ja, mimo że rozum podpowiada to co napisałem wyżej :D

      Usuń
    32. Czyli to nie jest dobra rada, skoro się do niej nie stosujemy :P

      Usuń
    33. Rada jest dobra, ale czy ktokolwiek, kiedykolwiek słucha na tym świecie dobrych rad? :P

      Usuń
    34. No to sami widzicie, nie ma wyjścia, trzeba brać się do roboty. Jest Was dwóch: Bazyl będzie robił (wyłącznie z racji postury) za tego od ręcznej roboty, Piotr będzie zaś naparzał słowami i od razu blogosfera pojaśnieje:D

      Usuń
    35. Jak Pan Szpila i Pan Tulipan u Pratchetta?

      Usuń
    36. Ekhem, ekhem. (cicho, ze wstydem, kryjąc się w piwnicy) Nie czytałam...

      Usuń
  2. Żona mi na to ostatnio zapadła. I choć o trójkątach na razie nie było mowy, to nie wykluczam. Na razie jednak chodzę do łóżka z Grzesiukiem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzesiuk nie żyje, więc się nie liczy:P Czytałam dawno temu (jakieś ćwierć wieku temu, jak sądzę, zgroza!), warto byłoby odświeżyć. Póki co, słucham Warszawskiego Comba Tanecznego i w ten sposób utrzymuję z Tobą więź mentalną:D

      Usuń
    2. Nie czytam samego Grzesiuka, a jego biografię :) A do WCT trochę mi muzycznie daleko, ale z ciekawości posłucham wieczorem. W końcu "Komu dzwonią" w wykonaniu Muńka słuchałem kiedyś namiętnie. Szczególnie będąc pod muchą :P

      Usuń
    3. Za biografię to ja podziękuję. Do WCT też mi daleko, ale lubię młodego Młynarskiego, toteż dzięki temu jestem skłonna znieść więcej. Z tych samych przyczyn wczoraj wysłuchałam z uwagą dwóch utworów folkowego Piounu (https://www.facebook.com/piounofficial/), a zazwyczaj na widok folku uciekam do szafy.

      Usuń
    4. Jestem dopiero na początku, ale już śpieszę donieść, że to co ZwL pisze u siebie, to święta prawda. Takie naciąganie gumy w majtkach i dosztukowywanie faktów, których nie ma. Np. obrazek jak to Stasiek idzie ulicą, a tu, o tam obok, śpi snem niebożęcia inny Staś, malutki Bareja, co to też nudy nie znosił, tyle tylko że w kinematografii polskiej. Po co, na co, dlaczego? :) Mam nadzieję, że Piotr nie myli się również co do reszty, która więcej ma wspólnego z prawdziwą biografią :P

      Usuń
    5. A!, zapomniałem. Co Ty masz do folku? Do dziś pamiętam jak szalałem pod sceną na dymarkowym koncercie Carrantuohill :D

      Usuń
    6. Mam nadzieję, że się nie myliłem. Jak się czujesz poirytowany, to przejdź od razu do części powojennej, tam najmniej sztukowania, chociaż z kolei dużo mydlenia oczu.

      Usuń
    7. Przeczytam. Jeśli tego nie zrobię, to umkną mi takie historie jak ta z dziadkami Grzesiuka.

      Usuń
    8. No jak uważasz. Im dłużej czytałem streszczenie Pięciu lat kacetu, tym ciemniej mi się robiło przed oczami, więc chciałem ostrzec Kolegę.

      Usuń
    9. Ja już lata temu miałem to w rękach, więc liczę że te wyimki zaostrzą mi apetyt i przyśpieszą decyzję o powrocie do tekstu źródłowego. Niech choć tyle będzie pożytku :)

      Usuń
    10. Wyimki? Miałem wrażenie, że autor przepisał żywce całe kawały z Grzesiuka. Albo drobiazgowo streścił.

      Usuń
    11. Aaa, to takie buty. Słowem jakby to ścisnąć i wybrać to czego nie ma w trylogii, to by została broszura, a nie ta kobyłka ładna na półkie postawić? :P

      Usuń
    12. Och, jakaż jestem mądra omijając biografie szerokim łukiem! A peany w internetach były?

      Bazyl: nic nie poradzę, za folkiem nie przepadam. Zaczęło się to od pobytu w Zakopanem 30 lat temu w czasie festiwalu ichnich kapel. Do dziś niekiedy zrywam się w nocy z krzykiem! Ale Pioun wydał mi się być całkiem przyjemny, może dlatego, że nieco miksuje style.

      Usuń
    13. Bazyl: właśnie tak.
      Momarta: O dziwo peany były umiarkowane i raczej u niegodnych zaufania. Marlow schlastał gruntownie, ja takoż.

      Usuń
    14. No widzisz. Nawet nie zacząłeś ich chlastać a już się boją!:D

      Usuń
  3. Zakupiłam niedawno pierwszą książkę i będę sprawdzać, co i jak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdzaj, tylko uprzedzam, że po pierwszej będziesz musiała zakupić drugą. I trzecią, i...:D

      Usuń
  4. Ja również, za namową, przygotowuję się do przeczytania "Podpalacza". Może i ja ZAPŁONĘ! :-)))) Będę informować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już zakrawa na jakieś grupowe historie :D Ciekaw jestem czy autor przewidział taki efekt :P

      Usuń
    2. W pewnym wieku człowiek może sobie pozwolić na więcej, nieprawdaż?:P Płoń ogniu, płoń!
      Co do autora, nie mam pojęcia, ale ja tam bym się na jego miejscu cieszyła.

      Usuń
  5. Zgłaszam się jako kolejna gorąca fanka komisarza Mortki! Kolejka w bibliotece, jest tak długa, że nie mam cierpliwości i MUSZĘ kupować kolejne części (a zwykle nie kupuję kryminałów)! Tak więc znam ten rodzaj ekscytacji :)
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, w końcu nie bez powodu Cię lubię:)
      Mi udało się nie kupić żadnej z części (mam nadzieję, że autor tu nie dotrze), ale tylko dzięki temu, że po część trzecią i czwartą pojechałam do biblioteki do sąsiedniego miasta (kolejka szczecińska też mnie zabiła), zaś piątą kupiła (i dowiozła mi do domu) koleżanka, licząc, że dzięki temu udostępnię jej wypożyczoną wcześniej część czwartą (to ta od czworokąta:D). Kupiłam póki co tylko "Żmijowisko", ono jednak nie wyzwoliło we mnie aż tak wielkiej ekscytacji.

      Usuń