poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Mam dwa lata i jestem starsza niż pierwsza książka, czyli jak to możliwe?

Skończyłam dwa lata. Blogowo, rzecz jasna.
To na tyle dużo, by jawić się światu jako dość już wyraźnie (w każdym razie w moje subiektywnej opinii) ukształtowany stwór. By mieć własne zdanie i własne pomysły. By przeżyć już sporo zdziwień, oburzeń, ale i wzruszeń.
Z drugiej strony, to ciągle mało. Wprawdzie już, już prawie sięgam głową ponad stół, ale do jego krawędzi jeszcze trochę mi brakuje. Nie mówiąc o tym, że nie mam pojęcia co ujrzę, gdy wreszcie go przerosnę.
W wieku dwóch lat doświadcza się też pierwszych egzystencjalnych kryzysów. Po okresie intensywnego smakowania blogowo-internetowej rzeczywistości przychodzi czas na chwile zmęczenia, a niekiedy i zniechęcenia.
Cóż, bunt dwulatka jest zjawiskiem naturalnym. Jako doświadczona matka dwóch byłych dwulatków wiem, że najlepiej pomaga cierpliwe czekanie na to, że minie. 

W prawdziwym, nie wirtualnym życiu, lat mam jednak (niestety!) znacznie więcej. Za każdym razem, gdy udaje mi się wyprzeć ten fakt z pamięci, do akcji wkraczają moje niezawodne dzieci.

- Mamo, a czy Ty kiedy byłaś mała i byłaś chora, to lubiłaś grać na komputerze? – zapytał Młodszy podczas wczorajszego obiadu.
- Synku, kiedy ja byłam dzieckiem, to nie było jeszcze komputerów. – odpowiedziałam, niekoniecznie zgodnie z prawdą, choć niewątpliwie zgodnie z peerelowską rzeczywistością.
- Jak to?! – zdumiał się Młodszy. – A oglądałaś wtedy bajki?
- Synku, kiedy ja byłam mała, to nie było tylu bajek co teraz. Bajki można było oglądać tylko raz dziennie, wieczorem. – odparłam.
- Jak to??!! – wykrzyknął Młodszy. – A na diwidi też nie mogłaś oglądać? – spytał.
- Nie, bo nie było wtedy jeszcze dvd. – odpowiedziałam, zapominając o elementarnej ostrożności.
- To co robiłaś, kiedy byłaś chora??? – rozpaczliwie spytał Młodszy.
- O, kiedy ja byłam chora – rozpoczęłam, zadowolona z faktu, że udało się skierować rozmowę na tory umoralniająco-dydaktyczne – to za każdym razem czytałam bardzo dużo książek.
- Już były?! – nie wytrzymał Młodszy. 

Moi Drodzy!
Jako że urodziłam się w czasach, w których książki już były, w odróżnieniu od komputerów, internetu i bajek na dvd, ten blog jest właśnie o nich. A w każdym razie przede wszystkim o nich.

Dziś mijają dwa lata od moich blogowych narodzin. Bardzo dziękuję zarówno kilkorgu akuszerkom oraz akuszerom, którzy stale doglądają potomstwa, jak i wszystkim, którzy przez ten czas zechcieli tu zajrzeć, chociażby jednorazowo i przelotnie.
Bufetu niestety nie będzie, bowiem jestem w trakcie przeprowadzki i nie mogę znaleźć talerzy. Sensownych postów przez jakiś czas też pewnie nie, gdyż poza talerzami zgubiłam gdzieś także wolny czas. Pewnie jest w którymś z kartonów, jednak nie mam pojęcia w którym.

Póki co, przesyłam Wam więc bukiet moich ulubionych letnich kwiatów.


117 komentarzy:

  1. Życzę kolejnych lat. Niech blog "rośnie" i wzrasta zdobywając coraz więcej czytelników..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty jesteś jedną z czytelniczek, które uaktywniły się w ostatnim czasie, co bardzo sobie cenię. Jeśli więc zdobywanie miało dotyczyć takich osób jak Ty - czemu nie?:) Dzięki, że tu jesteś!:)

      Usuń
    2. Mi także:) Strasznie słodko się zrobiło; przydałby się jakiś śledź na przegryzkę;)

      Usuń
  2. Och, okrąglutka dwójeczka!
    Życzę Ci, by blogowanie przynosiło Ci tyle radości, co nam czytanie Twoich postów! Żyj nam długo, w zdrowiu fizycznym i psychicznym! Niech Ci się życie ściele do stóp!

    A teraz idziemy wyprowadzic na spacer swoje dinozaury co? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko może być okrąglutkie, jeśli spojrzy się pod odpowiednim kątem, nieprawdaż?:)
      Za życzenia dziękuję, choć chwilowo najbardziej marzy mi się szóstka w totka. Czemu nikt nie powiedział mi wcześniej, że jak się człowiek przeprowadza, to powinien mieć duuuużo pieniędzy?!:(
      I faktycznie, lepiej pójść wyprowadzać dinozaury niż pakować kolejne kartony:)

      Usuń
    2. Prawdaż!
      Przerabiałam przeprowadzkę 2 lata temu. Z trzech mieszkań do jednego domu :) Twierdzę, że do przeprowadzki bardziej potrzeba nerwów jak postronki i zdrowie jak koń.

      Usuń
    3. Ze zdrowiem chwilowo niczego nie wymyślę, ale pędzę skręcać nerwy, póki nie jest za późno! Dwa kartony po bananach = półtorej półki książek. A taka byłam z siebie zadowolona, gdy przywlokłam te dziesięć kartonów...

      Usuń
  3. Wszystkiego dobrego Momarto! Przede wszystkim w nowym domu, a tutaj uskrzydlonej weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Wena ostatnio odleciała, ale kto wie, może po prostu przeprowadziła się jako pierwsza?:)

      Usuń
  4. Najlepszego! Dużo czytaj, dużo pisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Z pierwszym nawet jakoś idzie (oczywiście jeśli odpowiednio złagodzimy kryteria i uznamy, że kilka książek w miesiącu to dużo), mam nadzieję, że wkrótce i z drugim się poprawi.

      Usuń
  5. Poczekaj aż Cię dopadnie, tak jak mnie, kryzys trzyipółlatka :P Przeczekuję i nic, ale Ty na razie masz jeszcze sporo przed sobą :)
    W każdym razie gratulacje. I życzenia wytrwałości. I udanej przeprowadzki. I żebyś miała dużo miejsca na książki. I czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmiaru kryzysu trzyipółlatka nijak nie umiem sobie wyobrazić, ale chyba nie chcę.
      Dziękuję za życzenia. Z miejscem na książki będzie lepiej niż obecnie, ale ciągle niedostatecznie. Ciągle jednak jeszcze łudzę się, że może uda mi się nieco przerzedzić księgozbiór...

      Usuń
    2. Wiesz, w każdym domu są takie nietypowe miejsca jak podesty schodów, stryszki, korytarze - i wszędzie można upchnąć po regale :)

      Usuń
    3. A ja na szybko podłączam się pod życzenia ZwL i z całą mocą pragnę podkreślić, że przeprowadzka, nie może być powodem, dla którego na imprezie nie ma alkoholu :P

      Usuń
    4. Zaraz usłyszysz, że kieliszki też się zapodziały w kartonach :P

      Usuń
    5. Jedyną rzecz jako chętnie będę widział w kartonach jest ewentualnie wino :P

      Usuń
    6. ZWL: skąd wiedziałeś?:P Choć dokładnie rzecz biorąc, to nie zapodziały się, tylko wytłukły, a nowe postanowiłam kupić dopiero na nowym miejscu.
      Ale poza tym, to kto to widział, tak pić od rana?

      Upychanie po regale to moja specjalność! Książki będą m.in. w przedpokoju. Prace koncepcyjne nad upchnięciem regału na klatce schodowej trwają:)

      Usuń
    7. Momarta: miewam zdolności prorocze z rana:P Szczególnie przed kawą.
      I widzę, że kombinujesz w dobrą stronę :)

      Usuń
    8. Dlatego lepsze od książek jest wino w kartonach. Wypijasz, wyrzucasz :P I nie róbmy Wersalu. Bez kieliszków też się da spożyć. Mówi Wam to człowiek, który spożywał w odkręconym od pojazdu kloszu lampy Żuka :P A kto widział tak od rana? Ja, codziennie rano przechodząc koło sklepu :D

      Usuń
    9. Kloszu od Żuka? To pobiłeś mojego teścia, który korzystał z naczyń w ambulatorium zakładowym :)

      Usuń
    10. Gwoli ścisłości była to lampka kierunkowskazu. No, ta taka pomarańczowa szklaneczka :P

      Usuń
    11. Prawdę mówiąc mi też. Ja się zagalopowałam do miski olejowej!

      Usuń
    12. Przepraszam wszystkich zainteresowanych za wprowadzenie w błąd. W przyszłości będę starał się podawać numery katalogowe części samochodowych (i nie tylko), które służyły mi do czerpania rozkoszy ze źródła Bakcha :P

      Usuń
    13. Bazylu, tym "i nie tylko" rozbudziłeś ciekawość czytelników. Nie każ im czekać do trzecich urodzin tego bloga! A tych spożywających od rana, owszem, widuję. Regularnie na własnym podwórku. Głównie dlatego się wyprowadzam, nie dziw się więc, że wykazuję umiarkowany entuzjazm wobec propozycji:P

      pandeMonia: do miski olejowej bym się nie zagalopowywała. Chyba że do kompletu chcesz dopisać jeszcze chory żołądek, to wtedy owszem, proszę uprzejmie!

      ZWL: problem z klatką schodową polega na tym, że ma z obu stron okna, a odległość od nich od ścian wynosi marne 15 cm. Jakieś pomysły?

      Usuń
    14. No to akurat masz tam miejsce na stos ułożonych na sztorc tomów A5 :P Ostatecznie jedno okno możesz zamurować.

      Usuń
    15. Zamurowywać nie będę, bo podroży to - i tak nadmierne - koszty remontu. A układania tomów na sztorc odmawiam! Plan jest taki, że teraz wszystko będzie ładnie i estetycznie. Oczywiście, nie licząc tych smętnie dyndających z sufitu żarówek (czemu nikt mi nie powiedział, że żyrandole są takie drogie?) Oraz ogrodu. A także ogrodzenia. A także braku firanek (patrz uwaga o żyrandolach).

      Usuń
    16. Skoro nie chcesz zamurowywać, to po prostu zastaw okno regałem :P A gołe żarówki na drugie są szalenie modne, styl industrialny:)

      Usuń
    17. No kiedy jakoś tak nie mogę. Może mi przejdzie. Z gołymi żarówkami znakomicie będzie się komponował otwór na kominek (Białoszewski napisałby: "szara naga jama") - jak to dobrze być trendy!

      Usuń
    18. Wykazujesz jakieś przedziwne zahamowania. Otwór na kominek zachowajcie koniecznie, to duże ułatwienie dla św. Mikołaja :P

      Usuń
    19. Dostrzegam u kolegi nieujawnione dotychczas pokłady empatii! Ale to pewnie dlatego, że św. Mikołaj jest facetem:P

      Usuń
    20. Bez wątpienia. Poza tym pomyśl, że przez duży otwór przejdzie duży prezent. Np. kominek!

      Usuń
    21. O matko! Czy Ty wiesz, jak bardzo musiałabym być grzeczna? Chyba nie dam rady:(

      Usuń
    22. Zostało niecałe pół roku, wytrzymasz. A potem wmontujesz kominek i z głowy, nic większego poza puzderkiem z biżuterią się nie przeciśnie :P

      Usuń
    23. Ty to umiesz motywować!:P Myślę jednak, że wybiorę metodę małych kroczków - w pierwszym roku kominek, w drugim żyrandole (na żyrandole na pewno wystarczy być tylko trochę grzeczną!), a dopiero w kolejnych latach biżuteria:)

      Usuń
    24. Najpierw żyrandole, potem kominek. Bo jak go już zamontujesz, to wiesz, tylko pakiety z klejnotami przejdą.

      Usuń
    25. Iiii, skoro i tak klejnoty mam gwarantowane, to kto mi zabroni je sprzedać i kupić za zdobytą w ten sposób gotówkę żyrandole? Gdybym była bardziej sprawna manualnie,z pewnością własnoręcznie wydziergałabym je z klejnotów, ale niestety:(

      Usuń
    26. Znowu kombinujesz. Mikołaj się obrazi :P

      Usuń
    27. Naprawdę myślisz, że Mikołaj to wszystko ogarnia? Gwarantuję, że jak zobaczy swoje ulubione ciasteczka, to od razu odkreśli mnie we właściwej rubryce!

      Usuń
    28. No tak, przekupstwo! To ja nie mam więcej uwag.

      Usuń
    29. Gdy, pakując się, dojdę do pokoju z puszkami na ciasteczka, sprawdzę. Całkiem niewykluczone jednak, że jakieś się znajdzie. Oferowałam świeże, ale jeszcze ze dwie takie uwagi i będziesz mógł o nich zapomnieć.

      Usuń
    30. Jeśli w szale przeprowadzki masz siły proponować świeże ciasteczka, to nie jest tak źle :P

      Usuń
    31. Dzisiaj nie mam. Cofam wszystkie obietnice i oferty!. Niech mnie ktoś przeprowadzi!!!

      Usuń
    32. Dasz radę:) Grunt to ponumerować i poopisywać pudła, worki, paki i skrzynie.

      Usuń
    33. Na razie opisuję dzielnie. Najbardziej martwi mnie to, że pakuję i pakuję, ograbiam kolejne Biedronki z kartonów po bananach i ograbiam, a rzeczy w domu wciąż zbyt wolno ubywa...

      Usuń
    34. Kup sobie foliowe worki do wywozu gruzu i folię stretchową, od razu pakowanie szybciej pójdzie, sprawdzone.

      Usuń
    35. A po co mi folia stretchowa? A poza tym oszczędzam i nie zamierzam wydawać pieniędzy na opakowania, które mogę zdobyć za darmo w kolejnych Biedronkach!:P

      Usuń
    36. Udzieliłbym Ci światłych rad, ale wyczuwam lekką wzgardę w obliczu pełnych kartonów Biedronek, więc zmilczę :P

      Usuń
    37. O matko, jaki drażliwy!:P No dobrze, poproszę o poradę, drogi doświadczony kolego!

      Usuń
    38. Eee, co ja się będę pchał z radami, dźwigaj sobie te kartony, dźwigaj :P

      Usuń
    39. Pamiętaj, że ja nie mogę dźwigać:P Oraz że z braku gotówki część rzeczy przez jakiś czas będzie leżakować w tym, w czym je przewieziemy. O ile leżakowanie w kartonach umiem sobie wyobrazić, o tyle takie w folii niekoniecznie. Ale widzę, że jeśli chcę szczegółów, muszę wyruszyć na poszukiwania ubiegłogwiazdkowych ciasteczek...

      Usuń
    40. Książki owinięte stretchem ładnie leżakują. I można je z wierzchu przecierać wilgotną ściereczką od kurzu :) I robisz paczki wielkości dostosowanej do własnego udźwigu. A teraz poproszę ciasteczko :D

      Usuń
    41. I widzisz, nie owinęłam ciasteczek stretchem i leżakują gdzie popadnie!:P Dalej nie znalazłam, ale nie trać nadziei. Jeśli na rynku będą jutro jagody, może upiekę jagodzianki, mogą być?
      O ile te książki z domu mogą sobie leżeć w stretchu, o tyle te, które mój mąż zaczyna przynosić z piwnicy, chyba raczej niekoniecznie... Zejdą wówczas raz dwa z tego świata, bo już teraz niewiele im brakuje. Ale dokumentację fotograficzną z otwierania kartonów gromadzę, gromadzę i wkrótce opublikuję!:)

      Usuń
    42. Piwniczne zabytki pakuj w stare poszewki na poduszki, obficie przesypując sodą :P Jagodzianki jak najbardziej, ze trzy poproszę:) A zdjęć się nie mogę doczekać.

      Usuń
    43. Czy Ty wiesz ile sody bym potrzebowała? Chyba wszystkie Biedronki w tym kraju by nie nastarczyły!:P Zdjęcia na szczęście będą bezwonne.
      Na trzy jagodzianki nawet możesz się załapać. Zazwyczaj wychodzi mi piętnaście, co daje po trzy na łebka plus trzy nadprogramowe - w sam raz dla Ciebie:)

      Usuń
    44. No to bez sody, niech się wietrzą w tych poszwach. Ależ miałem wyczucie z tymi jagodziankami :P

      Usuń
    45. Tylko skąd ja wezmę stare poszwy? Jagodzianki prześlę Pocztą Polską, owinięte stretchem rzecz jasna!

      Usuń
    46. Możesz wziąć nowe, czy ja się upieram przy starych? A stretch do jagodzianek weź czarny, żeby poczciarze nie wypatrzyli, co wysłałaś. Bo mogliby skonsumować :(

      Usuń
    47. Faktycznie, że też sama na to nie wpadłam! Ale teraz też przypomniałam sobie, że mam jeszcze takie, którymi na początku ubiegłego dziesięciolecia obdarowała mnie teściowa - te powinny być jak znalazł!:P

      Usuń
    48. O proszę, wszystko się znajduje przy okazji przeprowadzki :D

      Usuń
    49. Nawet przeprowadzka ma swoje dobre strony! Poza pościelą od teściowej znalazłam dziś swój cały cykl o Ani z Zielonego Wzgórza!:)

      Usuń
    50. O widzisz, to masz co czytać w jesienne wieczory :)

      Usuń
    51. Tylko jak tu do nich dotrwać?:(

      Usuń
    52. Same przyjdą, spokojna głowa:P

      Usuń
    53. @momarto robię to tylko i wyłącznie dla Ciebie :D E93C/IF

      Usuń
    54. Bazyl: nie umiem sprawdzić, czy nie oszukujesz, ale powiedzmy, że pozwala to na utrzymanie unoszącej się wokół Ciebie tajemniczej aury:P
      ZWL: właśnie wczoraj szanse na to, że dotrwam do jesiennych wieczorów w jednym kawałku, znacznie zmalały. Szkoda że tylko piszę o tym, że nie mogę dźwigać, a nie biorę tego do siebie:(

      Usuń
    55. No to ładnie się urządziłaś :(

      Usuń
    56. Z drugiej strony, zaczęłam dostrzegać w tej sytuacji dobre strony: właśnie zrobiłam codzienny objazd Biedronek, w których, krzywiąc się z bólu, żebrałam o kartony po bananach. W jednym ze sklepu dostałam dwa kartony, w których - już w domu - znalazłam: dwa zupełnie dobre banany, jedną taką samą paprykę oraz główkę zdrowiutkiego czosnku. Może i biorę ich na litość, ale przynajmniej rodzinę przy okazji wyżywię!:D

      Usuń
    57. O proszę, proszę. Akurat składniki na leczo z bananów i papryki :P

      Usuń
    58. W rzeczy samej!:) Niestety, na dzisiejszy obiad zaplanowałam naleśniki, ale na niedzielę będzie jak znalazł!:P

      Usuń
  6. Wszystkiego najlepszego w tej blogowej rzeczywistości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję:) Tobie za ten mój blogowy rok należą się zaś szczególne pochwały - gdyby nie Twój "Alfabet Rodziewiczówny", nie byłoby mojego posta o "Strasznym dziaduniu", a co za tym idzie, w antologii "100/XX" zabrakłoby absolutnie nieperfekcyjnej:) Czując się zobowiązaną, obiecuję że jeszcze w tym roku przeczytam "Floriana z Wielkiej Hłuszy"!

      Usuń
  7. Przypomina mi się jak synowie Kazika dziwowali się, że ojciec w latach młodości, chcąc wysłuchać całej płyty z nagraniami muzycznymi, musiał ją przewracać na drugą stronę: co? za każdym razem wstawać i przekładać płytę???;)
    Życzę kolejnych dwójek.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, to opowieści z mniej więcej tej samej bajki:) I to mimo że Kazik jest ładnych parę lat ode mnie starszy.
      Rozumiem, że dwójkowe życzenia oznaczają, że muszę dociągnąć co najmniej do czwartych urodzin? Zrobię co w mojej mocy!:)

      Usuń
  8. Wstrząsnęło mną do głębi to poczucie wspólnoty losu, jako że również urodziłem się w zamierzchłych czasach, w których książki już były, w odróżnieniu od komputerów, internetu i bajek na dvd :-) Patrząc długofalowo życzę 100 lat :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam dla Ciebie ciąg dalszy opowieści.
      Wczoraj Młodszy, wyraźnie zaambarasowany (widać było, że przez dobę mały mózg pracował na najwyższych obrotach), zadał kolejne pytanie: "Mamo, a czy jak się urodziłaś, to była pierwsza wojna światowa?"
      W tym kontekście życzenia kolejnych stu lat wydają się całkiem nie od rzeczy!:P Dzięki!

      Usuń
    2. Okrutnik! ;-) W rewanżu moja historyjka :-)
      Mieszkanie jest tak rozplanowane, że do salonu idzie się długim korytarzem, przy czym słyszy się co się mówi w salonie samemu nie będąc widzianym.
      Parę lat temu kiedy córka chodziła jeszcze do podstawówki przyszła do niej koleżanka z klasy. Dziewczynki poszły do salonu i coś tam oglądają w TV. Ponieważ chciałem o coś zapytać córkę, wychodzę od siebie z pokoju i idę korytarzem do salonu. Brakuje mi już tylko kilku kroków, gdy nagle słyszę jak córka mówi do koleżanki o kimś, kogo akurat widzi na ekranie telewizora - ale on jest stary! on ma już ze 40 lat!

      Usuń
    3. To zdumiewające, że 30 lat temu przyjęłabym taką uwagę z pełnym zrozumieniem, a dziś jakoś nie mogę go z siebie wykrzesać:P
      Skoro się tak przerzucamy opowieściami, to jeszcze jedna ode mnie: W czasie minionego mundialu Starszy, patrząc ze wstrętem na bramkarza Hiszpanii, Casillasa, rzekł: "Czemu on jeszcze gra w piłkę, skoro jest taki stary?!"
      Gdybyś nie wiedział, informuję że Casillas ma 34 lata...

      Usuń
    4. Jak widać pułap, od którego zaczyna się starość, niebezpiecznie się obniża :-)

      Usuń
    5. Cytat z bloga mojego syna, lat 12:
      "Cech gra w Chelsea już od 2004 roku! Urodził się w Pilznie 20 maja 1982 roku czyli ma już 32 lata. Pomimo wieku nadal broni fantastycznie".

      Idę do ogródka z oskardem wyłupać spod tarasu paproć drzewiastą.

      Usuń
    6. OMG! za chwilę poczuję się jak zgrzybiały starzec, nic tylko położyć się do trumny i czekać na śmierć :-)

      Usuń
    7. Pomyliłam się haniebnie: Casillas ma 33, a nie 34 lata. Choć przy informacji na temat Petra Cecha, niewiele to zmienia:P
      Ja tam jednak nie zamierzam się przejmować. Co więcej, zamierzam dożyć czasu, gdy moje własne dzieci będą miały po czterdzieści lat i odbić sobie wówczas z nawiązką to, co oni robią mi dzisiaj!

      Usuń
  9. Kochana Momarto - serdeczne gratulacje i jeszcze wielu lat w pisaniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że za Twoimi życzeniami stoi - płynąca z wiedzy dostępnej tylko głównej akuszerce - świadomość, że dziecię urodziło się zdrowe, toteż długo pożyje:) Obyś miała rację! Dziękuję!:)

      Usuń
    2. Ja główną akuszerką? Pędzę przypudrować spłonione policzki:)

      Usuń
    3. No, to przecież jasne!:) Tyle że dziecię ostatnio wyrodne (ach, w tym wieku wszystkie tak mają!) i w ogóle się u Ciebie nie pokazuje:( Miejmy nadzieję, że z tego wyrośnie!:)

      Usuń
    4. Nie ma się co pokazywac, jak u mnie posucha:) Dwie książki na recenzję czekają:)

      Usuń
    5. E, dałoby się i przy posusze zajrzeć, tyle że u mnie niedobór czasu, a od jutra także i internetu:( I gdybyż to u mnie na recenzję czekały tylko dwie książki... Marzenia!

      Usuń
  10. Przeczytałam rano, uśmiałam się, że młodsza, a taka już dojrzała jesteś koleżanko, że tylko książki w twoim dzieciństwie ci towarzyszyły:) Rano jednak przed robotą nie zdążyłam pożyczyć. A życzyć ci - życzę, aby wszelkie kryzysy dwu, dwu i pół, trzy, trzy i pół itp... latków cię omijały. A potem to już nawet przestajesz zauważać, że stuka kolejna rocznica. Życzę też, aby przeprowadzka dobiegła szczęśliwie do końca jak najszybciej i jak najmniej boleśnie. Własnych dwóch nie bardzo pamiętam, ale też ja właściwie wchodziłam na nowe, kiedy nie zdążyłam obrosnąć w piórka, więc jedynie parę ciuchów i trochę książek:) Też lubię gladiole, ostatnio nawet myślałam sobie, czy dziś młodzież zna te kwiaty, których w kwiaciarni już nie mogę dostać, a jedynie u działkowiczów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, czy młodzież zna, ale ja uwielbiam. Mam taki plan, że na wiosnę obsadzę nimi jedną stronę domu, bądź płotu, wszystko jedno i wówczas będę mogła upajać się do woli. Swoją drogą, kupowanie tych kwiatów od starszych pań handlujących "na rynku" ma nieodparty i niemożliwy do podrobienia urok!:)
      A za życzenia oczywiście bardzo dziękuję! Ach, jak to miło być zaliczonym do grona "dojrzałych" (Młodszy powiedziałby, że "mamutów", ale nie zwracajmy na niego uwagi!:P).

      Usuń
    2. A propos kwitków dziś kupiłam sobie doniczkę z lawendą. Nie wiem, czy nadaje się do trzymania w domu, czy długo będzie cieszyć oczy, ale nawet tych kilka dni będę miała erzac Prowansji na oknie :) A jak posadzisz gladiole to za rok musowo poproszę zdjęcie, jeśli nie tu to na maila :)

      Usuń
    3. Miałam doniczkę z lawendą w domu. Całkiem niedawno. Potem wyjechałam na urlop z dziećmi, a mąż nie wpadł na to, że należy ją podlewać. Były upały, dodam. Mam nadzieję, że Twoją lawendę czeka lepszy los niż ten, który stał się udziałem mojej!
      Jeśli posadzę gladiole, trzeba będzie jeszcze trzymać kciuki za to, aby kot, którego kupiłam w pakiecie z domem, ich nie zniszczył (wszystkie znane mi koty uwielbiają tarzać się we wszelkiego rodzaju liliach, irysach i gladiolach właśnie). Ale jeśli się uda, zdjęcie będzie na pewno!:)

      Usuń
    4. Będę posłańcem złych wieści - lawenda w domu umiera, jako i moje umarły.

      Usuń
    5. A jesteś pewna, że je podlewałaś?:P

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Ok, życzenia przyjmuję, ale pod warunkiem, że będziesz częściej się tu odzywać:)

      Usuń
  12. Spóźniona, ale szczera: wszystkiego naj! I więcej wpisów proszę. Może nie zawsze komentuję, ale zapewniam, śledzę każdy z przyjemnością :-) Ogromną dodam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i bardzo dziękuję:) Z "więcej wpisów" będzie chwilowo problem, nawet poważny, ale oczywiście będę miała na uwadze i postaram się rozpoznać tę prośbę w pierwszej kolejności:))

      Usuń
  13. Droga Momarto, życzę Ci nadzwyczaj ciekawych lektur, niegasnącego poczucia humoru oraz takich egzystencjalnych kryzysów, po których następuje tylko rozwój pasji twórczej, tudzież rozważań intelektualnych! I wiem co mówię, gdyż kiedy ja byłam mała i chorowałam też już były książki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na niedobór ciekawych lektur ostatnio nie narzekam, gdyby nie poczucie humoru, umarłabym sto razy w ciągu minionych dwóch tygodni, pozostaje więc tylko oczekiwać na ów rozwój pasji twórczej, tudzież rozważań intelektualnych;) Na razie raczej z tym słabo: od kilku godzin usiłuję napisać posta, ale idzie mi jak po grudzie. Najwyraźniej musisz mi jeszcze bardziej pożyczyć!:))

      Usuń
    2. Moje życzenia się zwykle sprawdzają, więc myślę, że pasja i intelekt odnotują tendencję zwyżkową niebawem- czego Ci jeszcze bardziej życzę (zgodnie z postulatem) :)

      Usuń
    3. Bardzo uprzejmie dziękuję. Widać podziałało, skoro udało mi się sklecić posta do końca ("sklecić" jest tu najlepszym słowem, każde słowo wyrywałam z głębi trzewi). Mam nadzieję, że teraz będzie już tylko coraz lepiej:))

      Usuń
  14. Ojej, ojej... Co za przeoczenie! Dopiero dziś do Ciebie zajrzałam a tu proszę - urodzinki były! Na przyszły raz zapamiętam, że założyłaś blog dokładnie 10 lat i jeden dzień po moim ślubie, o! ;-) Tymczasem spóźnione lecz serdecznie życzenia urodzinowe - żyj, czytaj i pisz nam 100 lat!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym tylko wiedziała, założyłabym bloga o dzień wcześniej!:) Za życzenia bardzo dziękuję, choć wizja pisania przez sto lat lekko mnie przeraża. Na razie bliżej mi do tego, aby sto lat pisać jednego posta, niestety:(
      A jeśli idzie o przeoczenie, to nie jest tak źle. Przecież akurat Tego Dnia nie przeoczyłaś - na rynku pewnego miasta - pewnej matki z dwójką zdemoralizowanych i hasających po fontannach dzieci:P (Mam nadzieję, że Wasz Młodszy nie przypłacił chorobą spotkania z tą okropną gromadą?:D)

      Usuń
    2. A to był WŁAŚNIE TEN DZIEŃ??? :-) To nie był więc przypadek!
      Młodszy, nie rozchorował się a nawet ozdrowiał! Zatem można by uznać, że tam u Was bije cudowne źródełko, w którym kąpiel cuda czyni! :-)
      pozdrawiamy!

      Usuń
    3. Nawet jeśli był to przypadek, to nieprzypadkowy:P
      Miło słyszeć, że mieszkam (wprawdzie ostatnie dni, ale zawsze) w uzdrowisku. Co niektórzy zresztą odkryli ten fakt znacznie wcześniej, bowiem wieczorami miejsce to zamienia się w pijalnię wód. I patrz pani, jak to się można omylić: ja myślałam, że to menele, a toć kuracjusze przecież!:D

      Usuń
    4. ha! ha! teraz takie czasy Pani, że kuracjuszy od meneli czasem ciężko odróżnić ;-D

      Usuń
    5. Oj ciężko, ciężko! Ci lokalni menele czasem robią też za artystów, i dopiero wtedy pani, to wszystko się człowiekowi we łbie kićka:P (a na zdjęciu, jakby się kto pytał, mój sąsiad we własnej osobie:P)

      Usuń
  15. Skoro świetujesz (świętowałaś) - najlepszości! Skoro i mieczyki (ogrodowe) - wciąż ciętego języka, zaskakujących (nas) odkryć, nieoczywistych skojarzeń. I jednak - niegasnącego buntu przeciw zastanej rzeczywistości.

    A także udanej przeprowadzki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Mam nadzieję, że język prędko mi się nie wystrzępi, w każdym razie obiecuję nie mleć nim po próżnicy:)
      Co do buntu, nie wiem, nie wiem. W końcu lata lecą, czas by się ustatkować... Pomyślę:)
      A przeprowadzka weszła w fazę apogeum i apokalipsy. Jeśli do czwartku się nie odezwę, będzie to oznaczało że leżę gdzieś, przywalona kartonami i workami:(

      Usuń
  16. Baaardzo spóźniona (czy urlop mnie trochę tłumaczy?) spieszę z najserdeczniejszymi gratulacjami i podziękowaniami za te dwa lata i życzę sobie (a co!), żebyś pisała jeszcze i jeszcze przez jakieś najbliższe dwa razy 40 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumaczy, tłumaczy:) Bardzo dziękuję, choć dwa razy 40 to chyba nie podołam...

      Usuń