piątek, 12 grudnia 2014

A. Kuźniak "Papusza", czyli jak ucywilizować Innego na śmierć

„O tym, że litery można poznać w szkole, mała Papusza słyszała już wcześniej. Ale dopiero tamtego dnia zobaczyła dzieci z książkami i pobiegła za nimi.
- Przepędzali mnie. Mówili, że złodziejka. Że zaraza. Nie wszystkie ludzie szlachetne. A nie da się uciec od tego, co się słyszy. Ani od tego, co się widzi. Samo w uszy i w oczy wchodzi. Co było robić, pokornie cierpiałam.
Pół dnia stała pod oknami szkoły.
- A jak dzieci wychodzili, zebrałam się na odwagę i poprosiłam, ażeby mi pokazali jakie parę liter.
Zgodziły się. Ale nie za darmo.”

„Cyganie w taborze pluli na mnie. Wytykali palcami. Śmiali się: „No, będziesz pani nauczycielka! Na co ci ta nauka?”. Darli gazety, kartka po kartce i wrzucali w ogień. Nie rozumieli, że to trzeba dla siebie, dla kawałka chleba. A ja dziś podpisać się mogę. Nie stawiam krzyżyków. Dumna jestem, że ja, Cyganka ciemna, potrafię czytać. Cichutko sobie w lesie popłakałam, a potem i tak swoje robiłam.”


Gdyby sądzić tylko po tym fragmencie, „Papuszę” należałoby postawić na półce z pozycjami dydaktyczno-umoralniającymi. „Patrzcie dzieci, jak niektórzy chcą się nauczyć czytać! A wy?! Marsz do książek, i to już!”

Można by też odetchnąć z ulgą, widząc, że nawet wśród tych strasznych Cyganów, jak powszechnie wiadomo, brudasów i złodziei, trafiają się porządne jednostki.

Ja jednak, jako że od kilku już lat w okolicach 10 grudnia zajmuję się tematyką praw człowieka i dyskryminacji, myślę że „Papusza” jest przede wszystkim opowieścią o alienacji.

Jak radzić sobie z Innymi? Tak niepasującymi do naszego świata, psującymi starannie opracowany wizerunek, wprowadzającymi smród na wyperfumowane salony?


Kiedy czytałam opisy cygańskich zwyczajów, zwłaszcza tych dotyczących relacji damsko-męskich, nie umiałam zrozumieć.

„Papusza wiele opowiada o miłości. Mówi, że u Cyganów jest inna niż ta w książkach.
- Nie taka prosta. Cyganka kochała, nie kochała, musiała być dobra dla męża. A posłuszna żona zna swoje obowiązki lepiej niż Ojcze nasz: nie bądź leniwa, bo znudzisz się mężowi. Mąż zawsze ma rację. On jest górą, on twoim panem.”

Nie rozumiem nadal. Nigdy, przenigdy nie mogłabym być cygańską żoną.
Wydaje mi się też, że powinno się tłumaczyć tym kobietom, jak wiele tracą, będąc aż tak podporządkowane mężom, edukować je, oświecać.
Ale czy na pewno one tego chcą i potrzebują?


Nie rozumiem też i pewnie nigdy nie zrozumiem, jak można nie mieć domu i być szczęśliwym.

Oj, jak pięknie nie spać nocą
i słuchać, jak kumkają żaby i rechocą.
Na niebie Wóz Cygański, Kura z Kurczętami błyszczą,
wróżą Cyganom całą przyszłość,
a miesiączek srebrny,
ojciec pradziadów z Indyj,
swoim blaskiem nam świeci,
w cygańskiej budzie patrzy na dzieci,
Cygankę obdarza światłem,
żeby dziecko jej przewinąć było łatwiej.
Oj, jak pięknie w niebo patrzeć wciąż od nowa
i bławaty jego różne w sercu chować,
oj, jak pięknie
czarne oczy, śniadą twarz całować…”

Jasne, któż nie lubi pobłąkać się czasem po lesie, poobcować z naturą. Ale przecież potem trzeba wziąć prysznic i gdzie, do cholery, jest moja suszarka do włosów?!

Nie mam też szans, by pojąć jak można – jak Papusza – do końca być wiernym społeczności, która cię niesprawiedliwie i okrutnie potraktowała, nieodwracalnie krzywdząc.

Była połowa grudnia 1953 roku, gdy Cyganie wpadli do mieszkania Papuszy w Żaganiu. Opowiada o tym w filmie dokumentalnym Grega Kowalskiego „historia Cyganki” dorosły już Tarzan [przybrany syn Papuszy]:
- Wysłannicy taborów. Krzyczeli, że zdradziła tajemnice. Grozili, że ją do wozu przywiążą i będą wlec. Wtedy na ratunek przyszedł Karol, chłop wielki, syn Anielki, siostry Dyźka [męża Papuszy] i rzucił się do bicia. Dyźko, zgarbiony, o lasce, stanął na środku pokoju. Ja chwyciłem pogrzebacz, ale byłem mały, więc mnie odepchnęli.”

Po tej lekturze, która w moim przypadku nałożyła się na wizytę w Muzeum Historii Żydów Polskich i trzy dni burzliwych rozmów o stereotypach i dyskryminacji, wiem, że choć może nigdy nie zrozumiem Innych, to najgorsze, co mogłabym zrobić, to próbować ich zmienić na własną modłę. Uładzić, umyć, ostrzyc i przyodziać. W dobrej wierze. Po mojemu.

To właśnie zrobił Jerzy Ficowski, przerabiając Papuszę – niewykluczone, że wyłącznie z dobrymi intencjami – na poetkę. Tak, na pewno ocalił ją dzięki temu od zapomnienia, ba! poinformował świat o jej istnieniu. To dzięki niemu przeczytałam tę książkę, dzięki niemu o Papuszy powstał film, a znacznie wcześniej wydano tomiki jej wierszy. Czy nie zniszczył jednak przy okazji tego, co w Papuszy było najcenniejsze, najpiękniejsze? Jej samej?

„Moja poezja to jest cicha łza. Ja śpiewam sobie, nie komuś. Ze mną od dziecka było coś nie tak. Bałam się, bo nie wiedziałam co, skąd się takie słowa biorą, kto nauczył mnie. My mówimy „liść”, „ptak”, „trawa”, a czy to prawda, co mówimy? Może to Bóg sprawił, że my się do takiego mówienia umówili?
Ficowski powiedział do Dyźka:
- Pan ma żonę poetkę.
Cyganie zaczęli się śmiać.
- I teraz się śmieją – mówi Papusza. – „A co to jest, panie – ta poetka?” – pytałam wtedy. Ja nawet nie wiedziała. Naprawdę nie. I do dziś dobrze nie wiem.”

Świat opisany w „Papuszy” jest światem historycznym, którego już dzisiaj nie ma. Teraz nie ma już nawet Cyganów – ukradkiem przemianowaliśmy ich na Romów, a Unia Europejska nie ustaje w wysiłkach, by zamknąć ich w ramach któregoś z rozporządzeń lub dyrektyw.

W Muzeum Historii Żydów Polskich jedna z części wystawy stałej jest poświęcona XVIII i XIX wiekowi. Fragmentem tej ekspozycji jest multimedialny stół, na którym przedstawiono ścierające się pod koniec XVIII wieku pomysły dotyczące tego, co zrobić z Żydami. Jeśli możecie, idźcie tam i poczytajcie.
Bo choć w Polsce od dawna nie ma już sztetłów i nie krążą po niej barwne cygańskie tabory, to tak naprawdę ciągle drepczemy w miejscu. Nadal, tak samo jak w roku 1790, nie mamy pojęcia co zrobić z Innymi.

Angelika Kuźniak „Papusza”. Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013.

10 komentarzy:

  1. Jeśli już to nie Ficowski zniszczył Papuszę (nie stworzył przecież z niej poetki a tylko powiedział głośno o tym co spostrzegł) ale jej ziomkowie, to oni nie mogli znieść inność jednej spośród siebie, sami oczekując jednocześnie akceptacji od innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie napisałam, że to Ficowski zniszczył Papuszę - wydaje mi się, że nie wykazuję tendencji do czarno-białego widzenia świata:) Wskazałam tylko na jeden z kilku czynników, które - jak to zwykle w życiu bywa - nałożyły się na siebie, doprowadzając do katastrofy.
      Natomiast na przykładzie tej historii na pewno dobrze widać szkatułkowość tego rodzaju historii: ci, którzy są przez ogół traktowani jako inni, gorsi, zazwyczaj także w obrębie swojej grupy sami znajdują "jeszcze bardziej innych", których sami tępią. Na końcu zawsze jednak jest nieszczęście jednostki.

      Usuń
  2. Książki nie czytałam, filmu nie oglądałam, mimo to wydawało mi się, że mam jakie takie pojęcie o historii Papuszy. Ale przyznam, że dopiero ten cytat, który przytoczyłaś jako pierwszy, sprawił, że zrozumiałam, jaki los był jej udziałem... Ludzkie okrucieństwo nie zna granic, podobnie jak głupota ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Filmu też nie oglądałam, a o losie Papuszy do tej pory nie wiedziałam prawie nic, poza paroma okrągłymi zdaniami. Mam jednak wrażenie, że my - z tak całkiem innego świata - nie mamy szans, by kiedykolwiek tak naprawdę zrozumieć, co tak naprawdę jej się przydarzyło.
      A ludzie okrutni byli i zawsze będą, co mnie osobiście przeraża, im jestem starsza, tym bardziej.

      Usuń
  3. Zapytałabym raczej po co cokolwiek robić z "innymi" na siłę. Dla swoich oni są swoimi a my tymi "innymi" , warto o tym pamiętać. Sama piszesz że nie rozumiesz jak można było tak żyć , tak być podporządkowanym zasadom , żyć bez domu wędrując i mając las za schronienie. A to było to co Papusza do końca życia ceniła, za czym tęskniła , o czym pisała. I o czym jak wiemy wcale z Ficowskim rozmawiać nie chciała, mam na myśli ich zasady , ich kodeks będący zwykle w ukryciu , chroniony przed "innymi" właśnie.
    Skąd przekonanie że to oni są inni ? Co ustala normę ? Co powoduje że kogoś zaliczamy do tych normalnych a kogoś usiłujemy uszczęśliwić na siłę? Podobnie jak to było z Cyganami właśnie w PRL u z tymi spisami , zmuszaniem do osiedlania się i nauki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szereg ważnych pytań, na które nie ma odpowiedzi. I to jest chyba najważniejszą rzeczą, o której powinno się pamiętać po tej lekturze. Oraz bez niej również.

      Usuń
  4. Ja niestety w okresie LO miałem do czynienia z małomiasteczkowymi, "osiadłymi" Cyganami, którzy (przynajmniej ci, którzy stawali na mojej drodze), byli uosobieniem wszystkich stereotypów ich dotyczących. Więc, wybacz, ale akurat tych Innych będę dalej omijał szerokim łukiem, nie wnikając dlaczego tak, a nie inaczej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zawsze da się omijać szerokim łukiem, tak samo jak nie zawsze można polubić czy zrozumieć (ja wielu rzeczy nie rozumiem nadal). Sama też miałam do czynienia z bardzo różnymi Cyganami, dwa razy w sytuacjach, w których ich zachowanie było dla mnie śmiertelnie wręcz obraźliwe. To wszystko strasznie trudne jest, cholera panie.

      Usuń
    2. No trudne. Ale muza z filmu o "Papuszy" świetna :)

      Usuń
    3. Filmu nie widziałam, muzyki nie słyszałam. Ale - jeśli tylko odzyskam kontrolę nad własnym życiem - chętnie sprawdzę:)

      Usuń