środa, 9 stycznia 2013

A.D.Mizielińscy "Mapy", czyli przed zażyciem zapoznaj się z ulotką


Należy przeczytać uważnie całą ulotkę, ponieważ zawiera ona ważne informacje dla czytelnika oraz dla osób mu towarzyszących!

Książka ta jest dostępna bez recepty, aby można było wpoić dzieciom pewne rzeczy do głów bez udziału szkoły. Aby jednak uzyskać dobry wynik wpajania, należy stosować „MAPY” ostrożnie i zgodnie z informacją w ulotce.
- Należy zachować tę ulotkę, aby można ją było przeczytać ponownie w razie potrzeby.
- Należy zwrócić się do Wujka Gugla, gdy potrzebna jest rada lub dodatkowa informacja.
- Jeśli objawy nasilają się lub nie ustępują, należy skontaktować się z lekarzem, ale niestety oznacza to, że przypadek jest beznadziejny i nie istnieje inny sposób jego leczenia.


„MAPY”®
Książkus ilustrowanus informationus plenum.

Jedna książka zawiera:
SUBSTANCJE CZYNNE:
51 map
42 kraje
6 kontynentów
oraz SUBSTANCJE POMOCNICZE:
niezliczone ilustracje
szczegóły
ciekawostki

Dostępne opakowania:
Wyłącznie duże opakowania 105-stronicowe.

Podmiot odpowiedzialny:
Aleksandra i Daniel Mizielińscy

1. Co to są „MAPY” i w jakim celu się je stosuje?

„MAPY” są książką złożoną o skojarzonym działaniu, skutecznym także w przypadku osób rozkojarzonych.
51 map działa edukacyjnie, szkoleniowo i łopatologicznie. Wiadomości o 42 krajach na 6 kontynentach wchłaniają się błyskawicznie. Sposób ich przetworzenia powoduje, że wiedza nie ulega utlenieniu, co odróżnia tę książkę od zwykłych atlasów geograficznych. Informacje w niej zawarte pozwalają zarówno (w fazie początkowej) na zdobycie uprzywilejowanej pozycji w klasie, co pozwala na swobodne tzw. „jechanie na opinii” (w fazie późniejszej). Starsi czytelnicy zyskują dzięki niej dostęp do podstawowej wiedzy, pozwalającej niegdyś (w epoce przedpudelkowej) na uzyskanie miana „inteligenta”.

Wskazania do stosowania książki „MAPY”:
- w stanach niedoboru wiedzy ogólnej,
- w stanach zwiększonego zapotrzebowania na super ciekawostki, pozwalające na zaimponowanie narzeczonym (bez względu na ich płeć oraz liczbę),
- pomocniczo: tak po prostu.

2. Zanim zastosuje się „MAPY”.
Nie należy zażywać książki, jeśli czytelnik nie dysponuje silnym intelektualnie i odpornym psychicznie rodzicem; w najgorszym zaś razie – gdy nie ma dostępu do internetu.

Zachować szczególną ostrożność stosując „MAPY”:
- wieczorem, u dzieci wstających nazajutrz rano do szkoły;
- tylko w jednym egzemplarzu w sytuacji posiadania większej ilości dzieci, tudzież w przypadku występowania u rodziców braków w wiedzy.

Jeśli stwierdzono wcześniej u pacjenta nietolerancję geografii, nie należy się z nikim kontaktować, tylko bez obaw sięgnąć po „MAPY”.

Ciąża:
Zalecane. Kładzenie „MAP” na brzuchu powoduje przeniknięcie zawartych tam informacji do wód płodowych i urodzenie genialnego dziecka.

Karmienie piersią:
Przeciwwskazane. Zaczytana matka może zapomnieć o dziecku. W razie absolutnej konieczności, poradzić się lekarza.

Prowadzenie pojazdów i obsługa maszyn:
Książka wyraźnie poprawia sprawność psychofizyczną, jednak z uwagi na swój duży format upośledza zdolność prowadzenia pojazdów i obsługę maszyn będących w ruchu.
Absolutnie wykluczone używanie przy włączonej sokowirówce!
Dopuszczalne stosowanie razem z pralką (na niej).

Stosowanie innych książek:
Nie zbadano. W fazie badań klinicznych (1000 przypadków, w tym z użyciem metody in vitro) pacjenci nie chcieli sięgać po inne książki.

3. Jak stosować „MAPY”
Książkę stosuje się przezocznie.
Profilaktycznie: 1-2 kraje dziennie.
W stanach niedoboru wiedzy: 1 kontynent na dobę, w dawkach podzielonych.
W przypadku wrażenia, że działanie książki jest za słabe, podwoić dawkę.

W przypadku zażycia większej dawki książki „MAPY” niż zalecana:
Objawy przedawkowania opisane są w punkcie 4.
W razie przeczytania większej niż zalecana dawki książki, należy niezwłocznie umieścić posiadany egzemplarz na szafie, a drabinę wynieść do piwnicy.

W przypadku pominięcia dawki książki „MAPY”
Pominięcie dawki nie jest możliwe z uwagi na silnie uzależniające działanie książki.

4. Możliwe działania niepożądane:
Jak każda książka, „MAPY” mogą powodować działania niepożądane. UWAGA! Występują u każdego!
Książka „MAPY” jest zwykle dobrze tolerowana w zalecanych dawkach, jednak podczas stosowania dawki zwiększonej mogą wystąpić:
- nadpobudliwość,
- przemądrzałość,
- rosnąca wzgarda wobec rodziców (opiekunów) nieumiejących odpowiedzieć na podstawowe pytania (np. jakie miasto jest stolicą Tanzanii albo w jakim oceanie żyje orleń cętkowany),
- przerażenie przechodzące w panikę (wśród rodziców/opiekunów, najczęściej spowodowane dowiedzeniem się, że wiedza nabyta w szkole 20 lat wcześniej jest już nieaktualna i to nie tylko w zakresie braku Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich),
- podwyższenie tętna i liczby zadawanych pytań na minutę.

5. Interakcje z innymi książkami i produktami.
Zażywający „MAPY” w zasadzie nie powinien stykać się z niczym więcej (zwłaszcza zaś z podręcznikami szkolnymi), bowiem taki kontakt może prowadzić do silnych reakcji alergicznych, ewentualnie silnego ataku prychokaszlu.

Przykładowo, u siedmioletniego pacjenta zaobserwowano zdecydowane odrzucenie podręcznika szkolnego połączone z odmową uczestnictwa w lekcjach, po tym jak odkrył że według autorów podręcznika liczba krajów w Europie wynosi 45, podczas gdy w rzeczywistości (opisanej rzetelnie wyłącznie w „MAPACH”) jest ich 47.

Ponieważ zażywanie „MAP” znacznie osłabia otoczenie zażywającego, obserwowano przypadki podsuwania zażywającym podobnych tematycznie, choć innych gatunkowo produktów.


Każdorazowo odradza się jednak stosowanie gier planszowych, w szczególności zaś gry „Dookoła świata”. Jej zastosowanie bezpośrednio po zażyciu „MAP” skutkuje w każdym przypadku wzrostem pogardy dla rodziców/opiekunów (patrz: punkt 4), bęckami spuszczanymi tymże w trakcie gry oraz – ostatecznie – odrzuceniem gry, po odkryciu występowania w niej haniebnych i elementarnych błędów (polegających np. na wskazaniu, że Kazachstan nie leży nad morzem).


6. Przechowywanie książki „MAPY”
Książkę należy przechowywać w miejscu dostępnym i widocznym dla dzieci.
Chronić od wilgoci.
Można stosować po upływie 3 lat od daty zakupu.

7. Inne informacje.
W celu uzyskania normalnej recenzji, należy kliknąć w jeden z pięciu tysięcy blogów, na których już dawno temu zamieszczono informacje na temat tej książki. Najlepiej jednak zajrzeć do Bazyla:)

Aleksandra i Daniel Mizielińscy „MAPY. Obrazkowa podróż po lądach, morzach i kulturach świata”. Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2012. 

62 komentarze:

  1. Do żadnego Bazyla! Tu przychodzić, tu czytać, bo fajne, bo pomysł, bo... No dobra, zabij, ale poszło na fejsa (ale tylko do znajomych, a tych kilkunastu), bo takim fajnym tekstem należy się jednak dzielić :D
    PS. A propos "Stosowania innych książek", to ja bym do kompletu polecił TO :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bazyl i "na fejsa"? Ten Bazyl???
      Czy to się nazywa dwulicowość, czy jakoś inaczej?:P

      A TO polecasz, bo już się zapoznałeś, czy bo inni polecają i myślisz, że będzie ok? Ja mam tę książkę na oku, odkąd pierwszy raz napisała o niej Ania z Poza Rozkładem, ale na razie czeka w kolejce. Cena w wydawnictwie jest jednak zachęcająca (nie wiem jak koszty wysyłki, zwłaszcza po uwzględnieniu nowego cennika Poczty Polskiej).

      Usuń
    2. Tak, on ci to :) A na FB jestem, bo wszystkie konkursy się tam przeniosły. No i wydawnictwa chwalą się nowościami :)
      A TO polecam, bo czytaliśmy wczoraj wieczorem z Bartkiem i fajne :)

      Usuń
    3. W takim razie TO przesuwam wyżej w kolejce:)
      Co do FB, trudno, będę ostatnim Mohikaninem i zakurzonym ramolem. W konkursach niekoniecznie powinnam brać udział, a do nowości dotrę w inny sposób (np. mający konto na FB Bazyl mi o nich doniesie:))

      Usuń
    4. Narzędzie jak narzędzie. Nie farmię, nie trawię zbytnio czasu, dwa rzuty oka dziennie i tyle :) Nawet fanpejdża nie mam, to ze mnie dupa, a nie fejsbukowiec :P
      Co do tych drugich "Map", to zaznaczam, że też trzeba wspólnie, bo przejrzane dwa razy przez obdarowanego, przeleżały od świąt aż do teraz.

      Usuń
    5. A ulotkę do drugich "Map" czytałeś? Może jest na nie jakaś odtrutka, bo ja już przy pierwszych nie wyrabiam:(

      Usuń
    6. Drugie jakby nieco mniej absorbujące, acz równie niebanalne graficznie :) U nas odtrutką okazała się "Wyprawa w Mordęgi", przy której Młodszy dostał czkawki ze śmiechu, a i reszta chłopstwa (w tej roli my z Bartkiem), bawiła się dobrze :)
      PS. Ale ja wiem, że Starszy się podpalił i książka wraz nim już na mnie czekają :)

      Usuń
    7. Odnoszę wrażenie, że albo: a) jesteś moim ukrywanym dotąd bratem bliźniakiem; b) inwigilujesz moje zakupy internetowe. Skąd wiesz o "Wyprawie w Mordęgi"?:P (jeszcze nie czytaliśmy)

      W drugich "Mapach" to nie tylko o geografii, zdaje się. Mam nadzieję, że będzie o czymkolwiek, w czym będę mogła się wykazać i odzyskać w oczach dziecka należny mi z urzędu szacunek i godność, tak brutalnie zszargane przez "Mapy" Mizielińskich!

      Usuń
    8. Bazylu, mimo całej bratersko-siostrzanej miłości, ubiję!
      Właśnie rozpętało się piekło:(((

      Usuń
    9. Satelyty latają i momarty badają, a potem Bazylowi relacyje zdają :P A tak poważnie, to o "Wyprawie ..." przeczytałem, na którymś z blogów, a jako że jestem zwolennikiem słów cięcia - gięcia, to pozwoliłem sobie dołożyć do koszyczka zakupów bibliotecznych. No i wczoraj, w ramach akcji "Przerwijmy czymś głośne czytanie Hobbita", trafiła pod naszą strzechę.
      Szacunek? Nie sądzę żebyś bez zaglądania w czeluście netu błysnęła znajomością starożytnych, "patyczkowych" map z Wysp Marshalla. Ba, jak się okazuje, nawet net niewiele w temacie pomaga :(

      Usuń
    10. A co tam za piekło? A szatani? :P

      Usuń
    11. Szatani na razie nieczynni:P

      A jak Wam idzie czytanie "Hobbita"? Ja wczoraj skończyłam lekturę samodzielną (po raz któryś) i cały czas się zastanawiam, czy jest sens powtarzać ją ze Starszym. Klimaty krasnoludowo-orkowe to on jak najbardziej, ale cała reszta? Zwłaszcza początek może go zabić nudą.

      Jeśli tam jest o Wyspach Marshalla, to ja chyba jeszcze pomyślę, czy aby na pewno chcę się jeszcze bardziej pogrążać...

      Usuń
    12. Starszy nakręcony i nawet sam zaczął czytać, ale ojciec niebacznie zaproponował rozdzialik na głos i "samo" się przestało. Poza tym w krainie zabaw braterskich pojawiły się gobliny, Gandalfy, krasnoludy i takie tam. Oraz rzewne łkanie o odpowiednio zestawy z lego, które kosztują tyle, że mus byłoby sprzedać auto. Sam ojciec nie może uwierzyć jakie to jest nudne :(
      PS. Napisz coś o tym piekle bo się martwię. Może być na priv :)

      Usuń
    13. U nas gobliny, hobgobliny, krasnoludy, orkowie, magowie występują od dawna, tj. od czasu zaznajomienia Starszego z Heroesami część III (tu przynajmniej jeszcze ciągle trzymam się na powierzchni, bo jak dostaje łupnia, to Matkę wzywa na pomoc, nie Ojca:P), więc gorzej być nie może. Mój na razie bardzo się nakręcił na obejrzenie filmu, ale chyba nie będzie mu to dane (najpierw rodzice obadają sprawę).
      Z piekłem trochę dramatyzuję:) Obawiam się tylko utraty intymności, a co za tym idzie - ujawnienia się szatanów... W każdym razie, liczba wejść w ciągu ostatnich dwóch godzin przekroczyła już liczbę wejść w ciągu ostatniego tygodnia.

      Usuń
    14. Z Herosów tylko trójka, bo te wypacykowane gówienka w 3D to już nie to :P U mnie na razie konsola górą, a i ojciec w przypadku klinczu fabularnego ("Tato, no musisz ty, bo nie wiemy co dalej zrobić!") wzywany. Filmu swojemu Starszemu nie proponowałem, bo pamiętam akcję z Meridą, która przy "Hobbicie" jest jako Krecik przy Burtonie.
      PS. Przepraszam za zamieszanie :( Po prostu porwany entuzjazmem, postanowiłem się nim podzielić. Szkoda, że bez zgody najbardziej zainteresowanej. Kieliszeczek na zgodę? :D

      Usuń
    15. Meridy nie widzieliśmy, ale myślę że jeśli chodzi o Hobbita, największą przeszkodą w zaproponowaniu go siedmiolatkowi jest sposób montażu (nie ma to, jak pomądrzyć się trochę przed obejrzeniem filmu:P)
      P.S. Jeśli pigwówka, to z przyjemnością i wybaczam wszystko!:PP

      Usuń
    16. Moje dziecko jest płoche, a może raczej usilnie wmawia sobie, że takie jest, więc sceny z potwornymi potworami mogłyby się skończyć rejteradą z kina.
      Pigwówka swoje musi odstać. Finlandia żurawinowa?

      Usuń
    17. Mój też był płochy (wizyta w kinie na Muminkach zakończyła się półgodzinnym szlochaniem w kinowej toalecie), ale teraz jakby mu minęło. Trening przy użyciu Cartoon Network (wiem, wiem, na szczęście nigdy nie twierdziłam że jestem rodzicem idealnym) czyni mistrza!

      Usuń
    18. Zapomniałam o meritum: pigwówki żałujesz??? Finlandii nie tykam! Wyczuwasz chłód w mej klawiaturze?:P

      Usuń
    19. CN? To już master level oswajania z potwornościami. U nas postacie z Cartoona są w domu gośćmi jedynie na skutek kompulsywnych zakupów odpowiednich gazetek za pomocą babci :)
      Pigwówki nie żałuję, ale nieprzeżarta z owocem nie jest wystarczająco smaczną. I co chcesz od Fina? A może masz wstręt do żurawiny. :P

      Usuń
    20. Niestety, Twoja ocena tego kanału jest trafna. Ograniczam jak mogę, ale i tak zostaje średnio jakieś 20-30 minut dziennie. O 20-30 za dużo:(
      Żurawinę lubię bardzo, a właśnie po Finlandii zdarzyło mi się czuć najgorzej jak tylko można sobie wyobrazić, więc postanowiłam zwalić to na jakość, a nie na ilość i od tej pory czuję wstręt:P

      Usuń
    21. Bo to jest kanał dla skrzywionych dwudziestolatków, a nie dla dzieci. Sam byłem wiernym fanem "Krowy i kurczaka" :P
      No to jak fin nie, to może Хортиця, albo góralska kurwica :D

      Usuń
    22. Epizod z "Krową i kurczakiem" też przeżyłam, choć chyba wolałam "Chojraka, tchórzliwego psa" (na szczęście akurat tego Starszy nie chce oglądać)
      Z racji znacznego oddalenia przestrzennego od miejsc, w których ludzie posługują się cyrylicą, względnie kurwicą, a co za tym idzie - nieznajomości towaru, wybór pozostawiam Tobie, choć najlepiej byłoby po kieliszeczku jednego i drugiego...

      Usuń
    23. 11 - nie mieszaj :) Ale kobieta sobie życzy, kobieta ma :P

      Usuń
    24. W moim przypadku to przykazanie nie obowiązuje. Jestem nieznanym naturze przypadkiem, któremu mieszanie nie szkodzi (zakładam przy tym, że żaden z proponowanych trunków nie jest likierem, bo tylko w tym zakresie występowały w przeszłości problemy). Tak więc, lej śmiało!

      Usuń
  2. Matko kochana! Nic inteligentniejszego nie umiem wykrzesać z siebie, ale przed chwilą odśnieżałem, więc mam nadwątlone siły fizycznej i intelektualne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usprawiedliwienie przyjęte, choć gdy patrzę za okno mam wątpliwości czy gdziekolwiek w tym kraju jest miejsce, w którym można cokolwiek odśnieżać. Oddeszczawiać to i owszem, ale odśnieżać?
      Jak już dojdziesz do siebie, to może się rozwiń, bo nie dosłyszałam intonacji, z jaką "matka" została wypowiedziana i nie wiem, czy nie powinnam przypadkiem pobiec czym prędzej do apteki celem nabycia (i zażycia) pigułki na porost rozumu.

      Usuń
    2. To był ton pełen zawiści, bezinteresownej rzecz jasna:) Chcesz zdjęcie na dowód zaśnieżenia? Co najmniej centymetr śniegu leży.

      Usuń
    3. Centymetr śniegu wywołuje takie osłabnięcie? Oj, niedobrze, niedobrze...
      U nas upały. Wyszłam dziś rano bez czapki, bez rękawiczek, w rajstopach z dziurami (tzw. duży ażur, nie niechlujstwo) i rozważałam, czy nie cofnąć się do domu celem porzucenia kozaków. W styczniu wolę jednak śnieg, choćby centymetrowy.

      Usuń
    4. Taki słaby śnieg kiepsko się szufluje, bo łopata zaczepia o zielsko:P Męczące szalenie:)) U nas klimat bardziej kontynentalny, Ukraina bliżej:)

      Usuń
    5. Teoretycznie my jesteśmy bliżej Szwecji, ale ten wiatr od morza wszystko psuje:)

      Usuń
    6. Wiatr od morza to straszna rzecz:P

      Usuń
    7. Gorszy jest tylko ten od wybiegu słoni. Szczególnie po sutym obiedzie :P

      Usuń
    8. Najbliższe zoo w Ueckermunde i bez słoni, dzięki temu Szczecin jakoś dycha. Nawarstwienie wiatrów mogłoby okazać się dla nas zabójcze:P

      Usuń
  3. się uśmiałam! :-)a w dodatku zazdroszczę bo nie mamy jeszcze MAP... Mikołaj nie doniósł! hmmm Trzeba coś wymyślić. MAPY musimy mieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MAPY rzeczą niezbędną w każdym domu! (razem z ulotką informacyjną, rzecz jasna!)
      Ja sama zakupiłam już cztery egzemplarze (a nie wydaje mi się, aby był to koniec); reakcja każdego obdarowanego była identycznie entuzjastyczna, więc pewnie i u Was będzie podobnie.

      Usuń
  4. Mapy zakupiłam w prezencie siostrzenicom (l. 5 i 7), ale w natłoku miliona innych gwiazdkowych prezentów zostały odłożone na bok. Książka świetna, ale w przypadku młodszych dzieci wymaga lektury rodzinnej, a przynajmniej wprowadzenia. Ale myślę, że nadejdzie na nią szał.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciociu, do dzieła więc!:P
      Ja przezornie nie czekałam do świąt, bo myślę że entuzjazm faktycznie byłby mniejszy. Młodszy na razie niespecjalnie się interesuje, ale wytłumaczenie jest proste: a) Starszy go nie dopuszcza; b) Rodzice nie stają na wysokości zadania:)

      Usuń
    2. Ciocia wie, że bez niej (lub dziadków) los "Map" marny.;( W naszym przypadku chyba młodsza będzie bardziej zainteresowana, jej poziom wiedzy czasem mnie wprawia w osłupienie.

      Usuń
    3. Po lekturze "MAP" zagraj z nią w partyjkę "Dookoła świata", a czeka Cię już na stałe los słupa:(
      Tak się tylko czasem zastanawiam, co to z tymi dziećmi będzie za 10 lat... (myślenie o nich za lat 20 przerasta możliwości mojej wyobraźni)

      Usuń
    4. Mam nadzieję, że za 20 lat już mnie nie będzie na tym świecie.;)
      Dzieci będą miały coraz lepsze rozeznanie w świecie, ale czy my będziemy za nimi nadążać?

      Usuń
    5. No już nie przesadzaj! Ja tam za 20 lat zamierzam jeszcze całkiem nieźle się bawić!:)
      W to jednak, że nie będziemy nadążać, nie wątpię. Będziemy jednak nadrabiać czym innym, coś na pewno się znajdzie.

      Usuń
  5. Świetny tekst! "Mapy" już nabyłam, ale mój szkrab musi dorosnąć i na razie tylko Rodzice pogrążają się w nałogu przeglądania tej książki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie podejście wydaje mi się właściwą taktyką: zanim dziecię zacznie zadawać kłopotliwe i podchwytliwe pytania (przykład z dziś: nad iloma morzami leżą Chiny, mamooo?), Wy będziecie mieli już wszystko wykute na blachę!:P

      Usuń
  6. :) Trafiłam tu przez fanpage wydawnictwa, sama szykuję wpis, o "Mapach" między innymi. Zaordynowane niespełna trzylatce powodują zawroty głowy, dumę z rozpoznania Pałacu Kultury (nie jesteśmy z Warszawy), kilku flag, liter, cyfr oraz zwierzątek. U ponad pięćdziesięcioletnich dziadków - wytrzeszcz oczu :) Książka jest rewelacyjna, wpis także. Dodaję bloga "na do poczytania" w wolnej chwili! (Chwilo, nadejdź!) Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję dzielnej trzylatce; łączę się w bólu z dziadkami (lat mam znacznie mniej, ale znam ból wytrzeszczu).
      Zapraszam i także pozdrawiam, życząc rychłego nadejścia poprawy koniunktury na rynku wolnych chwil!:)

      Usuń
  7. Momarto, gratuluję znakomitego pomysłu na tekst i takiegoż (tradycyjnie) wykonania!
    Na fali entuzjastycznych recenzji podarowaliśmy "Mapy" dwojgu dzieciom z najbliższej rodziny (drugoklasista i pięciolatka) i... szczerze mówiąc spodziewałam się bardziej entuzjastycznej reakcji. Zaznaczam, że obydwoje to niezblazowane bystrzaki o dość szerokich zainteresowaniach. Mam nadzieję, że to wina zalewu prezentów świątecznych, o którym pisze Ania, i "Mapy" doczekają się swoich pięciu minut, ale miałam nadzieję, że to będzie pewniak od pierwszego wejrzenia. My z mężem byliśmy zachwyceni, bo oczywiście dokładnie obejrzeliśmy książkę zanim trafiła pod choinkę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratulacje przyjmuję, oblewając się rumieńcem:)
      Moje dzieci są przyzwyczajone do tego, że zawsze pod choinkę dostają książki, bardzo na to czekają, ale i tak zawsze większy zachwyt wywołują prezenty innego rodzaju. Myślę, że na "MAPY" przyjdzie pora, u mnie też fala entuzjazmu rozlewała się powoli i niespiesznie, choć od razu było widać, że nie ma sensu szukać dla tej książki miejsca na półce, bo - jako przedmiot codziennego użytku - nigdy tam nie trafi.

      Usuń
  8. Przeczytawszy z uwagą ulotkę śmiało mogę łykać.Swoją drogą w szkole nie znosiłam geografii jak zarazy jakiej, ale czytałam książki podróżnicze i wszelkiej maści czasopisma traktujące o podróżach. Dziwność to wielka, ale tak było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie proponuję zacząć od razu od podwójnej dawki, bo pojedyncza może okazać się dla Ciebie za słaba:)

      Usuń
    2. Oczywiście, póki co po pustyni błądzę, piasek w zębach i butach. Śni mi się jedno oko niebieskie, drugie brązowe i zeschnięte psysie.

      Usuń
    3. Nie ustawaj, choć warunki faktycznie uciążliwe, ale Twój trud wkrótce będzie wynagrodzony! I może nawet świeży i rumiany psyś się trafi?:)

      Usuń
  9. Ty to masz talent do ciekawych postów. powtórzę za Zwl- ZAZDROŚĆ mnie po prostu zżera po przeczytaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może pocieszy Cię informacja, iż aktualnie czuję się tak wyzuta z inwencji twórczej, że na następny post tego rodzaju trzeba będzie dłuuugo poczekać...

      Usuń
    2. Ależ na takie posty warto czekać :) Ja się czuję wyzuta od miesiąca. Przez chorowanie nawet czytanie mi nie szło :(

      Usuń
    3. Jak od miesiąca, to statystycznie rzecz ujmując, bliżej Ci do końca wyzucia niż mnie:)
      Ja nie pamiętam kiedy ostatnio chorowałam tak na poważnie i szczególnie z tego powodu nie narzekam, więc bardzo Ci współczuję. Mam jednak nadzieję, że idzie ku lepszemu!

      Usuń
  10. cudowna recenzja, arcydzieło :)

    (moje MAPY już w drodze, ktoś inny polecił ale szperałam i doszperałam się "ulotki")

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało.
      Zażywanie produktów leczniczych zawsze powinno być poprzedzone lekturą ulotki, więc gratuluję roztropności:))

      Usuń
  11. a co do pkt 6... szczerze wątpię czy w ciągu 3 lat "zażywania" wszystko nie zostanie "wyczytane" albo inaczej "przetestowane"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przekonacie się sami (my zresztą też), ale na razie mam wrażenie, że detali do odkrywania starczy nawet na trzy lata!

      Usuń
    2. nie, nie, chodziło mi o to, czy strony długo wytrzymają dotyk małych, niecierpliwych, brudnych, mokrych rączek...

      Usuń
    3. Hm. Naszły mię wątpliwości. Chyba trzeba dopisać do ulotki: przed zażyciem umyć i wytrzeć ręce!:)

      Usuń