niedziela, 13 kwietnia 2014

Czy dziś w przewodzie sądowym coś się odbija, czyli jak leczyć tę zgagę

W wydanej w roku 1926 książce Eugeniusza Śmiarowskiego „Mowy obrończe”, zawierającej wybór autentycznych, wygłoszonych na salach rozpraw w latach dwudziestych minionego wieku, mów obrońców – adwokatów, w przedmowie autor napisał tak:

źródło zdjęcia: allegro
  
W sali sądowej odbija się zawsze życie epoki, z jego zagadnieniami, z jego konfliktami, z jego obliczem społecznem i moralnem; odbija się w przewodzie sądowym, w wyrokach, wreszcie w przemówieniach stron, czy to oskarżycieli czy obrońców. Trybuna sądowa ma jeszcze to do siebie, że pozwala ujmować zagadnienia stawiane przez życie w oderwaniu od ich charakteru aktualnego, nie pod kątem nastrojów doraźnych i namiętności przejściowych, a pod kątem nieprzemijających prawd, które winne kierować życiem publicznem. Stwierdzanie i utrwalanie tych prawd jest przedewszystkiem zadaniem sądów, których wyroki, poza rozstrzygnięciem zagadnień jednostkowych, winny zawierać zawsze wskazania zasadnicze, mogące stać się czynnikiem wychowawczym dla społeczeństwa. Obrońca jest szczęśliwy, jeżeli mu jest dane być czasem współuczestnikiem, czasem inicjatorem tej twórczej pracy sądu.

W kwietniu 1971 roku w magazynie „Ty i ja” opublikowano bardzo długi (mierząc dzisiejszą miarą) zapis rozmowy Aleksandra Ziemnego z adwokatem Tadeuszem de Virion, zaliczanym do tuzów ówczesnej warszawskiej palestry.
De Virion mówił wówczas:
„(…) światło pada na fakty z rozmaitych stron. I co ważniejsze, zawsze, w życiu każdego, najgorszego bodaj potępieńca istnieje dodatkowa warstwa realiów (schowanych najczęściej pod grubą pokrywą), które choć nie tłumaczą wyrządzonego przezeń zła, zmniejszyć mogą ciężar jego winy. Ukazanie tej dodatkowej warstwy oraz znalezienie pewnego szczególnego kąta spojrzenia na osobę podsądnego – jest właśnie chwalebnym zadaniem adwokata. Dlatego jasny, nie pozostawiający wątpliwości materiał dowodowy nie musi bynajmniej niweczyć przekonania obrońcy o potrzebie obrony. Na odwrót, pobudza i daje pole jego ambicji zawodowej.

(…) Niektórzy myślą, że my, adwokaci, specjalizujemy się w przebijaniu jednego paragrafu drugim, tak jak dziesiątkę przebija się waletem. Nieważne, że to krzywdzące; jest to w zasadzie nieprawda. Czy wierzy pan w to, że obrona stara się za wszelką cenę oczyścić człowieka z wszelkich plam, aby wyszedł on z sądu, niby z pralni chemicznej? (…) Dzisiejszy adwokat musi nieraz przeciwstawiać się amatorskiej linii obrony, jaką obmyślił sobie jego klient. Dla przykładu – kiedy defraudant przybiera pozę człowieka czynu, omal że bohatera świata interesów. Co się tyczy złodziei przy biurkach, to sceny skruchy z ich strony rzadko ogląda się na sali sądowej. Oszustwo kompromituje człowieka tylko formalnie, jest on spalony dla jednego, drugiego, piątego biura kadr. Ale w oczach własnych, rodziny i towarzystwa uchodzi za faceta łebskiego, co dzień nowa idea! Potknął się i wpadł w dołek, na drugi raz będzie wiedział jak go omijać.
Bardzo trudna (...) jest obrona takich ludzi. A przecież konieczna! Najpierw jednak trzeba z mozołem oczyszczać przedpole, wbijać w świadomość oskarżonego, że brak poczucia infamii obraca się przeciwko niemu samemu. Trzeba pokazać go w świetle innym, niżby sobie tego życzył. (…) Bronimy ich bez upodobania, zapewne, ale z przekonaniem. Nie ma tu sprzeczności. Chodzi o utrzymanie związku podsądnego ze społeczeństwem, o uniknięcie przedwczesnego skreślenia go lub zawieszenia w normalnych prawach obywatelskich. Od precyzji wyroku zależy więcej niż zwykło się przypuszczać; dobry adwokat wie o tym i dlatego chce mieć pełne uczestnictwo w rozważnej pracy ustawiania i przemieszczania ciężarków na szalach sprawiedliwości.”

Od szeregu już lat przez moje ręce przechodzą młodzi adepci kilku różnych zawodów prawniczych - przyszli adwokaci, sędziowie, radcowie prawni, prokuratorzy. Tylko niektórzy łączą swoją przyszłą pracę z etosem i etyką, część chce po prostu zarabiać. Najlepiej dobrze, najlepiej jak najszybciej. Często wzorują się na swoich patronach, czasem podpatrują, co najlepiej sprzedaje się w mediach. Niektórzy nie mają żadnych zainteresowań, pasji. Nie czytają, mają braki w podstawowej wiedzy ogólnej, nie widzą przy tym potrzeby ich nadrobienia – uważają to za niepotrzebną stratę czasu. Nie mają oporów moralnych, bez trudu przychodzi im zacieranie granic pomiędzy tym co dobre, a tym co złe.

Jakżeż zarówno oni, jak i część z tych, którzy już wykonują wszystkie wyżej wymienione zawody, różnią się od tych, o których pisał Ziemny: „Połączenie różnych zamiłowań, oplatających pasję główną, osobistą i zawodową – nie było wśród wybitnych adwokatów rzadkością. Prawnik Śmiarowski był z wykształcenia również filozofem, oprócz tego uprawiał z powodzeniem literaturę i pianistykę. (…) Uważali swój zawód za sztukę, otwartą dla opinii publicznej; co ambitniejsi dopracowywali się własnych użytkowych poglądów socjalnych, ba, historiozofii; z osobistego wyboru i upodobania bywali sądowymi dramatis personae.”

Praktykujący pół wieku po Śmiarowskim de Virion mówił tak:
rzecz w tym, żeby do społeczeństwa, do ludzi sprawujących władzę docierały możliwie szerokim nurtem sprawy dziejące się w sądzie i wokół sądu. Z oczywistym pożytkiem dla wielu działań publicznych. Obserwacja pracy sądu pozwala na wczesne rozpoznanie nie tylko skrzywień, anomalii, ale i normalnych zwrotów świadomości zbiorowej. Nie chcemy, nie możemy jako adwokaci pełnić wyłącznie funkcji służbowo-pragmatycznych; jeżeli mówię, że jest to zawód otwarty na społeczeństwo, to myślę o przekazie żywych, konkretnych treści i z góry wykluczam hałaśliwość.

Szkoda, że po ponad czterdziestu latach od wypowiedzenia tych słów, ciągle za mało osób je usłyszało.

Eugeniusz Śmiarowski „Mowy obrończe (1920-1925)”. Wydano w cyklu „Biblioteka prawnicza i sądowa” M. Borkowski, Warszawa 1926. 
„Obrońca” z Tadeuszem de Virion rozmawia Aleksander Ziemny. „Ty i Ja” nr 4 (132), kwiecień 1971. 

34 komentarze:

  1. A cóż Cię tak natchnęło na rozważania o etosie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O etosie rozważam dość często, ale po cichu. Tym razem przedawkowałam dwudziestoparolatków, którzy owszem, mają poczucie wartości, ale tylko własnej. A skoro grzebałam w archiwaliach i wpadło mi toto w ręce, postanowiłam dać głos:P

      Usuń
    2. Podziwiam, bo mnie z powodu jakichś dwudziestoparolatków by się nie chciało dawać głosu.

      Usuń
    3. To chyba niedobrze, nie?

      Usuń
    4. Na znieczulicę? Raczej elektrowstrząsy i lewatywa, ale nie reflektuję :P

      Usuń
    5. Dramatyzujesz. Pewnie pomogłaby i homeopatia, ale jak nie chcesz, to nie.

      Usuń
    6. Homeopatia? To już może lepiej daj ten syropek :P

      Usuń
    7. A znieczulica sucha czy mokra?

      Usuń
    8. No i dałeś się podejść! Widziałeś kiedyś mokrą znieczulicę? Zawsze jest sucha, nieczuła i żylasta!:P

      Usuń
    9. Skoro, pardon my french, olewam występy tych dwudziestolatków, to jest to zdecydowanie znieczulica mokra :PP

      Usuń
    10. Hm. Obawiam się, że na taką to tylko czopek. Aby przytkać wyciek oczywiście.

      Usuń
    11. Sprawdziłam. Syropki wyszli:(

      Usuń
    12. Ech :( No to będę chodził z mokrą znieczulicą :P

      Usuń
    13. Tylko uważaj, żeby jej nie przeziębić!

      Usuń
    14. Może wtedy sama zejdzie i czopki nie będą potrzebne.

      Usuń
    15. Ale ile wcześniej osób pozarażasz, kichając i rozsiewając znieczulicze zarazki!:(

      Usuń
    16. Świat już dawno złożyła znieczulicza epidemia.

      Usuń
    17. Aż tak źle jeszcze nie jest, to tylko ci ze znieczulicą mają lepszy PR!

      Usuń
    18. Jak widzę, Twoja szklanka do połowy pełna :P Moja niestety do połowy pusta.

      Usuń
    19. Wszystko zależy od dnia. Dziś mam ten lepszy:)

      Usuń
  2. W tamtych latach i w latach 80-tych wypowiedzi de Virion'a miały swoją wagę ale po tym jak bronił członków "Pruszkowa" jego dywagacje o sprawiedliwości brzmią jakoś mniej przekonująco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie przekonują tak samo, bo to mądre słowa.
      Ludzi zaś zwykłam oceniać po całokształcie, a nie po - być może istotnie słabszych - epizodach w ich życiorysie.

      Usuń
    2. Właśnie, całokształcie ... , jak to kiedyś powiadano - finis coronat opus.

      Usuń
    3. Ale ów finisz nie powinien przysłaniać całości dzieła, drogi Marlowie.
      Zaś co do tego kogo i czy powinien bronić adwokat, odsyłam na przykład do rozmowy Pawła Reszki z mecenasem Jackiem Kondrackim, jaka ukazała się nieco ponad miesiąc temu w Tygodniku Powszechnym. Temat rzeka. A dylematów z tym związanych wcale adwokatom nie zazdroszczę (dość mam własnych).

      Usuń
    4. Kiedy przeczytałem zaznaczoną lidem wypowiedź Jacka Kondrackiego, przypomniała mi się stara branżowa anegdotka:

      Przyłapany na gorącym uczynku morderca-recydywista na spotkaniu z adwokatem pyta go, czy wierzy w jego niewinność. Ten miga się na odpowiedzi jak może wreszcie przyparty do muru odpowiada - to nie ważne, czy wierzę w pańską niewinność czy nie, moim zadaniem jest uzyskanie dla pana jak najłagodniejszego wyroku, na co słyszy w odpowiedzi - ja bym tak nie potrafił ... :-)

      Usuń
    5. No to może zrezygnujmy z instytucji obrońcy? Albo ustanówmy wzorcem działania niektórych pełnomocników z urzędu, którzy uważają, że robią wystarczająco dużo przez to, że są, a za otwarcie ust trzeba im zapłacić dodatkowo. Nie tędy droga.
      Osobiście często zżymam się na adwokatów (na radców prawnych zresztą także), że robią więcej szkody niż pożytku, ale uważam że są potrzebni. Nawet mordercom-recydywistom. A jeśli swoją rolę pojmowaliby tak, jak wynika to z cytatów w moim poście, byłoby cudownie.

      Usuń
    6. To prawda, byłoby cudownie :-). Znałem kilku takich, o których z dumą mogę powiedzieć - "mój mistrz". Stara, dobra przedwojenna formacja. Ale patrząc na to co się dzieje w wymiarze sprawiedliwości (?) nie mam złudzeń, "to se ne wrati".

      Usuń
    7. Nie dramatyzowałabym. Dobrze nie jest, ale zupełnie czarno też nie. Poza tym przed wojną też nie było wyłącznie cudownie - jak zwykle w takich przypadkach wytworzyła się już swego rodzaju legenda, a ciemne strony ówczesnych czasów mocno wyblakły.
      A współcześni mistrzowie też istnieją; niektórzy są nawet całkiem młodzi.

      Usuń
  3. Ja myślę, że gdyby takie słowa przyjęli sobie do serca także i inni przedstawiciele dwóch innych władz żyłoby się nam zdrowiej i łatwiej. Pracując w drugiej z instytucji sprawujących władzę (albo jej namiastkę) mogę jedynie potwierdzić, iż coś takiego jak etos pracy to dzisiaj utopia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo jeśli ludzie działają dla wspólnego dobra, po to, żeby wszystkim było lepiej, to zazwyczaj daje to dobre efekty.Mi akurat z przyczyn zawodowych podoba się takie spojrzenie na relacje między adwokaturą a sądami - nie jesteśmy wrogami, nie próbujemy ze sobą walczyć, tylko pamiętamy o tym, po co to robimy. Natomiast na pewno można przyłożyć taką ideę i do innych realiów; z dobrym efektem.
      Etos pracy, powiadasz? Nie wiem czy w Polsce w ogóle kiedykolwiek takowy się wytworzył.

      Usuń