A więc (nie zaczyna się
zdania od „a więc”!) to jest tak.
Jest 21 grudnia, a u mnie
coś nie gra.
Wróciłam dziś z pracy,
zadarłam głowę do góry i zobaczyłam to.
Hm.
Jak ten czas szybko leci,
doprawdy.
Następnie przez przypadek
spojrzałam w dół.
„kici, kici” samo cisnęło
się na usta.
Koty, mnóstwo kotów.
Tyle że nie mruczą, a jakoś
i głaskać je nieszczególnie ma się ochotę.
Zdjęcia przez litość dla
samej siebie nie zamieszczę. Nie kopie się leżącego.
Nie wiem, czemu co roku
dzieje się to samo.
Od
kilku lat przed świętami Bożego Narodzenia w mojej pracy rozpętuje się
pandemonium.
Przez
ostatni tydzień nie przeczytałam ani zdania z jakiejkolwiek książki. Owszem, w
tym czasie przeczytałam – lekko szacując – kilka tysięcy stron, ale nic o czym
mogłabym tu napisać. Ba, sama zapisałam nawet coś koło stron 150, ale do
cytowania tu żadna z nich się nie nadaje.
Dziś
wyszłam z pracy, dopychając za sobą drzwi kolanem, bowiem nieukończone sprawy
pchały się jedna przez drugą. Chwilowo ogłuchłam i oślepłam, ale nie mam złudzeń
– kiedy wrócę do pracy drugiego stycznia, smród będzie nie do zniesienia.
O
tym, że Młodszy się rozchorował, nie muszę wspominać, gdyż jest to oczywiste,
prawda?
Nie
wiem tylko, czy mam bić dziękczynne pokłony za to, że nastąpiło to przed
świętami, a nie w trakcie, dzięki czemu choć raz nie zaliczę pierwszego dnia
świąt wizyty w dyżurnej przychodni, czy na razie się wstrzymać, nie wiedząc czy
Starszy nie szykuje mi jakiejś niespodzianki?
Liczyłam,
że wybawi mnie koniec świata, ale zdaje się, że we współczesnej rzeczywistości
nawet Majowie się nie odnaleźli.
Jest
jednak coś, co sprawia że święta boczkiem, boczkiem wcisnęły się do mojego domu.
Gdyby
nie to, że połowa ciasteczek wyjechała w charakterze prezentów, to pewnie bym
się nie zmobilizowała. A tak, udało się. O koszty mniejsza (i nie mam tu na
myśli finansów).
Bardzo
to lubię. Pieczenie ciasteczek (i ich późniejsze dekorowanie) to – poza
przyjemnością z ich późniejszego jedzenia - też fantastyczna okazja do spędzenia
czasu z dziećmi, nawet jeśli są dwójką wrzeszczących i wielbiących potwory
chłopców. Choć chwilę mogłam robić coś razem z nimi, co złagodziło nieco wyrzuty sumienia z powodu
odpychania ich rękoma i nogami, bo „mama musi pracować”.
Poza
tym w czwartek Ania doniosła, że redakcja Dużego Formatu zrobiła nam fantastyczny prezent.
Wieczorem mąż przyniósł z kiosku gazetę i okazało się, że to prawda!
To
wszystko sprawia, że myślę sobie, iż może w tym roku nie trzeba jednak będzie
odwoływać Świąt?
Dam
radę!
Ciasteczka piękniste, ja nie robię, jakoś u nas tradycji brak. Wprawdzie z moją ukochaną prababcią Michaliną robiłam ciasteczka z maszynki, ale wraz z jej śmiercią i ciasteczka odeszły w niepamięć. Hmm, może wrócę do tego?
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci, żebyś się wyrobiła
U mnie w domu też nie było takiej tradycji, ale każdy moment jest przecież dobry, żeby takową stworzyć, prawda?:P
UsuńPieczenie ciastek w Adwencie, to tradycja protestancka - to jedna z kilku rzeczy z niemiecko-skandynawskiego kręgu kulturowego, która mi się podoba.
Urocze są rudolfy - piękny kolor. Albo wybierz te, które sama uważasz za najlepsze.
UsuńRozumiem, że nie planujesz wypiekać i zdobić dziś wieczór, więc jeśli pozwolisz, podeślę przepisy, gdy będę miała nieco więcej czasu.
UsuńA kolor rudolfów trochę przekłamany - są złociste, ale nie aż tak jak na zdjęciu. Nosy jednak czerwone jak te lale:))
E, no jak masz czas i siły dłubać ciasteczka, to nie może być najgorzej, chyba że opanowałaś jakiś system mechanizacyjno-taśmowy:)) Ale życzę wydobycia spod zwałów:)
OdpowiedzUsuńSystem mechanizacyjno-taśmowy w tym przypadku zdecydowanie się nie sprawdza - tu potrzeba serca i indywidualnego wykończenia:)
UsuńZ czasem i siłami to jest tak, że może ich nie miałam, ale musiałam je mieć, więc pstryk! i były. Każdy by potrafił, choć na dłuższą metę nie polecam takiego trybu życia.
Wydobywanie się idzie powoli. Na razie mamy choinkę, która dumnie połyskuje, tuż obok dyni i jesiennych liści. Jeśli chodzi o jedzenie, to czeka nas dwudniowy sprint, ale idziemy w jakość, a nie w ilość, więc powinniśmy dać radę:)
Nie pieczemy ciasteczek, bo nieletni współpracownicy zniechęcają się po wykrojeniu pierwszych dziesięciu, a potem tatuś tyra w kuchni do świtu, przygotowując resztę:( Przerzuć dynię i liście na choinkę, nikt nie pozna, że to niespecjalnie:))
UsuńU mnie entuzjazm też lubi szybko opaść, ale od czego jest prośba i groźba przy użyciu świętego Mikołaja?:) Nie będę jednak udawać: 10% produkcji pochodzi z rąk pomocników, reszta została dla mnie. Proporcje jeśli chodzi o zżeranie wypieków są natomiast całkiem inne, ale to już inna bajka.
UsuńPomysł z dynią przedni - chyba wykorzystam, tym bardziej że choinka ubrana dopiero połowicznie (w tym przypadku entuzjazm pomocników sięga 50%).
A to nie, wychodzę z założenia, że skoro sam upiekłem, mogę jeść bez ograniczeń, w końcu wydatkowałem kalorie na pieczenie:) W tym roku, o dziwo, młode pokolenie ubrało choinkę prawie samodzielnie i entuzjastycznie:)
UsuńSądzę, że smaczek tkwi w słówku "prawie", ale tak czy siak - gratuluję! Jeszcze trochę i będzie można czerpać z młodzieży pożytki, a wtedy to sobie odbijemy, oj, odbijemy!:P
UsuńPóki co, idę kończyć dzieło, a potem rozważę, czy ścierać kurze, czy raczej udawać, że to śnieg:)
W przyszłym roku to już będzie "prawie prawie samodzielnie":)) I bardzo dobrze. A za góra dwanaście lat niech idą na swoje:))
UsuńZwłaszcza Młodsza, nie? Już to widzę, jak z kamienną twarzą i chłodem w sercu wypychasz te biedne wielkookie i długowłose (?) dziewczęta na śnieg i mróz!
UsuńDobra, młodszej dorzucę jeszcze trzy lata odsiadki ze starymi:P Nie muszę ich wywalać w mróz, mogą się wyprowadzić na wiosnę:PP
UsuńTak, tyle że wiosną jest Wielkanoc - wy będziecie sobie siedzieć przy jajeczku, a dzieci będą zmuszone podbierać jajka kurom w kurnikach! Czy naprawdę jesteś tak bezduszny?:P
UsuńSpokojnie, mogę je wywalić 3 maja, wtedy się nie spożywa uroczystych rodzinnych śniadań ani wieczerzy:P
UsuńI po tym właśnie poznać Prawdziwego Polaka - jednym kącikiem ust śpiewa patriotyczne pieśni, a drugim syczy "precz z mego domu!:P
UsuńA to nie przyjemniej być wyrzucanym z domu do wtóru "Witaj majowa jutrzenko"??
UsuńPamiętaj, że trzeci maja to patriotyczne święto. Ty im zaśpiewasz o jutrzence, a one ci odpowiedzą "Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród"...
UsuńZiemię dostaną w spadku, kiedyś:P A na razie niech się usamodzielniają:)
UsuńNa tym zakończymy, ale za te 12 lat poproszę o zaproszenie na uroczystość usamodzielniania dzieci (stawiam, że to tatuś będzie ronił bardziej rzęsiste łzy!)
UsuńTatuś jest kawał zimnego drania i tej wersji będzie się trzymał :P
UsuńGrunt to umieć sobie stworzyć alternatywną rzeczywistość i jeszcze w nią uwierzyć, nie?:PP
UsuńNie psuj mi image'u:PP
UsuńZamiast się cieszyć, że szlachetność charakteru i prawość serca przebijają się nawet przez najcięższy kamuflaż, to narzeka. Naprawdę, te ludzie teraz to jakieś dziwne...
UsuńTym szlachetnym i prawym to jakoś pod górkę w dzisiejszych czasach, więc lepiej się kamuflować:P
UsuńSzlachetnym i prawym zawsze pod górkę, ale za to potem...
UsuńA co potem? Bo ja słyszałem tylko o chodzeniu całą wieczność w białym gieźle i graniu na lirze oraz chorałach gregoriańskich - średnio pasjonujące:PP
UsuńJa tam uważam za obowiązującą wizję przedstawioną przez Twaina w którymś z opowiadań. Jego niebo wydało mi się całkiem rozrywkowe:))
UsuńZaraz poszukam tego Twaina, bo coś mi się nie zgadza.
UsuńJa też poszukam, bo mnie zaniepokoiłeś. Czyżbym miała aż taką sklerozę książkową?
UsuńNa pewno w "Niebie" Chmielewskiej tak różowo nie było:P Twaina jeszcze nie przeszukałem.
UsuńCiasteczka boskie! W wolnej chwili poproszę o przepis.
OdpowiedzUsuńDzisiaj pomyślałam, że chyba w przyszłym roku na święta gdzieś wyjadę.;)
Momarto, życzę Ci wielu chwil wytchnienia w nadchodzącym tygodniu. I zdrowia dla całej rodziny. Będzie dobrze.;)
Pewnie, że będzie dobrze! Dziś, kiedy się co nieco wyspałam, świat od razu wydał mi się piękniejszy:)))
UsuńDziękuję za życzenia, a co do przepisu - bardzo chętnie, tyle że będziesz musiała doprecyzować, co Cię najbardziej interesuje, bo w tym roku upiekłam chyba 8-10 różnych rodzajów (jak oszaleć, to z przytupem!).
Wyjazd na święta polecam z całego serca. Od lat czułam przymus umęczenia się, bycia sfrustrowanym, nieszczęśliwym, licytacji, kto później poszedł spać i co jeszcze upiekł, wyczyścił, ugotował, kupił, przygotował... itp. itd. i poświąteczne westchnienia- no na reszcie po świętach. Od zeszłego roku postanowiłam spędzać przynajmniej co drugie święta poza domem. Ależ wolność i swoboda, żadnego umęczenia, żadnego przymusu siedzenia pod telewizorem, szerokiego uśmiechania się do teściowej (nawet jeśli nie ma się własnej, zawsze jakaś się znajdzie, do której trzeba szczerzyć zęby i przytakiwać, choć gada takie bzdury, że nóż w kieszeni się otwiera, żadnego obżarstwa i odchorowywania z przejedzenia, a za to całe mnóstwo czasu na cosiękomupodoba :) Życzę wytchnienia, spokoju i nie przejmowania się głupstwami i tym bardziej dziękuję, że w tym gorącym okresie znalazłaś czas, na pomysł, zapakowanie i pójście na pocztę. Trzymam kciuki, aby synkowie nie zachorowali.
OdpowiedzUsuńByć może na mój sposób patrzenia na święta rzutują wyraźne braki w teściowych, ale od ładnych paru lat chyba ani razu nie byłam udręczona przez przedświąteczne przygotowania. A i ten krąg osób, z którymi zazwyczaj spędzam święta, wykazuje raczej zdrowe podejście, więc ogólnie - jest dobrze:)Może więc w przyszłym roku wpadniesz do nas?:P
UsuńZapewniam solennie, że telewizora w zasadzie w ogóle nie włączamy, zazwyczaj rezygnujemy ze świątecznych obiadów, bo nikt nie ma na nie siły, a wieczorami często gramy w gry planszowe. Pasuje?
P.S. Ciasteczkiem też poczęstuję:))
Kusząca propozycja:) Gry planszowe - kiedy ja ostatnio grałam w gry planszowe? - poza grą z bliźniakami, ale to się nie liczy, bo muszą odpowiednio często przegrywać, bo inaczej młodzi się wkurzają. Dziesięć rodzajów ciasteczek - będzie z czego wybierać. U mnie jedynie dwa rodzaje ciasta :)
UsuńJa jestem matką brutalnie ściągającą potomstwo na ziemię - w grach nie mam dla nich litości. Czasem trochę jęczą, ale ostatnio jakoś coraz mniej. Inna sprawa, że np. w takim memory regularnie dostaję łupnia, bez najmniejszego oszukiwania z mojej strony:) A fajnych gier ostatnio coraz więcej!
UsuńMiało być muszę odpowiednio często przegrywać, ale widzę, że właściwie odczytałaś sens wypowiedzi. Powoli też przyzwyczajam Młodych do tego, że w życiu nie zawsze się wygrywa i nie wszystko idzie po ich myśli :).
UsuńBo twardym trzeba być, nie miętkim:))
UsuńŚliczne te reniferki. :)
OdpowiedzUsuńUbrałam dziś choinkę, dzieciarnia uszczęśliwiona skakała obok (ten starszy) i z zapałem obgryzała bombkę (ta młodsza), nietłukącą oczywiście.
Wesołych Świąt!
Reniferki są świątecznym hitem, niestety wywołującym sadystyczne skłonności: "ja już odgryzłem swojemu nos, a ty?"
UsuńNasza choinka odkąd pojawiły się dzieci, jest ubrana wyłącznie nietłukąco - i chyba taki wariant podoba mi się najbardziej.
Ściskamy Was świątecznie!
piękne rudolfy ;) myślę, że koty przewalające się z kąta w kąt mają się nijak do rudolfów :-)
OdpowiedzUsuńMelduję, że koty wczoraj zostały usunięte (pomijając te sprytniejsze, które pochowały się po najdalszych kątach). Teraz zrobiło się jakoś tak mniej zwierzęco... Dobrze, że są - póki co - Rudolfy!:)
UsuńNo dobra... nie wytrzymam...z czego mają nosy rudolfy? Słodkie są czy kwaśne?
UsuńKwaśny nos? W święta?
UsuńZ M&Msów oczywiście:) Czyżby Mikołaj powinien dorzucić do prezentów po Rudolfie?:P
po Rudolfie...tak zdecydowanie... o tak
OdpowiedzUsuńMikołaj sprawdzi swoją listę grzecznych dzieci i zobaczy, co da się zrobić::)
UsuńMy jak co roku na sępa, czyli po rodzicach. Do Sylwestra przeżyjemy na darach :D
OdpowiedzUsuńNo, my też trochę posępimy. Ale tylko trochę. Do Sylwestra nie starczy, nie ma mowy:)
Usuń