piątek, 6 września 2013

M. Szczygielski "Poczet królowych polskich", czyli wybierz, co zechcesz

Myśląc od pewnego czasu o tym, co i jak napiszę o tej książce, nie mogłam się zdecydować czy pójść w erudycję, rozrywkę, czy może perwersję.


Bo oto mogłam skupić się na tym, że autor, zanim napisał swoje przerażająco opasłe dzieło, musiał wykonać niemal mrówczą pracę, starając się odtworzyć warszawsko-lwowski świat lat dwudziestych i trzydziestych minionego wieku. Ta powieść bowiem, a zwłaszcza jej ostatnia część – klucz, to istne kompendium wiedzy o świecie przedwojennego polskiego kina czy rewii oraz jego gwiazdach. Każdy, kto choć raz dał się oczarować Stanisławowi Janickiemu i cyklowi „W starym kinie”, poczuje w czasie lektury chęć, by obejrzeć któryś z przedwojennych polskich filmów, a najchętniej wszystkie naraz. 

Bez problemu mogłam także napisać post z myślą o tych, dla których ulubioną rozrywką bywa oglądanie współczesnych produkcji telewizyjnych.
Dla wielbicieli południowoamerykańskich telenowel Szczygielski przygotował bowiem zachwycający seans, w którym występują zarówno małżeńskie pary, jak i podstępni, acz fascynujący kochankowie, spokojne życie i krwawe zbrodnie, porządni obywatele oraz zdeprawowane typy.
Z kolei zwolenników filmów kostiumowych autor uhonorował, lokując akcję powieści w stylowych dekoracjach, nie zapominając jednocześnie o tak niezbędnych rekwizytach jak pióra, brokat czy perhydrol.
Wreszcie, wziął pod uwagę także i wielbicieli polskich seriali "z życia wziętych", tworząc dla nich historię o około trzydziestoletniej, pracującej w korporacji singielce, skonfliktowanej z matką, za to zaprzyjaźnionej z gejem.
Że klisze? Owszem, ale najwyraźniej zaczarowane, bowiem łyka się je niemal bez zażenowania.

Statystycznie stosunkowo najlepiej rokował post uwypuklający przede wszystkim „momenty”. Tradycyjne i uświęcone związki w powieści występują bowiem nader rzadko, w odróżnieniu od tych opartych o nietypowe upodobania seksualne. Że będzie wątek gejowski, to oczywiste – dostaniemy go, wedle życzenia, w lwowskim kostiumie z lat dwudziestych XX wieku lub bez niego. Oprócz tego poruszona została też kwestia transseksualizmu i emancypacji seksualnej kobiet, przejawiającej się, hm, w niemal samowystarczalności przy zapłodnieniu.
Bez dwóch zdań, czytelnicy co bardziej wstydliwi, ale też i ci popędliwi przed lekturą powinni przygotować sobie zapas lodowych kostek, którymi będą mogli schładzać pałające rumieńcami policzki.

Wszystkie te koncepcje zdały się jednak psu na budę, gdyż – z takich czy innych powodów - dzisiaj myślę o tej książce przede wszystkim jako o powieści o śmierci. Odchodzeniu, przemijaniu, choć z wiarą w to, że nie definitywnym, gdyż nawet jeśli tam nie będzie niczego, to może ktoś przechowa nas w swojej pamięci.

Śmierć stanowi klamrę spinającą całość opowiedzianej przez autora historii; od niej wszystko się zaczyna, ale i na niej kończy. Czy kończy naprawdę? Chyba nie, choć niewątpliwie zamyka szereg rozdziałów.
Śmierci u Szczygielskiego jest wiele, tak jak w życiu. Przytrafia się młodym i starym, bywa nagła lub spodziewana, kłopotliwa albo przynosząca niespodziewane korzyści.
Umierają i odchodzą też światy. Ten naszych babć, dziadków nieuchronnie przesuwa się w stronę niebytu, a zastępująca go rzeczywistość ma z nim niewiele wspólnego. Ilu z nas jest jak książkowa Magda Król, wnuczka nie rozumiejąca niemal żadnej z rzeczy, które dla jej babki były oczywiste?
Co ona by zrobiła, gdyby nagle znalazła się w tamtych okolicznościach, w tamtym czasie i sytuacji? Nie jest nauczona strachu. Przepadłaby albo schowała się w mysiej dziurze. Poddałaby się nakazowi instynktu samozachowawczego, myślałaby tylko o sobie”.
Czy możemy to w ogóle zrozumieć? A jeśli nawet tak, to po co?

Ina Benita (źródło zdjęcia)

Ina Benita odeszła dawno temu i wydawało się, z uwagi na zapomnienie, w które popadła, że na zawsze. Marcin Szczygielski wskrzesił jednak jej postać, dając jej drugie, całkiem nowe życie. Po co?
Może dla rozrywki, gdyż przy tej książce można naprawdę przyjemnie spędzić co najmniej kilka godzin.
Może dla siebie, żeby dać upust fascynacji tą postacią.
A może też i dla innych, po to żeby zrobili z tą historią, co zechcą.

Marcin Szczygielski „Poczet królowych polskich”. Instytut Wydawniczy Latarnik i Oficyna Wydawnicza AS, Warszawa 2012. 

80 komentarzy:

  1. Czy mam rozumieć, że do Twojego wydania został dodany jakiś słowniczek biograficzny? Normalnie przestanę kupować pierwsze wydania Szczygielskiego, skoro w następnych są dodatki (za to okładki brzydsze:P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wydanie zawierające powieść (dwie części: dysocjacja oraz anamorfoza) oraz klucz - czyli faktycznie jakby słowniczek biograficzny plus informacje o tym, które zdarzenia z książki zostały zainspirowane tymi, które zdarzyły się naprawdę. A dodatkowo fikcyjny wywiad Szczygielskiego z Iną Benitą, opublikowany podobno kiedyś w "Bluszczu".
      Klucz fajna sprawa, jeśli go nie masz, żałuj!
      Ale autor strzela sobie chyba w stopę, jeśli normalną u niego praktyką jest, że pierwsze wydania jego książek są najbardziej ubogie. Chociaż okładki moim zdaniem niezmiennie fatalne...

      Usuń
    2. W kwestii miksowania treści i zmieniania okładek Szczygielski i Latarnik osiągnęli mistrzostwo:P Brakami nie zamierzam się przejmować, najwyżej Ciebie dopytam:) Oglądało się w dzieciństwie pana Janickiego i czytywało Grodzieńską.
      A co do strzelania w stopę: to wierni fani powinni nabywać wszystkie wersje, tak kolekcjonersko i dla wsparcia autora:)

      Usuń
    3. No, jeśli pamiętasz wszystkie opowiadane przez pana Janickiego historie, to naprawdę gratuluję. U mnie niestety w miejscu, gdzie się one znajdowały, widnieje czarna dziura:(
      A kolejne wydania Ty, jako wierny fan nabywaj, ja zaś będę kunktatorsko odczekiwać parę lat, zanim coś kupię i przeczytam.

      Usuń
    4. Wygodne rozwiązanie, sprytnie pomyślane:P Pamiętaj jednak o tym, że zazwyczaj okładki brzydną z wydania na wydanie:)

      Usuń
    5. W tym przypadku różnice w doznaniach estetycznych są tak niewielkie, że wręcz niezauważalne. Dam radę, bez wątpienia! (a na pierwsze wydania będę mogła popatrzeć np. u Ciebie, jeśli łaskawie wstawisz gdzieś zdjęcie okładki:P)

      Usuń
    6. W tym wypadku chyba okładka się pogorszyła, na dodatek to, zdaje się, oprawa zintegrowana, której szczerze nie lubię. Co do wystawy pierwszych wydań - masz to u mnie:)

      Usuń
    7. Oprawa zintegrowana, powiadasz? Skoro mówisz, że tak się to nazywa, to być może tak jest. Mnie tam ona ani ziębi, ani grzeje, wolę skupić się na ubogaconej zawartości.
      Rozumiem, że skoro obiecujesz wystawę, mam się szykować też na mały wernisaż?:P

      Usuń
    8. Na wernisaż przynieś koreczki:P

      Usuń
    9. Do uszu? Doprawdy, nie musisz zapewniać też oprawy muzycznej, zwłaszcza kiepskiej jakości, wystarczy że będę musiała patrzeć na te okładki!:P

      Usuń
    10. Jak je zrobisz z miękkiego sera, to i do uszu się nadadzą, chociaż kwartet smyczkowy nie jest przewidziany w programie.

      Usuń
    11. Miękki ser? Czy Ty wiesz, ile to kalorii?! Z przekąsek teraz w grę wchodzi tylko rzodkiewka owinięta sałatą:P
      (A przy kwartetach smyczkowych nie zwykłam zatykać uszu)

      Usuń
    12. Rzodkiewka owinięta sałatą? To ma być uczciwy wernisaż z koreczkami z sera i tanim winem:P

      Usuń
    13. W takim razie rozważ transmisję internetową on-line! Będę Was (i okładki, i koreczki, i wino) oglądać, chrupiąc sałatę i popijając niegazowaną wodą mineralną:(

      Usuń
    14. Myślę, że na wernisaż zjadą telewizje ogólnokrajowe i będą nadawać live, więc na pewno nic Ci nie umknie:)

      Usuń
    15. Uf, ulżyło mi! A z nerwów zdążyłam już zjeść cały dzisiejszy przydział sałaty1:P

      Usuń
    16. No to został Ci jeszcze przydział rzodkiewek i wykałaczek?

      Usuń
    17. Mam wrażenie, że Twój staż w małżeństwie jest na tyle długi, że powinieneś dobrze wiedzieć, że kobieta na diecie to zła kobieta jest... Dobrze więc radzę, następnym razem zastanów się, zanim wspomnisz o wykałaczkach!:P

      Usuń
    18. W kwestii diet nic mi nie wiadomo:P Najwyraźniej moja żona a) ich nie stosuje albo b) nie jest podczas ich stosowania harpią z wykałaczkami:)

      Usuń
    19. Od razu harpią! Ok, może bardziej jadowitą niż zwykle żmiją, ale harpią?!
      Dziś w menu fasolka szparagowa, wykałaczek nie stwierdza się:P

      Usuń
    20. A u nas dziś poprawiny po urodzinowym pikniku. Z grillem:P Bez wykałaczek :P

      Usuń
    21. Pudło, złośliwcze. Grill nie rusza mnie ani trochę, albowiem nie przepadam. Urodziny sugerują też tort, a za nim nie przepadam jeszcze bardziej. Fasolka za to... mmm, mniam, mniam!:P

      Usuń
    22. To była informacja, nie złośliwość :P

      Usuń
    23. Ok, wobec powyższego dziękuję za informację i wyłącznie w trosce o Twoje bezpieczeństwo zwracam uwagę, że była ona podstępnie złośliwa!:P

      Usuń
    24. Och, no popatrz. Ta złośliwość to zapewne z nadmiaru grillowanych mięs wczoraj:P

      Usuń
    25. Zapewne! Proponuję więc, by na dzisiejszych poprawinach skupić się wyłącznie na odkażaniu:P

      Usuń
    26. Nie wiem, czy jubilatce zostały jakieś zapasy środków dezyfenkcyjnych:P

      Usuń
    27. Na pewno coś wynajdzie, nawet jeśli było przeznaczone na czarną godzinę. W każdym razie moim zdaniem sytuacja tego wymaga:P

      Usuń
  2. Mimo wszystko poszłaś w "erudycję"! :-) A książką jest świetna i muszę ją mieć! Oddałam swój egzemplarz w prezencie ale widać tak miało być, bo kupię sobie wydanie z kluczem, ha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W erudycję? Psiakrew, i znów statystyki siądą!:P
      I przyznaj się lepiej, że oddanie pierwszego wydania było działaniem podstępnym i perfidnym, podyktowanym wyłącznie chęcią stworzenia idealnego alibi dla nowego zakupu!:)

      Usuń
  3. Jedno z najbardziej ekscytujących odkryć związanych z "W starym kinie" to było "Kłamstwo Krystyny". Z kilkoma zaprzyjaźnionymi osobami z klasy rozmawialiśmy ze sobą kwestiami z tego wstrząsającego filmu. :)
    Nie miałam okazji jeszcze poznać Szczygielskiego w wersji dla dorosłych i myślę, że "Poczet królowych polskich" to dobry wybór. A Ina Benita na tym zdjęciu wygląda dosyć współcześnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, tego filmu nie pamiętam, ale w wolnej chwili (jak tylko ją dopadnę!) chętnie obejrzę, dziękuję:)
      U mnie "Poczet..." jako pierwszy dorosły Szczygielski sprawdził się bardzo dobrze, choć musiał odleżeć gdzieś rok, zanim dojrzałam do tego, by zmierzyć się z taką ilością stron:)
      Faktycznie, też uważam że zdjęcia Benity z powodzeniem można by zamieścić we współczesnej prasie. To się chyba nazywa "ponadczasowa uroda"!

      Usuń
    2. "Kłamstwo Krystyny" bez wątpienia zrewolucjonizuje Twój odbiór sztuki filmowej, a już zwłaszcza w kwestii niezwykle naturalnej gry aktorskiej. :D
      Myślę, że za dorosłym Szczygielskim zacznę się rozglądać dopiero po przeczytaniu dość opasłej "Omegi", którą nabyłam natychmiast po przeczytaniu recenzji Zacofanego w lekturze.
      Rzeczywiście, uroda Benity imponująca i ponadczasowa, ale i makijaż owszem, owszem. :)

      Usuń
    3. Gdyby nie to, że naprawdę bardzo, bardzo muszę bardzo, bardzo dużo pracować w ten weekend, czym prędzej rzuciłabym wszystko, aby obejrzeć Krystynę, która kłamała!:)
      "Omega" jest chyba jeszcze grubsza niż "Poczet..." - autor ma rozmach, bez dwóch zdań. A recenzja ZWL swego czasu mnie też mocno zachęcała; póki co twardo trzymam się jednak tego, że poczekam z tą lekturą, aż Starszy do niej dorośnie. Jeśli jednak i Ty popełnisz równie entuzjastyczny wpis, obawiam się, że mogę pęknąć:((
      Makijaż Iny Benity jest niczym przy makijażu, jaki miała na sobie pani lat około 20, która w minionym tygodniu w jednej z sieciowych perfumerii zachęcała mnie do nabycia "rewelacyjnego podkładu". Cud, że mogła poruszać ustami, bo przy takiej warstwie rozmaitych mazideł było to ewidentnie sprzeczne z prawami fizyki!

      Usuń
    4. Krystyna wymaga totalnego zatopienia się w filmowe dzieło i oderwania od prozy życia, więc najlepsze będą chyba wakacje.
      Może wygląd tej pani miał być poglądowa ilustracją, jak nie należy się malować, taki antymakijaż. :)

      Usuń
    5. Wakacje? Aż tyle to nie wytrzymam!:P
      Pani sprawiała wrażenie wielce zadowolonej ze swojego wyglądu, zaproponowała mi nawet zrobienie próbnego makijażu, tak abym mogła sprawdzić walory reklamowanego produktu. I wtedy - uwaga! - do akcji wkroczył Starszy, który rzucił okiem na panią, po czym wykrzyknął: "Mamo, nie rób tego, proszę!" Dobre mam dziecko, prawda?:P

      Usuń
    6. Wakacje gwarantują, że jeśli na drugi dzień po obejrzeniu Krystyny będą Tobą wstrząsać niepohamowane paroksyzmy, stanie się to w przyjaznym i wyrozumiałym środowisku domowym, nie w pracy. :)
      Wydaje mi się, że Starszym kierowało nie tylko przekonanie, że zastosowanie intensywnie polecanego produktu to nie jest dobry pomysł, biorąc pod uwagę wygląd pani promującej, ale też męski zakupowy instynkt samozachowawczy - próbny makijaż okraszony komentarzami i wskazówkami = minimum 20 minut nudnego czekania. :)
      PS
      Dzięki za wyszukiwareczkę na pasku, już nie raz zrobiłam z niej użytek. :)

      Usuń
    7. Hm, to cenna uwaga! Paroksyzmy w moim miejscu pracy nie są zbyt mile widziane, więc istotnie muszę odczekać:(
      Starszego rozgryzłaś doskonale - myślę, że oba powody w równym stopniu wpłynęły na głośność wydanego przez niego okrzyku:P
      PS. Polecam się na przyszłość; mam jeszcze sporo miejsca z boku, więc mogę wstawiać, co zechcesz:)

      Usuń
    8. Mam nadzieję, że okrzyk Starszego nie wywołał pęknięć w obfitej warstwie podkładu, otulającego pierzynką twarz tej pani. :)
      PS
      To ja poproszę jeszcze kalkulator, gadżet z fazami księżyca, aktualne kursy walut, horoskop ze szczególnym uwzględnieniem Barana, tabelę z przelicznikami produktów spożywczych (łyżki, szklanki na dekagramy), takie coś do zamieniania jardów i mil na metry, notowania giełdowe i kalendarz stuletni. :D

      Usuń
    9. Na szczęście Pani była solidnie zacementowana (podkład musiał być pod TYM względem rzeczywiście rewelacyjny!) i do pęknięć nie doszło; poprzestaliśmy na zgrzytach:)
      PS. Notowań giełdowych nie będzie, bo się nimi brzydzę. Pozostałe gadżety chętnie zaś zamieszczę, węsząc w tym okazję do wysforowania się na czoło listy najczęściej klikanych blogów:PP

      Usuń
    10. To rzeczywiście ciekawe, czy ona pod tym cementem była w stanie ruszać ustami, czy korzystała z ukrytego magnetofoniku z nagraniem. :) Zgrzyty mogły być wywołane awarią sprzętu. :)
      PS
      Wysforowanie bankowo pewne! :) Najpierw rozbestwisz użytkowników możliwością bezpłatnego korzystania z licznych gadżetów, a potem niepostrzeżenie wprowadzisz skomplikowany system subskrypcji. :P

      Usuń
    11. Magnetofonik wykluczam - pani była zbyt interaktywna!:P
      PS. System subskrypcji? To jest myśl! Ty w każdym razie możesz liczyć na zniżki w abonamencie:)

      Usuń
    12. Co mi tam, pierwszy miesiąc masz nawet gratis!:))

      Usuń
    13. W ramach rewanżu podejmuję się dystrybucji abonamentów. :)

      Usuń
    14. W takim razie pomyślimy jeszcze o jakiejś prowizyjce:P

      Usuń
    15. Cieszę się, że wzbudziłam u Ciebie aż taki entuzjazm! Gdyby nadal organizowano mityngi Amway'a, z pewnością natychmiast otrzymałabym propozycję poprowadzenia któregoś:P

      Usuń
  4. ZwL ambasadorem twórczości pana Sz. :-) I to jak widać ambasadorem wielce skutecznym. Ponieważ książki autora trafiły do czytania bez limitu, to jak tylko skończę drugi tom "Felixa ...", wezmę się za "Poczet ...". A że ta pierwsza też "krowa", to będę się czuł przygotowany :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się z własnej skuteczności i sam chyba nadrobię zaległości, bo jeszcze trzy mi zostały:)

      Usuń
    2. Akurat mnie do Pocztu namówiła koleżanka (która pewnie gorzko tego żałuje, bowiem nie spodziewała się, że jej książkę będę trzymać aż tak długo), ale oczywiście doceniam zaangażowanie kolegi ZWL:P

      Bazylu, która to pierwsza krowa, bo stado zbyt liczebne i lekko się pogubiłam?

      ZWL: które trzy? Mnie niespecjalnie pociągają "Bierki" (i to mimo zapowiedzi nowego, trzeciego już i z pewnością ulepszonego wydania), ale Farfocle chętnie bym wciągnęła, gdybym miała pod ręką jakiegoś szczęśliwego ich posiadacza.

      Usuń
    3. Młyn, Czarownica i Poczet mi zostały. Bierki mogłyby Ci się spodobać ze względu na sylwetkę Anny, ale nie namawiam. Farfocle są dobre, ale szału nie robią, Szczygielski jest średnio wiarygodny, gdy tworzy żeńskie narratorki.

      Usuń
    4. Młyna też nie czytałam, a za chwilę powinna pojawić się zwycięska w tym roku "Arka czasu" - myślę, że dla Starszego powinna być bardziej odpowiednia.
      A "Kallas" czytałeś? A "Za niebieskimi drzwiami"?
      Jeśli masz taki pogląd o wiarygodności tworzonych przez Szczygielskiego żeńskich narratorek, z pewnością zmartwi Cię informacja, że w Poczcie są wyłącznie żeńskie narratorki, a do tego aż dwie.

      Usuń
    5. "Felix ..." to pińcset drobnym :-)

      Usuń
    6. Nie wpadłabym; z nieznanych przyczyn wydawało mi się, że to takie cieniutkie książeczki, po 100-150 stron każda. Niedobrze, od grubych chwilowo mnie odrzuca:(

      Usuń
    7. Momarta: toś mnie złapała, spojrzałem na to, co mi stoi na półce:P A co do damskich narratorek, to mam nadzieję, że autor wyrósł już z etapu klonowania Bridget Jones, co mu średnio wychodziło.

      Usuń
    8. Nie zamierzałam przyłapywać, wyrażałam tylko zdziwienie, ale skoro już tak wyszło, to niech będzie.
      Te narratorki na pewno nie są sklonowanymi BJ, co to, to nie (choć Magda Król niemożebnie mnie irytowała, ale z innych przyczyn).

      Usuń
    9. Te, których nie mam, wypieram z pamięci:P Jest obawa, że bohaterki Farfocli też by Cię mogły irytować, ale jeśli sobie życzysz, to Ci pożyczę egzemplarzyk:)

      Usuń
    10. Muszę się nauczyć tej techniki, może dzięki jej regularnemu stosowaniu będę bogatsza?:P
      Magda mnie irytowała, ale zniosłam, więc może i te z Farfocli zmogę? Na pożyczkę reflektuję, choć chyba dopiero za jakiś czas, bo kolejka oczekujących dłuuuga (i mam na myśli tylko te pożyczone, niestety).

      Usuń
    11. Zdecydowanie można przyoszczędzić:) Listę z upragnionymi książkami wyciągam na wierzch tylko wtedy, gdy trzeba podać upragnione prezenty:) Farfocle poczekają, aż się ogarniesz z pozostałymi pożyczkami.

      Usuń
    12. To ja zacznę od jutra (właśnie zrobiłam internetowe książkowe zakupy, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że 90% to książki dla dzieci)!:P
      Mam nadzieję, że gdy nadejdzie już Dzień W Którym Się Ogarnę, nie będę miała tak strasznej starczej sklerozy, że na śmierć zapomnę o tym, że miałeś mi pożyczyć Farfocle:)

      Usuń
    13. Nie uspokajaj swojego sumienia dziećmi:P Straciłem wiarę w Dzień W Którym Się Ogarnę, ale życzę powodzenia i na pewno wrednie się wtedy przypomnę z Farfoclami, by zasiać zamęt w Twoje uporządkowane życie:P

      Usuń
    14. Uspokajanie sumienia dziećmi jest tą rzeczą w życiu, która wychodzi mi ostatnio najlepiej, więc dobrowolnie się tego na pewno nie pozbawię!
      Znam takich, u których Ten Dzień nie tylko nadszedł, ale i trwa, niczym dzień świstaka. U mnie jednak niestety zdaje się, że już kiedyś był, a szereg przesłanek wskazuje na to, że już nigdy więcej nie wróci...

      Usuń
    15. Nie traćmy nadziei, może uda nam się ogarnąć w okresie pomiędzy Dniem Gdy Dzieci Się Wreszcie Usamodzielnią a Dniem Gdy Zaczną Nam Podrzucać Wnuki Do Bawienia:PP

      Usuń
    16. Mi nie będą podrzucać, ja będę pracować do siedemdziesiątki, a jak dobrze pójdzie, to do siedemdziesięciu pięciu lat:( Znikąd nadziei!

      Usuń
    17. Podrzucać będą, co najwyżej będziesz mogła kolanem wypychać za drzwi:P

      Usuń
    18. Taaak, już to widzę:P

      Usuń
    19. Odpowiednia wizualizacja to połowa sukcesu:P Trenuj!

      Usuń
    20. Dziś nie mam już siły. Jutro też nie będę miała. Póki co, spróbuję zwizualizować sobie łóżko:P

      Usuń
    21. Zamiast wizualizować, po prostu się połóż:)

      Usuń
    22. Łatwiej napisać, trudniej wykonać. Poza tym położenie się to dopiero połowa sukcesu, trzeba jeszcze umieć zasnąć:(

      Usuń
  5. Coś na mojej półce Szczygielskiego poleguje, też dwa w jednym (poszła patrzeć...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w zasadzie jedno w jednym, tyle że z suplementem:)

      Usuń
  6. Les Farfocles. Piękna okładka. Panie żywcem z lat pięćdziesiątych. Rysunek w manierze starych żurnali. I to właśnie okładka mnie zauroczyła. No i ilustracje. Wydanie z roku 2009.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przez tę okładkę Farfocle też mnie pociągają, choć podobno (patrz wyżej): "szału nie robią". Daj się skusić i opowiedz, czy warto, to może zgęszczę ruchy i w tej dekadzie i ja przeczytam?:)

      Usuń
    2. Wykopałam z zapomnienia, leży na "wierchu". Jak nie ma szału, kiedy świat mody i te tamte różne, wątek sensacyjny i komedia romantyczna, i tajemniczy pustostan? Że o zdzieciniałej babci nie wspomnę. To szał jest i to jaki :D

      Usuń
    3. Cieszy mnie Twoje entuzjastyczne podejście:) Oczekuję więc w napięciu na wrażenia z lektury!

      Usuń
    4. Ta babcia mnie intryguje ;P

      Usuń
    5. Szczerze powiedziawszy, we mnie zapowiedź występowania w książce zdziecinniałej babci wywołuje raczej odruch obronny, ale może autor dał radę...

      Usuń