wtorek, 17 września 2013

R.A.Ziemkiewicz "Ognie na skałach", czyli o tym, że krzesanie ognia to trudna sztuka

W czasach, w których zaczynałam moją przygodę z fantastyką, przodującymi jej wydawcami w Polsce byli Prószyński i Supernowa. Miałam wtedy mnóstwo czasu, toteż czytałam znaczną część tego, co wydawali, a że byłam młodsza i mniej krytyczna niż teraz, podobało mi się niemal wszystko.
Były to także te czasy, kiedy nazwiska kolejnych autorów kojarzyły mi się wyłącznie z ich książkami; nie kierowałam się żadnymi uprzedzeniami, co – choć staram się tego nie robić – teraz niekiedy mi się zdarza.
Zastanawiam się, jak obecnie odebrałabym wydawane wtedy przez Supernową wczesne powieści Marcina Wolskiego i Rafała Ziemkiewicza. W owych czasach bowiem bardzo mi się podobały, zwłaszcza zaś „Agent dołu” (Wolskiego) i „Pieprzony los kataryniarza” (Ziemkiewicza).

Cóż, sporo się zmieniło. O ile Wolskiego przestałam czytać, gdyż doszłam do wniosku, że powoli i nieuchronnie popada w coraz większą grafomanię, o tyle Ziemkiewicz zaczął mnie irytować sobą, co rzutowało na mój odbiór jego książek.
Nie mam więc pojęcia w jaki sposób i dlaczego weszłam w posiadanie „Ogni na skałach” jego autorstwa, ale mam wrażenie, że gdyby nie stosikowe losowanie, raczej do tej pory tkwiłyby gdzieś w kącie.
I nie uważam, abym miała wówczas czego żałować.


Mdła. Taki przymiotnik nasuwa mi się jako najlepiej charakteryzujący tę lekturę.
W opowieści tkwił potencjał (choć przed jej napisaniem trzeba było odpowiedzieć na pytanie, jak ją poprowadzić, by nie popaść we wtórność), można było liczyć także na rzesze czytelników złaknionych pojawienia się w polskiej literaturze godnego następcy Wiedźmina (mniej więcej w tym samym czasie Jarosław Grzędowicz powołał do życia też Vuko Drakkainena), słowem: sukces murowany.
Pewnie dlatego na okładce pierwszego wydania, i to nie dodruku, wydawca napisał optymistycznie: „BESTSELLER”.
Hm. Jeśli do setek, o ile nie tysięcy wykupujących książkę czytelników zaliczyć i takich jak ja, można powiedzieć, że się udało. Pytanie tylko, czy o taki właśnie sukces chodziło.

Początkowo idzie nieźle. Pojawia się główny bohater, odpowiednio tajemniczy i waleczny Żegost, który „bywał jako zaciężnik i ochotnik w bitwach” (oj!), gustuje raczej w winie niż piwie (dobra nasza!), jest szybki i zwinny, a do tego obdarzony znakomitym instynktem. Już w pierwszym rozdziale padają też pierwsze trupy, pojawia się i mroczna tajemnica, i ukłon w stronę tych, którzy oczekują, że będzie o miłości. Po czym wszystko zdycha.
O ile dość dobrze pamiętam to, co działo się w pierwszym rozdziale (książkę czytałam niecałe dwa miesiące temu), o tyle zawartość wszystkich kolejnych (może poza ostatnim) pogrążyła się w mrokach mojej niepamięci. To chyba niedobrze, zważywszy na fakt, że może i mam sklerozę, ale jeszcze nie aż tak galopującą.
W środku zaś niby się dzieje – jest wyprawa, są dalsze trupy, pojawia się Ona, w grę ewidentnie wchodzi też magia, zaś nasz bohater co i rusz wymyka się śmierci; brakuje jednak napięcia, przez co czytelnikowi ciężko wykrzesać z siebie zainteresowanie lekturą. Być może dlatego, że w zasadzie połowie książki wie już jak mniej więcej historia się zakończy oraz jak potoczą się losy poszczególnych postaci.

Na okładce książki (nie mogłam się powstrzymać, czytanie blurbów to chyba uzależnienie) wydawca zamieścił opinię m.in. Jacka Dukaja, jakoby miała to być „fantasy dla wyrastających z fantasy”, odbijająca „w konwencji baśni (…) prawdy psychologii”.
Niewykluczone więc, że wszystko to moja wina, że ciągle jeszcze nie dorosłam i w świecie fantasy zachowuję się niczym przedszkolak. Jeśli jednak tak, to poproszę panią, by codziennie czytała mi „Ognie na skałach” podczas leżakowania. Dobranoc.

Rafał A. Ziemkiewicz „Ognie na skałach”, ilustracje Dominik Broniek. Fabryka Słów, Lublin 2005. 

101 komentarzy:

  1. Wczesne powieści Wolskiego wciąż mają swój urok, a Agent dołu to w ogóle wymiata. Niestety, potem autor zasłynął Polskim Zoo i popadł we wtórność, więc zarzuciłem znajomość. Ale to i owo z jego klasyków sobie nawet powtarzam czasem. A panią przedszkolankę poproś, żeby Ci czytała raczej Antybaśnie:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Agent dołu" tak życzliwie tkwi w mojej pamięci, że boję się sięgnąć po niego powtórnie, aby nie popsuć sobie dobrych wspomnień. Jeśli chodzi o twórczość Wolskiego, Polskie zoo to pikuś; spróbowałbyś poczytać którąś z powieści podobno sensacyjnych, masakra!
      Antybaśnie jako lektura podczas leżakowania odpadają - na ile pamiętam, są zbyt mało usypiające, a w leżakowaniu chodzi przecież o to, żeby zasnąć i żeby pani miała święty spokój, czyż nie?:P

      Usuń
    2. Agenta powtarzałem wielokrotnie, traci się niespodziewane zakończenie, ale i tak zabawa przednia:)
      Antybaśnie faktycznie efektu usypiającego nie dadzą, niech Ci pani Kanta poczyta :P

      Usuń
    3. Zamiast Kanta wystarczą "Ognie na skałach", w każdym razie poczynając od połowy drugiego rozdziału:)
      Może więc wrócę do Agenta. Kiedyś. Mam wrażenie, że podobało mi się też "Według świętego Malachiasza", choć pewna nie jestem i kompletnie nic nie pamiętam, poza tytułem:(
      Tak sobie też pomyślałam, że Wolski pasowałby do dyskusji pod ostatnim postem u Lirael - płodność doprawdy imponująca, niestety niewiele poza tym.

      Usuń
    4. Malachiasz też niezły. Co do wartości książek Wolskiego, to nie chce mi się schodzić z krzesła i liczyć, ale to, co mam na półce bez wątpienia jest bardzo przyjemną lekturą humorystyczno-sensacyjną, on się popsuł pod koniec lat 90., wszystko wcześniejsze jest jak najbardziej strawne.

      Usuń
    5. Ja zostawiłam tylko to, co wydawała jeszcze Supernowa, całą resztę (z rozpędu kupiłam parę książek) oddałam. Pamiętam jak dziś co sobie pomyślałam po przeczytaniu "Miejsca dla dwojga", ale nie zacytuję, bo to niecenzuralne:P

      Usuń
    6. Ja się zniechęciłem na etapie ostatnich książek dla Supernovej, Pies w studni już mnie ominął. W drodze po herbatkę zatrzymałem się przy półce, mam jakieś 10-12 niezłych Wolskich.

      Usuń
    7. Jak dla mnie to tylu niezłych nie napisał, może masz dublety?:P
      Psa w studni mam, ale kompletnie nic nie pamiętam. Chyba muszę przemyśleć stopień zaawansowania mojej sklerozy; kto wie, może i jest galopująca?

      Usuń
    8. Nie każ mi jeszcze tytułów wypisywać, ale skoro jeszcze stoją na mojej półce, to musi coś w nich być, szczególnie że większość czytałem po kilka razy:) Taki Matriarchat albo Świnka - bardzo przyjemne rzeczy.

      Usuń
    9. Matriarchat i Świnka to zdaje się słuchowiska - jeśli tak liczysz pozycje, to faktycznie uzbiera się 10 czy 12:)
      Zastanawiam się jak to możliwe, żeby z inteligentnego autora, piszącego fajne rzeczy, stać się osobą, która klepie, jedna za drugą, grafomańskie wtórności?

      Usuń
    10. Nie wiem, czy najpierw były słuchowiska, czy teksty, ale czyta się świetnie, to są inteligentne i zabawne rzeczy. Po dwudziestej którejś powieści mało kto nie wpada we wtórność i nie zaczyna powielać własnych pomysłów, a jak jeszcze do tego dojdzie polityka, to już w ogóle.

      Usuń
    11. Ta wtórność to moim zdaniem bardziej w stosunku do czyichś, a nie swoich dzieł. A to jedno jest polskim "Dniem szakala", a to drugie polskim Danem Brownem, przy czym o ile pierwowzory czyta się nieźle, o tyle przy dziełach MW zęby bolą.
      Bardziej chodzi mi właśnie o tę inteligencję, której też autorowi nie odmawiam. Jak mu się udaje tak bardzo ukrywać jej istnienie? To doprawdy zadziwiające.

      Usuń
    12. Pożegnałem się z MW, kiedy zaczął zjadać własny ogon, może dopiero potem przeszedł do zjadania cudzych:P Ewakuowałem się w porę, zachowując miłe wspomnienia i kilka fajnych książek na półce. Taką za to Ekspiację mam na półce od lat równo siedmiu i niedawno wystawiłem do wymiany, żeby sobie nie psuć wrażeń.
      Ukrywanie inteligencji nie jest chyba bardzo trudne, szczególnie jeśli się bardzo chce:D

      Usuń
    13. Postępowanie z Ekspiacją ze wszech miar słuszne, mnie wielce zniesmaczyła.
      Nie wiem czy masz jakieś osobiste doświadczenia związane z ukrywaniem inteligencji, ale ja, mimo że czasem bardzo się staram, nie umiem przejść z etapu udawania blondynki do udawania głupiej blondynki. Ale to być może mój defekt osobniczy:(

      Usuń
    14. A widzisz, znaczy miałem nosa co do Ekspiacji:)
      Tak myślę, czy mi się zdarzyło udawać brak inteligencji, czy raczej dochodziło do samoistnego obnażania jej braku, hmm:P i już wiem, na szkoleniu BHP, które trwało sześć godzin, bardzo starannie mi się udało ukryć wszelki ślad inteligencji.

      Usuń
    15. Czyżby przejawiło się to w tym, że robiłeś notatki?:P

      Usuń
    16. Też. Ale poza tym starałem się unikać zadawania pytań (bo to oznaka inteligencji, prawda?) i nie skłaniać pana do przedłużania wywodów. Widać mi się udało, bo machnął ręką na wyjaśnianie mi kwestii dopuszczalnych ciężarów przenoszonych sporadycznie i włączył film o pierwszej pomocy:P

      Usuń
    17. E, jak dla mnie jesteś w tym zakresie tak samo zdefektowany jak ja, bowiem wykazałeś się w ten sposób wyłącznie sprytem i doświadczeniem życiowym, a nie brakiem inteligencji.
      A filmy o pierwszej pomocy uwielbiam pasjami.

      Usuń
    18. W życiu nie wykazałem się życiowym sprytem, więc dzięki za komplement. Film był z końca lat 80., kręcony w stylu serialu "W labiryncie", miodzio:D

      Usuń
    19. Takie filmy są najlepsze:) Niestety, u nas na ostatnim szkoleniu prezentowano wyłącznie nowoczesne wersje, do tego niekiedy zagraniczne:(

      Usuń
    20. U nas skansen kompletny, stare wideo i telewizor niemalże Rubin :)

      Usuń
    21. niezly byl wcozraj w Swiat sie kreci...bardzo ciekawy temat poruszyl..fajny program

      Usuń
    22. ZWL: to niesprawiedliwe, nasz pan behapowiec jest stanowczo zbyt nowoczesny, bo urządził coś w rodzaju multimedialnego pokazu. Tym samym odpadła ostatnia przyczyna, dla której gotowi byliśmy wytrzymać podczas całej imprezy.

      Anonimowy: niestety, nie oglądam telewizji, ale nie przypuszczam, by jakiekolwiek publiczne wystąpienia pana Ziemkiewicza mogły obecnie wzbudzić moje zainteresowanie.

      Usuń
    23. U nas skansen, że się powtórzę. Pan urządził niedawno godzinną pogadankę o podnoszeniu ciężarów zamiast rozesłać wszystkim wytyczne mailem:P Technika szwankuje.

      Usuń
    24. Szczerze powiedziawszy, zamiast mojego nowoczesnego pokazu wolałabym godzinną pogadankę, gdyby tylko jednocześnie zapewniono mi w pracy takie warunki, o jakich tak płomiennie opowiadają behapowcy. Nie mam przy tym wygórowanych oczekiwań: ot, wystarczyłoby wyprofilowane, a nie rozpadające się krzesło oraz możliwość ułożenia rąk podczas pisania na klawiaturze w pozycji ergonomicznej:P

      Usuń
    25. Się zachciewa, doprawdy:P U nas profilowane fotele są, co prawda, ale takiego sortu, żeby za wygodnie nie było, a podkładki pod mysz z oparciem dla nadgarstka mus sobie kupić we własnym zakresie.

      Usuń
    26. I tak oto objawił nam się idealny przykład nierównego traktowania w zatrudnieniu: nam puszczają nowoczesne filmiki, na których jest wszystko (chcą nas wkurzyć, jak nic), a wam stare, na których nie ma nic (dopieszczają was, pokazując że mogło być gorzej, a tu proszę, jaki dobry pracodawca!)

      Usuń
    27. Dobry pracodawca zainteresowałby się tym, że szkolenie BHP trwa osiem bitych godzin, chociaż mogłoby się zakończyć po dwóch.

      Usuń
    28. O nie, nie, mój drogi. Pretensje nie do pracodawcy, a do ustawodawcy, który określa ramy szkoleń bhp. I tak powinieneś się cieszyć, że jako pracownik administracyjno-biurowy łapiesz się na takie jednodniowe, nie zaś dwudniowe, jak niektórzy nieszczęśnicy.

      Usuń
    29. Cieszę się, że otworzyłam Ci oczy na prawdziwą prawdę. Tylko co ja z tego będę miała?:P

      Usuń
    30. Satysfakcję moralną rzecz jasna:P

      Usuń
    31. Takiej właśnie odpowiedzi się po Tobie spodziewałam. Nic to, za 15 lat wezmę swoją satysfakcję moralną pod pachę i przywlokę się do Ciebie, żebyś spróbował wygładzić mi nią garba, którego się przez ten czas niewątpliwie nabawię na moim nieergonomicznym stanowisku pracy.

      Usuń
    32. Garba to się dostaje od ciężkiej pracy, a nie od niewinnego mebla:P Wnioski wyciągnij sama:D

      Usuń
    33. Póki co, ja od ciężkiej pracy po nocach dostaję tylko worów pod oczami. Jak sięgną pleców, będą mogły robić i za garba:( I daruj sobie wniosek o treści "idź spać", bo nie ręczę za siebie.

      Usuń
    34. Jestem ostatnią osobą, która kazałaby Ci iść spać. Robota musi być zrobiona, niestety. Też tak mam, tylko wory pod oczami jakoś mnie omijają:P

      Usuń
    35. No tak, nie można być jednocześnie i pięknym, i inteligentnym:P
      Jeśli kiedykolwiek osiągnę stan, w którym moja robota będzie "zrobiona", pospieszę donieść, ale nie sądzę, aby nastąpiło to w tym stuleciu...

      Usuń
    36. A nie pociesza Cię myśl, że do emerytury coraz bliżej, choć nadal 30 lat? :))

      Usuń
    37. Jeśli podejść do tego filozoficznie, to owszem, budujący jest fakt, że oto mam pewien stały, niezmienny punkt w swoim życiu:P

      Usuń
    38. W taki dzień, jak dziś, to tylko podchodzić filozoficznie :P

      Usuń
    39. Jeśli chodzi Ci o pogodę, to u nas filozoficznie było wczoraj, zaś dziś jest tak, że nic, tylko natychmiast brać sprawy w swoje ręce!:P

      Usuń
    40. Brać sprawy we własne ręce? W sensie, że za łopaty i do odśnieżania? :P U nas ta filozofia zapowiada się na dłużej:D

      Usuń
    41. W sensie, że świeci słońce i teoretycznie człowiekowi powinny skrzydła urosnąć. Niestety, moje zostały skutecznie podcięte przez wizję obowiązkowego uczestnictwa w dzisiejszym festynie przedszkolnym (nienawidzę!)

      Usuń
    42. Czymże jest wizja festynu w porównaniu z wizją trzecioklasistki, która wróci do domu z pierwszą pałą w życiu za brak pracy domowej? To będzie epokowe wydarzenie połączone z piętrową histerią, gdy superrodzice przeprowadzą pogadankę o odpowiedzialności i przestawieniu się wreszcie w tryb szkolny:P

      Usuń
    43. Nie to żebym się licytowała, ale ja już we wtorek byłam w szkole wezwana w pilnym trybie przez zaniepokojoną panią wychowawczynię ("czy on w domu też taki rozkojarzony? czy pani czasem pyta go, co mają zadane? czy on też nie słucha, co pani do niego mówi?"). W razie potrzeby służę więc konspektem stosownej pogadanki:PP

      Usuń
    44. Podejrzewam całkowity brak motywacji wywołany zmianą wychowawczyni. A konspekt poproszę, mam nadzieję, że jest w nim odpowiednia ilość grzmiących okrzyków i szantażu:P

      Usuń
    45. Grzmiące okrzyki? Szantaż? W XXI wieku, w czasach wysypu publikacji na temat psychologii stosowanej?
      Nic z tych rzeczy, oczywiście. Kojącym głosem zapewniasz dziecko, że jesteś, wspierasz, kochasz i wszystko rozumiesz, po czym na zakończenie dobitnie i bardzo wyraźnie oświadczasz, że dajesz mu 3 dni, a w razie braku poprawy urządzasz szlaban na komputer, telewizor i konsolę:PP

      Usuń
    46. A co jeżeli dziecko już ma skonfiskowany szósty tom Kosika i do odwołania ma nie być prowadzane do biblioteki? (swoją drogą, doczekałem się - brak wyjścia do biblioteki najdotkliwszą z kar:PP) Zostają już tylko kojące zapewniania o wsparciu, a za kulisami zastrzyki z nerwosolu :(

      Usuń
    47. Tylko uważajcie z tym nerwosolem, bo po przedawkowaniu możecie nadmiernie zobojętnieć i zaniedbać dziecko wychowawczo:P
      U mnie niestety od czasu wakacji dziecko trzeba zmuszać do samodzielnej lektury (czyt.: kojącym głosem zachęcać, by sięgnęło po książkę, przytaczając szereg rzeczowych argumentów), wobec czego konfiskata książki zostałaby niewątpliwie potraktowana jako zachęta do jeszcze większego głuchnięcia, ślepnięcia i posiadania pędu ku wiedzy wiadomo gdzie:(

      Usuń
    48. Konfiskata lektury stanowiła broń ostatniej szansy w walce o naukę tabliczki mnożenia do pięćdziesięciu:P Bo dziecię zostawione samopas z kretesem przewaliło sprawdzian. A teraz nawet 4x9 jej niestraszne.
      Muszę kupić więcej nerwosolu, skoro jest szansa na zobojętnienie :D

      Usuń
    49. Z czym jak z czym, ale z mnożeniem Starszy nie ma problemów. Najlepiej zaś wychodzi mu mnożenie kwoty kieszonkowego przez ilość zaległych dni:(
      A jeśli chodzi o nerwosol, to może lepiej przed zażyciem przeczytaj ulotkę, co? (Ja tak tylko w trosce o dobro Twojej rodziny, jako podstawowej komórki społecznej:P)

      Usuń
    50. Kieszonkowe nie jest wypłacane, to może stąd kłopoty z mnożeniem, hmmm... Nerwosol się stosuje na nerwice okresu przekwitania, to jak raz pasuje :P

      Usuń
    51. Oddaj szybko dziecku Kosika i wypłać kieszonkowe wraz z odsetkami oraz zadośćuczynieniem za straty moralne, zobaczysz jak od razu podciągnie się z matmy!
      A o fragment ulotki chodziło mi raczej inny, ale cóż, z pewnością Ty lepiej znasz swoje potrzeby:P

      Usuń
    52. Chwilowo jednak pozostanę przy szantażowaniu nieoddaniem lektury, dziecku za bardzo zależy na poznaniu ciągu dalszego, żeby się opierało:P
      A co do nerwosolu, to jeśli myślimy o tym samym fragmencie ulotki, to badania kliniczne nad lekiem musiały pójść do przodu, bo niegdyś takich ostrzeżeń nie było:P

      Usuń
    53. Rób jak chcesz, ale pamiętaj że odsetki stale rosną, a i ich kapitalizacja nie jest wykluczona!:P
      Najwyraźniej kiedyś za treść ulotki były odpowiedzialne wyłącznie żony nadmiernie aktywnych mężów, teraz zaś zlecono jej opracowanie drugiej stronie:P

      Usuń
    54. U nas kieszonkowe w ogóle nie było wprowadzone, więc karne odsetki nam nie grożą:P Kiedyś się piło brom, teraz nerwosol, to się nazywa postęp medycyny:D

      Usuń
    55. Jak na moje oko, właśnie skoro kieszonkowego nie wprowadzono, to tym bardziej grożą wam odsetki. Ale spoko, nie karne, tylko ustawowe:)
      O takim wykorzystaniu bromu szczerze powiedziawszy do tej pory nie słyszałam. Od dziś będę jednak zupełnie inaczej patrzyła na wierszyk o Stasiu Pytalskim; ten Brzechwa to chyba faktycznie nie dla dzieci...

      Usuń
    56. W zamierzchłych czasach ponoć żołnierzom do zupy dolewano bromu:P

      Usuń
    57. Internet mówi, że to czasy to nie takie znowu zamierzchłe. Myślisz, że teraz niezbędnym składnikiem żołnierskiej grochówki stał się nerwosol?:P

      Usuń
    58. Nerwosol za łatwo wywąchać, pewnie dalej w użytku brom z zapasów po Układzie Warszawskim:))

      Usuń
    59. Tak, w ten sposób dałoby się nawet wiele wytłumaczyć. Skutki uboczne zażywania przeterminowanego bromu, i tyle. Ta afera korupcyjna w wojsku, o której teraz donoszą media, z pewnością jest jednym z nich.

      Usuń
    60. Może w ramach afery wyprzedali ten brom, stąd te niepokoje :P

      Usuń
    61. To na pewno zmasowana akcja wrogich służb zmierzająca do eksterminacji narodu polskiego!:P

      Usuń
    62. Bez wątpienia, trzeba dać odpór :D

      Usuń
    63. Będę trzymać za Ciebie kciuki; ja mam kategorię "D".

      Usuń
    64. Ja coś koło tego, w sam raz, żeby oddział partyzancki założyć:P

      Usuń
    65. I jesteś pewien, że tego właśnie potrzebuje naród polski?:P

      Usuń
    66. Jakaś część na pewno. I obawiam się, że może to być całkiem pokaźna część:(

      Usuń
    67. Jak pokaźna część, to ja chyba nie dam rady. Zwłaszcza, że zima idzie i niekoniecznie chciałabym spędzić ją w lesie:P

      Usuń
    68. Bo na zimę zajmuje się kwatery w stodole u zaprzyjaźnionego gospodarza, z wyszynkiem, wiktem i opierunkiem :D

      Usuń
    69. Taak, zakwaterowanie w stodole powinno sprzyjać powodzeniu tej akurat partyzanckiej misji:P

      Usuń
    70. Stodoła jest dobra na wszystko :P

      Usuń
    71. Najpierw misja partyzancka, a potem naprędce trzeba przerabiać stodołę na dom weselny? To rzucałoby nowe światło na ten polski trend architektoniczny:P

      Usuń
    72. Od zawsze wiejskie wesela odbywały się po stodołach, że choćby Nad Niemnem przywołam, więc jest to nie tylko trend, ale wręcz piastowska tradycja :P

      Usuń
    73. I od razu widać, które z nas ma solidne historyczne wykształcenie!:P

      Usuń
    74. Tak, tak, historię stodół i ich wykorzystania od czasów prehistorycznych mam w małym palcu:P

      Usuń
    75. Rozumiem, że właśnie temu tematowi zamierzasz poświęcić rozprawę habilitacyjną?:PP

      Usuń
    76. Jest to jakaś koncepcja, szczególnie że w dzieciństwie bawiłem się w stodole dziadka, więc temat mi bliski :P

      Usuń
    77. Ja bawiłam się na strychu, ale podejrzewam, że w to samo:P
      Gdy rozprawa będzie już gotowa, to proszę ująć mnie - jako inspiratorkę - w przypisach!

      Usuń
    78. Myśmy się bawili w chowanego i skoki z siana:P
      Będziesz miała osobne podziękowania pod koniec wstępu, jak to bywa w pracach naukowych.

      Usuń
    79. Tak, tak, my też w chowanego:)) I w Tarzana, bo na strychu wisiały sznury do suszenia prania.
      Osobne podziękowania? Już nie mogę się doczekać, te 10-15 lat powinno zlecieć jak z bicza strzelił!:P

      Usuń
    80. Tyle się zejdzie, bo mus dzieci usamodzielnić, ale za to dzięki własnym doświadczeniom odpadną dodatkowe badania terenowe:P

      Usuń
    81. No nie wiem, warto byłoby zakończyć pracę efektownym nawiązaniem do współczesności. Przypominam, że za te 10-15 lat własne doświadczenia będą miały około pół wieku:P

      Usuń
    82. Czyli już będą źródłem historycznym. To i kwerenda źródłowa odpadnie. Same korzyści z tych stodół:))

      Usuń
    83. Zawsze twierdziłam, że podstawą sukcesu jest własne bogate doświadczenie życiowe!

      Usuń
    84. Albo umiejętne żerowanie na cudzym, przedstawianym jako własne :P

      Usuń
    85. E, to zawsze kiedyś rypnie. U mnie w komentarzach przejdzie, ale na habilitację może być za mało:P

      Usuń
    86. Heh, jakie profesury w tym kraju oparte są na cudzych doświadczeniach! Jedna habilitacja to w ogóle umknie w tłoku:P

      Usuń
  2. Pisać na okładce pierwszego wydania, że to bestseller, to już hucpa.
    Pan Rafał A. Ziemkiewicz chyba poszukuje gatunku dla siebie: fantasy, powieść obyczajowa ("Ciało obce" dość mi się podobało), polityczna... Ma rozmach.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, od razu hucpa. Pozytywne nastawienie i tyle:))
      "Ciało obce" mam od kilku miesięcy w domu, wciśnięte przez kolegę, który twierdzi, że absolutnie muszę to przeczytać. Na razie nie mogę się zmusić, ale skoro piszesz, że da rady, to może spróbuję.
      Nie wiem czy Ziemkiewicz poszukuje gatunku; ostatnio mało mnie interesuje to, co pisze. Kiedyś kojarzył mi się niemal tylko z fantastyką, teraz niestety tylko z chamstwem.

      Usuń
    2. Da rady, powiedziałabym, że czyta się nawet dobrze.
      Mnie ten pan też nie interesuje, Ciało przeczytałam tylko dzięki namowom przyjaciółki, dawne dzieje. Czasem docierają do mnie w łże-prasie odpryski jego postulatów - nie sposób przejść koło tego obojętnie.

      Usuń
    3. W takim razie porzucę planowany wariant przeczytania streszczenia i oddania książki bez jej czytania, za to z jednoczesnym wypowiedzeniem paru gładkich zdań:)

      Usuń
    4. Będzie gruba kreska, ale źle nie jest. Trafiły się nawet zabawne fragmenty.

      Usuń
    5. To może nawet uda mi się przeczytać ją (i oddać) w tym roku?:)

      Usuń
    6. Ja RAZa czytywałem raczej niefantastycznego, a i to bez specjalnych uniesień. Jeśli chodzi o "Ciało ...", to jeśli kilka moich słów pomoże Ci podjąć decyzję, to proszę :D

      Usuń
    7. I bądź tu mądry, człowieku:( Wygląda na to, że ulotność dzieł RAZa jest ich cechą charakterystyczną i wyróżniającą.
      Wzmianka o wątku politycznym bardzo silnie odrzuca mnie jednak od tej książki. W razie czego, mogę przedstawić koledze Twoje wrażenia z lektury jako własne?:P

      Usuń
    8. Oczywiście, że możesz. Ale ewentualne psioczenie na poziom opinii przyjmujesz na własną klatę, bo ja strasznie źle znoszę krytykę :D

      Usuń
    9. Psioczenie jest jak w banku, chyba że wyrażę opinię bezsprzecznie entuzjastyczną, a nie sądzę że byłoby to możliwe, nawet gdybym osobiście przeczytała dzieło. Z potoku słów wyłowię więc tylko te nacechowane pozytywnie i je właśnie przekażę, choćby miały to być wyłącznie spójniki!:P

      Usuń
  3. Ja poznałam tego pana wyłącznie poprzez cytaty zachwyconych blogerek, które w mojej ocenie wystawiły mu jak najgorsze świadectwo. I choć generalnie staram się dawać ludziom drugą szansę to poziom agresji, napastliwości i chamstwa wyklucza ugruntowane przyzwyczajenia. Marcina Wolskiego i jego 60-tkę na godzinę wspominam z sympatią i nostalgią, te występy o posmaku podziemia, te kasety magnetofonowe cudem zdobyte, kojarzę jego osobę z Federowiczem, Kryszakiem, Zaorskim. Niestety pewna przypadkowa wypowiedź po latach w szklanym okienku spowodowała, iż oddzieliłam grubą kreską Wolskiego z czasów kabaretu 60-minut na godzinę, od dzisiejszego Marcina Wolskiego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, w pełni podzielam Twoje zdanie. W przypadku najnowszej twórczości obu tych autorów odnoszę wrażenie, że są czytani i zachwalani niejako "z klucza", tj. przez sympatyków określonej opcji politycznej. O ile jednak np. w przypadku Rymkiewicza widzę pole do dyskusji na temat walorów literackich jego dzieł, o tyle w tych dwóch przypadkach widzę tylko czarną dziurę.
      (No, teraz wreszcie mam u siebie komplet stałych komentatorów, hura!:))

      Usuń
    2. Cała przyjemność po naszej stronie :) Komentować twoje wpisy to sama radość

      Usuń