niedziela, 12 maja 2013

Pierwsza Komunia Święta, czyli FAQ


Kiedy zaczęłam zastanawiałam się czy o tym pisać, postanowiłam zrobić to od razu, albo nigdy. Im więcej myślenia, tym myśli bardziej uładzone, a w tym przypadku to szkodzi.
Więc oto jestem. Drzwi za ostatnimi gośćmi zamknęły się przed pół godziną.
Przedstawiam podręczne vademecum, niezbędnik dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą w co wdepnęli, małe FAQ.

Czym jest Pierwsza Komunia Święta (dalej jako: PKŚ)?

Pierwsza Komunia Święta jest masową imprezą, w której uczestniczą wszystkie dzieci w Polsce, które zostały ochrzczone w kościele rzymskokatolickim. Dzieci chrzci się natomiast po to, aby mogły przystąpić do komunii i dostać prezenty oraz wziąć ślub w białej sukience (dziewczynki).

Co należy zrobić, aby dobrze przygotować się do PKŚ?

Co najmniej rok przed imprezą:
- trzeba zarezerwować lokal, najlepiej taki, w którym organizuje się wesela i który w okolicy jest uważany za prestiżowy;
- trzeba zamówić fotografa lub/i kamerzystę, który będzie dokumentował przebieg imprezy oraz odbędzie z dzieckiem indywidualną sesję fotograficzną w plenerze.

Co najmniej pół roku przed imprezą:
- trzeba udać się z dzieckiem do krawca, aby wziąć pierwszą miarę na taki strój, którego nie będą miały inne dzieci i który sprawi, że wszystkim na imprezie oko zbieleje. Wprawdzie pojawią się sugestie, że wszystkie dzieci powinny przystąpić do komunii w jednakowych strojach (tzw. albach), jednak należy je zignorować, jako całkowicie bezsensowne i niedostosowane do potrzeb przeciętnego Polaka. Następnie, co miesiąc, aż do daty imprezy, należy udawać się na kolejne przymiarki;
- trzeba ustalić listę gości. Przy doborze gości należy kierować się przede wszystkim kryterium zamożności oraz przydatności. W razie problemów z osiągnięciem wymaganej liczby minimalnej (tj. około 30 osób), trzeba rozważyć dopełnienie listy gośćmi mniej wartościowymi.

Co najmniej trzy miesiące przed imprezą:
- należy zamówić indywidualne zaproszenia, koniecznie ze zdjęciem przystępującego do PKŚ dziecka. Jeśli uda się wkomponować w tło kielich mszalny lub hostię – dobrze, jeśli nie – trudno, w końcu nie one są tu najważniejsze.

Co najmniej dwa miesiące przed imprezą:
- należy rozesłać zaproszenia wraz z dołączoną do nich listą prezentów, opracowaną przez rodziców przy niewielkim udziale dziecka. Listę należy dobrze przemyśleć. Niedopuszczalne jest opracowywanie listy o charakterze ogólnym; najbardziej pożądane jest określenie konkretnych marek poszczególnych produktów oraz honorowanej listy sklepów, w których możliwe jest dokonanie zakupów. Na dole listy niezbędne jest zamieszczenie dopisku: dodatkowe prezenty w gotówce mile widziane.
- należy zakupić niezbędne dekoracje do domu: komunijne wstążki, komunijne balony, gipsowe aniołki, sztuczne girlandy białych róż;
- należy ostatecznie ustalić menu komunijne.

Co najmniej miesiąc przed imprezą:
- należy zarezerwować fryzjera dla matki i dziecka (dotyczy dziewczynek). Rezerwacja powinna obejmować co najmniej jedno próbne czesanie;
-   należy zarezerwować kosmetyczkę dla matki i dziecka (dotyczy dziewczynek). Jeśli dziecko nie ma jeszcze przekłutych uszu, jest to ostatni moment aby nadrobić ten brak. Można także zacząć zastanawiać się nad kolorem tipsów dla dziewczynki;
- należy zamówić tort. Najlepiej piętrowy i ze zdjęciem lub figurką dziecka (patrz uwagi dotyczące zaproszeń).
- należy zakupić sukienkę dla matki oraz garnitur dla ojca. Przy wyborze konkretnych modeli przydatna będzie orientacja w najnowszych trendach weselnych. W przypadku pań wskazane są połyskliwe materiały, duże dekolty, sukienki bez ramion oraz głębokie mini. Nie należy przy tym kłopotać się faktem, że część imprezy niestety odbywa się w kościele - to przecież w zasadzie najmniej istotny jej fragment, chodzi o to, aby dobrze wyglądać w restauracji!

Co najmniej dwa tygodnie przed imprezą:
- należy zamówić świeże kwiaty;
- goście powinni dokonać ostatecznego potwierdzenia przybycia oraz wyboru pozycji z listy prezentów, tak aby Wasze dziecko nie zostało postawione w kłopotliwej sytuacji, w której po komunii zostanie np. bez tabletu;
- czas na naukę chodzenia w butach na obcasiku (dotyczy dziewczynek);
- należy odebrać od krawca zamówiony wcześniej strój.

Co najmniej tydzień przed imprezą:
- czas na pierwsze próbne czesanie oraz próbny makijaż;
- czas aby dziecko zaczęło chodzić w pantoflach, aby je rozchodzić (dotyczy chłopców).

Czy można zrobić coś jeszcze, aby przygotować się do PKŚ?

Tak, można. Można chodzić z dzieckiem do kościoła, najlepiej co niedzielę. Nie jest to jednak konieczne, bowiem bez względu na to, co będą w kościele mówić na początku roku szkolnego i tak do komunii zostaną dopuszczone wszystkie dzieci, także te, które nie były na żadnej niedzielnej mszy świętej oraz nie umieją żadnych modlitw. Poza tym, skoro uczą religii w szkole, to powinno wystarczyć, czyż nie?

Co zrobić, jeśli nasze dziecko zapyta nas, dlaczego dostało tylko 300 złotych i Biblię, podczas gdy inni dostali laptopy, nowe komórki i po co najmniej 3500 złotych?

Należy uderzyć się w piersi i powiedzieć, że na bierzmowanie zrobimy mu taką imprezę, że kolegom oczy zbieleją! Uwaga! Teraz jest dobry moment, by zarezerwować odpowiedni lokal!

Niniejszy poradnik został opracowany wyłącznie na podstawie osobistych obserwacji, czynionych skrzętnie przez cały miniony rok.  

81 komentarzy:

  1. Małe sprostowanie:"Pierwsza Komunia Święta jest masową imprezą, w której uczestniczą wszystkie dzieci w Polsce, które zostały ochrzczone w kościele rzymskokatolickim." - a nie wszystkie!

    Niektórzy rodzice widząc, że dziecko męczy się w szkole na religi w pierwszej klasie i wciąż marudzi kolorując zeszyt ćwiczeń, pytają go w wakacje: Czy chcesz chodzić w II kl. na religię? Dziecko odpowiada: NIE!!!
    - Nie pójdziesz w związku z tym do komunii - mówią rodzice.
    - Eee ale ja chciałbym dostać laptopa na komunię.
    - Laptopa nie dostaniesz, najwyżej obrazek z Panem Jezusem, bo komunia to coś zupełnie innego (tu zaczyna się mowa o co w tej komunii chodzi).
    - aaa to ja nie chcę... - mówi dziecko.
    Tym sposobem dziecko na religie nie chodzi, mówi wszystkim dookoła, że jak będzie starszy to może przystąpi do komunii, ogląda program "ZIARNO"(uwielbia go) i mówi, że coraz bardziej wierzy w Boga... A koledzy? Koledzy dziecku zazdroszczą bo nudzą się straszliwie na religii (fatalny n-l)..
    Tak też można....
    A ten cały cyrk z I Komunią... z tego powinny się rodzice spowiadać moim zdaniem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby się spowiadać, trzeba cokolwiek z tego rozumieć.
      Masowość zgubi (już zgubiła?) Kościół w Polsce. Widać to gołym okiem, ale zdaje się że niespecjalnie to kogokolwiek interesuje.
      Sprostowanie przyjmuję, z lekkim tylko niedowierzaniem. Mój się na religii nie nudzi (choć uważam, że nie powinien chodzić na nią w szkole), więc taki pomysł nie przyszedł nam do głowy. Należy on jednak do gatunku dość odważnych:)
      Czasem żałuję, że w mojej pokręconej rodzinie nieodlegli przodkowie, mając do wyboru dwa funkcjonujące równolegle wyznania (rzymskokatolickie i ewangelickoaugsburskie), wybrali akurat to. Protestancka konfirmacja jakoś bardziej bowiem do mnie przemawia; może dlatego, że nie widzę jej z tak bliska, jak komunii?

      Usuń
  2. Czeka mnie za rok- jako podwójną chrzestną. Przejrzawszy uważnie cały katalog doszłam do wniosku, że czeka mnie jedynie;1) złożenie wniosku kredytowego w banku celem pozyskania środków na zakup prezentów z listy; myślę, że mile byłyby widziane np dwa laptopy (ups.. tablety), zakup sukienki, zakup butów, dodatków, wczasy odchudzające i serię ćwiczeń z osobistym trenerem, aby w tę mini się wbić, zestawy dietetyczne na cały rok. Czyżbym o czymś zapomniała?
    Matka chrzestna nie potrzebuje chyba zaświadczenia, że na matkę chrzestną się nadaje, skoro uzyskała je już raz podczas chrztu? który wspominam, jako koszmarne przeżycie, bo sama go organizowałam (dobra ciocia). A ty kochana ciesz się, że jesteś po, z drugim dzieckiem pójdzie jak z płatka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Laptop nie wyklucza tabletu, moja droga:) A Twoja lista bardzo dobra, widać że przeczytałaś post ze zrozumieniem, gratuluję!:P
      Zaświadczenie istotnie, nadal aktualne (kto by się tam przejmował takimi drobiazgami, skoro i tak wszyscy chętni pójdą do komunii?).
      Co do drugiego dziecka - nawet mi nie przypominaj! Aktualnie jestem pogrążona w głębokiej rozpaczy, że nie urodziłam bliźniąt! Raz i już. Poza tym moja wyobraźnia nie ogarnia tego, co będzie się działo za te pięć lat, kiedy (według nowych zasad) Młodszy miałby iść do komunii...

      Usuń
  3. Momarto, az zaniemowilam.
    Jako, ze nie mieszkam juz w Polsce ponad 8 lat, wiec pytam: tak naprawde wyglada teraz Pierwsza Komunia Swieta?
    Jakie to smutne, a gdzie sie podziala istota sakramentu?
    Jestem zbulwersowana tipsami, makijazami, tudziez strojem matek, a takze listami z drogimi prezentami :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chciałabym napisać, że to tylko taki blogowy chwyt celem podniesienia klikalności, ale niestety. Obserwując, co działo się przed i rozmawiając z rodzicami dzieci pierwszokomunijnych wiedziałam, że będzie źle, ale nie wiedziałam że aż tak. Wczorajszy dzień (u nas komunia była w sobotę, a dziś tylko "poprawiny", czyli niedzielna msza połączona z odbiorem obrazków) pozbawił mnie złudzeń. Nie jestem specjalnie pruderyjna, ale osobiście wykopałabym z kościoła połowę kobiet z uwagi na ich ubiór, a 1/3 mężczyzn z uwagi na stan nietrzeźwości (najwyraźniej goście przyjechali w piątek i wtedy zaczęli imprezę).
      Kiedy we wtorek dowiedziałam się o próbnym czesaniu dziewczynek, myślałam że już nic mnie bardziej nie zdziwi. W piątek na własne uszy usłyszałam rozmowę o tipsach i okazało się, że jednak umiem niżej opuścić szczękę.
      Istota sakramentu, mówisz?
      Mnie najbardziej martwi, jak jutro poradzi sobie w szkole mój syn.

      Usuń
    2. Bede trzymac kciuki za Twojego Syna, mam nadzieje, ze nie bedzie tak zle. Tylko wiem, to dziecko i bedzie mu przykro, jak wszyscy beda przechwalac sie drogimi prezentami :(
      Przykro to wszystko sie czyta, bo przeciez nie powinno byc takich problemow.
      Jesli chodzi o stroj w kosciele, to uwazam podobnie jak Ty. Wywodze sie z parafii, ktora mialam wspanialego kaplana i nie do pomyslenia byloby, aby kobiety, dziewczyny przychodzily do kosciola z odkrytymi ramionami, wydekoltowane, w mini. Z pewnoscia surowo by takowe napomnial. Kosciol do czego zobowiazuje. To nie jest rewia mody, i uwazam, ze strojem powinnismy okazac szacunek Bogu.

      Usuń
    3. Kciuki się przydadzą, dzięki! Rozmawialiśmy niby o tym nie raz, poza tym przecież dostał jakieś prezenty (tylko niestety, żadnej elektroniki), ale tak jak napisałaś - to tylko dziecko.
      Co do strojów, mam wrażenie że lęk przed opustoszeniem kościołów (i wyschnięciem gotówkowych źródeł?) paraliżuje niektórym księżom to, co zaczyna się dziać. Skoro na południu można nie wpuszczać do kościołów ludzi w szortach i z gołymi plecami, bądź wręczać im przy wejściu chusty, to u nas chyba też dałoby radę? Ale do tego trzeba odwagi.

      Usuń
  4. Niestety to prawda o czym piszesz. Można się napatrzeć,poobserwować, że hej. 2 lata temu miałam I Komunię Święta chrześniaczki- kupiłam złotą bransoletkę z wygrawerowaną datą komuni i imieniem - to na co było mnie stać i co uważałam, że warto. Prezent się mało podobał i przy okazji dowiedziałam się kto, ile dał. Czułam się zażenowana. Potem było przyjęcie w lokalu oczywiście z wynajętą kucharką i obsługą. Miało być bez alkoholu, bo rodzice podpisywali coś w kościele. A ku mojemu zdziwieniu tatuś wyjął butelki i do córci powiedział- tylko nie wygadaj księdzu. W tym roku moja chrześniaczka ma odnowienie przyrzeczeń (diecezja płocka, czwarta klasa)i dostałam zaproszenie.... tylko do kościoła. Nawet bez kawy/herbaty.
    Na szczęście u nas w albach od lat są wszyscy i chłopcy i dziewczęta.
    A kolejna rzecz- nie popieram alkoholu na komuni i innego typu takich świąt. Wiem, że na moich była wódka, ale kiedyś tak było. Na przyjęciach po chrzcie moich dzieci nie było żadnego alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My w ubiegłym roku mieliśmy dwie komunie, dwójki chrześniaków, więc już wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać. Na szczęście w obu przypadkach problem alkoholu nie istniał, a też uważam to (to, czyli brak alkoholu) za istotny element wszelkich tego rodzaju uroczystości. Nie wiem i nie chcę wiedzieć, u ilu dzieci wczorajsza komunia była okazją do pijaństwa, ale mój wyszkolony nos mówi mi, że ta 1/3, o której wspomniałam w komentarzu powyżej, to niedoszacowana wielkość.
      Co do alb: najwyraźniej na Pomorzu Zachodnim naród bardziej niesubordynowany, bo teoretycznie też mieli być w nich wszyscy, ale w praktyce 1/4 miała własne niby-alby, a tak naprawdę sukienki, a 1/4 stroje własne (czyli sukienki-bezy, albo sukienki nowoczesne, czyli gołe ramiona i wycięcia!). Komentarze matek na temat tego, co mówiła siostra zakonna o tym, że dzieci powinny być w albach, litościwie pominę.

      Usuń
    2. W mojej bylej parafii wszystkie dzieci sa w albach i bardzo mi sie ten pomysl podoba.
      Jesli chodzi o alkohol, to ani u mnie, ani u mojego brata na chrzcinach czy komunii go nie bylo.
      Na chrzcinach mojego Syna rowniez nie, zreszta byly robione, kiedy moj Brat mogl przyjechac, a z powodu wczesniactwa i innych wrodzonych schorzen spieszylo nam sie po prostu. Dla mnie bylo wazne to, aby to moj Brat byl chrzestnym i nie oczekiwalam zadnych prezentow z tego tytulu, wiem, ze on jest moim wsparciem w wychowaniu Syna.

      Aczkolwiek wiem o czym piszecie, bo moj Maz jest chrzestnym siostrzenca i na chrzest siostra Meza zazyczyla sobie zloty lancuszek z krzyzykiem, ktory chrzesniak dostal. Mial jednak rok i jego matka zalozyla mu ten lancuszek, ktory zostal zerwany, co zostalo skomentowane, ze stalo sie tak dlatego, ze byl tani (a nie byl) i to moja wina, bo ja go kupowalam :(. Z siostra Meza nie mam zadnych juz kontaktow;)

      Usuń
    3. Bo alby to chyba najlepszy z nowoczesnych komunijnych wynalazków.
      O chrzcinach też można by dużo. Zdumiewający jest ten polski pęd do złota, tak na marginesie. I tylko przykro, że takie sprawy potrafią poróżnić (niestety, zdarzyło się to także i w mojej rodzinie).

      Usuń
    4. Siostra Meza mieszka na Maderze, jak widac nie tylko Polacy tak maja:). Ona rowniez wcisnela sie w gorsetowa sukienke mini, wiec ja przy niej wygladalam wg niej jak uboga krewna lol

      Usuń
    5. I teraz nie mogę się zdecydować, czy ta Madera jest pocieszająca, czy może nie ma się co cieszyć, że na dnie jest tak ciasno?:P
      Ja z przyczyn zawodowych posiadam w szafie zestaw eleganckich sukienek, więc nie uznałam za stosowne nabywania kreacji specjalnie na tę okazję (nabędę bez okazji!:P). Moja elegancja okazała się jednak zdecydowanie nie na topie. Nie była to może uboga krewna, ale na pewno absolutny brak wyczucia trendów. Ech!

      Usuń
    6. Moja sukienka byla tez z tych eleganckich, tylko zdecydowanie za kolano i z krotkim rekawem, slowem - nie popisalam sie :D

      Dla mnie taki "szyk" weselny w kosciele jest po prostu niesmaczny, jakos gleboko mam zakorzenione przeswiadczenie, aby ubierac sie stosownie do okazji.

      Usuń
    7. I tu dochodzimy do sedna, czyli braku wiedzy o elementarnych zasadach tak zwanego dobrego wychowania. Niezupełnie wiem, co teraz się ogląda w TV, bowiem nie używam, ale patrząc na to, co widziałam w minionych dniach, mam wrażenie że większość tęskni do udziału w telewizyjnych show i chce chociaż ubiorem się do nich przenieść. Postępującą pod tym względem degrengoladę widać też w teatrach, urzędach i innych tego typu miejscach. Oczywiście, że nie szata zdobi człowieka, jednakowoż ową szatą coś wyrażamy. Tak czy siak, jak dla mnie możemy założyć odrębną podkastę "ubogich krewnych" i z dumą oznajmiać światu, że do niej przynależymy:)

      Usuń
    8. Ja nie gustuję również w trendach, kupuję to co lubię, co wypada założyć i co mi się potem przyda.
      Przypomniało mi się, że o komuniach opowiadali w PnŚ - ludzie rzeczywiście szaleją!

      Usuń
    9. Oj tam, od razu "się przyda":) Odrobina szaleństwa czasem nie zaszkodzi, choć istotnie, lepiej raczej z okazji innej niż komunia.
      Pnś jest, jak się domyślam, programem telewizyjnym? W zasadzie biorę poprawki na takie historie, bo różne rzeczy mówi się w mediach, aby zaistnieć. W tym przypadku zdaje się jednak, że nie ma rzeczy niemożliwych. Sama niestety nie napisałam o niczym, czego nie widziałabym na własne oczy lub nie słyszałam z wysoce wiarygodnych źródeł:(

      Usuń
    10. Pytanie na śniadanie - rankiem podglądam, choć nie zawsze, bo ja w dobie kryzysu jestem bez pracy, acz jeszcze Młodszy w domu.

      Usuń
    11. Mam wrażenie, że nigdy tego nie widziałam, ale rano ostatnią rzeczą, o której myślę jest oglądanie telewizji. Jednak w złotych czasach, kiedy jeszcze byłam z Młodszym w domu, rano na jakimś kanale leciały powtórki pierwszych sezonów "Gotowych na wszystko" - wtedy, owszem, intensywnie kombinowałam, jak to zrobić, aby udało się choć na chwilę przycupnąć na kanapie przed odbiornikiem:)

      Usuń
  5. U nas szoł za tydzień. Kiecki uszyte jednakie, model suknia weselna na bogato. Okoliczne domy weselne zacierają ręce, bombonierki okazjonalne w każdym sklepie. Nie rozmawiam z innymi rodzicami, więc nie znam skali szaleństwa, ale moje dziecko na pewno za tydzień nie pochwali się nowym tabletem i zjedzeniem schabowego z ananasem w domu weselnym Arabella:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj miałam w kościele miejsce strategiczne, umożliwiające prowadzenie pełnej obserwacji, także w zakresie strojów, fryzur oraz związku między strojem i fryzurą a zachowaniem dziecka (istnieje!). Sam zobaczysz, ale osobiście wolę suknie weselne niż gołe ramiona i plecy u dziewięcioletnich dziewczynek.
      Te bombonierki mnie ciągle zabijają, choć widuję je od kilku lat. To się dopiero nazywa znakomity pomysł marketingowy!
      Też bym chciała nie rozmawiać z innymi rodzicami, niestety nie dało się. Dlatego dobrze Ci radzę, zintensyfikuj w tym tygodniu rozmowy ze Starszą na temat tego, dlaczego tablet nie jest jej koniecznie niezbędny do życia!

      Usuń
    2. U nas rodzice zwykle nie mają szans się dopchać do kościoła, bo wszystkie strategiczne miejsca zajmują wścibskie staruszki, więc obserwacji nie będzie. Ale może pod kościołem sobie popatrzę. Co do znaczenia komunii, pytanie "O co chodzi z tą komunią?" zadane tydzień temu przez Starszą chyba wystarcza za komentarz do poziomu nauczania religii i akcentowania religijnego aspektu wydarzenia. Pani katechetka skupia się prawdopodobnie wyłącznie na nauce śpiewów chóralnych i odczytywaniu intencji.
      Bombonierki pewnie jakieś znajdą się wśród prezentów, nie pogardzimy, zje się:P
      Starsza chyba nie wie, co to tablet, pewnie ją koleżeństwo szybko dokształci. Za to pojawił się w rozmowach temat telefonu, więc to pewnie będzie hit komunijny. Ze względu na trudności logistyczne z odbieraniem ze szkoły i tak ma go dostać, tyle że na urodziny za trzy tygodnie.

      Usuń
    3. U nas teoretycznie były ławki zarezerwowane dla rodziców. W praktyce siedziały w nich wścibskie panie, niekiedy także wysłane jako forpoczta celem zajęcia miejsc dla całej rodziny. W takich sytuacjach automatycznie przełączam się na tryb "zaraz kogoś rozwalę", stąd też i ostatecznie zdobyłam (i dla dwójki innych rodziców też) wspominane strategiczne miejsce:)
      Jeśli chodzi o nauczanie religii, u nas są siostry zakonne oraz (w jednej ze szkół) jedna pani katechetka, znakomita zresztą. Do sposobu nauczania religii nie mam zastrzeżeń, moje dziecko często zaskakiwało mnie zresztą różnymi pytaniami, które pozytywnie (z małymi wyjątkami) świadczyły o tym, o czym i dlaczego rozmawiają na lekcjach religii. Także na organizowanych dla rodziców zebraniach starano się mówić właśnie o tym po co, a nie po tym jak. Grochem o ścianę, choć uważam, że gdyby proboszcz okazał zdecydowanie w kwestii warunków dopuszczenia dzieci do komunii, wyszłoby to wszystkim na dobre; następnym rocznikom też.

      Usuń
    4. Aha. I mój też nie wie, co to tablet. Ale dziś w szkole się dowie, nie ma obaw!

      Usuń
    5. Trzymam kciuki za jego odporność psychiczną:) U nas teoretycznie przed komunią wymagano zaliczenia długiej listy modlitw, ale Starszej zostały jeszcze cztery i nie sądzę, żeby ktoś ją o nie ścigał w tym tygodniu.

      Usuń
    6. U nas też wymagano, choć modlitwy ograniczone tylko do podstawowych i tych, które są podczas mszy (łącznie coś pomiędzy 10 a 15). Starszy (który nauczył się i zaliczył wszystkie) zadał mi już w związku z tym pytanie: "mamo, a czemu (tu imię koleżanki) poszła do komunii, skoro nie umie żadnej modlitwy?"
      No właśnie, czemu?

      Usuń
    7. A czemu pytasz mnie, ojca indyferentnego wyznaniowo, który musi udzielać dziecku korepetycji z religii?:P Zapewne z przyczyn przyziemnych, żeby mieć więcej łebków podczas liczenia wiernych [wredol mode]
      U nas w ramach dodatkowej atrakcji występuje namiot, pardon - kaplica przenośna, bo kościół w remoncie. W deszcz wszyscy umrą z zimna, w upał - będziemy wynosić omdlałe dzieci i babcie i układać pokotem na trawniku przed plebanią:D

      Usuń
    8. Ja nie pytam, ja retorycznie zawisam pytaniem w próżni nad Twą głową!:P
      Ale wspomniane przez Cię przyczyny przyziemne (poszłabym jeszcze dalej: kasa, misiu, kasa!) moim zdaniem mają znaczenie kluczowe.
      Namiot niewątpliwie dostarczy dodatkowych atrakcji:) U nas kościół duży i dobrze wentylowany, a i tak w trakcie była wzywana karetka (na sygnale), co znacznie podniosło atrakcyjność imprezy w oczach Młodszego.

      Usuń
    9. Lepiej nie zawisaj w próżni, a już na pewno nie nad moją głową:P O kasie nie chciałem wspominać, żeby nie było że szerzę uprzedzenia:)

      Usuń
    10. Że niby nie wierzysz w nieważkość i obawiasz się silnego tąpnięcia?:P
      Jakie uprzedzenia? To coś, co się dzieje i o czym wszyscy wiedzą, tylko mało kto mówi o tym głośno (najgłośniejsi w dużych miastach, bo w mniejszych bywa różnie, są ci, którzy dają najgrubsze koperty, bo nie mają innych argumentów).

      Usuń
    11. Głowę mam ostatnio słabą, więc spadnięcie na nią czegokolwiek byłoby niemile widziane:) U nas ostatnio w ramach reformy Kościoła parafianie wyszurali proboszcza za niemoralność i - ponoć - przekręty finansowe:P

      Usuń
    12. W takim razie przesuwam się z pytaniem nieco w bok, albowiem troszczę się o Twe zdrowie:)
      Aktywności parafian tylko pozazdrościć. Tak w zasadzie to powinno wyglądać i nie chodzi tu o samą czynność wyszurowywania, ale o to, że ktoś (rada parafialna?) chce czynnie uczestniczyć w życiu wspólnoty parafialnej i leży jej ono na sercu. I żeby nie było, że rzucam kamieniami: ja absolutnie nie chcę się tym zajmować i nie mam kiedy w czymś takim uczestniczyć, więc pewnie mam swój udział w całokształcie winy ogólnej (koncepcja istnienia takiej winy jest prawniczo nie do obronienia, wobec czego spokojnie biorę ją na siebie!:P).

      Usuń
    13. Dziękuję niezmiernie za troskę:) Wredne pogłoski mówią, że rada tolerowałaby niemoralność, gdyby nie była to niemoralność jawna, wręcz ostentacyjna:P Nowy proboszcz robi sympatyczne wrażenie, więc pewnie się długo nie utrzyma:D

      Usuń
    14. Mój mały internetowy research wskazuje, że z jednej strony rada bardzo wredna, bo dotychczasowy proboszcz swoimi licznymi słowami (także na temat ubiorów w kościele!) intensywnie starał się zatrzeć być może nieco gorsze wrażenie po czynach (oj tam, oj tam, czepiali się, doprawdy!). Z drugiej jednak strony, musiał bardzo podpaść, bo ślady jego bytności zostały w oficjalnym serwisie starannie pozacierane:) (chyba że wprowadziłam błędne dane, ale raczej nie).
      A za nowego chociaż kciuki potrzymaj!:)

      Usuń
    15. Nie wiem, dokąd dotarłaś, ale na znanej mi stronie parafialnej nie było śladu tych burzliwych wydarzeń:) Ale poczytałem biogram nowego proboszcza i ma moje zdalne poparcie:P

      Usuń
    16. Tam gdzie dotarłam, nie było nie tylko śladu burzliwych wydarzeń, ale i nawet wzmianki o tym, że taki ktoś był tu kiedykolwiek proboszczem:)
      Ech, ludzie (i świeccy, i duchowni) komplikują wiele prostych i oczywistych spraw. Przy czym od takiej konstatacji nastrój wcale się nie poprawia, a do religijnych uniesień wciąż tak samo daleko.

      Usuń
  6. Opadły mi witki i zasmuciłam się wielce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi bardzo. Ja też jestem zasmucona, więc nieegoistycznie dzielę się mym smutkiem z innymi.

      Usuń
  7. W mojej rodzinie komunie są niemal co rok i nie zaobserwowałam jakiegoś wielkiego technologicznego szaleństwa.Ale to może dlatego, że kuzyni są we wspólnotach a rodziny wielodzietne, więc dzieci nie mają poprzewracne w głowach (a rodzice nie mają już mocy przerobowych na zajmowanie się duperelami).
    Ale już za rok PKś u mniej uduchownionej kuzynki, będę pilnie obserwować i spisywać wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dobrze zdiagnozowałaś przyczyny dla których jakoś można inaczej, choć można inaczej i bez wielodzietności, i wspólnotowości, a tylko z uwagi na posiadanie rozumu i czynienie z niego użytku. I oczywiście, nie jest tak że wszyscy i wszędzie myślą tak, jak to opisałam. Uważam, że jest to jednak zdecydowana większość, która nadaje ton całości. To oni są najbardziej krzykliwi i mają największe pretensje. To oni biegają wokół ołtarza w newralgicznych momentach, chcąc zrobić dobre ujęcia swoim niuniom w sukniach balowych, chociaż jest jeden oficjalny fotograf, który robi zdjęcia wszystkim dzieciom. To oni w trakcie mszy stoją przed kościołem, paląc papierosy, gadając przez komórki i rzucając "kurwami", które niekiedy słychać też w środku.
      A kuzynce za rok chyba się upiecze, bo zdaje się że ostatecznie przeniesiono komunię do trzeciej klasy.

      Usuń
    2. Masz rację, ta komunia faktycznie będzie za 2 lata. Tym, lepiej - rok oddechu:).
      Wydaje mi się, że to trochę jak z pogrzebami czy ślubami, na których z reguły połowa skladu nie umie się zachować, i zdarza się, że ksiądz publicznie chwali, jeśli zachoanie ludzi nie odbiegaod przeciętnej mszy niedzielnej.
      Tak samo komunia to dla wielu kontakt z religią dla tych, którzy już dawno wypadli z obiegu i myśla, że to głównie okazja towarzyska.

      Usuń
    3. Pewnie tak; dość dawno nie byłam już na żadnym ślubie (teraz to raczej fala rozwodów, ale na nie jakoś nie zapraszają gości; przynajmniej na razie), ale każdorazowo nie mogłam opanować nerwowego chichotu, kiedy widziałam rozpacz w oczach postawionych z przodu państwa młodych, którzy musieli wykręcać głowy do tyłu, by dowiedzieć się czy to już trzeba uklęknąć, czy jeszcze nie.
      Pytanie tylko, kto bardziej zdeprecjonował te wszystkie sakramenty (pogrzeb pominę, tu z oczywistych względów może być różnie): sami ludzie czy też udzielający ich księża, którzy godzą się na bylejakość lub też brak czegokolwiek, o ile tylko dostaną odpowiednio grubą kopertę?

      Usuń
    4. Te koperty to chyba trochę miejskie legendy. Nie spotkałam się, żeby ktoś mi z pierwszej ręki relacjonował takie przygody (z trzeciej - owszem). a że Polacy to urodzeni antyklerykałowie to pewnie by sobie nie darowali takich opowieści.

      Mam nadzieję, że nie będę tego musiała za 3 lata odszczekać, jak zbankrutuję na dar ołtarza.

      Usuń
    5. Iza, pewnie część historii to legendy, ale część niestety, nie. Spojrzenie na to zależy od osobistych doświadczeń. W mojej macierzystej parafii (komunia była w innej) do niedawna był starszy proboszcz, który kiedy załatwiałam formalności związane ze chrztem Młodszego osobiście biegł za mną ze dwieście metrów, bowiem otworzył kopertę z darem "co łaska" i uznał, że dostał za dużo (a nie było tam wcale wstrząsającej sumy), wobec czego postanowił część mi oddać:)
      Co zaś do "daru ołtarza" - jego wysokość zależy zdaje się od liczebności przystępującej do komunii grupy. U nas w sumie (w czterech turach) szło dużo dzieci (160-170), więc i datek mniejszy. Na wsiach bywa jednak różnie (a mam informacje z pierwszej ręki).

      Usuń
  8. Pójdę dalej niż Scarlet i pomyślę o tym za rok :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za dwa, za dwa!:))
      Do tego czasu może uda Ci się też wypracować lepsze niż Scarlett wcięcie w talii:P

      Usuń
    2. A czemu za dwa? Żebym mógł wypracować lepsze musiałbym najpierw mieć jakiekolwiek :P

      Usuń
    3. Za dwa, bo w związku z reformą edukacji (która jest, ale jakby jej nie było, a w ogóle to nie wiadomo)postanowiono, że w przyszłym roku komunii nie ma, gdyż albowiem będzie odbywać się gdy dzieci będą w klasie trzeciej, na czym ma zyskać ich dojrzałość religijna.
      Sam zacząłeś z tą Scarlett, a siedemnastocalowa talia jest pierwszą rzeczą, jaka mi się z nią kojarzy. To może nadrobisz choć szmaragdem swych ócz?:P

      Usuń
    4. I to w całym kraju niby? Nie strasz nawet, bo ja już wery ekluziw end ekspensiw lokal mam nagrany :D Szmaragd to zielony?

      Usuń
    5. Nie wiem czy w całym kraju, bo chwilowo przestało mnie to interesować, ale u Was chyba nie będzie. Ale o lokal się nie martw - zrobicie jakąś małą przedkomunię, to z radością zabukują Ci też miejsce na rok 2015 (tylko koniecznie załatw to jeszcze dziś!).
      Szmaragd to zielony, przynajmniej jak dla mnie.

      Usuń
    6. Podle przynależności, to jesteśmy owieczkami diecezji sandomierskiej :) Niestety nie mogę się doszukać, co też tam księdzu biskupowi wpadł za pomysł do głowy :( A z oczętami da radę, przynajmniej wg danych ze starego DO :D

      Usuń
    7. A to przepraszam, nieobytam terytorialnie w diecezjach:)
      W starych dowodach dało się wpisać cokolwiek i nikt tego nie sprawdzał. Według tych danych ja np. mam oczy szare, w co jednak niespecjalnie ktokolwiek wierzy.

      Usuń
  9. Łał. Kuzynka mi donosiła wczoraj, że w sobotę u fryzjera przyoczyła dziecko czesane i lakierowane już na niedzielę, a w niedzielę były specjalne godziny otwarcia na fryzury dla dziewczynek i mam.
    Kuzynka dotąd szczękę zbiera, mnie juz nic nie dziwi, jak na pewnym zaprzyjaźnionym forum o 5 próbach przed Komunią i wyborze kreacji dla mamy czytałam.
    Dzięki Bogu, moje dziecko do Komunii idzie w 4 klasie i do tego w bezbożnych Niemczech....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas komunia w sobotę, więc i z fryzjerem było prościej. Biedne dziewczynki musiały jednak niekiedy stawić się w salonie o siódmej rano. Za to wczoraj, podczas "obrazkowej" mszy świętej, skojarzenie z poprawinami nasuwało się automatycznie: te biedne mamusie, po których fryzurach było widać na której stronie spały; te dziewczęta z częściowo tylko rozprostowanymi lokami, zwisającymi smętnie z obu stron twarzy!:P
      A w Niemczech w ogóle nie ma takiego szału? Mam na myśli nie tylko rzymskokatolicką komunię, ale i przyjęcia konfirmacyjne?

      Usuń
    2. Obserwowałam wiele lat w moim kościele - do Komunii przystępuje garstka dzieci, przez rok mają zajęcia przygotowawcze. Nie widziałam ani cyrku, ani szału, nie słyszałam o jakiś wielkich prezentach, fryzurach, kreacjach itp. Z konfirmacją chyba podobnie. No ale powiem ci za dwa lata:)

      Usuń
    3. Aha, mam doświadczenie z dwóch Chrztów, zgoła odmienne od polskiego.

      Usuń
    4. Poczekam cierpliwie na relację! Mnie socjo- i psychologicznie fascynuje moment, w którym u nas tak się to zaczęło nakręcać i przyczyny, dla których tak się stało. Mam parę teorii, ale koronnych dowodów brakuje:)
      Nie pamiętam czy już o tym pisałam, ale myślę że mniejsze komunie (w sensie liczebności grup przystępujących do niej dzieci) mają i w Polsce większe szanse, by się obronić. Przy kilkudziesięciu dzieciach szanse znacznie maleją.
      Być może dlatego w Niemczech jest lepiej? Do kościołów chodzą poza tym ci bardziej zdeterminowani, ci którzy wiedzą po co to robią.

      Usuń
    5. Ostatnie zdanie jest IMO kluczowe. Nie ma chodzenia, bo wszyscy chodzą, nie ma chodzenia, bo tradycja, nie ma chodzenia, bo trzeba. Tak to przynajmniej widzę.

      Usuń
    6. Niestety, widzę to podobnie. Dochodzę do wniosku, że wyjściem z sytuacji jest tylko zrównanie wszystkiego równo z gruntem, a potem ponowna orka i siew. Z tego powodu ogólnoeuropejskie trend laicyzacji, działającej jako właśnie czynnik równający, znacznie zyskuje w moich oczach na wartości.

      Usuń
  10. A propos wypowiedzi Izy o wielodzietnych rodzinach - kilka lat temu pomagałam pewnej rodzinie wielodzietnej. Adres dostałam z organizacji wspierającej osoby ubogie, w ciężkiej sytuacji. Pani miała rodzinę o zmiennej liczbie osób, bowiem niezamężna córka co rok zachodziła w ciążę i rodziła, bezrobotny syn co rok majstrował dziecko jakiejś pannie a wszyscy mieszkali na kupie (od ośmiu do 12 osób). Nikt nie pracował na stałe, jedynie dorywczo(mieszkali w małej miejscowości, gdzie trudno o pracę); żyli z zasiłku i z tego co dostawali z opieki i od dobrych ludzi. Posyłałam im paczki żywnościowe na święta i okazyjnie. Z czasem łatwiej było mi przesłać parę groszy, bo paczki były ciężkie i wymagały więcej zachodu. Ale do czego zmierzam? Otóż na PKŚ jednej z dziewcząt wysłałam pamiątkę i czekoladki. Za kilka dni miałam telefon z pytaniem, czy w kopercie nie było pieniędzy? bo koperta była uszkodzona i pani chciała wiedzieć, czy ma reklamować, a może chciała "delikatnie" dać do zrozumienia, że wypadało tam jakieś pieniążki włożyć. Nie ważne. Dość, że pani się rozgadała (może zrobiło jej się głupio z powodu pytania o kasę)bo zaczęła opowiadać o komunii i jak wymieniła mi co dziecko dostało w prezencie od rodziny to zaczęłam się zastanawiać, czy nie zgłosić się do jakiejś organizacji po pomoc materialną (były tam komputer, kilka mp3, rower, kasa). Ponadto pani nie omieszkała mnie poinformować, że zamówiła ciasta za 700 zł. Tak więc zastaw się, a postaw się (a może ten swoisty obyczaj) obowiązuje w wielu kręgach niezależnie od poziomu zamożności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten problem jest zbyt skomplikowany, by zdiagnozować go w jednym komentarzu:)
      Wielodzietność nie zawsze równa się bieda i głupota (to w kontekście spadających z nieba ciąż), to po pierwsze. Myślę, że Izie chodziło raczej o takie osoby.
      Co zaś do pomagania, niestety istnieje bardzo liczna grupa osób uzależnionych od takiej pomocy i uważających, że im się ona należy. Niektórzy faktycznie żyją dzięki niej na poziomie wyższym niż szereg pracujących za pensję minimalną. W przypadku osób, którym ich status materialny doskwiera, rozumiem jednak - jako czysto ludzką - potrzebę właśnie takiego "zastawienia się", po to, aby choć raz w życiu ich dziecko nie czuło się gorsze. I oczywiście, komunia to nie jest najlepsza okazja, aby tak zrobić, ale egzystując w jakimś tu i teraz (a ludzie są okrutni) wpada się czasem w błędny krąg takiego myślenia.

      Usuń
  11. Napisałam komentarz i inteligentnie chciałam jeszcze tylko kliknąć na link- i znikło. No to jeszcze raz krótko. Diagnozowania nie wymagam, bo poruszyłam tu kilka wątków chcąc zapewne nieudolnie dojść do konkluzji, iż istnieje / pokutuje w wielu środowiskach (niezależnie od zamożności portfela/ a może paradoksalnie wprost proporcjonalnie do zamożności- i to im kto ma mniej, tym chce się bardzie pokazać. A w przypadku pani, której pomagałam - to aczkolwiek mnie zadziwiła, trochę ją rozumiem, że chciała w tym swoim pojęciu lepszego i gorszego dziecka, aby jej pociecha tym razem nie tyle nie odstawała, a nawet była "lepsza" od innych :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba faktycznie tak działa. Mniej więcej znam rodziców dzieci z klasy mojego syna i ich możliwości finansowe; większość zarabia mniej niż ja, niektórzy znacznie mniej. Tymczasem nasze komunijne obchody (a co za tym idzie prezentowe "żniwa") były zdecydowanie najskromniejsze.
      Takie są skutki budowania poczucia własnej wartości na pieniądzu i tym, co zewnętrzne. Trzeba być silnym wewnętrznie i zadowolonym ze swojego życia, by oprzeć się tego rodzaju presji. Tymczasem Polak najbardziej lubi narzekać i zaglądać sąsiadowi do zagrody.

      Usuń
  12. Aż się wierzyć nie chce, chociaż wierzę, bo sama lubię obserwacje społeczno-socjologiczne i widzę co się dzieje - przy takich czy też innych okazjach. Jedno mnie tylko zawsze zastanawia: wszyscy dostrzegamy, nazywamy po imieniu i piętnujemy absurd, głupotę, chamstwo, tandetę, z trwogą obserwujemy, jak wiele ich w naszym życiu, śmiejemy się z groteski m.in. opisanych u Ciebie zachowań stadnych, wszyscy marzymy o innym sposobie życia i zarzekamy się, że nas wszechobecna bylejakość i otumanienie mierzi, a jednak... nic się nie zmienia, wciąż jest tak samo. To tak jak z tym narzekaniem na powszechne schamienie społeczeństwa: wszystkich ono boli, a samo w sobie ma się doskonale. Nie wiem, czy tak mało w nas odwagi, aby robić inaczej, żyć na przekór, twardo mówić "nie!" i działać w imię własnych przekonań, czy też pod naciskiem zewnętrznych okoliczności ciężko jest forsować tę swoją samodzielność, bo cenę płaci się ogromną.
    Nikogo moim pisaniem oceniać nie chcę, nie potępiam, nie wskazuję palcem. Po prostu ciężko mi przychodzi przetrawienie faktu, że przecież jest tylu ludzi myślących i widzących, mających jasny ogląd rzeczy, a mimo to nikt jakoś nie podejmuje realnego działania, mającego być konkretnym sprzeciwem. Żartujemy sobie z tych restauracji, tabletów, komórek, kreacji, libacji, żałosnego szyku i co z tego?! Jak przychodzi co do czego, nikt lub mało kto podejmuje wysiłek wypisania się z tej paranoi. Zrobienia po swojemu - tak, jak być powinno i jak się o tym wciąż marzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl jednak, w jaki sposób jako jednostka możesz się czemuś takiemu sprzeciwić? Stanąć na środku i krzyczeć? Ja w pewnym momencie przestałam wchodzić w jakiekolwiek interakcje z matkami dziewczynek z klasy mojego syna, bo nie miało to sensu, a jedynym skutkiem kontynuowania nieśmiałych prób przedstawienia mojego stanowiska byłoby to, że poobrażałaby się na mnie i na moje dziecko. W moim domu zrobiłam to, co chciałam i jak chciałam; wpływ na to, co dzieje się w tzw. zbiorowości miałam jednak niewielki (choć oczywiste jest, że w naszej grupie znalazło się jeszcze co najmniej kilkunastu podobnie jak ja myślących rodziców).
      Umiejętność przeciwstawiania się presji społecznej nie jest czymś, czego uczą w szkołach. To zawsze będzie coś zarezerwowanego tylko dla niektórych, z uwagi na szereg uwarunkowań. Część osób uważa, że tak trzeba i tak jest ekstra, część uważa tylko, że tak trzeba, zaś część boi się inności jak ognia. Powtórzę się, bo już wyżej o tym pisałam: dla mnie decydującą rolę powinni odgrywać tu stanowczy i zdecydowani księża, którzy nie traktują PKŚ tylko jako ekstra okazji do podreperowania kościelnego budżetu.

      Usuń
    2. Nie, nie sądzę, że stawanie na środku i wykrzyczenie sprzeciwu cokolwiek pomogłoby, jeżeli zdecydowana większość problemu nie widzi, co więcej, wskazane działania uważa za coś oczywistego. Sama jednak zauważ, że o swoich próbach przeciwstawiania się piszesz jako o próbach "nieśmiałych". Myślę, że gdyby tak ktoś wstał i dobitnie, spokojnie, ale zdecydowanie powiedział co o tym wszystkim sądzi, wyraźnie nazwał rzeczy po imieniu, być może odezwałoby się więcej głosów popierających, być może z tymi kilkunastoma podobnie jak Ty myślącymi rodzicami uchronilibyście się od farsy. Wierzę po prostu w to, że czasami jeden trzeźwiący głos, odważnie wyrażony, potrafi zdziałać cuda i ma tę siłę rażenia, której nie posiada krzyk.
      Wybacz, ale argument, że matki koleżanek Twojego syna poobrażałyby się na Was nie jest dla mnie żadnym argumentem, bo, prawdę mówiąc, byłoby mi to całkowicie obojętne. Ale to jest mój punkt widzenia i nie każdy musi go podzielać: doskonale rozumiem, że kompromisem trzeba czasem chronić swoje dziecko przed konsekwencjami, jakich niewątpliwie doświadczyłoby z racji zachowania się rodziców.
      Księża mogliby ewentualnie reagować w sferze sakralnej: bardzo wątpię czy ktokolwiek zgodziłby się na ingerencją duchownego w to, co dzieje się już poza kościołem - że tak to ujmę, w kwestii prywatnych sposobów świętowania tego dnia. Nie jest problemem to, jak dzieci przeżywają swoją Komunię, bo tylko naiwniak sądziłby, że coś innego niż niecodzienne stroje i stosy prezentów zaprząta wtedy w większym stopniu ich uwagę. Ten wiek rządzi się swoimi prawami i nie ma co rąk nad tym załamywać. Problem stanowią rodzice, mający jakieś dziwaczne wyobrażenia o tym, co ma być STANDARDEM PKŚ, naturalną jej materią i konsekwencją.
      Moim zdaniem, umiejętności przeciwstawiania się presji społecznej powinien uczyć przede wszystkim dom rodzinny. W życiu szkolnym winna już być ewentualnie trenowana :)

      Usuń
    3. Nie wydaje mi się, niestety, aby w tym przypadku pomogło cokolwiek - czy krzyk, czy trzeźwy głos. Zawsze znajdą się tacy, którzy zrobią po swojemu, a ja nie czuję się powołana do zbawiania świata i narzucania swojej woli. Mnie przecież nikt do niczego nie zmuszał, zrobiłam co chciałam - inni też powinni mieć takie prawo, niezależnie od tego, czy ich wybory mi się podobają, czy też nie.
      Jestem daleka od takiego pojmowania asertywności, jakie proponujesz. Mimo wszystko, żyjemy w społeczeństwie i powinniśmy starać się jakoś koegzystować. Nie musimy się od razu wszyscy przyjaźnić, ale wzajemne obrażanie się na siebie to droga donikąd.

      Usuń
  13. ...tłumacząc, że szkoda przecież dziecka :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Część dzieci jest wszak gorączkowo chrzczonych tuż przed komuniami, gdy okazuje się, że przepadnie tak znakomita okazja do pozyskania laptopa, tabletu, ipoda i innych takich.
      A mi wczoraj najbardziej było szkoda pewnego chłopca, który został wysłany sam na majówkę, bo nikomu z rodziców się nie chciało z nim iść (znam rodzinę i wiem, że to było powodem, nie zaś to, że rodzice nie mogli pójść z przyczyn od siebie niezależnych) i potem stał sam na przystanku, czekając na autobus. Nie jest to niby niczym strasznym, ale z uwagi na pewne dodatkowe czynniki, o których nie chcę tu pisać, to dziecko było przeraźliwie smutne.

      Usuń
  14. Momartuś, jak wiesz, jestem po dwóch komuniach pod rząd, jednej "swojej", jednej "gościnnej", mam więc niezłe porównanie - będę mogła długo???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A proszę uprzejmie!:) Jak widzisz powyżej, temat skłania do dłuższych wynurzeń. Chętnie poczytam, zwłaszcza że Twoje porównanie dotyczy i różnic regionalnych!

      Usuń
    2. To się muszę zebrać i znaleźć chwilę dłuższą i się rozpiszę :)

      Usuń
    3. To się dopiero nazywa stopniowanie napięcia!:P

      Usuń
  15. Z prawdziwą przyjemnoscia przeczytałam ten poradnik oraz wszystkie komentarze. Mój ośmioletni drugoklasista równiez przystapił do komunii, ale emocjonalnie zbyt wczesnie, zresztą w przypadku pozostałych starszych o rok dzieci równiez dało sie to zauważyć. Po prostu nie zdawali sobie z tego spawy, czym tak naprawde komunia święta jest,zresztą niektórzy rodzice do dzisiaj chyba sobie nie zdają:-).
    Optuję za wiekiem- 11 lat.
    Alb nie było, bo matki chłopców uważały, ze to podwójny koszt, bo na przyjęcie trzeba kupic i tak garnitury na przebranie (niestety). Dziewczynki najwieksze ekstrawagancje miały na głowie, natomiast przyznam, ze sukienki szyte u jednego krawca i zabudowane.
    Rodzice ubrani z klasa, poza nielicznymi wyjatkami.A co do prezentów, to syn dostał rower, a nie tablet czy laptop,uważam, ze taki prezent to jest szał- dla zdrowia,przyjemnosci i pamiatka tez z tego jakas jest. Drugim zapomnianym w puli prezentów jest zegarek.Oczywiście pieniadze też(ale mniej niz kuzyn, co go zmartwiło), no i jednolite koszmarne bomboniery...Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiek 11 lat zmieni coś może w świadomości dzieci, ale na pewno nie ich rodziców. Im więcej czasu dzieli mnie od tego wydarzenia, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że dopóki komunia będzie miała charakter masowy, dopóty - niezależnie od wieku dzieci - nie będzie w niej zbyt wiele sensu.
      A rower jako prezent - fajna sprawa! Nasz Starszy bardzo sobie chwali i używa codziennie, w odróżnieniu od jedynego elektronicznego gadżetu, jaki dostał, czyli aparatu fotograficznego!:)
      Pozdrawiam wzajemnie:))

      Usuń
  16. A ja myślę, że PKŚ ma jednak jakieś plusy nawet w tym naszym polskim wydaniu, przede wszystkim można się spotkać z dawno nie widzianymi członkami rodziny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, można. Jeśli przygotowania do spotkania (i oczekiwanie, że goście przyjadą z walizkami wypchanymi prezentami) nie przysłonią nam sedna, wtedy będzie to mniej więcej to, o co chodziło (bo powinno przecież chodzić przede wszystkim o wymiar religijny, czyż nie?).

      Usuń
  17. Podoba mi się ten tekst. Napisany przewrotnie, z dużą dozą humoru, ale niestety...bardzo prawdziwy. Za 3 tygodnie mam komunię siostrzenicy męża. To co się teraz dzieje to jakiś szał! Rodzice proponują, aby dać dziecku kasę, notabene 500 zł, podobno tyle się teraz wręcza. WTF! 5 stów dla 8-latki??!! Chcę się wyłamać i wręczyć coś pamiątkowego np. piękny, ręcznie robiony album na komunijne zdjęcia. Tylko czy to się spodoba dziecku marzącemu o najnowszym smartfonie, quadzie i egzotycznym zwierzątku? Źle jest być tradycjonalistką-niekonsumpcjonistką w dzisiejszych czasach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tekst jak widać stary, ale jary:) Dzięki za miłe słowo.
      Nie mam pozytywnych i budujących odpowiedzi na Twoje pytania, ale nie, nie sądzę, aby dziecko o takich marzeniach zachwyciło się albumem, nawet pięknym i ręcznie robionym. I to my sami naszym dzieciom zrobiliśmy, tymy ręcamy, niestety. W radiu już zaczęło się bombardowanie reklamami o tematyce "komunijnej" - TV odcięłam dawno, na internet nie mam czasu, za chwilę wyłączę radio. Potem pozostanie mi już tylko obserwowanie dymu na horyzoncie w celu pozyskania informacji metodą tradycyjną:( Możesz do mnie dymić, jeśli dzięki takiej wspólnocie w niedoli lepiej się poczujesz:P

      Usuń