czwartek, 14 listopada 2013

A.Sapkowski "Sezon burz", czyli Geralcie, mnie to w nie mieszaj

31 października o godzinie 0:53 obudził mnie dźwięk informujący o nadejściu smsa. Podirytowana (pobudka była zaplanowana na 5.30, a położyłam się ledwie dwadzieścia minut wcześniej) nacisnęłam poduszkę na głowę.
Irytacja. Zapamiętaj to uczucie.

Proza Andrzeja Sapkowskiego jest w moim domu traktowana z dużym szacunkiem. Najdobitniejszym tego przejawem jest to, że książki tego autora jako jedyne dysponują sporą ilością miejsca na półce, bowiem w zasadzie nie wiadomo, jakie inne tomy mogłyby dostąpić zaszczytu stania obok, albo – jak w przypadku wszystkich pozostałych półek – przed lub za nimi.


Wiedźmin pojawił się w moim życiu w zasadzie równocześnie z moim mężem (wtedy jeszcze niemężem) i – w odróżnieniu od niego – od razu podbił moje serce. Myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że ta - jak się szybko okazało, wspólna - fascynacja lekturowa nie pozostała bez znaczenia dla podjęcia przez nas oboje (mnie i męża, nie mnie i Wiedźmina) decyzji o założeniu podstawowej komórki społecznej.   

Potem było jak w każdym małżeństwie. Po okresie euforii, podsycanym przez pojawianie się kolejnych tomów, nastał czas znużenia, czy wręcz separacji.
Próby ponownego ożywienia uczuć kończyły się lepiej („Narrenturm”) lub gorzej („Żmija”; im prędzej o tym zapomnimy, tym lepiej będzie dla naszego związku). Gdzieś w tyle głowy ciągle tkwiło jednak przekonanie, że oto już natrafiłam na tego jedynego prawdziwego bohatera mojego życia i wszystkie ewentualne dalsze związki będą tylko popłuczynami.

Dlatego kiedy okazało się, że oto, nagle i niespodziewanie, On wraca („kochanie, wiem że nie było mnie przez czternaście lat, ale nie mogłem zdecydować się, które zapałki kupić”), bez zastanowienia rzuciłam się w jego ramiona.
Błąd.
Dojrzałe kobiety myślą, zanim się rzucą.


Irytacja.
Gdybym nie kupiła „Sezonu burz” w przedsprzedaży („jeśli kupisz dziś, książkę dostarczymy jeszcze w październiku”), nie zostałabym w środku nocy obudzona smsem, informującym że oto natychmiast mogę pobiec do najbliższego paczkomatu w celu odebrania książki. Nie pobiegłam i już to powinno było dać mi do myślenia. Bo kiedyś bym pobiegła.
Gdybym pomyślała logicznie, wpadłabym na to, że to, co było, już nie wróci. A On, ten dowcipny, przewrotny, cyniczny, inteligentny i znający łacinę On, przez lata, jakie upłynęły od jego pogrzebu (po 10 latach prawo stało po mojej stronie; mogłam legalnie i ostatecznie uznać go za zmarłego) stał się już tylko legendą, idealnym wyobrażeniem samego siebie.
Ale kobiety, które kochają, nie myślą logicznie.

Irytacja.
Tej lekturze to uczucie towarzyszyło w sposób niemal permanentny.
Z jednej strony widzę bowiem, że to on. Rozpoznaję – prawda, że chwilami, ale zawsze – znajome rysy, dowcip, ironię, żart. Z drugiej jednak, nie mogę wyzbyć się myślenia o tym, że przez te czternaście lat zmieniłam się tak bardzo, że teraz potrzeba czegoś więcej, bym przestała się dąsać i znów otworzyła dla niego swoje serce. I kiedy widzę, że on się nie stara, bardzo mnie to irytuje.

Ok, dostałam w przeprosinowym bukiecie parę informacji. Gdzie byłem, z kim i dlaczego stało się tak a nie inaczej. Kiedy jednak zdmuchnęłam świece i zapaliłam elektryczne światło, zobaczyłam że bukiecik podwiędły, wzięty ani chybi z wystawki, a nie szyty na miarę.
Może gdybym była młodsza, poprzestałabym na blasku świec. Pech chciał, że przez tych czternaście lat zdążyłam się wyleczyć z romantyczności.

Będę szczera.
Poszłam z nim do łóżka, owszem. Zarwałam noc. Jedną. Wystarczy.
Było miło.
Bywaj.

Bo owszem, coś się kończy, a coś się zaczyna. Ale nie w tym przypadku.
Nasza historia, Geralcie, definitywnie dobiegła już końca.

Andrzej Sapkowski „Sezon burz”. Supernowa, Warszawa 2013. 

67 komentarzy:

  1. Tak, tak ... miłość jest ślepa ale małżeństwo przywraca jej wzrok :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, upływ czasu robi swoje i po paru latach znów zaczynasz potrzebować okularów. Najchętniej różowych:)

      Usuń
  2. Tak bardzo mi przykro, kiedy czytam niepochlebne recenzje o najnowszych przygodach Wiedźmina, tak strasznie przykro...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję więc zamiast kolejnej recenzji przeczytać książkę. Będzie miło. A czy Wasza miłość przetrwa? Się okaże.

      Usuń
  3. Ja się zawiesiłem przed "Narrenturm" i zastanawiam się czy się odwieszać :) I boje się tylko, żebym nie musiał pisać o najnowszym Lynchu tego, co Ty napisałaś o "Sezonie ..." :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja "Narrenturm" też nie doczytałam, ale nie dlatego że mi się nie podobało, tylko nagle czas, w którym czytałam okazał się bardzo nie bardzo na tę książkę. I ciągle jakoś nie mogę się zebrać.
      Boję się zapytać, ale nie zamierzasz chyba brać Lyncha do łóżka?:P

      Usuń
    2. Do łóżka jak do łóżka, ale jak zrobi na mnie dobre wrażenie, to będę go brał nawet do kibla :P

      Usuń
    3. Oj, wkraczasz na grunty zarezerwowane dla tych, co lubią perwersyjnie, by nie użyć słowa "dewiacyjnie":( Mam nadzieję, że w ewentualnym poście wynurzysz się jednak ponad poziom kloaki.

      Usuń
    4. Rzadko kiedy sięgam po skatologiczne (jejku, zaraziłem się tymi trudnymi słowami po wiadomym wpisie u Marlowa) frazy, a i nadzieję, że rzecz będzie dobra, mam wielką, więc może obędzie się bez, wybacz, gównianego tekstu :D
      PS. Zmieńmy może temat :P Ja Sagę wciągnąłem nosem i do dziś pamiętam oczekiwanie na kolejne tomy (od matury po koniec studiów). Kurczę, to przecież było przed nocnymi kolejkami po Pottera :D

      Usuń
    5. Nie pomyślałam o tym, ale faktycznie, kolejne części sagi przypadły na taki właśnie okres i w moim życiu; tylko opowiadania były nieco wcześniej. Tym bardziej ciężko teraz odnaleźć się, bez tej atmosferęy radosnego i - nie oszukujmy się - mimo wszystko beztroskiego napięcia. Zwłaszcza że mnie ominęło już i stanie w kolejkach po Pottera.

      Usuń
  4. A mnie się Wiedźmin przestał podobać po trzecim tomie, więc mogłem spać spokojnie przez te wszystkie lata. A i teraz mogę :)
    Za to okładka dzieła świadczy o tym, że wydawnictwo, pewne, że i tak ma bestseller, nie zainwestowało w grafika. Poniekąd zrozumiałe, ale dwa nagie miecze??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeci tom odnosisz do kolejnych tomów cyklu ("pentalogii", jak uporczywie powtarza pan Sapkowski)? Moim zdaniem najlepsze są opowiadania, a jeśli chodzi o cykl, to faktycznie dwie pierwsze części są bezkonkurencyjne, potem trochę słabiej, ale moim zdaniem też nieźle.A
      Abstrahując zaś od (wątpliwej) urody okładki, to zamieszczenie na niej dwóch mieczy ma sens. Nie tylko Krzyżacy i Jagiełło się nimi posługiwali:P

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że cykl był tyle razy przepakowywany, że nikt już nie wie, który tom jest który. Na pewno Pani Jeziora się załapała do tej gorszej części. Najbardziej mi się zresztą podobał maleńki tomik chyba z kilkoma opowiadankami wydawnictwa Reporter, jedyny jaki mam zresztą.
      Pamiętam, że W nosił dwa miecze, ale żeby tak od razu je na okładkę? :P Gdzie miejsce na tajemnicę, niedopowiedzenie, grę wyobraźni? :)

      Usuń
    3. Nie mam pojęcia, co działo się z cyklem, bowiem dysponuję wyłącznie pierwszymi wydaniami i nie interesowało mnie to, kto i jak później to wydaje. I doskonale wiem, który tom jest który:)
      Do tego maleńkiego tomiku też mam duży sentyment; w pierwszym opowiadaniu występuje zresztą nie Geralt a Korin, co później obrosło wieloma sugestiami i pomysłami na temat tego któż zacz. Szukałam go wczoraj, ale gdzieś się zapodział, bidulek (a kiedy ostatni raz go widziałam, cały był rozpadnięty).
      Powiedzmy, że wokół mieczy w tej książce kręci się intryga. Co zresztą niewiele zdradza, więc walnięcie ich na okładkę też jest bez znaczenia.
      I powiedz mi, która polska współcześnie wydawanej książka klasyfikowana jako fantastyka miała okładkę pozostawiającą miejsce na tajemnicę i grę wyobraźni? Ja sobie nie przypominam.

      Usuń
    4. Ja też czytałem to białe, rozpadające się wydanie, ale kolejność starannie wyparłem, za to dokładnie wiem, gdzie jest mój Wiedźmin. Żadnego Korina nie pamiętam, ale w końcu to nie ja się kochałem w W. :P
      Okładki fantastyki faktycznie walą po oczach , czyżby wielbiciele fantastyki nie mieli dość wyobraźni, żeby sobie to i owo dośpiewać samodzielnie? :P

      Usuń
    5. Sformułowanie "kochać się w Wiedźminie" ani trochę nie oddaje złożoności uczucia, które żywię. Żywiłam. Sama nie wiem. Pójdę posiedzieć nad grobem i powpatruję się w stare zdjęcia, może mi się rozjaśni:P
      Wielbiciele fantastyki nie narzekają na brak wyobraźni; to wydawcy cierpią na brak gotówki na honoraria, względnie nie umieją odeprzeć ataku węży, co to im w kieszeniach siedzą.

      Usuń
    6. Ubierz się ciepło, siedzenie nad grobem o tej porze roku może się skończyć katarem. Albo napadem korzonków :P
      Ja myślę, że to węże kuszą do dawania takiej tandety na okładki. Ale od tego są wężami :)

      Usuń
    7. Potraktujemy to jako test dla tej miłości. Obawiam się jednak, że ja, On, katar i korzonki, to - jako już nawet nie trójkąt - za wiele, i któreś będzie musiało odejść:P
      Z pewnością każdy z mężczyzn - redaktorów naczelnych takich wydawnictw ma już upatrzoną Ewę, na którą zrzuci całą winę!

      Usuń
    8. Ja wiem, jak się ta Ewa nazywa: Kryzys :P

      Usuń
    9. Die Kryzys? Wszystko jasne, znów Niemcy nas biją!:P

      Usuń
    10. Mus chwytać te dwa nagie miecze i hajda na Germańca :P

      Usuń
    11. I widzisz, w ten to sposób wpłynęliśmy na okładkową głębię (jednak jest!).

      Usuń
    12. Mam nadzieję, że nas podczas bitwy nie wytłuką te malownicze pioruny :D

      Usuń
    13. Ja, jak na prawdziwą, otoczoną kłębem perfumowej woni, kobietę przystało, zamierzam stać z boku i czarować. Mogę przy okazji rzucić i na Ciebie jakieś piorunochronne zaklęcie, co mi tam:P

      Usuń
    14. Zaklęcie sobie odpuść, znając moje szczęście, trafiłabyś mnie centralnie :P

      Usuń
    15. Hm, w takim razie mogę jeszcze piszczeć głośno: "Za-co-fa-ny, za-co-fa-ny, dołóż mu, aaaaaaa!" Jeśli wespnę się odpowiednio wysoko w tonacji G-dur, wszystkie pioruny uciekną:P

      Usuń
    16. To ja poproszę o służbowy hełm z nausznikami chroniącymi przed hałasem :P

      Usuń
    17. A służbową fufajkę, znaczy się, zbroję, masz?

      Usuń
    18. Wyfasuję przez walką. A po walce liczę na zupę regeneracyjną z wkładką mięsną.

      Usuń
    19. Ale o ekwiwalent pieniężny za używanie własnej odzieży chyba wystąpisz?

      Usuń
    20. Mam to wpisane w umowie o pracę :D

      Usuń
    21. Łe, najemnik? To nie wiem, jak będzie z tą ochroną. Ja popieram tylko indywidualistów:P

      Usuń
    22. Takaś wybredna? To se sama Germańca bij, piorunami.

      Usuń
    23. Nie to nie, pójdę do Peruna, mam blisko.

      Usuń
    24. Do Swarożyca to dopiero, gdy akcja z Perunem się nie powiedzie i trzeba będzie wziąć tego Niemca i rozpalić razem z nim domowe ognisko:P

      Usuń
    25. No to Darz Bór. Czy Darz Perun raczej.

      Usuń
    26. I teraz nie wiem, czy dobrze mi życzysz, czy raczej niekoniecznie:(

      Usuń
    27. Ja Ci zawsze dobrze życzę, ale z Perunem to śliska sprawa:)

      Usuń
    28. Bardziej niż na śliskość, w tym akurat przypadku liczę na jego błyskotliwość. I żeby nie robił wiele hałasu o nic:)

      Usuń
    29. On sobie lubi pohuczeć:P Sprawdź, co powinnaś przywlec na ofiarę.

      Usuń
    30. Myślę, że "Sezon burz" razem z jego okładką będzie w sam raz (po czym padła, rażona gromami ciskanymi przez zagorzałych fanów AS).

      Usuń
  5. Ech. I co ja mam zrobić.. Wygląda na to, że podobieństwo przeżyć i decyzji życiowych ;) mogą sprawić, że i ja tak zareaguję. I teraz wpadłam w potrzask decyzyjny. Ponoć stara miłość nie rdzewieje, ale..ale.. może się z niej wyrasta?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to co robić? Czytać! A potem spojrzeć na to, co przyniósł ze sobą Geralt i albo wykopać go za drzwi (zachowując jednak wspomnienia wspólnej nocy), albo przytulić do łona i razem leczyć rany:)

      Usuń
  6. Swego czasu szykowałem się na Sapkowskiego ale przypadkiem trafiłem na "Wiedźmina" w TV - mimo, ze kręcony w moim rodzinnym mieście (bo nie powiem - zamku) i rewirach, które bardzo lubię zrobił na mnie był rozczarowujący w zestawieniu z tymi wszystkimi "och i ach", które słyszałem na temat książki, tak że sobie odpuściłem. I z tego co piszesz wygląda na to, że słusznie bo to chyba jedna z tych książek, które mają swój czas, który niestety bezpowrotnie przemija.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączenie filmu (wszystko jedno - kinowego czy telewizyjnego) z tym cyklem to niewybaczalny błąd. Teraz już nie pamiętam, czy z kina wyszłam, czy jednak dotrwałam do końca, ale było to jedno z bardziej żenujących przeżyć filmowych, jakie mi się kiedykolwiek zdarzyło.
      Dlatego na Twoim miejscu zaryzykowałabym kiedyś wiedźmińskie opowiadania. Ich lekkość, erudycyjność i dowcip mogłyby Ci się spodobać. Choć głowy nie dam:)

      Usuń
    2. Po takim dictum z Twojej strony jest jednak cień nadziei dla "Wiedźmina". Piszesz o opowiadaniach a ja sądziłem, sam nie wiem czemu, że to cykl powieści :-)

      Usuń
    3. Dołączę z boku i podzielę zdanie momarty. O filmie i serialu (zwłaszcza) należy zapomnieć, a już o styropianowym smoku i innych rodzimych FXach, to lepiej w ogóle nic nie wiedzieć :D Gdyby wybierać kinematograficzną kiszkę ostatniego dwudziestolecia "W" spokojnie mógłby powalczyć o podium :)

      Usuń
    4. Marlow: ja mam opowiadania wydane pod tytułami "Ostatnie życzenie" i "Miecz przeznaczenia". Gdzie i pod jakim tytułem są one wydawane teraz, nie mam pojęcia. Zasadniczo można to traktować jako cykl, ale sam Sapkowski mocno podkreśla odrębność pięcioksiągu. Na pewno jednak jeśli okaże się, że opowiadania u Ciebie nie chwycą, będziesz wiedział że nie ma sensu sięgać po cykl.
      Bazyl: Z serialu widziałam ze dwa odcinki, ale odniosłam wrażenie, że był odrobinę (ale to doprawdy subtelna różnica) mniej żenujący niż film w wersji kinowej. Pamiętam to pełne napięcia oczekiwanie na pojawienie się smoka; pamiętam również dźwięki wydawane przez widzów w kinie, tuż po tym gdy wreszcie go ujrzeli:)

      Usuń
    5. Które z nich (chyba że jakieś trzecie) poleciłabyś jako specialite de la maison? Widziałem tylko kawałek serialu w TV i mimo, że wszystko co jest kręcone na zamku w Malborku z definicji jest the best :-) to tym razem zapłakałem gorzkimi łzami. Poziom jak nie przymierzając "Znaku orła" czy "Przyłbic i kapturów", tak że nie dociągnąłem do końca odcinka. A jeśli serial jest lepszy od wersji kinowej to chyba powinni zwracać w kasach za bilety.

      Usuń
    6. Poleciałabym chyba po bożemu, łatwiej będzie Ci wczuć się w klimat. Czyli pierwszy pełen, nie zaś próbkowy, zbiór opowiadań, jaki się ukazał: "Ostatnie życzenie".
      Swego czasu zarówno film, jak i serial zostały tak gruntownie schłostane biczami krytyki, że wszystko, cokolwiek bym teraz napisała, będzie tylko popłuczynami. W każdym razie: dno dna. Jedno natomiast było znakomite (w filmie na pewno, nie wiem jak w serialu) - muzyka. Mam w domu płytę i co jakiś czas z przyjemnością słucham. Ale to Ciechowski, więc wiadomo:)

      Usuń
    7. @momarta Masz rację. Po prostu jak sobie przypomniałem, to z wrażenia to "zwłaszcza" postawiłem nie przy tym filmie :( A wracając na grunt literacki, to mam ochotę popróbować Meekhanu Wegnera :)

      Usuń
    8. Ja też mam ochotę, i to coraz większą. Z nowych nazwisk (walor nowości jest tu oczywiście względny, dla mnie jednak to nowe osoby) na razie zaopatrzyłam się jednak tylko w Kańtoch; Wegner pójdzie na drugi rzut.

      Usuń
    9. Dzięki - spróbuję ale na Twoją odpowiedzialność - jakby co :-)

      Usuń
    10. Napisałabym, że po odejściu od bloga reklamacji nie uwzględnia się, ale co mi tam. Będę dzielna, nawet gdy będziesz ciskał gromami niczym Perun:)

      Usuń
  7. Jakaś epidemia na świetne posty, czy co. W każdym razie ten (nie uchybiając innym twoim wpisom) bardzo, bardzo smakowity. Mimo, że temat zupełnie mi obcy, tzn. Wiedźmin, Sapkowski, fantasy a nie temat uczuć i to złożonych do pisarza-twórcy- kreatora wyobraźni. Zastanawiam się tylko, czy dziś (w moich latach) zdolna byłabym polecieć o pierwszej w nocy (zakładając, że niemal codziennie wstaję o 5.15) do paczko-matu po jakąkolwiek książkę. Chyba raczej nie, ale po płytę z musicalem (oczywiście jednym z mojego katalogu the best) całkiem możliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak o tym pomyśleć, to ja już do bardzo niewielu rzeczy jestem zdolna. Albo może bym i była zdolna, ale nie mam siły być. Ciesz się więc, że pobiegłabyś chociaż po płytę:)
      A jeśli to epidemia, to bardzo się cieszę, że ja nieszczepiona:))

      Usuń
  8. Dopuszczam możliwość rozczarowania się, ale dam szansę tej miłości ;-). Dla Wiedźmina może nie wszystko, ale na pewno wiele.
    Co do filmu - kiedy wyszłam z kina, usilnie wierzyłam, że on dlatego jest kijowy, bo poskracany, i że serial będzie znacznie lepszy. Jakże srogi zawód mnie czekał... Swoją drogą to też pewne mistrzostwo: żeby mając za podstawę znakomitą prozę, dobrą obsadę, niegłupio wybrane plenery - tak spaprać temat... ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego napisanie i wydanie tej książki z pewnością było inwestycją stosunkowo niskiego ryzyka. Takich jak my będzie więcej:)
      Teraz już nie pamiętam, w czym tkwił największy problem jeśli chodzi o nieudaną ekranizację; obawiam się, że we wszystkim po trochu, choć niewątpliwie znaczący był udział efektów inaczej specjalnych.

      Usuń
  9. Myśląc nielogicznie również zamówiłam, ale nie dostałam sms-a 31.10, ale tylko dlatego, że bardzo inteligentnie podałam nr telefonu domowego zamiast komórki.. Email poszedł do spamu i efekt był taki, że odbierałam paczkę w oddziale Inpostu - bez pewności, że ją dostanę, bo wysyłający zamiast wpisać dane odbiorcy podał tylko email (nie mój w dodatku).
    Przeczytać przeczytam na pewno, ale mnie zmartwiłaś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogratulować, pogratulować:D Jakbym jednak wiedziała, że będą mnie budzić w środku nocy, też podałabym nr stacjonarny.
      Zaczynam odczuwać lekkie wyrzuty sumienia, zwłaszcza że i własny mąż po przeczytaniu tego posta popatrzył na mnie z wyrzutem. Może dodam więc, że to nie jest zła książka, na pewno nie. Ale jeśli mam wszczynać całą upierdliwą procedurę uchylenia uznania W. za zmarłego, muszę być naprawdę przekonana co do tego, że warto. A jakoś nie jestem.

      Usuń
  10. :-))) Dobrze, że nic mnie z nim nie łączy bo kto wie, może byłabym zazdrosna? Albo wyzwała Cię na pojedynek? A tak... Tylko się pośmiałam i odetchnęłam z ulgą, że nie dałam mu się nigdy uwieść. Nie lubię rozczarowań. ha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdziwa miłość zawsze łączy się z rozczarowaniami, więc jeśli nie książkowo, to z pewnością życiowo dobrze wiesz o czym mówię:)
      A na pojedynek można mnie wyzywać, bardzo proszę. Trzeba się jednak liczyć z tym, że przedstawię wiarygodne i niepodważalne zwolnienie lekarskie!:P

      Usuń
  11. Jestem świeżo po lekturze. Czytając, cały czas miałam w głowie Twoje rozczarowanie. I tak sobie myślę, że może to nie Wiedźmin jest gorszy niż kiedyś, ale po prostu my się zmieniliśmy przez tych naście lat i nie zadowala nas to, co dawniej wręcz oczarowywało. Mój tata przed lekturą "Sezonu burz" odświeżył sobie wszystkie poprzednie tomy. Pytałam, czy jego zdaniem nowa część odbiega jakoś drastycznie od poprzednich. Nie odniósł takiego wrażenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno to my się zmieniliśmy (ja w każdym razie na pewno), ale nie sądzę aby (a przynajmniej nie w tym kontekście) była to zmiana na gorsze. Poza tym, nie oszukujmy się, od tamtego czasu przeczytałam nie jedną i nie dwie dobre książki z tego gatunku co Wiedźmin, mam więc dużo szerszą niż wcześniej skalę porównawczą.
      Poza tym jednak wcale nie dziwi mnie reakcja Twojego taty. On jest przecież mężczyzną, a więc już z definicji mniej działały na niego Geralcie uroki:)
      Nie napisałaś natomiast nic o tym, jak Ty odebrałaś tę książkę. Było miło czy może jednak fantastycznie?

      Usuń
    2. Sama przyznajesz, że masz teraz szersze spojrzenie. Może jednak gdybyś to dziś a nie wtedy zaczęła czytać serię, Twoje wrażenia z poprzednich tomów również byłyby mniej entuzjastyczne...
      Mnie "Sezon burz" nie poraził, chociaż nie zgadzam się też z opiniami, że to książka dedykowana młodocianym fanom gier o Wiedźminie. No, ale ja nigdy nie miałam tak emocjonalnego stosunku do głównego bohatera, więc nie oczekiwałam cudów ;).

      Usuń
    3. Może, a może nie? To jedna z rzeczy, których nie dowiemy się nigdy:) W każdym razie, mój mąż który podszedł do "Sezonu burz" z dużo większą wyrozumiałością niż ja, też twierdzi że różnica pomiędzy starszymi tomami (a zwłaszcza opowiadaniami) jest wyraźna (na niekorzyść Sezonu, oczywiście).
      Łączenie tej książki z fanami gry komputerowej jest o tyle uprawnione, że spora część czytelników to zarazem gracze. Przy czym nawet ci młodociani nie muszą być głupawi, jeśli o to chodziło:P
      I nie, ja też nie oczekiwałam cudów. Ale jeśli już mamy odkręcać uznanie za zmarłego, to przydałyby się niedpodważalne dowody, że on to on, nie zaś tylko poszlaki.

      Usuń