czwartek, 28 listopada 2013

O śmierci metodycznie i naukowo, czyli definitywnie żegnam się z listopadem

Plan zakładał, że w listopadzie będę cyklicznie pisać o śmierci w książkach dla dzieci oraz o potworach i strachach.
Lubię mieszać szyki planom.
A poza tym listopad okazał się być wyjątkowo i złośliwie krótki, za to przerażająco napięty.

Aby planowi nie było bardzo smutno, postanowiłam zamknąć chociaż cykl śmiertelny. Postraszyć się wszak zdążymy, wieczory jeszcze długo będą czarne.

O śmierci u mnie do tej pory było obrazkowo, dziadkowo i przyrodniczo. W zasadzie warto byłoby się jednak dowiedzieć o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.


Żadna z trzech książek, o których napiszę nie jest moim zdaniem przeznaczona dla dzieci, które właśnie doświadczyły śmierci. Dla dorosłych zresztą też nie.
Kiedy niedawno wróciłam z pogrzebu bliskiej mi osoby, wzięłam do ręki „Niebo” Gilberta. Nie miałam wtedy ochoty czytać o fizjologii śmierci, o tym co dzieje się z ciałem i jak w różnych kulturach celebruje się czyjeś odejście. W odróżnieniu od dzieci znam odpowiedzi na większość prostych pytań, niekiedy aż za dobrze, co nie znaczy, że w takich sytuacjach mam ochotę czynić z tej wiedzy użytek.

Każda z trzech książek, które trafiły w moje ręce jest nieco inna.


Francuska „O Grzesiu, chłopczyku, który nie przestawał zadawać pytań”, traktuje o śmierci jako tylko o jednym z wielu poruszanych problemów. Pomiędzy odpowiedzią na pytanie o to „dlaczego trzeba chodzić o przedszkola?” i „gdzie byłem, kiedy mnie nie było?”, autorzy próbują bowiem wytłumaczyć i to, „co to jest śmierć?”. To raczej tylko muśnięcie tematu, bez szerszego rozwinięcia, ale na początek, zwłaszcza dla młodszych dzieci, znakomicie moim zdaniem się nada.


Dwie pozostałe to pozycje prosto ze Szwecji, napisane i zilustrowane przez osoby całkowicie pozbawione kompleksów. Do tej pory wydawało mi się, że ten kto bazgrze jak kura pazurem (ja! ja!) powinien unikać pokazywania swoich rękodzieł osobom trzecim. Zdaje się jednak, że jest to pogląd niesłuszny, bo chyba – sądząc po sukcesie obu pozycji - można na tym sporo zarobić.
Zarówno bowiem Jonathan Lindström, jak i Pernilla Stalfelt rysują moim zdaniem fatalnie (gdyby któreś z nich miało wygrać w konkursie na najgorszego rysownika, postawiłabym na Stalfelt), za to dosadnie.

Tu próbka możliwości pani Stalfelt:



Tu zaś pana Lindströma:


Jeśli chodzi jednak o udzielanie odpowiedzi na różne nurtujące dzieci pytania, oboje są bezkonkurencyjni.

O ile Stalfelt skupia się bardziej na kwestiach prozaicznych, takich jak sam proces umierania oraz obrzędy i zwyczaje związane z pochówkiem, o tyle Lindström więcej miejsca poświęca na rozważania naukowo-filozoficzno-religijne. Stalfelt jest przy tym lakoniczna i politycznie poprawna, natomiast Lindström stara się ukazać całą złożoność problemu, wielokrotnie podkreślając ludzką bezradność w podejmowanych próbach wyjaśniania fenomenu śmierci i narodzin. 

Jeśli kogoś oburza to, że dzieciom ośmio-dziesięcioletnim (bo taki chyba jest właściwy krąg adresatów obu tych książek), chowanym w kraju, w którym dominującym wyznaniem jest wyznanie rzymskokatolickie, podsuwa się pozycje, w których poddaje się w wątpliwość to, czy aby na pewno człowiek jest obdarzony nieśmiertelną duszą, na pewno nie powinien  sięgać po żadną z tych książek.
Ci jednak, którzy dostrzegają, że żyjemy w świecie, w którym coraz więcej osób wierzy w nic, a w każdym razie mocno wątpi, nie powinni się bać, zwłaszcza książki Lindströma. Pisze on bowiem z dużym taktem i wyczuciem, a z każdego napisanego przez niego słowa bije szacunek do drugiej osoby i jej poglądów. Z takim podejściem mamy zaś do czynienia zdecydowanie za rzadko, być może dlatego tolerancja nie jest naszą najsilniejszą stroną.

Dlatego, o ile nie jestem pewna czy sięgnę po kolejne pozycje napisane przez Stalfelt, wydawane u nas w serii „Mała książka o…” (nie pociąga mnie zwłaszcza ta o kupie), o tyle kupiłam już dwie pozostałe wydane w Polsce książki dla dzieci napisane przez Lindströma. To on, a nie Stalfelt uświadomił mi bowiem nie tylko to, że jest wiele pytań, na które nie znam odpowiedzi, ale – co gorsza – że są takie, o których dotąd nie wiedziałam, że powinnam je sobie postawić.

Matthieu de Laubier, Marie Aubinais, Gwénaëlle Boulet, Catherine Proteaux “O Grzesiu, chłopczyku, który nie prestawał zadawać pytań”, przełożyła Klementyna Suchanow. Wydawnictwo Znak, Kraków 2012.
Pernilla Stalfelt „Mała książka o śmierci”, przekład Iwona Jędrzejewska. Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2008.
Jonathan Lindström „Tajemnica śmierci”, tłumaczenie Magdalena Kostrzewska. Wydawnictwo Czarna Owieczka, Warszawa 2011.

108 komentarzy:

  1. Wszyscy zamilkli w obliczu nieuniknionego :P Ja, najdłużej jak tylko się da, będę w wyborze lektur unikał tematów funeralnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Równie prawdopodobne są dwie inne przyczyny zamilknięcia: pierwsza - wszystkim się już znudziło, bo ile można o tym samym; druga - wszyscy siedzą i pilnie pracują, zamiast zaglądać na blogi:P
      Co do wyboru lektur, ostatnio myślę że lepiej przeczytać coś wcześniej, zupełnie bez związku z własnym życiem, żeby potem, w ogromie zmartwień i kłopotów, chociaż ten jeden mieć z głowy.

      Usuń
    2. Bardzo być może, że ja stosuję nieprzystającą do moich pierwszych siwych włosów, metodę nurkowania w wesołość, a nawet niekiedy, wesołkowatość, książek dla dzieci, ale na razie będę się tego trzymał. No i mam bardzo ambiwalentny, acz na razie oparty tylko na przeczuciu, stosunek, do "Małych książek o ..." :P

      Usuń
    3. Powinienem wykorzystać rzucone koło ratunkowe i napisać, że pracuję i nie czytam. Ale czytam, tylko milczę w obliczu nieuniknionego.
      Z kwestii merytorycznych pan L. rysuje gorzej, pani S. wpisuje się w te koślawe obrazki z Lassego i Mai.

      Usuń
    4. A widzisz, ja jako genetycznie obciążona, konieczność oswojenia się z pierwszym siwym włosem przeżyłam już jakieś dziesięć lat temu, więc może dlatego taka wyrywna jestem?:P
      "Małe książki o..." niezbyt dobrze brzmią i wyglądają, ale z treścią, przynajmniej w tej o śmierci, nie jest najgorzej. Najlepiej też jednak nie, dlatego zdecydowanie wolę Lindstroma.

      Usuń
    5. ZWL: następnym razem nie będzie koła, tylko wiosłem po łbie:P Skojarzenie z rysunkami z Biura Detektywistycznego faktycznie trafne; może to jakaś szwedzka szkoła pseudorysunku?

      Usuń
    6. Jak wiosłem dostanę, to na pewno nic nie napiszę:P Może oni się od siebie uczyli albo ściągali? Znaczy pani S. i ta od Lassego.

      Usuń
    7. No, jeśli nie wiesz, że gdy ktoś wykonuje wysiłek i rzuca koło ratunkowe, choć obawia się, że sam się przy tym pogrąży, to należy wylewnie okazać mu wdzięczność, a nie walić prosto z mostu całą brutalną prawdę, jak nic oznacza to, że potrzebna jest terapia siłowa. Jak nie zabije, to nauczy rozumu:P
      Biorąc pod uwagę, że szwedzkie książki dla dzieci są dość charakterystyczne i łatwo rozpoznawalne, stawiałabym na działanie raczej zorganizowanej grupy trzymającej wydawnictwa.

      Usuń
    8. Doprawdy, wdzięczen jestem za to koło, ale żeby od razu bić za szczerość?

      W naszym pięknym kraju podobną estetykę reprezentował pan Kryska, który upiększył swoją kreską cykl o Janeczce i Pawełku:(

      Usuń
    9. Czasem trzeba, choć to zdecydowanie przede wszystkim wyraz bezsilności bijącego.
      Pana Kryski i jego kreski (cóż za piękna zbitka!) nie pamiętam, ale to pewnie dlatego, że akurat ten cykl pozostał u moich rodziców. Przy najbliższej bytności obejrzę, choć nie sądzę, aby mogło być aż tak źle.

      Usuń
    10. Nie musisz czekać do bytności. Pan Kryska maltretujący Chmielewską jest tu: http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/IZEbt4LaHKprlMQDmB.jpg
      i tu: http://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/mj/bb/5mg5/2OxbK3bDbsYjzKDbGB.jpg

      Usuń
    11. Fachowcy od ilustracji z pewnością wytłumaczyliby Ci dlaczego jest tak jak jest, dlaczego to jest fajne i dlaczego powinno Ci się podobać :P I potwierdzam - Lindström gorszy.

      Usuń
    12. Specjaliści mogą mi tłumaczyć i mogą przekonywać, ale ja dalej nie wiem czemu ma mi się podobać biały trójkąt na niebieskim tle i czemu mam za to zapłacić pięć dych :D

      Usuń
    13. Cofam to, co napisałam o "nie aż tak źle". Jak mogłam zapomnieć o tak wstrząsających rysunkach?:) Jedno jest pewne: te rysunki można było mieć za mniej niż pięć dych!
      Co do rywalizacji o palmę brzydactwowego pierwszeństwa, zgoda jeśli chodzi o prezentowane przeze mnie próbki. W całości mnie jednak bardziej odrzuca od Stalfelt, choć to pewnie jak zwykle rzecz gustu.

      Usuń
    14. Wyparłaś tę ohydę, ale tkwi ona nadal w Twoje podświadomości i równie podświadomie starasz się przed nią chronić dzieci. Z różnym rezultatem :P

      Usuń
    15. Cóż za cudownie racjonalne usprawiedliwienie dla zwykłej sklerozy, dziękuję!:P "Różne rezultaty" to oczywiście efekt zamierzony - dzieci muszą przecież kiedykolwiek zobaczyć to, przed czym powinny uciekać, nieprawdaż?:)

      Usuń
    16. Zawsze do usług:P Oczywiście, powinny wiedzieć, czego się wystrzegać

      Usuń
    17. Dodałabym jeszcze, że ważne jest, by wiedzę o konieczności osobistego zapoznawania się przynajmniej z niektórymi zagrożeniami upowszechniać też wśród rodziców.

      Usuń
    18. W tym celu należy urządzać wycieczki do alejek z książkami dla dzieci w dowolnym hipermarkecie.

      Usuń
    19. Miałam na myśli także inne zagrożenia, niekoniecznie książkowe. Ale Ty oczywiście, możesz grzecznie wędrować po hipermarketach, ja zaś zboczę na inną ścieżkę:P

      Usuń
    20. Proszę uprzejmie, ale żebyś potem nie narzekała, że coś Cię ominęło :P

      Usuń
    21. Nieobecność w hipermarkecie spowoduje, że ominą mnie co najwyżej kolejki do kas oraz świeża dostawa chińskich ręczników; jakoś przeboleję:P

      Usuń
    22. A co ze znajomością świeżych trendów w grafice dla dzieci? Przed świętami wydawnictwo Olesiejuk ma wiele do zaproponowania :D

      Usuń
    23. Ja tam sobie pooglądam wygraną na fejsiku "Mysią orkiestrę", bo to jest moja, nomen omen, bajka, jeśli chodzi o rodzaj ilustracji. O!

      Usuń
    24. Wydawnictwo Olesiejuk niezmiennie prezentuje ten sam trend, który rozpoznaję nawet z zamkniętymi oczami. Jedyne co może u nich ewoluować to stosunek ilości używanych w prezentowanych pozycjach słów, do ilości użytego w celach ozdobnych brokatu. Pozwól więc, że sobie to tylko wyobrażę, a macać nie będę:P

      Usuń
    25. No to tylko pamiętaj, że na listach do Mikołaja piszemy dużymi literami, że jak książki to nie z wydawnictwa O. :P

      Usuń
    26. Bazyl: gratuluję, gratuluję! Też coś bym chętnie wygrała, choć wolałabym celować w szóstkę w Lotto:) A "Mysia orkiestra" wiadomo, że jest znakomicie zilustrowana - Emilię Dziubak to ja biorę w ciemno!
      ZWL: Mikołaj, który obsługuje nasz rewir doskonale wie, że u nas z Olesiejukiem nie ma się co pokazywać. Wystarczyło raz dopisać na dole listu małym druczkiem coś o możliwości dochodzenia zadośćuczynienia pieniężnego i nakazania przeproszenia:P

      Usuń
    27. Strasznie Mikołaja paragrafami? Zgroza, do czego to dochodzi. A ciasteczka mu pewnie wystawiacie z otrąb owsianych plus mleko ryżowe?

      Usuń
    28. Szóstka szóstką, ale ja to bym się zadowolił radiową kumulacją :) Zresztą, masz rację, jak już wsiadać to na wysokiego konia, czy jakoś tak. A książka i tak cieszy, bo jej wygranie oznacza, że będzie na inną :D

      Usuń
    29. Kto tu mówi o straszeniu? To tylko lojalne informowanie drugiej strony stosunku prawnego o skutkach zawarcia umowy na dostarczanie podarków; wszystko w pełnej zgodzie z zasadami współżycia społecznego:P Ciasteczka nie z otrąb, ale z płatków owsianych, bardzo lubi, natomiast mleko tylko krowie, 3,2%:)

      Usuń
    30. Bazyl: nieładnie tak mi się wstrzelać w czasie pisania:) Nie mam pojęcia, co rozumiesz pod "radiową kumulacją", ale niech Ci będzie.
      Twój tok rozumowania odnośnie wygranych w konkursach książkowych w pełni podzielam i boleję, że ja zdana tylko na własne siły:(

      Usuń
    31. Momarto, a to nie podchodzi pod klauzule niedopuszczalne, czy jak się tam zwą? On z dobrego serca i z niewielkim budżetem, a Ty mu brutalnie odcinasz źródło zaopatrzenia w prezenty. Nawet mleko 3,2 tego nie zrekompensuje

      Usuń
    32. Absolutnie pod nic nie podchodzi - on jest profesjonalista, właściciel sporej fabryki (jak mnie zeźli, to jeszcze naślę mu PIP, żeby ustalił w jakich warunkach pracują elfy!), a ja biedna konsumentka:) A przy skromnym budżecie trzeba pomyśleć nad zwiększeniem wydajności własnej wytwórni (patrz: warunki pracy elfów), zamiast opierać się o tanią chińską siłę roboczą:P

      Usuń
    33. Widzę, że masz temat dokładnie przerobiony, więc nie dyskutuję. Biedny Mikołaj. Chociaż jest szansa, że kontrolerom da w łapę i się wykpi :P

      Usuń
    34. Ciekawe, czy gdy znajdziesz pod choinką jakieś cudne dzieło wydane przez Olesiejuka, nadal będziesz pełen współczucia:P Zastanów się więc, jeszcze nie jest za późno, by zamieścić u dołu listu stosowny dopisek!

      Usuń
    35. Mnie to nie grozi, ale progeniturze i owszem:) Ale w końcu muszą się dzieci dowiedzieć, czego unikać :P

      Usuń
    36. Tobie nie grozi? Czyżbyś zdążył już samodzielnie postraszyć Mikołaja?:P A dzieci już chyba zdążyły się akurat tego dowiedzieć, miej litość!

      Usuń
    37. W tym roku nie zamawiam nic książkowego, a skarpetek Olesiejuk jeszcze nie robi:P

      Usuń
    38. Uwierzę w prawdziwość pierwszej części zdania dopiero wtedy, gdy zobaczę skarpetki od Olesiejuka!:P

      Usuń
    39. Skarpetki będą ze sklepu chińskiego Czerwony Diament w wiejskim centrum handlowym:P

      Usuń
    40. Myślisz, że u Mikołaja aż taki kryzys?

      Usuń
    41. Sądząc po moich własnych mikołajowych planach, to kryzys jak cholera:P

      Usuń
    42. No popatrz, a ja oglądając ostatnio w jakiejś poczekalni któryś z "luksusowych" polskich miesięczników dla kobiet, obfitujący w propozycje świątecznych prezentów, odniosłam wręcz przeciwne wrażenie.

      Usuń
    43. Ja tam czytuję tylko darmowy biuletyn gminny, a tam ciągle piszą, że brakuje na wszystko :P

      Usuń
    44. To ja już wolę darmowo oglądaną prasę luksusową, chociaż przez parę minut mogę pobyć w świecie iluzji:P

      Usuń
    45. Ale czy potem zderzenie z rzeczywistością nie jest boleśniejsze? Pomijając nawet skutki wizyty u dentysty :P

      Usuń
    46. Gdybym kiedykolwiek naprawdę pragnęła kolii z brylantami, pewnie po odłożeniu tych gazet łkałabym jeszcze długo w noc:P Na szczęście nigdy nie marzyłam akurat o takich prezentach:)
      A od mojego dentysty zawsze wychodzę uśmiechnięta i zadowolona, o!:P

      Usuń
    47. Nie, to działa po prostu znieczulenie połączone z obustronnym urokiem osobistym:P

      Usuń
    48. Obawiam się, że patent na mój urok osobisty kosztowałby tyle, że cała inwestycja stałaby się nieopłacalna:PP

      Usuń
    49. Myślałem, że to pan doktor roztacza czary swe wszystkie, co w połączeniu z narkotykiem daje te upojne efekty:) Ale widzę, że faktycznie dodanie do tego jeszcze Twojego czaru byłoby nieopłacalne w masowej produkcji :P

      Usuń
    50. Toteż właśnie:) Aby nie było Ci jednak tak bardzo smutno, dodam że o ile ja swe uroki roztaczam za darmo, o tyle panu doktorowi za jego muszę niestety płacić:(

      Usuń
    51. Powinien Ci udzielać rabatu, w końcu dokładasz własny urok.

      Usuń
    52. Obawiam się, że cena którą płacę, uwzględnia rabat:(

      Usuń
  2. Jestem widocznie skrzywiony przez lecącą w tyrce zetkę. A chodzi mi o TO :) I jak to wstrzelać? W inteligentnej rozmowie na poważne tematy nie można czekać z wypowiedzeniem złotych myśli, które odwiedzający Twojego bloga będą spijać z tychże tu zamieszczonych komentarzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz to się jak raz nie wstrzeliłem :P

      Usuń
    2. Teraz to zaliczyłeś solówkę:P
      Zetki nie używam, toteż nie wiedziałam, że rozdają pieniądze. Nawet one mnie jednak do nich nie przekonają.
      Tak, ten blog słynie z tego, że czyta się głównie komentarze, a postami mało kto sobie zawraca głowę:P

      Usuń
    3. Odnośnie ostatniego zdania, to nieprawdą jest jakoby. Razem z Sz. P. Koleżeństwem komentującymi zawsze wychodzimy od nawiązań do tekstu źródłowego. A potem ... :P

      Usuń
    4. Potem to wszyscy zachodzą w głowę, jak można dojść od śmiertelnej powagi do Mikołaja w Radiu Zet:P

      Usuń
    5. Kolega Bazyl ma absolutną rację, zawsze wychodzimy od tekstu:) A potem no cóż, grunt, że dyskusja kwitnie:)

      Usuń
    6. Ależ oczywiście, ja tam wcale nie narzekam:) Gdyby jednak komentarze zechcieli zamieszczać wszyscy ci, którzy w ostatnich dniach masowo tu zaglądali, szukając prostych rozwiązań trudnych pytań, w sam raz do bezmyślnego przepisania do zeszytu, to dopiero byłoby od czapy. A do tego z błędami ortograficznymi:(

      Usuń
    7. Znaczy, że my Ci już nie wystarczamy? Pży najmniei nie robimy błenduf :P

      Usuń
    8. Chcesz rotacji grona komentującego? Przeczytaj książkę z wątkiem/o podtekście politycznym/religijnym i daj upust swojej opinii. Zaręczam skutek :P

      Usuń
    9. A właśnie miałem coś napisać o obrotach Bazylowych komentarzy :P

      Usuń
    10. ZWL: Bazyl chciał po prostu poszerzyć grono komentujących:) A brak błędów doceniam; zresztą nie tylko za to Was lubię:)
      Bazyl: o nie, nie, w wątki polityczne nie dam się wmanewrować. Prędzej w religijne, ale i tak ci, którzy mogliby się oburzyć, dawno przestali tu zaglądać, więc będzie nudno jak zwykle:P

      Usuń
    11. O niewdzięczna! My tu z kolegą Bazylem na rzęsach stajemy, a Ty twierdzisz, że nudno jak zwykle? Foch.

      Usuń
    12. Dobrze, dobrze idzie. Focha Zacofanego jeszcze nie widzieliśmy!:P

      Usuń
    13. Dolewaj jadu, dolewaj, to jeszcze i bojkot zobaczysz :P

      Usuń
    14. Napisałabym zjadliwie, że napiszę o Kubusiu Puchatku i zamiast bojkotu będę miała po kilka tysięcy wejść dziennie, ale właśnie dostałam telegram od świętego Mikołaja. Trochę rozmazany, bo leje, ale udało mi się odczytać wzmiankę o rózdze:( Więc rozsiądę się tylko wygodnie, zaproponuję herbatki i z rozszerzonymi z podziwu źrenicami będę chłonąć każde Wasze świeże i dowcipne słowo, bijąc co chwilę brawo! (Dobrze?)

      Usuń
    15. Mikołaj wie, co to męska solidarność :P Brawo sobie daruj, herbatki nalej, z prądem, bo ziąb :)

      Usuń
    16. Rozumiem, że źrenice zostają?:P Biegnę więc po grzałkę, starając się nie mrugać.

      Usuń
    17. Źrenice sobie odpuść, jeszcze zapalenia spojówek dostaniesz albo i czego gorszego :P

      Usuń
    18. Twa troska wzrusza mię. Bez obaw, dwie dekady noszenia soczewek kontaktowych uczyniły ze mnie człowieka o oczach mutanta:P

      Usuń
    19. a to proszę uprzejmie, możesz nie mrugać :P

      Usuń
    20. To proszę, bez mrugnięcia okiem: herbatka tu, a wolty tam. Sam wymieszasz czy pomóc?

      Usuń
    21. Gdzieżbym śmiał Cię fatygować. Sam wymieszam :)

      Usuń
    22. Tylko pamiętaj o zachowaniu właściwych proporcji!

      Usuń
    23. Spoko wodza:) Po piracku: kubek prądu i kropla herbaty.

      Usuń
    24. Aż się prosi, aby w tym miejscu przywołać jeden z paru dobrych fragmentów z "Sezonu burz" (mało oryginalnie, bo co drugi go przywołuje), kiedy to Geralt trafił do sprzedającej towar na kwaterki starowinki, nad którą widniał napis: "Szczęście i radość - tylko u mnie. Ogórek gratis." Chcesz ogórka do herbaty?:P

      Usuń
    25. A mogę dostać garść rodzynek albo dżemu truskawkowego?

      Usuń
    26. O matko, chyba Cię poraziło! To znaczy, ekhem, oczywiście, drogi Zetwuelku, proszę, oto rodzynki, niesiarkowane!:P

      Usuń
    27. Bo ja do herbatki tylko słodkie :P Gdybyś polewała czystą, to faktycznie ogóreczek i kawał kiełbasy :D

      Usuń
    28. A mówiłam, żeby pamiętać o proporcjach?! Zwłaszcza, że ogórków ci u mnie dostatek, za to rodzynków niekoniecznie:(

      Usuń
    29. No trudno, już tej kropli herbaty nie wyjmę :( Chyba żebyś dała większy kubek i rozcieńczyła prądem. To wtedy ogórek będzie akuratny :P

      Usuń
    30. O nie, nie, jak dla mnie jesteś już wystarczająco porażony. Najwyżej wyskrobię rodzynki z ciasteczek:P

      Usuń
    31. Nie bądź drobiazgowa, daj w ciasteczkach :P Ale widzę, że zakupy przedświąteczne nie poczynione, skoro bakalii brak.

      Usuń
    32. A to proszę bardzo, właśnie dziś upiekłam:P Oczywiście, że nie było jeszcze przedświątecznych zakupów - czy Ty uważasz, że jestem Perfekcyjną Panią Domu?

      Usuń
    33. No sorry, ale wydajesz sprzeczne sygnały: z jednej strony świeżo upieczone ciasteczka, z drugiej zaś szokujące braki w zaopatrzeniu spiżarni :P

      Usuń
    34. No przepraszam, ale jeśli mam w domu trzy potwory zżerające na bieżąco każdą ilość dopiero co upieczonych ciasteczek (plus potwór czwarty, dochodzący), to nie mam czasu na uzupełnianie braków zaopatrzenia w spiżarni. Nie mówiąc już o czasie na wycieraniu kurzu, który ścieli się grubą warstwą wszędzie poza stołem w kuchni. Test białej rękawiczki nie dla mnie!:P

      Usuń
    35. wykorzystaj apetyt potworów i skanalizuj go na kwestie domowoużyteczne. Znaczy chcą ciasteczek, to biegiem po zakupy, a potem niech wyczyszczą stół i przyległości z kurzu :P

      Usuń
    36. No tak, ale i tak nie poprawi to moich notowań w konkursie na najbardziej PPP, co najwyżej oni zajmą wysoko notowane lokaty:( Wychodzi na to, że teraz muszę ułożyć się wygodnie na sofie, przykryć kocykiem i dokładnie to wszystko przemyśleć:P

      Usuń
    37. I tu się mylisz, bo ponoć bycie PPP polega też na perfekcyjnym podziale i delegowaniu obowiązków. A po robocie to już tylko przejeżdżasz białą rękawiczką i oceniasz: zasłużyli na ciasteczka, czy nie zasłużyli :P

      Usuń
    38. Zapewniam Cię, że domowe obowiązki ostatnio głównie deleguję; ciasteczka powinny być więc raczej traktowane jako forma podziękowania za to, że ten dom w ogóle jakkolwiek funkcjonuje:( A białej rękawiczki i tak nie mam.

      Usuń
  3. Niektórzy zamilkli, bo mają od czasu do czasu ochotę oderwać się od blogosfery, jakkolwiek heretycko by to nie zabrzmiało. A tak na serio to nie jestem najlepsza w te klocki, sama nie znajduję odpowiedzi, popadam w skrajne czarno-białe myśli, a już oswajanie dzieci z pytaniami o sens pozostawiam rodzicom i katechetom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio jestem tak oderwana, że kolejnym krokiem byłoby chyba zamknięcie bloga, więc doskonale Cię rozumiem. Moje doświadczenia z katechetami (a raczej katechetkami) nie są najlepsze - potrafili zaofiarować niewiele poza straszeniem piekielnymi wizjami.

      Usuń
  4. Ja (co w moim wieku zrozumiałe) kompletnie nie pamiętam lekcji religii i wizji, jakimi nas karmiono, czy też straszono, więc chyba nie spełniły one swej roli. Siostrzeńcy natomiast jak na razie prezentują dość ambiwalentny stosunek do tematów wiekuistych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy ma się mniej niż dziesięć lat, zazwyczaj ma się takie właśnie podejście; gorzej jeśli się ono utrzymuje, mimo że na skroniach przybywa siwych włosów.

      Usuń
    2. Włosy? dzięki, lecę zmyć farbę, bo wyłysieję buszując po blogach, zamiast pilnować zegara. :)

      Usuń
    3. Ot, kolejny dowód na to, że internet to samo zło!:P Mam nadzieję, że mimo wszystko farbę zmyłaś w porę:)

      Usuń
  5. Po ilustracjach pana L. mogłabym mieć koszmary... Pani S. rzeczywiście w klimacie Lassego i Mai, którzy u nas czytani, szczególnie przez Starszą - z przyjemnością, choć już trochę z sentymentu z racji wyrośnięcia. Ale ilustracje LiM są bleee...
    Bardzo sensownie wygląda podejście do tłumaczenia świata w wykonaniu Lindströma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat jeśli chodzi o Lindströma wybrałam najgorszy moim zdaniem obrazek, pozostałe są mniej koszmarne:)
      Kiedyś czytałam jakieś niezwykle rozbudowane wytłumaczenie tego, że ilustracje w Biurze Detektywistycznym są znakomite i podobają się dzieciom, ale było na tyle nieprzekonywujące, że nie pamiętam ani jednego argumentu:P
      Z pozostałych książek Lindströma osobiście mam największą ochotę na tę o ludzkim mózgu, ale nijak ostatnio nie mamy czasu, by się za nią zabrać:(

      Usuń
    2. Z całą pewnością mózg ludzki to fascynująca zagadka, a sam tytuł zapowiada dobre podejście do dzieci!
      Wydaje mi się, że też gdzieś czytałam jakie to rysunki do LiM są świetne. Uznałam, że widocznie się nie znam...
      Zapraszam do zerknięcia u mnie na kolejne ilustracje pana BB. A może uda Ci się rozwiązać zagadkę? :)

      Usuń
    3. Bardzo Ci się chwali takie bezpośrednie zaproszenie - mnie ostatnio trzeba krótko chwytać za łeb i zmuszać do klikania, bo inaczej nigdzie nie zawędruję:) Gdybyś w przyszłości uważała, że sytuacja tego wymaga - nie krępuj się!:))
      A ja teraz będę zachodzić w głowę, gdzież to napisali o rysunkach Heleny Willis. Co gorsza, mam pewne podstawy by przypuszczać, że ten tekst znajduje się gdzieś w jednej z tysięcy gazet, jakie stosami piętrzą się w mojej łazience, kuchni, sypialni i dużym pokoju (w pokoju dzieci póki co piętrzą się tylko "Świerszczyki" i sądzę, że - z takim czy innym świerszczykiem - jeszcze jakiś czas tak zostanie:P)

      Usuń
    4. A bardzo Ci dziękuję za pochwalenie - bałam się, żeby mój komentarz nie został odebrany jako brak kultury i nachalna reklama, w stylu ślicznie tu u Ciebie, wpadnij do mnie! :))
      Nie zachodź w głowę, wystarczy, ze Cię wpuściłam w poszukiwania brudnej pięty! :D

      Usuń
    5. A owszem, niektóre komentarze są tak odbierane; na szczęście zdaje się, że ci, którzy lubią takowe zamieszczać, sami z siebie dochodzą do wniosku, że akurat tutaj to nie ma sensu:) I na szczęście Twoje nie należą do tej kategorii:)
      Poszukiwania brudnej pięty okazały się zaś bardzo owocne i wcale nie narzekam. Z tekstem o rysunkach będzie jednak znacznie trudniej. Podejrzewam jeden z numerów Tygodnika Powszechnego, ale za diabła nie wiem, który to:(

      Usuń
  6. Grunt to nie przestawać zadawać pytań...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak, ale z drugiej strony, czasem trzeba też wiedzieć, kiedy skończyć... Lekko nie jest!

      Usuń