wtorek, 2 października 2012

K. Varga "Nagrobek z lastryko", czyli list do Pisarza


Drogi Panie Krzysztofie Varga!

W pierwszych słowach mego listu pozdrawiam Pana serdecznie i zapewniam o mej szczerej sympatii do Pana osoby, wiem że takie pozdrawianie to obciach, ale przez wzgląd na moją sympatię do Pana proszę mi to wybaczyć. Z pewną taką nieśmiałością chciałam też nadmienić, że bardzo lubię czytać Pana felietony w Dużym Formacie, odkąd się tam pojawiły ukoiły nieco mój żal spowodowany zniknięciem jolek, wprawdzie to zupełnie inna bajka, ale zawsze żal mniejszy.
Gdyby zapytał mnie Pan, co lubię w Pańskim pisaniu, powiedziałabym, że frazę, dowcip, sposób patrzenia na rzeczywistość lekko cyniczny, powiedziałabym to oczywiście wtedy, gdyby mnie Pan zapytał, jednak Pan mnie pewnie nie zapyta, bo skąd mnie, szeregowego czytelnika.

Kiedy więc wzięłam do ręki „Nagrobek z lastryko”, nie, nie kupiłam, przepraszam, nie dałam Panu zarobić, ale wypożyczyłam z biblioteki, więc kiedy go wzięłam i przeczytałam ekstatyczne recenzje z tyłu okładki, od razu pomyślałam, że będzie dobrze, bo przecież napisali, że tu spotkały się wszystkie najlepsze cechy Pana pisarstwa: „szlachetna melancholia, głęboka ironia, stylistyczna dyscyplina”. W życiu bym tak tego nie ujęła, ale Dariusz Nowacki, który na łamach Gazety pisze tylko pozytywne recenzje Pana książek, pewnie lepiej się na tym ode mnie zna. Tak więc, kiedy wzięłam tę książkę do ręki, byłam pełna nadziei i oczekiwań, zwłaszcza że to miała być powieść futurystyczna, a ja lubię powieści futurystyczne, bardzo lubię. I powiem Panu nawet, że jakiś czas było dobrze, czytałam w zachwycie, podziwiając celność Pana spostrzeżeń na temat życia na początku XXI wieku, wynotowując co trafniejsze uwagi i żałując, że to nie z mych ust padły. Bo i pomysł miał Pan przedni, powiem Panu, żeby akcję umieścić w roku 2071 i przedstawić nam czasy, w których teraz żyjemy retrospektywnie, z pozycji dwóch pokoleń do przodu. To daje właściwy dystans, stwarza pole do popisu, można wyśmiać to co nam się nie podoba w naszym życiu i zadumać nad tym, co nas w nim smuci, a zarazem puścić wodze fantazji, tworząc świat, który być może stworzymy naprawdę, który niekoniecznie będzie nowy i wspaniały. Tak więc przez pierwsze kilkadziesiąt stron zaśmiewałam się nad samą sobą, czasem tylko łapiąc się na tym, że te kilka lat które dzieli mój i Pana rok urodzenia, to jednak dużo. Niby nawet nie dekada, ale to dużo, to zmienia perspektywę, powiem Panu, rocznik 1968 to jednak nie mój rocznik, może dlatego nie wszystko rozumiem, może tak, ale z drugiej strony, to trochę ryzykowne pisać dla tak wąskiego grona odbiorców, może jakieś ostrzeżenie dać na okładce, albo chociaż legendę w środku, byłoby lepiej, naprawdę. Czytałam więc o Pana rówieśnikach, a moich prawie rówieśnikach babci Annie i dziadku Pawle i czasem odnajdowałam w nich siebie, a czasem nie, czytałam o ich córce i zdumiewałam się nieco, czytałam o ich wnuku, urodzonym w roku 2038 i przestawałam rozumieć cokolwiek, choć byłam ciekawa do czego to doprowadzi. I powiem Panu, że ja naprawdę lubię Pana styl, Pana frazę, ale jak się to poczyta dłużej, to męczy nieco, i ja nie wiem, jak to się stało, ale czytałam Pana książkę wieczorami, bo w dzień nie mam czasu, i ja bardzo Pana przepraszam, ale co wieczór powtarzało się to samo. Ja naprawdę dawno nie zasnęłam nad żadną książką, ostatni raz chyba nad podręcznikiem prawoznawstwa, a tu kilka wieczorów z rzędu to samo, dziub, dziub. Ale następnego wieczora podnosiłam się jak Feniks z popiołów i znów próbowałam, naprawdę, niech Pan uwierzy. Ja nie wiem dlaczego tak się działo, bo przecież i fraza mi się podoba, i dowcip, i cynizm, i złote myśli sobie notowałam, jak na przykład tę, że „wyuczonym zawodem mojej matki był zawód co do mnie”, no naprawdę, sam to Pan wymyślił? I podziwiałam, że opisując w 2007 roku klęskę polskiej reprezentacji w piłce nożnej podczas mistrzostw świata gdzieś w połowie XXI wieku, w meczu otwarcia z Botswaną, otarł się Pan o profetyzm, Varga wieszczem, ludzie czy słyszycie?! Ale to nic nie pomogło, ja bardzo przepraszam, ciągle co wieczór to samo, dziub i dziub.
Ale ja się nie poddaję, naprawdę, a już na pewno nie jeśli chodzi o mojego ulubionego felietonistę, a poza tym Prawdziwi Znawcy Literatury, nie taki byle ktoś jak ja, którzy w 2008 roku nominowali Pana za tę książkę do nagrody Nike, ba! wynieśli Pana aż do grona finalistów, nie mogą się mylić, więc powiem Panu co wymyśliłam, co okazało się zbawienne. Wzięłam Pana książkę do fryzjera mianowicie. Tak, proszę się nie śmiać, naprawdę, to chyba najlepiej pokazuje mój nabożny stosunek do Pana, że pomimo iż mogłam spędzić dwie i pół godziny na lekturze prasy kolorowej, uzupełniając elementarne braki w wiedzy kto z kim i dlaczego, a kto z kim już nie i co w związku z tym, wzięłam ze sobą właśnie Pana książkę. Powiem Panu szczerze, że fryzjer to traktował mnie tego dnia inaczej niż zwykle, pewnie myślał, że to o grobach, a kto normalny czyta o grobach u fryzjera, ale ja się nie zrażałam, bo dla Pana jestem skłonna do poświęceń. I kiedy tak siedziałam w oparach amoniaku, to im dłużej siedziałam, tym bardziej mi się Pana książka podobała, i chichotałam się nawet na tym fotelu fryzjerskim, i tak teraz myślę, że to może być Pana wina, że z jednej strony mam trochę krzywo włosy obcięte, bo fryzjer chciał się mnie szybciej pozbyć, bo się bał wariata, ale nic to, te chwile, kiedy rozumiałam Pana prozę wszystko mi wynagradzają.
I tylko mam prośbę na przyszłość. Bo wie Pan, z tą farbą to nie można tak długo siedzieć, a włosy to ma się tylko jedne i skórę na głowie też. Więc jakby Pan w przyszłości mógł tak trochę zwięźlej, tak ze 100 stron, góra 150, to ja dam radę przeczytać przez te dwie godziny, bo ja naprawdę szybko czytam, proszę Pana.
Mając powyższe na uwadze, licząc na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby, pozostaję z szacunkiem i poważaniem,

                                               momarta. 

 Krzysztof Varga, "Nagrobek z lastryko", wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007.

72 komentarze:

  1. Droga Redakcjo, ale znaczy co: czytać czy nie czytać? Ja u fryzjera nie mogę, bo mnie okręcają takim ortalionem, więc mógłbym ewentualnie wieczorami, ale wtedy dziub dziub, tak? Tyle że ja nie mam problemów z zasypianiem po znojnym dniu, więc może szkoda na mnie takiego dobrego usypiacza? Pozostaję z szacunkiem, ZWL.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi ZWL,
      ciężko jest doradzić w tak delikatnej sprawie, ale myślimy że kluczowe dla powodzenia są opary. Jeśli będą opary, lektura powinna zakończyć się sukcesem. Wieczorem, nawet w oparach, nie radzimy czytać.
      Do rozważenia pozostaje też drugie rozwiązanie: przeczytać pierwsze 100 stron. Ta wersja nie została jednak przez Redakcję skonsultowana z Pisarzem, wobec czego nie wiemy, czy nie skończy się to ekskomunikowaniem czytającego z grona Najlepszych Blogerów Polskiej Blogosfery, za co Redakcja nie chciałaby brać odpowiedzialności.
      W przyszłości zachęcamy także do skorzystania z prowadzonego przez nas kącika porad kulinarnych, towarzyskich i modelarskich.
      Z serdecznymi pozdrowieniami,
      Redakcja

      Usuń
    2. Droga Redakcjo, czy jako opary może wystąpić dym z palonych liści? Jeśli tak, to odłożę lekturę do czasu rozpoczęcia stosownych prac ogrodowych:) Z kącika kulinarnego, jako też z rad dla młodych rodziców korzystam nieustannie, za co wyrażam Szanownej Redakcji szczerą wdzięczność:)
      Z ukłonami
      ZWL

      Usuń
    3. Jasne, jak kobieta każe, to dym z palonych liści nie przeszkadza koledze. A jak człowiek ze szczerego serca z kadzidełkiem ... Chlip :(

      Usuń
    4. Toż to cała kadzielnica była, a ja nienawykły:PP

      Usuń
    5. Drogi ZWL,
      z liśćmi zalecamy ostrożność i rozwagę, zwłaszcza przy wyborze rodzaju ziela. Przy pracach ogrodowych sugerujemy także konieczność używania odrębnych rękawic, tak aby lektury nadmiernie nie ubłocić.
      Grono naszych Redaktorów pracuje dzień i noc, aby zaspokoić wszystkie potrzeby naszych Czytelników, toteż wyrazy wdzięczności przyjmujemy z radością.
      Polecamy się niezmiennie do usług,
      Redakcja

      Usuń
    6. Szanowna Redakcjo,
      Wasza odpowiedź rozwiewa więc obawy Kolegi Bazyla, że będę wolał swąd liści od jego kadzideł - bo nie będę:P Wysiłki Redakcji bardzo doceniam, czekam niecierpliwie na nowe rubryki:)
      Z poważaniem
      ZWL

      Usuń
    7. I tu redaktorka prywatnie: ja tak myślę, że nadmierne okadzenie to też niedobrze, ale takie jak Bazylowe - subtelne i z umiarem, tylko na zdrowie wyjdzie:)I z tą nienawykłością, to proszę mi tu nie bajdurzyć, bo ostatnio zewsząd kadzą, więc nawet największy skromniś by się nie oparł:)

      Wizja czytelników oczekujących w napięciu na stale nowe rubryki lekko mnie przytłacza, ale cóż, któż mówił, że to lekka praca?

      Usuń
    8. Bazyl subtelnie i z umiarem, ale ogólny nadmiar kadzideł szkodzi, zaraz mi sodówka nosem pójdzie i co? Zostanę zmanierowanym celebrytą:)) Natomiast Redakcji życzymy wytrwałości i wielu pomysłów oraz czasu i sił, by je realizować ku uciesze i pożytkowi czytelników:)

      Usuń
    9. Ja rozgłaszam tu i ówdzie, bo wolę żeby naród czytał rzeczy dobre niż papkę pisaną wg najlepszego, szkolnego wzorca na najlepsiejszą recenzję. Z tegoż powodu sam nie życzę sobie rozgłaszania :)

      Usuń
    10. Bycie celebrytą też ma swoje dobre strony - czy Ty wiesz, ile oni czasu spędzają u fryzjera i na masażach? Ile wtedy można przeczytać, o rany!

      Usuń
    11. Moim zdaniem nie da się czytać, jak leżysz z głową w dziurze łóżka do masażu, a ktoś cię tłucze po plecach. Ewentualnie podczas pedikiuru:) Na celebryckie rozrywki jeszcze mnie nie stać i muszę czytać ukradkiem podczas dobranocki:)

      Usuń
    12. Bazyl: uprasza się o wybaczenie, ale czy mógłbyś przybliżyć na czym polega związek pomiędzy tym, że naród powinien czytać rzeczy dobre i trzeba go odpowiednio nakierowywać, a koniecznością nierozgłaszania wieści o Bazylu? Ja tu widzę sprzeczność i brak logiki, że tak z grubej rury walnę. Bo o to, że przedkładasz prywatę nad dobro Narodu to Cię nie podejrzewam, o nie!

      ZWL: w każdej pozycji da się czytać - jak masz dobry wzrok, to podczas masażu książkę kładziesz na podłodze, jak gorszy, zaopatrujesz się w okulary, bądź soczewki. Dla chcącego nic trudnego! A czytanie podczas dobranocki powoduje brak jedności pomiędzy rodzicem a dzieckiem - a jak Cię znienacka zapyta o jakiegoś konika, a Ty nie będziesz wiedział, co odpowiedzieć?!

      Usuń
    13. Ja też widzę sprzeczność w komentarzu Bazyla, ale ja się już z nim nie sprzeczam, bo on ma nade mną liczne przewagi, np. pisze dowcipnie, a poza tym jest duuuuużym chłopcem i trochę strach tak mu się sprzeciwiać. Już tam ponoć szykuje na mnie jakiegoś żuka z kolegami:PP
      Dobranocki mają to do siebie, że są powtarzalne, niekiedy po kilkadziesiąt razy i doprawdy wystarczy w miarę uważne obejrzenie dwa razy:P Progenitura przytula ojca w co straszniejszych momentach, to jest integracja rodzinna, i wszystko gra:)

      Usuń
    14. Cel osiągnięty. Zostałem pogłaskany i mogę spocząć na laurach.
      PS. Kochanie, gdybyś przypadkiem tu trafiła, zauważ że laury są przez małe "l" :D

      Usuń
    15. Bazylu, ty niecny prowokatorze!
      A Kochanie - gdyby tu trafiło - uspokajam, że jak dotąd żadnych Laur tu nie było...

      ZWL: no nie wiem, ja w podobny sposób oglądam Ciekawskiego Georga, ale jak zbytnio oddalę się myślami, zawsze się gubię, czym wywołuję zgorszenie małoletnich.

      Usuń
    16. Pociesz się, że małoletni też się gubią. Scena ranna. Oglądamy ze Starszym nowego "Pinokia" z MR i zachwycamy się ilustracjami Innocentiego. Młodszy je śniadanie w kuchni, za winklem. Starszy: - Zobacz tato tego rekina! Mała torpeda wypada zza ściany: - Do kina?? Ja też chcę z wami do kina!!!! :D

      Usuń
    17. Scenka rodzajowa cudna. Ja wokół tego "Pinokia" też krążę i krążę, i żydzę strasznie, ale coś czuję, że muszę zgęścić ruchy, bo mi wykupią.
      Podziwiam, że Wy tak rano książeczki sobie spokojnie oglądacie. Wprawdzie podejrzewam, iż wynika to tylko stąd, iż w tym czasie Kochanie i Matka Dzieciom miota się tak samo jak ja, usiłując zrobić wszystko i jeszcze trochę, dzięki czemu Ojciec może na luzie robić inne rzeczy (Ojcowie zawsze uważają, że te poranne rzeczy można zrobić później), ale i tak zazdraszczam bardzo:P

      Usuń
    18. Momarta: a jak można się pogubić w Ciekawskim George'u, doprawdy:PP U nas w szczycie porannego chaosu Najstarsza czyta sobie spokojnie Kleksa, udając, że naciąga rajstopki:)

      Usuń
    19. @momarta Nie daj się zwieść pozornemu spokojowi naszego poranka. Ominąłem bowiem byłem groźby werbalne, kierowane szczególnie do starszego. Cały cyrk z ubieraniem Młodszego. Pertraktacje żywieniowe (obaj). Lecenie na łeb do sklepu, bo Kitek dziś chciałby wcześniej, ale wczoraj zapomniał powiedzieć. Etc., itd. i w tym guście.
      A "Pinokio" leżał na ławie i akurat wpadł szwendającemu się Bartkowi w łapy. Słowem - scenka miała być sweet i taką po odarciu z prozy życia się stała :) Ale cyt..., bo zdradzam warsztat :)

      Usuń
    20. Co, nie ukrywajmy, też jest prawdą:P

      Usuń
    21. To akurat tak :) Reszta to sieciowa kreacja, z której przy bliższym poznaniu jeno drzazgi lecą :)

      Usuń
    22. To się oceni przy bliższym poznaniu:)

      Usuń
    23. Czyżbyś był orędownikiem I Multigalaktycznego Zlotu Blogerów Książkowych w Pcimiu Górnym? Czy tylko, jak Los zawiedzie mnie w Twoje, a Cię w moje, strony, chcesz się umówić na 0.7 l :P

      Usuń
    24. Nie znoszę intergalaktycznych zlotów:P Ale nasze orbity, że pozostaniemy przy stylistyce kosmicznej, kiedyś się przetną:) Na 0,7 to ja mam za słabą wątrobę, może być piwo:))

      Usuń
    25. Miło mi, że stworzyłam platformę, na której możecie się swobodnie porozumiewać:) A przy przecięciu Waszych orbit, to ja chciałabym być, bo coś czuję, że będzie się działo!

      Zaś co do meritum: Bazylu, z uwagi na Twoje tricki i sztuczki, podchodzę teraz do Ciebie nieufnie, więc nie wiem czy wierzę nowym zeznaniom, nie wiem...
      U mnie rano dzieci do lektur się nie garną. Wybierają raczej TV, bo wiedzą, że popołudniu matka nie pozwoli, a rano zdarza się jej niekiedy (po uprzednim przygotowaniu podkładu przez dzieci, oczywiście) potraktować telewizor jako sprzymierzeńca i ostatnią deskę ratunku:(

      Usuń
    26. Już uciekamy z prywatą. I żeby nie zagracać Ci bloga zapraszam na http://carpelibros.glt.pl/, gdzie można uprawiać pierdu, pierdu do woli. A i potaplać się w blogersko książczanym kisielu też :)
      @ZWL Browar też może być, aczkolwiek nie wiem czy filtrowanie 3 litrów bro, to taki rarytas dla wątroby :P
      @momarta Bez trików i sztuczek byłbym wołającym na puszczy, a tak jestem w miarę powabną syreną. Tylko proszę mi nie pchać wosku do uszu :)

      Usuń
    27. Bazyl, mnie i dwie butelki wystarczą:P A ponoć piwo dobrze na nerki robi:D
      Momarto: dzięki za udostępnienie platformy:)
      A zaniepokojonym małżonkom mówimy, że nie znamy nijakiej Laury, co nie?
      PS. Wizja Bazyla jako powabnej syreny mnie przerosła:))

      Usuń
    28. A mówią, że to ja jestem przerośnięty. Już cyt..., bo pan Varga zeszedł nam na mocno daleki plan. :P

      Usuń
    29. Bo jesteś:P Co tam jakiś pisarz, jak się tak przyjemnie o życiu rozmawia:)

      Usuń
    30. Bazylu, i Ty przeciwko mnie?! Ja absolutnie nie mogę na to carpelibros zaglądać, bo polegnę do reszty z ogarnianiem świata wokół mnie. A nawet z godzin przeznaczonych na sen nie da się już nic więcej wykroić, bo jadę na rezerwie:(
      Platforma mi nie przeszkadza, proszę bardzo, dyskusja rozwija się całkiem interesująco i mało przewidywalnie: było o oparach ziela, teraz o odurzaniu się trunkami - jakie szczęście, że to nie wpis o dziecięcej książeczce:P
      A co do syreny - ja też nie dałam rady. Może choć morświn, Bazyl, co?

      Usuń
    31. O matko kochana, późno jest, a mnie się zwoje przegrzewają od tej wizji:P

      Usuń
    32. Metaforycznie, Moi Drodzy, metaforycznie.

      Usuń
    33. Nawet jeśli metaforycznie, to tylko z morświnem moja wyobraźnia da radę:)

      Usuń
    34. Nawet metaforycznie moja wyobraźnia wysiadła:P

      Usuń
  2. Podzielam rozpacz jolkową, dotąd nie utuloną, oraz zachwyt felietonowy, jak na razie nieustający. Panie Vargo, bliższe Pana poznanie dopiero przede mną, na półce "Karolina" stoi i jak się kto w stosikowym zlituje to może nawet ją w listopadzie przeczytam. An.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się co jakiś czas otulam jolkowo, sięgając po przykurzony już mocno stos DF z lat 2008-2009, gdzie są jeszcze nierozwiązane przeze mnie jolki:)
      Jak "Karolina" cieńsza niż "Nagrobek", to dasz radę! Ja jako następny planuję "Gulasz z turula", ale muszę trochę odczekać, inaczej będzie źle, tak czuję.

      Usuń
    2. Ja właśnie na "Gulasz" polowałam, a skończyło się niezbyt opasłą "Karoliną". Ja też jeszcze gdzieś ze dwie zachowane jolki mam, ale więcej nie ma, bo przecież wtedy zachłannie się z mamą rzucałyśmy każda na swoją i na wyścigi rozwiązywałyśmy. A co się człowiek słowników nawertował....

      Usuń
    3. My w taki sposób rozwiązywałyśmy jolki z koleżanką. Ilość telefonów, jakie do siebie wtedy wykonywałyśmy w ciągu jednego wieczora była kosmiczna:)
      Ja też jolkę kojarzę z wertowaniem słowników, a nie z guglaniem (choć wtedy szło znacznie szybciej). U mnie znakomicie sprawdzał się też Kopaliński!
      Jakiś czas temu natknęłam się w internecie na stronę twórców tych jolek, którzy oferowali się, że mają ich jeszcze spory zapas i za stosowną opłatą chętnie wyślą. Wysokość owej opłaty była jednak zaporowa: 6 czy 8 zł za małą jolkę.
      Aha! Przypomniało mi się, że po zniknięciu jolek pierwszy raz w życiu napisałam list protestacyjny do redakcji!

      Usuń
  3. Jak to się stało, że jury "Press" tu nie dotarło? Ja dotychczas nie zaliczyłem dziub, dziub, nad książką, ale kiedyś zdarzyło mi się "przeczytać" kilkadziesiąt stron w trybie zombie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tryb zombie też znam, ale kilkadziesiąt stron to jest naprawdę imponujący rezultat, no,no,no! A cóż to za atrakcyjna lektura była?
      A jury "Press" nie dotarło, bo to Vargę i jego styl, a nie mnie by musiało nagradzać, a już przecież nagrodzony tyle razy (i za "Nagrobek" też), że okres karencji wprowadzili:)

      Usuń
    2. Jury pressu kiedys tu dotrze. Na razie - sami podziwiajmę te frazy.

      Usuń
    3. Niestety tytułu nie pamiętam, ale takie kilkustronicowe zombiowanie zdarza mi się nagminnie. Ot, wczoraj, przy "Sienkiewiczu", też :) Denerwujące jest cofanie i sprawdzanie, gdzie to jego wielce szanowna emulsja, tfu, eminencja, bazylowy Rozumek, przysnął :(

      Usuń
    4. Iza: Frazy rodem z Vargi (tak wiem, epigoni nie są w cenie), bardzo się starałam:)
      Bazyl: a bo Ty zawsze musisz czytać ze zrozumieniem? Nie wystarczy "zaliczyć" tak poważną lekturę? Trochę spiszesz z okładki, coś na chybił trafił z końca i tak wszyscy się zachwycą:P
      Mi, co gorsza, tryb zombie zdarza się ostatnio nawet przy prasie, co chyba świadczy o postępującej degradacji zwojów mózgowych, względnie wyczerpaniu wolnego miejsca tamże...

      Usuń
    5. To jest tak, że kiedyś, gdzieś tak we wczesnej kredzie albo późnej jurze, nie przeszkadzało mi w lekturze absolutnie nic. Ja właziłem do książki jak, nie przymierzając, Thursday Next i dopiero środki przymusu bezpośredniego przywracały mnie szarej rzeczywistości. A teraz. Skrzat kichnie i już dupa ze skupienia :( SKS jako żywo :)

      Usuń
    6. Jako, że już kilkakrotnie objawiłam ignorancję leksykalną, nie wstydzę się pytać i tym razem: SKS w znaczeniu karabinek, czy raczej zajęcia sportowe?

      Usuń
    7. Raczej w znaczeniu - Starość, urwał, Starość :P A strzelał ja z kbks :D

      Usuń
    8. Głowy za ten sks, to nie dam, ale miałam kiedyś takie zajęcia, że mnie o broniach i pociskach uczyli, i był i sks, i kbks, ale może mi się to tylko roi? Ze starości?:P

      Usuń
    9. Był i taki, i taki. A wracając do meritum, to czy ten "Gulasz z turula", to o Węgrach, bo mi się coś obiło, a i naród chwalił tu i ówdzie.

      Usuń
    10. Dobrze się obiło. Ja wahałam się od czego zacząć, a teraz nie wiem, czy dobrze wybrałam. Zdaje się jednak, z tego co zdążyłam przekartkować w bibliotece, że tam fraza mniej męcząca i jakoś na cieńszą wyglądała, uf!

      Usuń
    11. Też sie zastanawiam jak jury pressu momartę mogło ominąć?

      Usuń
    12. To się zmieni w przyszłym roku:) Natomiast tytuł blogowego debiutu roku jest pewny i gdybym miał choć odrobinę zdolności, to bym wymalował markerem stosowną bukę na desce:)

      Usuń
    13. No przestańcie już, dobra? W tym rozdaniu to Zacofanemu ma pójść sodówka do głowy, a nie mnie! Z dwójką nadętych reszta blogosfery sobie nie poradzi, a jednego jakoś się okiełzna:P
      (Ale TAKĄ bukę, to ja chętnie przyjmę:))

      Usuń
    14. Jak Ty się nadmiesz, to ja już nie będę musiał, proste:P

      Usuń
    15. O nie, nie! Liczy się kolejność zgłoszeń!:)

      Usuń
  4. Świetny tekst! A już się bałam, że wzięłaś Vargę do fryzjera, żeby przyciął fragmenty książki.;)
    Mnie też się długo czytało "Nagrobek", ale satysfakcja była. Te wizje przyszłości, ta zgryźliwość... Lubię Vargę, także tego felietonowego. Czasem leci Pilchem, ale nic to, odpowiada mi jego poczucie humoru/złośliwości.
    Podobno "Trociny" czyta się w jeszcze większym znoju, ale chyba nic nie przebije "Karoliny" pod tym względem.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam te skojarzenia z Pilchem - wydaje mi się, że chodzi o sposób konstruowania zdań, owo "frazowanie" właśnie. Uważam jednak, że Varga Pilcha przegania tym właśnie, o czym napisałaś - specyficznym poczuciem humoru i cynizmem. Pilch jest w tym zakresie dla mnie "za miętki":)
      Ja jednak nie wiem, czy mam satysfakcję po tej lekturze - serio uważam, że gdyby była krótsza, byłoby dla wszystkich lepiej, a i poziom satysfakcji czytelniczej znacznie by się podniósł. Ba! Czuję wręcz lekkie rozczarowanie - nawet nie rozwojem fabuły (specyficznym dość), ale tym, że zbyt często nie wiedziałam po co i dlaczego. Przez 150 stron pokryłabym to rozczarowanie frazą, a przez ponad 300 się nie dało.
      Natomiast po Twoich zachęcających słowach na temat pozostałych pozycji, pozostanę przy swoim zamiarze przeczytania na razie tylko "Gulaszu z turula"...

      Usuń
    2. Pilch "miętki" przy Vardze? Ooo, to muszę spróbować tego ostatniego. Ale najpierw, dla porównania, wciągnę kupiony gdzieś okazyjnie "Dziennik" tego pierwszego.

      Usuń
    3. @ momarta

      Masz rację, Varga jest bardziej zjadliwy. Myślę, że Pilch z wiekiem po prostu lekko złagodniał, choć dla odmiany coraz częściej w wywiadach zdarza mu się zakląć szpetnie.

      Usuń
    4. Ostatnio jakoś wywiadów z Pilchem nie czytałam, ale nie wiem, czy to o wiek chodzi. Osobiście mam zaległości jeśli chodzi o jego nowsze pozycje, więc bazuję na znajomości tych wcześniejszych, pisanych przez Pilcha Młodszego.Tak, czy siak, też go lubię:))

      Bazyl: wciągaj, wciągaj i się potem podziel, bo mi się taka cudna okazja nie trafiła, a wśród moich książkowych pozycji "must have" (za wszelką cenę) ta akurat nie się nie mieści.

      Usuń
    5. Polecam wysłuchanie fragmentów Pilchowych dzienników tu:
      http://www.polskieradio.pl/8/195/Artykul/627084,Przyjemnosc-sluchania-Pilcha

      Usuń
    6. A dziękuję, jak się nadarzą sprzyjające okoliczności przyrody, chętnie posłucham!

      Usuń
    7. Aniu nie strasz "Karoliną", bo aż ją pozaprogramowo z półki wezmę:)

      Usuń
    8. Weź, weź, ja chętnie poczytam co o niej myślisz. A masz w najbliższych planach jakiegoś fryzjera może?

      Usuń
  5. Po tak obszernych i licznych wypowiedziach mam dylemat- przyznać się, czy się nie przyznać, że pisarza nic nie czytałam, ani tyci tyci. No chyba się przyznam, a co gorsza Plicha czytałam jedynie Pod mocnym aniołem i raczej nie przypadł mi do gustu :( Ale zaraz posłuchać, co tu Ania poleca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łe krótkie to było i niewiele mi powiedziało na temat Dziennika :(

      Usuń
    2. Jak widzisz, ja do teraz też nic Vargi nie czytałam (poza felietonami), więc nie przejmuj się zbytnio! Jeszcze mi się nie udało odsłuchać Pilcha, więc nie wiem jak jest.
      "Pod mocnym aniołem" jest mocno specyficzne, też przez tematykę, więc ja na Twoim miejscu jeszcze bym spróbowała czego innego.

      Usuń
    3. Z reguły nie zniechęcam się po pierwszym razie, daje drugą, a czasami i trzecią szansę. :)

      Usuń
    4. Ja do trzech chyba jeszcze nigdy nie doszłam, a i do drugiej często mocno muszę się zmuszać.

      Usuń
  6. Zapraszam do oceny : http://potomekprzeznaczenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń